Ten artykuł jest częścią cykluZagrajmy w zielone
Jastarnia (Tomasz Waszczuk / AG)
Jastarnia (Tomasz Waszczuk / AG)

Co można znaleźć u wybrzeży Bałtyku?

Na jednej z plaż między Władysławowem a Helem znaleźliśmy całkiem niedawno w pełni aktywną torpedę G7a. Torpeda ta – sama jej głowica waży 280 kg – znajdowała się jakieś 40 cm pod piaskiem. I nie jest to żadne wyjątkowe znalezisko. Na polskim wybrzeżu Bałtyku aż roi się od broni konwencjonalnej.

To, co do morza trafiło, wciąż tam jest. Wraki, ich ładunki, paliwo. A także ogromne ilości amunicji. Organizacja Baltic Ordnance Safety Board szacuje, że w Bałtyku pozostało jeszcze około 200 tys. min morskich, z których część nadal jest uzbrojona.

To miny z czasów II wojny światowej?

Bitwy morskie na Bałtyku toczyły się zarówno podczas II, jak i I wojny światowej, kiedy też już stawiano miny – najgęściej w Zatoce Fińskiej i Cieśninach Duńskich. Eksperci podejrzewają, że tylko na dnie wód niemieckich może leżeć około 300 tys. ton amunicji.  

Aż do 1975 roku, kiedy podpisano konwencję londyńską o zakazie zanieczyszczania obszarów morskich, morza traktowano jak śmietnik. Największe emocje wzbudza jednak nie amunicja konwencjonalna, lecz intencjonalnie zatopiona w Bałtyku broń chemiczna. Bo amunicja konwencjonalna podtruwa morze, a chemiczna stanowi śmiertelne zagrożenie. Podejrzewa się, że może to być 40–80 tys. ton.

Szczecin. Kurtuazyjna wizyta niemieckich okrętów (Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Jak doszło do takiego zaśmiecenia Bałtyku?

Bomby lotnicze, pociski artyleryjskie, miny, a także beczki z BST, czyli z bojowymi środkami trującymi, rozdzielono między aliantów. Były to głównie iperyty i adamsyty, czyli substancje drażniące, które atakują układ nerwowy i oddechowy. Powodują one trwałe, nieodwracalne uszkodzenia i są śmiertelne nawet w małych stężeniach.

Część amerykańską zatopiono w Zatoce Biskajskiej na Atlantyku. Brytyjską zrzucono do starych statków i zatopiono na Skagerrak – obszarze łączącym Bałtyk i Morze Północne. Było to około 150 tys. ton. W jaki sposób dokonano tego podziału, nie wiadomo, ale pewne jest, że alianci nie chcieli tego arsenału zachować. Zrzucenie go do morza było rozwiązaniem najprostszym i najtańszym. O środowisku nikt wtedy nie myślał.

Co prawda operacja zatapiania BST formalnie zakończyła się w 1949 roku, ale co jakiś czas wciąż zrzucano je do Bałtyku. Gdzie i ile? To informacje, które wojsko nadal chroni. Większość dokumentów zniszczono albo utajniono.

Co pewien czas pojawiają się informacje, że Bałtyk jest najbardziej zanieczyszczonym morzem świata. Czy to pana zdaniem nie przesada?

Można tak powiedzieć z jednego prostego powodu. Choć z zatopioną bronią chemiczną ma problem nie tylko nasze morze – jego sytuacja jest specyficzna, bo wymiana wody Bałtyku ze wszechoceanem jest bardzo słaba. Odbywa się bowiem przez wąskie Cieśniny Duńskie, więc morze jest przeciążone różnego rodzaju zanieczyszczeniami.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia: sporo zanieczyszczeń trafia na dno morza i wchodzi w skład osadów dennych. Według najnowszych badań naukowców substancje wchodzące w skład broni chemicznej odkładają się w organizmach żywych, a więc także i w rybach, które żyją na dnie morskim, na przykład flądrach czy innych gatunkach przydennych. Szkodzi to zarówno ich populacji – ryby mogą być coraz mniejsze – jak i nam, ludziom, którzy te ryby zjadamy. 

Jeśli w najbliższych latach nie zaczniemy czyścić Bałtyku z broni konwencjonalnej i chemicznej, ryby będą pochłaniały coraz większe dawki zanieczyszczeń. Trotyl, który rozpuszcza się w Bałtyku i znajduje się w każdym typie broni konwencjonalnej leżącej w morzu, jest jedną z najbardziej rakotwórczych substancji na świecie.

Połów flądry we Władysławowie (Bartosz Bańka / Agencja Gazeta)

Zmartwił mnie pan, bo przecież dla wielu osób nie ma wakacji nad morzem bez flądry albo dorsza z frytkami.

Sam bardzo lubię flądrę. Obecnie jedzenie morskich ryb jeszcze nie jest dla nas groźne, ale  za jakiś czas może się to zmienić. Prof. Jacek Bełdowski z Instytutu Oceanologii PAN, z którym współpracuję, mówi, że rybę z Bałtyku powinniśmy jeść nie częściej niż raz na tydzień. Tyle czasu potrzeba, by organizm oczyścił się z toksyn, które trafiły do niego razem z flądrą. Chyba że akurat ta zjedzona przez nas ryba żyła bardzo blisko skupiska broni chemicznej i wchłonęła więcej zanieczyszczeń niż inne. Wtedy organizm będzie się odtruwał dłużej niż tydzień.

A za parę lat, jeśli nie zaczniemy morza czyścić, może być nawet tak, że naukowcy oznajmią: lepiej nie jeść ryb z Bałtyku.

Nie można też nie wspomnieć o wypadkach, które zdarzały się z powodu zatopionej w Bałtyku amunicji.

I były bardzo poważne. W lipcu 1955 roku w Darłówku morze wyrzuciło na plażę beczkę z BST. Najprawdopodobniej był w niej iperyt albo olej arsenowy, również toksyczny. Na beczkę trafiły dzieci, zaczęły ją turlać po piasku. Beczka się rozszczelniła i ponad setka dzieci ucierpiała. Dwójka straciła wzrok.

Pojemniki z BST, czyli beczki, a także bomby czy pociski już dawno się rozpadły, ale broń chemiczna w formie brył leży na dnie morza. I jak dowodzą badacze z laboratoriów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, jest jeszcze groźniejsza niż w chwili, gdy ją składowano. Bo tam cały czas zachodzą reakcje chemiczne i z czasem wytwarzają się związki jeszcze silniej trujące niż te pierwotne. Iperyt tworzy w wodzie gliniaste bryły podobne do bursztynu, które mogą przypominać osad morski i są trudno rozpuszczalne. Trotyl po wielu latach jest nieco słabszy, ale nadal może wybuchnąć, jest bardzo groźny.

Na zalegającą w morzu broń trafiają też czasem rybacy.

Ostatni głośny wypadek z udziałem Polaków wydarzył się w 1997 roku. Załoga kutra WŁA 206 uległa wówczas poważnym poparzeniom.

Powojenne zanieczyszczenia mogą zostać zagarnięte w sieci. Iperyt jest tak silnie żrący, że potrafi przepalić nie tylko sieć, ale i grube gumowe rękawice. Powoduje poparzenia, które nie wygoją się bez pomocy lekarza i długotrwałej terapii.

Rybacy wciąż znajdują zatopioną w morzu broń (Bartosz Bańka / Agencja Gazeta)

Broń najczęściej wyławiają z morza rybacy duńscy. Zresztą Dania prowadziła do 2010 roku ewidencję takich przypadków – odnotowała ich około 500. Właściwie nie wiemy, dlaczego już jej nie prowadzi.

A polscy?

Z rozmów z naszymi rybakami, które prowadzę od jakichś czterech lat, wiem, że wciąż wyławiają z wody BST. Podczas połowów trafiają na iperyt – nawet po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy w roku. Najczęściej u wejścia do portu. Ale wrzucają znaleziska z powrotem do wody, bo nie chcą problemów. Zgłoszenie sprawy wojsku czy policji wiąże się z rutynowym zatrzymaniem kutra, a to powoduje przerwę w połowach. I ja, choć takiego zachowania nie pochwalam, mówiąc szczerze, wcale się tym ludziom nie dziwię. To nie rybacy są od rozwiązywania problemu z bronią zalegającą w Bałtyku.

Gdzie tej broni jest najwięcej?

W okolicach Bornholmu, Koszalina, Zatoki Gdańskiej i Władysławowa. Wiemy to z najnowszych map, na które naukowcy z Instytutu Oceanografii Polskiej Akademii Nauk nanieśli swoje wieloletnie ustalenia.

Czy ta broń jest wyławiana przez którykolwiek z krajów nadbałtyckich?

Żaden z krajów nadbałtyckich się tym nie zajmuje.

Od 2015 roku pracuję nad moim autorskim projektem "Bezpieczny Bałtyk", który obejmuje budowę systemu poszukiwania i utylizacji broni chemicznej zatopionej w Morzu Bałtyckim. W styczniu 2020 roku moja firma dostała 20 mln złotych dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Drugie tyle dołożyliśmy z własnego budżetu i rozpoczęliśmy prace. Na koniec 2022 roku zamierzamy zakończyć wszystkie kwestie techniczne i rozpocząć oczyszczanie Bałtyku z BST.

Instalację oczyszczania morza zamierzamy wybudować na statku, tak by była mobilna i uniwersalna. Odpowiednio dużego statku jeszcze szukamy – nie musi być nowy, ale sprawny technicznie. Mamy już na oku jeden, który mierzy 70 m długości i 12 szerokości. Ma 40 lat, ale przeszedł gruntowny remont. Kosztuje 6 mln złotych. 

Żaglowiec szkoleniowy marynarki wojennej ORP Iskra wpływa do portu w Szczecinie (Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

To ogromne przedsięwzięcie.

"Bezpieczny Bałtyk" jest pierwszym tego typu systemem na świecie, więc przez pewien czas będziemy monopolistami. Liczę, że z naszych usług skorzystają inne kraje, bo przecież broń zalega też w Morzu Północnym czy Śródziemnym. W sierpniu byłem w podróży poślubnej w Monako, gdzie też jest zatopiona broń chemiczna. Od razu nawiązałem kontakty z tamtejszymi organizacjami ekologicznymi.

Skąd pomysł, żeby zająć się oczyszczaniem Bałtyku?

Moją pasją była archeologia. Udało mi się znaleźć różne skarby, na przykład siedemnastowieczną broń czy różnego rodzaju stare monety. Krótko po studiach, w 2007 roku, zająłem się szukaniem niewypałów i niewybuchów na plaży i w wodzie. Zupełnie sam chodziłem w teren wyposażony w wykrywacz metali i georadar i wydobywałem najróżniejsze pociski.

Z czasem odkryłem, że metody archeologiczne, dobrze mi już znane, mogą się przydać w pracach saperskich. Założyłem własną firmę i rozwijałem taką właśnie działalność, korzystając z profesjonalnych sprzętów, między innymi skanerów i technologii 3D. Oczyściliśmy z zalegającej pod ziemią broni Pustynię Błędowską i lasy w Koszęcinie.

A potem zainteresowałem się wodą. Jednym z największych przedsięwzięć naszego zespołu było oczyszczanie z broni siedmiu kilometrów plaży między Władysławowem a Helem oraz plaży w Darłowie. W zeszłym roku oczyściliśmy też 140 ha pasa terenu od Szczecina do Świnoujścia. Było tam około trzech tysięcy najróżniejszych pocisków, min i tysiące ton złomu.

A teraz chce pan czyścić morze.

Jeśli nie zaczniemy go czyścić, to jak szacujemy na podstawie danych od współpracujących z nami naukowców, za jakieś 20 lat Bałtyk zamieni się w chemiczną zupę. A to wiązałoby się z zakazem połowów i zakazem korzystania z plaży. To niewyobrażalne, prawda? Odczują to porty i nadmorskie miasta. Ryzykujemy katastrofę ekologiczną na międzynarodową skalę.

Nasz kraj planuje nad Bałtykiem budowę farm wiatrowych. To świetna wiadomość, tyle że według planów mają one przebiegać tam, gdzie kiedyś biegły trasy konwojów z bronią chemiczną. A te często porzucały BST po drodze. Podczas robót budowlanych, które polegają na poruszeniu dna przy odwiertach, czy przy pracach instalacyjnych może powstać chmura chemiczna z arsenu. Taka chmura mogłaby spowodować katastrofę, jakiej jeszcze nie było. Dlatego wcześniej trzeba sprawdzić i oczyścić teren, na którym farma ma powstać.

Łukasz Porzuczek (mat. prasowe)

Kreśli pan smutny scenariusz. A taki piękny ten nasz Bałtyk.

Nie chcę straszyć, nie mówię, żeby nad Bałtyk nie jeździć. Korzystajmy z niego, ale miejmy świadomość, że jest składowiskiem broni, i jeśli możemy, podpisujmy się pod petycjami, które będą przyczyniały się do czyszczenia morza.

W kwietniu została uchwalona rezolucja europejska w sprawie oczyszczania Bałtyku z niewybuchów, niewypałów i broni chemicznej. Parlament Europejski jednogłośnie uznał, że problem jest, i wezwał do jego rozwiązania. W ślad za rezolucją pójdą unijne budżety dla krajów, które będą chciały oczyścić swoje morza. Mam nadzieję, że nie zabraknie wśród nich Polski.

Łukasz Porzuczek. Skończył archeologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ma 14-letnie doświadczenie w nieinwazyjnych badaniach geofizycznych oraz usługach saperskich. Opracował projekt innowacyjnej technologii lokalizacji, wydobycia i unieszkodliwiania broni chemicznej zatopionej w Bałtyku. Prezes GeoFusion.

Piątka Weekendu: Jak pomóc Bałtykowi?

1. Podpisuj petycje, które popierają czyszczenie morza i budują świadomość ekologiczną. 2. Bierz udział w akcjach, podczas których sprząta się plaże Bałtyku. 3. Zawiadom policję, jeśli znajdziesz na plaży niewybuch lub niewypał. 4. Nie wyrzucaj niedopałków na piasek. 5. Ograniczaj spożycie ryb morskich.