Ten artykuł jest częścią cykluZagrajmy w zielone
Marcin Filipowicz na tle swojego elektrycznego BMW. (Archiwum prywatne)
Marcin Filipowicz na tle swojego elektrycznego BMW. (Archiwum prywatne)

Od razu zaznaczam, że o samochodach elektrycznych wiem niewiele i będę zadawała pytania, które słyszałeś już milion razy...

I zaczniesz od najbardziej przeze mnie nielubianego.

Czyli?

Jaki zasięg ma mój samochód BMW i3.

To pytanie jest na mojej liście, ale nie było wcale pierwsze. Jednak skoro od tego zacząłeś, proszę bardzo, odpowiedz.

300 km. Moje bmw to typowy samochód miejski, taki zasięg spokojnie wystarcza przeciętnemu mieszczuchowi. Ale mam poczucie, że myślenie, które za tym się kryje, jest błędne. Moja odpowiedź na pytanie, dokąd można elektrykiem dojechać, brzmi: do najbliższej ładowarki. Przesiadając się do elektryka, musisz zmienić sposób myślenia i styl życia. Skoro, mając świadomość zmian klimatycznych, zakręcasz kran, ograniczasz jedzenie mięsa i rezygnujesz z ukochanego tatara, nie kosisz na krótko trawy i nie wylewasz na trawnik hektolitrów wody, kolejnym krokiem jest samochód elektryczny.

To następstwo dziejących się zmian, ewolucja.
Uliczne ładowarki. (Shutterstock)

Wracając do zasięgów: mieszkam w Warszawie, w trasie elektrykiem byłem w Zielonej Górze. Za kilka dni jadę do Poznania porsche taycanem. Porsche ma 400 km zasięgu. Tu znaczenie ma prędkość, z jaką się podróżuje – im szybciej jedziesz, tym pobór energii jest większy i trzeba częściej ładować samochód. Jadąc do Zielonej Góry, utrzymywałem prędkość na poziomie 110–115 km/h.

Kiedyś, gdy jeździłem autem na paliwo, wydawało mi się, że w takim tempie się wlokę, ale teraz, ze względu na ceny paliw, ludzie na autostradach ogólnie jeżdżą wolniej, bo muszą prowadzić ekonomiczniej.

Dojazd do Zielonej Góry kosztował mnie około 150 zł w jedną stronę. Spalinowym autem podróż kosztowałaby co najmniej trzy razy więcej. Ładowałem się dwa razy – na miejscu podłączyłem się do kontaktu i wracając, przejechałem przez stację. Porsche taycan na mocnej ładowarce na stacji naładujesz od 20 do 80 proc. w osiem minut.

Marcin na torze. (Archiwum prywatne) , Na torze w Słowacji. (Archiwum prywatne)

Jesteś, a raczej byłeś rasowym "petrolheadem"? 

Mam czy może miałem paliwo w żyłach. Ale pojeździłem elektrykiem i stwierdziłem, że to jest bajka. Ze względu na brak zapachu spalin, ciszę panującą w środku, ale i benefity, które daje miasto, czyli darmowe parkowanie w strefie parkowania płatnego, możliwość jazdy obok korków pasami dla uprzywilejowanych. Te samochody są czyste: ładowanie jest sterylne, nie ma żadnych płynów, olejów, smarów, nic nie śmierdzi. 

Jak na neofitę przystało, ewangelizujesz.

Namawiam kolegów, którzy rozglądają się za nowym samochodem: "kup elektryka", a tych, których stać – "kup teslę". I mówię, że elektryki są zarąbiste. Na co oni odpowiadają, że to za wcześnie, że za mało jest jeszcze ładowarek. Wtedy występuje mi piana na twarzy i mówię: "Za wcześnie? Jasne, to poczekaj, aż skasują wszystkie benefity, jak w krajach skandynawskich, w których jest już elektryków tak dużo, że przywileje dla ich posiadaczy są likwidowane".

A dużo jest stacji, na których możesz się podładować?

Całe życie użytkownika elektryka mieści się w telefonie. Mam folder, a w nim dziewięć aplikacji przydatnych posiadaczowi elektryka, w tym apkę Plug Share, która pokazuje na mapie stacje. Ładowarek jest bardzo dużo, ale jeśli nie masz takiego samochodu, to w ogóle o nich nie wiesz, nie zwracasz na nie uwagi. Stacje są na przykład w centrach handlowych. Pojedziemy na kawę do jednego z nich i się przy okazji podładujemy. Zobaczysz, jak to działa.

