Ten artykuł jest częścią cykluMłoda Polska
Paryż, 1925 rok, Tytus Czyżewski (od lewej) siedzi w Cafe de la Rotonde (fot. akg-images)
Paryż, 1925 rok, Tytus Czyżewski (od lewej) siedzi w Cafe de la Rotonde (fot. akg-images)
W cyklu "Młoda Polska" przenosimy się sto lat wstecz. Do 11 listopada będziemy opisywać Polki i Polaków, którzy w nowo powstałym państwie mieli znaczący wpływ na formowanie się życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Ich często śmiałe i radykalne postulaty, publicystyka, wynalazki kształtowały młodą Polskę tamtego okresu.

Odzyskanie przez Polskę niepodległości zastaje Tytusa Czyżewskiego w Krakowie. W politykę nigdy nie będzie chciał się mieszać. Jego polem działania jest sztuka. Tworzy obrazy wielopłaszczyznowe, które zrywają z dotychczasowym postrzeganiem malarstwa. Chce je zmienić. I już mu się to udaje.

"Śmierć Fauna"

Tytus Czyżewski urodził się 28 grudnia 1880 roku w niewielkiej miejscowości Przyszowa koło Limanowej. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, jego ojciec był zarządcą majątku. Miał brata, ale zmarł we wczesnym dzieciństwie. Z matką był mocno związany i już jako znany artysta opiekował się nią. Związek był tym silniejszy, że mały Tytus był dzieckiem niepełnosprawnym - miał garb. Odrzucony przez rówieśników, długie godziny spędzał na lekturze książek z bogato zaopatrzonej biblioteki w majątku. Od najmłodszych lat przyszły malarz i poeta fascynował się też kolorem. Obserwował zmieniającą się górską przyrodę i jej barwy. Rzeczywistość przepuszczał przez filtr swojej niesamowitej wrażliwości. Ponoć już jako dorosły mężczyzna wspominał, jakie wrażenie zrobiła na nim reprodukcja "Ostatniej wieczerzy" Leonarda da Vinci, która znajdowała się w miejscowym kościółku. Była to naiwna interpretacja dzieła włoskiego mistrza, wykonana przez domorosłego wiejskiego malarza. Chłopca zafascynowała jej kolorystyka.

Sztuka stała się tarczą, chroniącą młodego Tytusa przed rzeczywistością. Wyśmiewany przez rówieśników, jedynych przyjaciół znalazł w rzeźbiących w drewnie góralach oraz lokalnych artystach malujących na szkle. Te inspiracje z czasów dzieciństwa można odnaleźć w późniejszych obrazach Czyżewskiego - przedstawiających matki boskie i zbójników, dwa oblicza sztuki góralskiej. Jedno sakralne, stateczne, drugie niepokorne i wojownicze.

Wystawa prac Tytusa Czyżewskiego, W Lama, Hipolita Polańskiego, Kazimierza Tomorowicza w Instytucie Krzewienia Sztuki w Poznaniu, 1934 rok (fot. zbiory NAC, 1-K-6127-2) ()

Kiedy Czyżewski skończył liceum w Nowym Targu, rozpoczął naukę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Kształcił się pod okiem Józefa Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego i Leona Wyczółkowskiego, malarzy modernistów. I od tego stylu rozpoczęła się jego droga artystyczna - tworzył prace impresjonistyczne, nastrojowe. Jednocześnie rozwijał się literacko. Obok tworzenia obrazów i grafik poezja była przez całe życie artysty ważnym elementem ekspresji. Przelewał na papier swoje doświadczenia, często szukając w poezji ukojenia przeżyć z dzieciństwa.  W 1907 roku drukiem ukazał się jego pierwszy utwór - poemat "Śmierć Fauna". Choć napisał go już jako 27-letni mężczyzna, pobrzmiewają w nim echa tego, przez co przeszedł - wyobcowania, poczucia odmienności, odrzucenia, jakiego doświadczył ze strony wiejskiej społeczności jako młody chłopak. W postaci zabitego przez wieśniaków widłami fauna można się dopatrywać alter ego nieakceptowanego przez otoczenie Czyżewskiego. Poczucie wyobcowania spowodowanego fizyczną ułomnością mogło też mieć związek z tym, że artysta nigdy nie ułożył sobie życia osobistego. Nie ożenił się, nie wiadomo nic o jego związkach, nie miał dzieci. Całą pasję życiową wkładał w sztukę.

Przed Wielkim Jutrem

Czyżewski dość szybko zrozumiał, że ze stylem uczelnianych profesorów nie jest mu do końca po drodze. Pragnął czegoś więcej, dlatego zdecydował się kontynuować studia w Paryżu. Rok 1907, w którym Czyżewski zamieszkał w stolicy Francji, jest uważany za początek kubizmu - nie mógł więc wybrać lepszego momentu na wyjazd. Polak z pewnością widział również wielką, pośmiertną retrospektywę dzieł Paula Cezanne'a. Dla poszukującego swej drogi artysty trudno wyobrazić sobie lepsze, pełniejsze kreatywnej energii miejsce niż Paryż. Kubizm, ekspresjonizm, który wiele zawdzięczał twórczości Paula Gaugina, i dynamika przyrody, jaka zawarta była w dziełach Vincenta van Gogha - to wszystko działo się w Paryżu. Stolica Francji stanowiła artystyczny tygiel.

Po powrocie z barwnego Paryża do Krakowa Tytus Czyżewski pracował przez pewien czas jako gimnazjalny nauczyciel rysunku. Nie wytrwał jednak na tym stanowisku długo - jego ułomność znów stała się przedmiotem szykan, tym razy ze strony uczniów. Lekiem znowu było malarstwo. W 1910 roku artysta miał pierwszą indywidualną wystawę. Pokazał na niej prace, w których widać już wpływy kubistów - jak u żadnego innego artysty polskiego wcześniej - ale jednocześnie obecne są bardzo specyficzne elementy dekoracyjności, których próżno szukać w twórczości Picassa czy Braque'a. Góralskie madonny, poddane kubistycznej deformacji, były pokłosiem dziecięcych fascynacji malarza.

Tytus Czyżewski, ''Akt z kotem'', 1920, Muzeum Narodowe w Warszawie (fot. wikipedia.org) ()

W 1911 roku Czyżewski ponownie wyjechał do Paryża, tym razem na rok. Wówczas poznał twórczość artystów prezentujących swe prace na niezależnych salonach, organizowanych corocznie od 1884 roku. Sam również brał w takich wystawach udział.

Znów wrócił do Krakowa, ale tym razem i tu czuć już było powiew artystycznej świeżości. Poznał podobnych sobie, poszukujących twórców, takich jak bracia Andrzej i Zbigniew Pronaszkowie, Leon Chwistek, Witkacy. Łączyły ich chęć poszukiwania nowości w sztuce i bunt przeciwko zastanemu porządkowi. Wokół ich grupy powstał ruch, który na wzór paryskich salonów zaowocował wystawami grup niezależnych, złożonych z artystów, którzy prezentowali inną sztukę niż ich profesorowie.

Kres salonom niezależnym położył wybuch I wojny światowej. Czyżewski przebywał wówczas w Wiedniu. To właśnie wtedy powstały jego obrazy wielopłaszczyznowe, które są chyba najważniejszym przykładem dokonań awangardy z czasu bezpośrednio poprzedzającego odrodzenie Polski. Czyżewski kleił swe dzieła z tekturowych płytek, drewna i dykty, modyfikując koncepcję obrazu jako dwuwymiarowego płótna. Świat, jaki pokazuje w twórczości z tamtego okresu, sprawia wrażenie widzianego w roztrzaskanym lustrze.

Czyżewski zdecydował się na powrót do Krakowa, kiedy jeszcze trwała wojna. W 1917 roku powstała tam grupa Ekspresjoniści Polscy, później przemianowana na formistów. Zrzeszeni w niej twórcy, w tym Czyżewski, głosili hasła odejścia od realizmu w sztuce i utrwalenia prymatu formy nad treścią. Malarz uczestniczył we wszystkich wystawach Formistów w Krakowie, Lwowie, Warszawie i Poznaniu. Odbyła się również indywidualna prezentacja jego prac, na której pokazał 21 obrazów, w tym podhalańskie malowidła na szkle. Czyżewski był również wciąż aktywny jako poeta. Swoje wiersze i utwory wydawał w zbiorach, które zwykle miały niezwykle piękną, zaprojektowaną zresztą przez samego Czyżewskiego, szatę typograficzną. Publikował również w tworzonym wraz z Leonem Chwistkiem i Karolem Winklerem piśmie "Formiści". Obok wierszy pojawiały się tam manifesty grupy - jej członkowie pisali, że występują przeciwko głupocie i śpiączce artystycznej. Jak łatwo się domyślić, środowisko artystów o ugruntowanych pozycjach jednogłośnie zbojkotowało formistów. Ale zauważyli ich krytycy - recenzentom podobały się sformułowania mówiące o konieczności zbudowania nowej sztuki, o Wielkim Jutrze, które ma nadejść. W twórczości formistów widać zapowiedź nadejścia epoki mechanizmu, fascynację elektryfikacją i związaną z nią nową epoką.

Fragment dorocznej wystawy wiosennej w Tuileries na której wystawione są m.in. obrazy Tytusa Czyżewskiego, 1926 rok (fot. zbiory NAC, 1-K-2589) ()

"Nuż w bżuhu"

Grupa futurystów chciała nieustannie szokować widzów - filistrów. Wszystko, co robili jej członkowie, nosiło znamiona artystycznego performansu. W 1921 roku światem sztuki i opinią publiczną wstrząsnęła ulotka-plakat "Nuż w bżuhu". Jednodniówka zredagowana przez Bruna Jasieńskiego w Krakowie i Anatola Sterna w Warszawie była artystyczną prowokacją. Cała jej treść zapisana została w sposób fonetyczny, bez poszanowania zasad ortografii, tak jak w tytule publikacji. Znalazły się w niej wiesze futurystów, w tym "Transcendentalne panopticum" autorstwa Tytusa Czyżewskiego czy "Płodzenie" Sterna oraz "Mięso kobiet" Jasieńskiego. Ten ostatni utwór wywołał prawdziwy skandal ze względu między innymi na ten fragment: "Pszehodząc pszypadkowo pszez ćeńisty pasaż / mimo palm kiwającyh śę jak senny palec / zobaczyłem kobietę, kturą rąbał masaż / i układał na ladźe kawał po kawale". W dalszej części wiersza Jasieński pisał, że zamiast uprawiać z kobietami seks, należy je zjeść.

"Nuż w bżuhu" z założenia był prowokacją i publikacja rzeczywiście wywołała oburzenie. Lwowska "Gazeta Wieczorna" nazwała futurystów fanatykami ludożerstwa i apostołami zboczeń. "Rzeczpospolita" alarmowała o zamachu na pisownię i język polski, a działania futurystów oceniła jako szykowanie gruntu dla bolszewickiej rewolucji. Miesiąc po publikacji cały nakład "Noża w bżuhu" został skonfiskowany przez cenzurę, choć wcześniej cenzorzy dopuścili materiał do publikacji. Ale twórcy zadbali o to, by ich dzieło trafiło do jak najszerszego grona odbiorców. Urządzili koncert na wozie drabiniastym ciągniętym przez artystów. Stojący na nim poeci wykrzykiwali swoje wiersze przy akompaniamencie głośnej muzyki i rozrzucali jednodniówki futurystyczne.

Portret Tytusa Czyżewskiego autorstwa Leona Chwistka (fot. wikimedia commons) ()

Czyżewski ze względu na swoją ułomność wstydził się publicznych występów, ale często był ich kreatorem i pomysłodawcą. Jednak z czasem poczuł się zmęczony zuchwałymi ekscesami kolegów. Chciał w spokoju poświęcić się własnej sztuce. Starał się jednak lansować młodych poetów i malarzy i wspierać ich twórczość, m.in. zapraszając do udziału w wystawach czy przedstawiając ich znanym kolegom. Próbował zaszczepić nową sztukę na gruncie polskim. Nie było to łatwe. Ludzie, którzy po 123 latach odzyskali swój kraj i próbowali odbudować tożsamość narodową, nie byli chętni na nowoczesne eksperymenty i zabawy z formą. W sztuce i literaturze pragnęli nawiązania do utraconej tradycji.

Dogonić świat

W latach 1922-1925 Tytus Czyżewski znów przebywał w Paryżu - zaproponowano mu pracę w Bibliotece Polskiej przy ambasadzie. Poleciał tam samolotem, co dla zafascynowanego postępem artysty było nie lada przeżyciem. Wrażenia z podróży opisywał w listach do kolegów. W stolicy Francji spotkał kolorystów, grupę malarzy zwanych też kapistami - od liter KP, skrótu od Komitetu Paryskiego. Komitet Paryski był stowarzyszeniem pomocy dla studentów wyjeżdżających na studia malarskie do Francji. Na krakowskiej ASP zawiązał go w 1923 roku Józef Pankiewicz. Komitet zrzeszał malarzy, dla których kolor był ważniejszy od konstrukcji. To on decydował o nastroju dzieła, jak mówili sami twórcy - forma była kształtowana przez kolor. W takim myśleniu Czyżewski odnalazł kierunek, który stał się powrotem do jego dziecięcych fascynacji. Sprzyjały temu też liczne podróże - z Paryża Czyżewski ruszył w świat, m.in. do Hiszpanii, gdzie urzekła go kolorystyka odwiedzanych katedr i podziwianej po drodze przyrody. Te fascynacje opisywał też w wierszach. Poezja wydana w tomie "Lajkonik w chmurach" była bardziej liryczna, gładka, zatraciła futurystyczny pazur.

Kiedy Czyżewski wrócił do Polski w 1927 roku, zastał rzeczywistość znacznie bardziej gotową na awangardę. Współtworzył nowy teatr formistyczny, gdzie, podobnie jak w obrazach i literaturze tego nurtu, treść była podrzędna w stosunku do formy. W latach 30. odbyła się w Warszawie inscenizacja dramatu Czyżewskiego "Wąż, Orfeusz i Eurydyka". Na scenę została przeniesiona również część rysunków, tzw. Stadiów Dynamopsychicznych, będących integralną częścią dzieła. Choć sztuka była pełna abstrakcji i niedopowiedzeń, przedstawienie zostało przyjęte przez publiczność gromkimi oklaskami. 

Czyżewski wciąż malował i tworzył kolejne tomy wierszy i utworów scenicznych. Sztuka pochłaniała go bez reszty. Kolekcjonował malarstwo na szkle i albumy poświęcone sztuce, co pochłaniało lwią część jego dochodów uzyskanych ze sprzedaży dzieł. Nie odczuwał potrzeby gromadzenia pieniędzy. W odróżnieniu od wielu kolegów, takich jak Stanisław Młodożeniec, Aleksander Wat czy Bruno Jasieński, nie prezentował też postawy lewicującej. Nie chciał dokonywać wyborów politycznych, opowiadać się po żadnej ze stron. Uważał, że odciągnęłoby to jego uwagę od sztuki, a ta była dla niego najważniejsza. Jego niepohamowaną żądzę twórczości obrazuje choćby fakt, że w najbardziej płodnych okresach wystawiał płótna jeszcze mokre. Chciał, aby jak najszybciej ujrzały światło dzienne. Miał przeświadczenie, iż wszystko dzieje się tak szybko, że należy się śpieszyć, aby dogonić świat.

Wybuch II wojny światowej sprawił, że Czyżewski - piewca nowoczesności, dynamizmu, rozwoju sztuki - zderzył się z koszmarem. Ukochana przez niego technologia teraz była wykorzystywana nie w służbie rozwoju, a po to, aby nieść śmierć. W czasie okupacji przebywał w Warszawie, gdzie pracował nad tomem poezji "Antidotum". Rękopis zaginął, niestety, podczas powstania warszawskiego. Po upadku powstania Czyżewski wrócił do Krakowa, gdzie zmarł 5 maja 1945 roku, zaledwie parę dni przed kapitulacją III Rzeszy. Podczas pogrzebu, w którym uczestniczyło wielu jego przyjaciół artystów, Kazimierz Wyka powiedział: "Odchodzi jeden z największych twórców swego czasu".

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER