Ten artykuł jest częścią cykluZagrajmy w zielone
Od 1993 roku ocaliliśmy 50 gatunków zwierząt (Shutterstock.com)
Od 1993 roku ocaliliśmy 50 gatunków zwierząt (Shutterstock.com)

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że w ciągu ostatnich 50 lat straciliśmy ponad połowę gatunków dzikich zwierząt. Czy to jest prawda?

Jeszcze kiedy człowieka nie było na Ziemi, mieliśmy do czynienia z kilkoma masowymi wymieraniami. O masowym wymieraniu mówimy, kiedy około 75 proc. gatunków znika w ciągu dwóch milionów lat. Gdyby więc w ciągu pół wieku wymarła połowa gatunków dzikich zwierząt, to nawet nie byłaby katastrofa, ale istna rzeź, i oznaczałoby to, że właściwie możemy się już pakować, bo życie na Ziemi się kończy.

W danych, o których pani wspomina, mowa zatem nie o gatunkach, ale o biomasie dzikich zwierząt. I chodzi wyłącznie o kręgowce, czyli płazy, gady, ptaki i ssaki.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Co to jest biomasa?

To łączna masa organizmów żyjących w danym ekosystemie. Szacuje się, że obecnie człowiek odpowiada za ponad 30 proc. biomasy ssaków żyjących na Ziemi, dzikie zwierzęta za 4 proc., za to zwierzęta hodowlane za 60 proc. Są badania, które mówią, że od początku działalności człowieka jako rolnika straciliśmy nawet 83 proc. dzikich ssaków, czyli ich globalna masa spadła sześciokrotnie.

'W naszej wyobraźni królestwo zwierząt składa się z antylop, zebr, lwów, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej' (Dawid Chalimoniuk/ Agencja Gazeta)

W naszej wyobraźni królestwo zwierząt składa się z antylop, zebr, lwów i tygrysów, a w rzeczywistości najpierw mamy krowy, potem jeszcze więcej krów, i jeszcze więcej krów, potem świnie, owce, a dopiero na szarym końcu jakieś słonie i żyrafy.

To ile straciliśmy gatunków zwierząt w ciągu ostatnich lat?

W ciągu ostatnich 500 lat – około 1 proc. kręgowców.

Wydaje się, że to mało.

Dużo to by było 75 proc., prawda? Ale dotychczasowe tempo oznacza, że 75 proc. możemy osiągnąć w ciągu zaledwie kilkudziesięciu tysięcy lat. A tak naprawdę dużo szybciej, bo wymieranie przyspiesza. Takiego tempa wymierania jeszcze na Ziemi nie było.

Ewolucja?

Również. Problem pojawia się wtedy, gdy tempo wymierania jest dużo szybsze, niż wynikałoby to z procesów ewolucji. Obecnie dany gatunek rzadko znika dlatego, że na jego terenie w sposób naturalny pojawił się nowy, który okazał się lepiej przystosowany do danej niszy lub silniejszy. Albo warunki na danym obszarze tak się zmieniły, że dany gatunek nie zdążył się do nich przystosować. Większość gatunków wymiera obecnie wskutek działalności człowieka.

W pewnym sensie pojawił się silniejszy gatunek.

Który w dodatku nie ma naturalnych wrogów, może poza bakteriami i komarami (śmiech), i który jest w stanie przekształcać środowisko na masową skalę tylko dlatego, żeby móc więcej konsumować i ciągle podwyższać swój poziom życia. Odbywa się to kosztem innych gatunków. I nie chodzi wyłącznie o to, że przez człowieka zwierzętom żyje się gorzej, ale każda utrata gatunku to zaburzenie całego ekosystemu, którego częścią jesteśmy. Stoimy na czubku tej piramidy, bo jesteśmy najsilniejsi, ale jak zaczniemy burzyć podstawę, to w końcu ze szczytu spadniemy. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować na planecie, na której żyją tylko krowy i kurczaki!

Jest taki fenomenalny film, w którym pokazane jest, jak na zmianę środowiska wpłynęła reintrodukcja wilka szarego [sztuczne przywracanie danego gatunku na terytoria, na których został wytępiony – przyp. red.] w narodowym parku Yellowstone w Stanach Zjednoczonych. Powrót wilka zmienił tam bieg rzek!

 

Cała przyroda tworzy system, który umożliwia nam codzienne funkcjonowanie: dostarcza jedzenie, zapewnia optymalne środowisko do życia. Ta różnorodność gatunkowa jest szalenie istotna także dla naszej psychiki.

O czym przekonaliśmy się szczególnie w pandemii.

Kiedy pozamykano nam lasy... Polscy naukowcy brali udział w bardzo ciekawym badaniu, które polegało na analizie audiosfery, czyli dźwięków, i dokonywaniu pomiarów o tej samej porze roku na przestrzeni wielu lat w kilku obszarach na świecie. Okazało się, że w ciągu kilkudziesięciu lat ta audiosfera drastycznie się zmieniła – liczba głosów wydawanych przez różne gatunki zwierząt znacznie zmalała. To strasznie smutne, biorąc pod uwagę fakt, jak ten wymiar zmysłowy obcowania z naturą jest dla człowieka istotny.

Wiemy, ile gatunków straciliśmy w ciągu ostatnich lat. A ile udało się uratować?

W 1992 roku, podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, państwa uznały, że należy pilnie i znacznie skuteczniej niż do tej pory zapobiegać niszczeniu przyrody. Uchwalona została "Konwencja o różnorodności biologicznej", zapewniająca globalne ramy prawne dla działań na rzecz bioróżnorodności. Naukowcy szacują, że od 1993 roku, czyli od kiedy konwencja weszła w życie, do 2020 roku udało się ocalić około 50 gatunków najbardziej zagrożonych wyginięciem ptaków i ssaków.

A straciliśmy?

Około 15 gatunków ptaków i ssaków.

Czyli bilans pozytywny!

Tak, choć nie oznacza to, że możemy otwierać szampana i odbębniać sukces. W dalszym ciągu są to gatunki zagrożone, o które trzeba dbać. Ich populacje jednak rosną, ryzyko wyginięcia zmniejszyło się.

Cały czas mówimy jednak wyłącznie o ptakach i ssakach, których jest zdecydowanie mniej niż bezkręgowców, w tym owadów. A te są szalenie istotne dla naszego życia, bo zapylają ogromną część roślin lądowych, napędzają obieg materii w przyrodzie, stanowią pokarm dla zwierząt wyższego rzędu. Jak się okazuje, co roku tracimy około 2,5 proc. biomasy owadów. Jeżeli utrzymamy takie tempo, w ciągu kilkudziesięciu lat stracimy większość owadów!

Bardziej od nich interesują nas jednak słodkie pandy albo żubry czy kolorowe amazońskie papugi, bo te ładniej wyglądają na zdjęciach w kalendarzach, mają oczy, którymi patrzą na nas błagalnie, prosząc o pomoc.

Przecież walczymy od lat o pszczoły!

Pszczoły oczywiście są ważne – i nie tylko pszczoły miodne, ale przede wszystkim dzikie zapylacze, które są w o wiele trudniejszej sytuacji niż pszczoły hodowlane.

Ale ważne są również ważki, motyle czy chrząszcze, na przykład znany między innymi z Puszczy Białowieskiej zgniotek cynobrowy. Żywi się martwym drewnem i odgrywa przez to kluczową rolę w obiegu substancji odżywczych. W związku z wycinką i coraz mniejszą liczbą starych i martwych drzew w Europie jego liczebność drastycznie maleje. Takich niepozornych, ale ważnych i jednocześnie zagrożonych gatunków jest mnóstwo.

Znów popadamy w defetyzm, a mieliśmy rozmawiać o gatunkach, które udało się ocalić przed wyginięciem.

Ogromnym sukcesem na pewno było uratowanie pandy wielkiej – to już nie gatunek zagrożony, ale narażony na wyginięcie. Jego populacja wciąż rośnie, w ciągu 40 lat zwiększyła się o 80 proc., do 1860 osobników.

Jakie działania okazały się skuteczne?

To był długotrwały proces, sięgający lat 70. XX wieku. Chiny zaczęły tworzyć rozległe rezerwaty, odtwarzać lasy bambusowe, chroniono siedliska tych zwierząt. Przez pewien czas za zabicie pandy i handel jej futrem lub mięsem obowiązywała nawet kara śmierci. Choć na pewno nie jest to metoda, którą powinniśmy stosować!

'W 1919 roku na świecie nie było ani jednego osobnika żyjącego na wolności. W tej chwili żubr ma status ocalonego' (Agnieszka Sadowska/ Agencja Gazeta) , Ogromnym sukcesem było uratowanie pandy wielkiej (Shutterstock.com)

Ale mamy też doskonały przykład z naszego podwórka, który moim zdaniem jest jeszcze bardziej spektakularny: żubr. W 1919 roku na świecie nie było ani jednego osobnika żyjącego na wolności. W tej chwili żubr ma status ocalonego, a to wszystko dzięki naukowcom, którym udało się odtworzyć gatunek w ogrodach zoologicznych, rezerwatach zwierząt w Polsce i w Europie. W Polsce jest ich obecnie ponad dwa tysiące, na całym świecie ponad sześć. To i tak nie jest dużo – tyle jest mniej więcej nosorożców czarnych, które są krytycznie zagrożone wyginięciem. Ale mamy tendencję wzrostową. Niestety, z odtwarzaniem gatunku jest jeden problem.

Jaki?

Związany z tzw. wąskim gardłem ewolucji. Wszystkie żubry, które żyją obecnie, są do siebie szalenie podobne genetycznie, co oznacza, że jako gatunek są o wiele bardziej podatne na choroby. Jeden bardzo zjadliwy patogen mógłby doprowadzić do wyginięcia całego gatunku. W tak niezróżnicowanej genetycznie populacji łatwiej też o wady genetyczne.

Czy to zróżnicowanie genetyczne może się z czasem powiększać?

Tak. Ważna jest ścisła ochrona, tworzenie odrębnych populacji. Trzeba też zaufać naturalnym procesom. W Polsce – mimo ścisłej ochrony – wciąż zabija się żubry. Kilka lat temu był to proceder, za który zarządzające stadami Lasy Państwowe pobierały opłaty. Na szczęście udało się go ukrócić. Odstrzały czasem są konieczne, aby ulżyć w cierpieniu choremu osobnikowi lub nie dopuścić do rozprzestrzeniania się choroby. Często jednak – a wiemy to z protokołów odstrzałów – przesłanką do zabicia żubra jest na przykład to, że samica cieli się później od pozostałych. Żubry nie są więc do końca traktowane jak dzikie zwierzęta, ale jak hodowlane.

Żubr to niejedyny przykład zwierzęcia, które udało się uratować przed wyginięciem dzięki funkcjonowaniu ogrodów zoologicznych. Może zoo wcale nie są takie złe, jak mówi wielu aktywistów.

To, że w zoo pracują naukowcy, którzy przyczyniają się do poszerzania wiedzy o gatunkach i sposobach ich ratowania, nie oznacza, że powinniśmy od razu legitymizować ten cały jarmark, który odbywa się w wielu z nich. Ja ze swoimi dziećmi do zoo nie chodzę. Dużo większe emocje zapewnia im spotkanie żywego zwierzęcia w środowisku naturalnym. Choćby to była sójka czy dzik. A egzotyczne gatunki mogą obejrzeć w filmie przyrodniczym. Zwierzęta trzymane w niewoli są często zupełnie inne niż te same gatunki żyjące na wolności – inaczej wyglądają, inaczej się zachowują.

Jakie jeszcze działania przyczyniają się do ratowania gatunków?

Zazwyczaj dotyczą tych samych czynników, które przyczyniły się do wyginięcia. To zakaz polowań, walka z kłusownictwem, ale i przeławianiem, czyli zbyt częstym połowem, który uniemożliwia rybom rozmnażanie się.

Czasem udaje się uratować dany gatunek przez przypadek. Tak było z żółwiem birmańskim, który w 2000 roku został uznany za wymarły. Zniknął głównie wskutek nielegalnego handlu na rynku chińskim. W Pekinie amerykańskiemu kolekcjonerowi udało się natrafić na żywego osobnika. Ośrodek naukowy w Myanmarze zabezpieczył go, dzięki czemu udało się odtworzyć gatunek.

Takie przypadki się zdarzają, choć raczej rzadko.

Kolejne świadome działanie to odtwarzanie i ochrona siedlisk oraz dbanie o dobre połączenia między nimi. Ciekawym przykładem jest ryś iberyjski, który kilkanaście lat temu został uznany za gatunek wymarły, ponieważ siedliska, na których żył, zostały zurbanizowane lub przeznaczone pod uprawę. Ryś padał też ofiarą kłusowników.

Żeby polska populacja rysia mogła przetrwać, osobniki po białoruskiej stronie muszą mieć możliwość przemieszczania się na stronę polską (Małgorzata Kujawka/ Agencja Gazeta)

W centrum reprodukcyjnym udało się odtworzyć gatunek i nowe osobniki wypuszczono na wolność. W tej chwili gatunek traktuje się jako ocalony, mamy około 10 siedlisk rysia na Półwyspie Iberyjskim, w każdym żyje około 10 osobników. Ale problem nie został do końca rozwiązany.

Jak to?

Siedliska są od siebie odseparowane, rysie nie mają możliwości przemieszczania się między nimi i tym samym rozmnażania.

W podobnej sytuacji – choć z innego powodu – jest nasza białowieska populacja rysia europejskiego. Rysie poruszają się na bardzo dużych terenach, dla nich granice państw nie istnieją. Żeby nasz ryś mógł przetrwać, osobniki po białoruskiej stronie muszą mieć możliwość przemieszczania się na stronę polską. Mur, który minister Mariusz Błaszczak zamierza postawić na granicy, skutecznie odetnie naszą populację rysia od białoruskiej. Z tego, co wiem, nie zaplanowano utworzenia specjalnych przejść dla zwierząt.

Konflikty zbrojne to istotny czynnik, który również wpływa na wymieranie gatunków i jest udziałem człowieka. Ostatecznym ciosem dla żubra była I wojna światowa. Zwierzęta zostały wybite przez wycofujące się wojska niemieckie, partyzantów rosyjskich i kłusowników.

Gdyby politycy zawiesili konflikt ze względu na dobro rysia, to byłby krok milowy dla ludzkości!

Do tego raczej nie dojdzie, choć naukowcy już podnosili kwestię rysiów i przestrzegali, jak dramatyczne mogą być konsekwencje stawiania muru.

Mamy jednak wiele przykładów, które świadczą o tym, że potrafimy jako ludzkość zrobić coś dobrego. Udało się nam na przykład uratować od zagłady bobra, jedno z moich ulubionych zwierząt. Po II wojnie światowej było w Polsce niewiele ponad sto bobrów, dziś mamy około 130 tys.

Niektórzy twierdzą, że bobry wyrządzają szkody w uprawach rolniczych i należy umożliwić polowania na nie.

Bobry potrafią w znaczącym stopniu przekształcać środowisko, w którym żyją. Wycinają drzewa, budują tamy, spowalniają i zmieniają bieg rzek i strumieni, tworzą rozlewiska. Jak człowiek. Rzeczywiście, czasem między tymi dwoma gatunkami dochodzi do konfliktu. Najczęściej wtedy, kiedy to my wchodzimy na ich teren. Może więc lepiej zastanowić się, jak ograniczyć szkody, które wyrządza człowiek? Rolnikom, którzy tracą na działalności bobra, powinny być wypłacane odpowiednie odszkodowania, ale nie traktowałbym tego jako straty. Raczej jako naszą inwestycję w ciężką pracę, jaką dla ekosystemów wykonują bobry.

'Bobry potrafią w znaczącym stopniu przekształcać środowisko, w którym żyją' (Łukasz Antczak/ Agencja Gazeta) , (Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

Czy są gatunki cenniejsze i mniej cenne?

Pewnie zdaniem rolników czy myśliwych tak. Przyroda jednak nie ma takiej hierarchii. Są oczywiście sytuacje, kiedy dany gatunek zagraża innemu gatunkowi i wtedy rozważa się ograniczanie populacji tego pierwszego.

Jakiś przykład?

Chociażby pszczoły miodne. Kiedy ktoś stawia gdzieś ule, automatycznie wprowadza do środowiska nowy gatunek, który staje się konkurencyjny dla innych. Pszczoła zaczyna wyjadać pyłek z roślin, które wcześniej zapylane były przez inne dzikie zapylacze, na przykład trzmiele. I ten trzmiel z czasem zostaje wyparty z danego siedliska.

Trzmiel (Roman Bosiacki/ Agencja Gazeta) , Hodowanie pszczół jest ważne, ale to nie znaczy, że powinniśmy wszędzie stawiać ule (Paweł Małecki/ Agencja Gazeta)

Na tej zmianie nie traci jednak tylko trzmiel. Niektóre gatunki mają bardzo długie języki, dzięki czemu mogą zapylać rośliny, które chowają pyłek w głębokich kwiatach. Gdy taki trzmiel znika, nie ma już komu wyjadać pyłku z tych roślin, bo pszczoła język ma znacznie krótszy. I te rośliny zaczynają znikać. Miód jest ważny, ważne jest hodowanie pszczół, ale to nie znaczy, że powinniśmy wszędzie stawiać ule. Ten mechanizm nie odnosi się oczywiście wyłącznie do owadów, ale też do innych zwierząt.

Jakie to wszystko skomplikowane!

Bardzo. Mówienie o ochronie gatunków na przykładzie jednego sprawia, że tracimy z oczu złożoność funkcjonowania całego ekosystemu.

Co możemy zrobić, żeby pomóc przyrodzie się odradzać?

To jest zawsze trudne pytanie, bo przede wszystkim potrzebne są zmiany systemowe. Powinniśmy więc naciskać na rządzących i międzynarodowe instytucje, aby wprowadzały postulowane przez ekologów i naukowców zmiany. W tej chwili jednym z głównych celów jest objęcie ochroną przynajmniej 30 proc. powierzchni oceanów oraz lądów – zobowiązała się do tego Komisja Europejska w ramach Europejskiego Zielonego Ładu. Te 30 proc. to wcale nie jest tak dużo, ale byłby to na pewno krok w dobrą stronę.

Są rzeczy, które my możemy zrobić?

Zmiana zaczyna się już na talerzu. Wymieranie jakiegoś gatunku ptaków w Puszczy Amazońskiej to między innymi wynik tego, że jemy tak dużo mięsa – ptaki tracą swoje siedliska, bo puszcza jest wycinana pod uprawę roślin pastewnych, którymi karmione są zwierzęta przez nas zjadane. Zmiany w naszej diecie są więc niezbędne, żeby ograniczyć presję na naturalne ekosystemy i pozwolić gatunkom przetrwać.

'Rzeczy, które nabywamy, produkowane są na obszarach, które jeszcze 50 lat temu były dziewiczymi lasami, a dziś są gigantycznymi parkami przemysłowymi' (Shutterstock.com)

Nasze decyzje zakupowe także mają znaczenie.

Rzeczy, które nabywamy, produkowane są na obszarach, które jeszcze 50 lat temu były dziewiczymi lasami, a dziś są gigantycznymi parkami przemysłowymi. Ich produkcja oraz transport wiążą się z emisją gazów cieplarnianych, które napędzają kryzys klimatyczny, co również przyczynia się do wymierania. A potem to, w co były zapakowane, ląduje w ekosystemach i stanowi kolejne zagrożenie dla wielu gatunków.

Oczywiście nie przestaniemy całkiem konsumować, możemy jednak tę konsumpcję ograniczyć, a przede wszystkim wywierać nacisk na rządzących, aby działali na rzecz ochrony całego ekosystemu, od którego zależy nasze życie.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.

Piątka Weekendu: jak możesz pomóc w ratowaniu gatunków zagrożonych wymarciem?

1. Ogranicz spożycie mięsa oraz produktów, których produkcja przyczynia się do wymierania gatunków. 2. Ogranicz użycie plastiku. 3. Kupuj mniej i bardziej świadomie. 4. Wspieraj organizacje działające na rzecz ratowania zwierząt. 5. W swoich decyzjach politycznych kieruj się dobrem planety oraz żyjących na niej gatunków zwierząt.