Operatorów jest wielu, wśród nich także tacy, którzy starają się, żeby jakiś procent prądu stanowił ten z odnawialnych źródeł energii. 

A jak radzisz sobie poza miastem? Czy równie łatwo o ładowanie w trasie?

Będę niedługo jechał do Poznania elektrycznym porsche i nawigacja sama mi podpowie możliwe opcje. Jeśli nie będę chciał ładować baterii po drodze, to wskaże mi prędkość, z jaką mam jechać, żeby bez problemu dotrzeć na miejsce.

Masz też samochód spalinowy?

Tak, używa go żona. Staram się dywersyfikować środki transportu i dopasowywać je do potrzeb. Korzystam też z carsharingu, komunikacji miejskiej, hulajnogi.

Ładowanie elektrycznej dacii. (Shutterstock/Valdis Kudre)

Czy samochody elektryczne są drogie?

Żyjemy w czasach, w których wszystko jest drogie. Elektryczna dacia spring kosztuje mniej niż 100 tys., elektryk BMW około 150 tys., tesla zaczyna się od 200 tys., porsche taycan od 600 tys. zł. Sprowadzane są już pierwsze używane elektryki z Norwegii – można je kupić za 30 tys. zł. Trzeba jednak mieć świadomość, że mogą mieć zdegradowane baterie – starczają na około 180 km. Wysokość ceny samochodów elektrycznych jest zresztą zastanawiająca, bo technicznie są proste, jak przenośna suszarka, w której masz baterię i silnik.

Inna sprawa, że elektryka nie trzeba wcale kupować. Nie musisz wykładać 100 tys. na dacię, nie musisz brać leasingu, możesz mieć samochód w najmie długoterminowym – płacąc przez określony czas co miesiąc ustaloną kwotę za użytkowanie. Oszczędza to dyskomfortu przy sprzedaży, konieczności ubezpieczania, utraty wartości samochodu.

Wiem, że ścigałeś się na torach.

Tak! Był karting, potem Walter Lechner Racing School, Formuła Ford, Formuła Renault Sport i KIA Ceed Cup. Samochód, którym jedziemy, ma podwozie niczym bolidy w Formule 1 – zrobione z karbonu. Jest technologicznie bardzo zaawansowany, to naprawdę perełka. Plastikowe elementy są wykonane z materiałów z odzysku – powstała specjalna fabryka do produkcji tworzyw sztucznych na potrzeby tego auta, osobna linia ze zmniejszoną emisją CO2. Do procesu produkcji marka podeszła odpowiedzialnie. 

W Formule Renault 1700. (Archiwum prywatne) , Jako nastolatek - z nr 11. (Archiwum prywatne)

Wyświetlacz pokazuje, że naładowanie baterii pozwala na przejechanie 118 km.

Możemy wybrać trzy programy jazdy: klimatyzacja i maksimum osiągów, program komfort, obcinający osiągi i klimę, oraz opcję zupełnie "drewnianą" – bez klimy, z prędkością maksymalną 90 km/h. Przy zmianie na najprostszą wersję zasięg wydłuży się o 10 km w stosunku do programu komfort. Ten samochód jest stworzony do jazdy po mieście, nie używa się w nim prawie hamulców: jak puścisz nogę z gazu, to on sam hamuje, jeździ się więc, właściwie używając jednej nogi. Nazywa to się rekuperacja, czyli odzysk energii. Dzięki temu klocki hamulcowe starczają na 200 tys. km, a nie jak w samochodzie spalinowym na 30 tys. To bmw ma 170 KM, jest stosunkowo lekkie i potrzeba tylko siedem i pół sekundy, żeby osiągnąć 100 km/h. 

Te argumenty działają na kierowców? Kogo udało ci się przekonać do elektryka?

Moja pani fryzjerka coraz bardziej skłania się ku zakupowi elektryka – jeździ tylko po mieście, zasięg 200 km jej wystarcza, ma panele fotowoltaiczne w domu, więc w ogóle nie będzie płacić za ładowanie. Za chwilę pewnie powstaną w centrach miast strefy zakazujące wjazdu samochodom spalinowym. Udało się już zwolnić elektryki z opłat za autostrady. Pamiętaj także o możliwości jazdy po buspasach i parkowaniu w mieście za darmo.

Mieszkam w Warszawie na Pradze, z powodu remontu jednego z kluczowych mostów przejazd przez Wisłę oznacza stanie w ogromnych korkach. Ale dzięki elektrykowi i jeździe buspasem przestały być dla mnie koszmarem.
Pas dla pojazdów uprzywilejowanych. (Shutterstock)

A jak ktoś mieszka w bloku na 12. piętrze, nie ma garażu podziemnego... 

Gadasz jak mój szwagier, który zastanawia się, co będzie, jak elektryki staną się powszechne.

Pytam, bo nie wiem. Ile trwa ładowanie z gniazdka?

Mojemu bmw, ze stosunkowo małą baterią, naładowanie z gniazdka 220 V do 100 proc. zajmuje około 12 godzin. Jeżeli masz w domu tzw. siłę, czyli prąd 360 V, samochód naładuje się szybciej. Taycan ładowałby się z gniazdka chyba ze trzy dni, ale on jest stworzony do ładowania na dużych, mocnych stacjach. Na trasach stoją urządzenia o mocy 50–300 kW do szybkiego ładowania. I tam, jak już wspomniałem, w porsche 80 proc. baterii osiągniesz w osiem minut. W biurze mam "siłę" i małą stację ładowania. 100 km zasięgu ładuję w godzinę.

Dla kogo jest samochód elektryczny?

Dla ludzi, którzy wiedzą, że przejście na nie jest konieczne, bo klimat się zmienia i ustalono, że elektryki mogą być lepszym rozwiązaniem niż samochody spalinowe. Dla osób, które nie tkwią w schematach. I potrafią myśleć perspektywicznie. Także dla snobów i gadżeciarzy, których zachęcają osiągi – te samochody są nieprzyzwoicie szybkie, bardzo zrywne.

Ale opór materii wśród fanów spalinowców jest wielki.

Podczas spotkań z kolegami w klubie motoryzacyjnym, do którego należę, wciąż słyszę kpiące: 'To w ogóle jest jeszcze samochód?'. Kiedy się przejadą na przykład najsilniejszym taycanem, to śmieją się mniej, bo on osiąga 200 km/h w osiem sekund.

Samochody elektryczne określają nasz stosunek do zmiany – czy jesteśmy otwarci, czy tkwimy w korytarzu przyzwyczajeń. Ciągle słyszę pytania o brudny polski prąd i "straszne baterie". Część prądu na stacjach pochodzi z OZE, a Szwedzi mają już firmę, która jest w stanie zrobić pełen recykling baterii samochodów elektrycznych.

Ładowanie samochodów elektrycznych z OZE (Shutterstock/Nrqemi)

I trzeba zmienić przyzwyczajenia.

To jest dokładnie tak jak z telefonami komórkowymi. Je też w ciągu dnia musimy doładowywać, nie robisz już tego tylko w domu wieczorem. Podłączasz się w kawiarni, u fryzjera, do powerbanku. Tak samo z samochodem elektrycznym – powstaje nawyk. W warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy ładowarki do aut elektrycznych są wciąż bezpłatne.

Dlatego powtórzę: uważam, że teraz jest czas, żeby jeździć elektrykami – miejsc do ładowania jest stosunkowo dużo, nie są zapchane. O, zobacz, na naszej stacji ładuje się dacia, podpięła się pod to najwydajniejsze rozwiązanie.

Kierowcy elektryków się pozdrawiają, mówią, że jak skończą się ładować, to przepną wtyczkę, tylko żeby zostawić klapkę otwartą, i można z poziomu aplikacji uruchomić. 

Jesteśmy w Warszawie, a gdzieś głęboko w Polsce też jest kolorowo?

Wbij w apkę miejsce, które cię interesuje.

Białogóra nad Bałtykiem.

Ładujesz się w Decathlonie w Gdańsku, a później masz ładowanie z kontaktu, bo pewnie w domku będziesz mieszkać. Nie ma w Polsce białych plam. Ostatnio znajomy postanowił się testowo wypuścić na przejażdżkę ze Wzgórz Dylewskich. Samochód był nienaładowany, ale on uznał, że sobie poradzi. Dojechał do stacji, ale coś mu oczywiście "nie działało". Zadzwoniłem na infolinię, pan z obsługi powiedział, że widzi samochód, poprosił, żeby tylko wsadzić ładowarkę w gniazdko, a resztę zrobią zdalnie.

Przeszłość i przyszłość porsche: taycan i 911. (Shutterstock/Mike Mareen)

Jednym z benefitów jest dopłata do elektryka. Skorzystałeś z niej?

Nie. Jak zobaczyłem poziom papierologii, to wolałem się dogadać z dealerem na upust przy zakupie samochodu, który był w salonie modelem pokazowym, niż brnąć w formularze. Benefitem dla mnie, jako przedsiębiorcy, jest odliczanie od ładowania VAT-u. Mam konto w aplikacji, opłata się ściąga z konta, a faktura VAT przychodzi na całość raz w miesiącu. 

Szukam minusów. Przeglądy, naprawy, kradzieże.

Na przeglądzie jeszcze nie byłem, na razie się nic nie psuje. Nie ma oleju, nie ma skrzyni biegów, klocki się nie zużywają, jest płyn chłodniczy, płyn hamulcowy. Elektryk jest prostszy w obsłudze. Elektryków jeszcze nie kradną. 

Na parkingi podziemne i do tuneli samochody na gaz nie mają wjazdu. Może elektrycznym nie wolno w burzę jeździć?

Nie ma żadnych "ale".

Który z elektryków jest twoim zdaniem najlepszy?

Gdybym miał odpowiedni budżet, kupiłbym teslę. To jest samochód zaprojektowany przez wizjonera, wzór dla pozostałych elektryków. Widziałem teslę na polskich tablicach w Chorwacji – dała radę dojechać.

Mam znajomą, która kocha swoją teslę za to, że jest samochodem autonomicznym. Wsiada za kierownicę, wbija trasę w nawigację, wciska start i jest wieziona.

Wyobrażam sobie, jakie to musi być przyjemne. Jeździłem samochodem, który miał aktywny tempomat – dostosowywał prędkość do natężenia ruchu. To pozwala zdjąć z kierowcy napięcie, dać więcej luzu. Obecnie elektronika jest skuteczniejsza i szybsza niż człowiek.

Wnętrze Tesli. (Shutterstock/Kaspars Grinvalds)

Czy ze względu na brak procesorów na nowego elektryka też się czeka tyle, ile na nowy samochód spalinowy?

Tak, jest ogólna zapaść na rynku motoryzacji. Samochodów nie ma. Elektrycznych też. 

Myślę – ale jest to problem pierwszego świata – że elektryki nie muszą się każdemu podobać. One – może oprócz modeli audi, porsche i mercedesa – mają specyficzny wygląd. Przypominają trochę drewniane samochodziki dla dziecka, jak urocza skądinąd honda e.

Masz wrażenie, że to jest tanie science fiction?

W niektórych przypadkach.

Ciekawi mnie, w którym kierunku pójdzie wzornictwo. Każda dekada w motoryzacji ma swoją estetykę. Tesla na przykład jest w środku bardzo specyficzna. Ma jeden wielki ekran dotykowy i wąską szczelinę przez cały przód, która służy do nawiewu. 

Może to dobrze? Może te samochody powinny być inne, jakoś się wyróżniać? 

Zobacz wideo Dlaczego Polska jest skazana na energię z wiatru?

Zdarzyło ci się, że elektryk się nie sprawdził?

Miałem taką sytuację, że musiałem niespodziewanie pojechać za Warszawę, a nie zdążyłbym naładować samochodu przed wyprawą. Wziąłem więc auto spalinowe z carsharingu.

Gdybyś rzuciła mi teraz: jedźmy do Szczecina, to byłby problem z zasięgiem. Ale to jest samochód typowo miejski. Zresztą jak często nie planujemy dalszej trasy i spontanicznie decydujemy się na przejechanie setek kilometrów? Producenci aut elektrycznych wiedzą, że największy nacisk mają położyć na zasięg, dlatego nowy concept car Mercedesa pojedzie bez ładowania 1000 km.

Honda e daje do myślenia, w któym kierunku pójdzie wzornictwo samochodów elektrycznych. (Shutterstock/Marketa1982)

Same blaski, żadnych cieni?

Jeśli myślisz w tradycyjny sposób o poruszaniu się, o porządku świata, to elektryk nie jest dla ciebie. Ten samochód mówi do nas: zwolnij, pomyśl, zaplanuj. Chcę być częścią tej ewolucji. Nie dam ci powodów do narzekania, trafiłaś na złego rozmówcę.

Marcin Filipowicz. Związany z wyścigami i samochodami. Od niedawna bliżej mu jednak do żeglowania i samochodów elektrycznych.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi.