Ten artykuł jest częścią cykluZagrajmy w zielone
Kolorowe, stylowe, niepowtarzalne - dzieci Joasi wyglądają inaczej niż te ubierane w sieciówkach. (Fot. Joanna Miczulska)
Kolorowe, stylowe, niepowtarzalne - dzieci Joasi wyglądają inaczej niż te ubierane w sieciówkach. (Fot. Joanna Miczulska)

Przed nami wakacje – dwa miesiące, podczas których dzieci biegają głównie w krótkich spodenkach, luźnych sukienkach, dresach. Biegają i rosną! Pod koniec sierpnia część rodziców zda sobie sprawę, że jesienne ubrania, w których zamierzali posłać dzieci na rozpoczęcie roku szkolnego, są za małe – rajstopy zjeżdżają z pupy, buty cisną, koszule są przykrótkie. Będzie więc szybki sprint do sieciówek i przerażenie w oczach, kiedy przy kasie okaże się, że na nowy zestaw ubrań właśnie poszło 500 zł. Bo spodnie 129 zł, koszula 59 zł, buty 179 zł itd.

A można inaczej. Taniej, bardziej ekologicznie, rozsądniej.

Powody są dwa + jeden

Marcin Jędrysiak ma jedno dziecko, Paulina Chmielewska sześcioro, Joanna Miczulska czworo. Nie wydadzą na ubrania dla nich fortuny. Bluzka za 2 zł, ręcznie robiony sweter – 5 zł, markowe buty „raz noszone" będą najdroższe, ale i je da się upolować za 50 zł. Oszczędzają dzięki kupowaniu ubrań używanych przez internet, w second-handach oraz przyjmowaniu rzeczy po starszych kuzynach i dzieciach przyjaciół. Także tych dla noworodków i niemowląt.

Tata Franka pokazuje mu, że dobrej jakości rzeczy nawet używane, wciąż są używalne. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl) , Przy dobrze dobranej bazie ubrań, dzieci same będą mogły tworzyć spójne zestawy. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl)

Jak wynika z szacunków GUS, polski rynek odzieży używanej wart jest od 5 do 6 mld zł rocznie. Cieszy się on zainteresowaniem w pokoleniu Z, dla którego troska o środowisko ma większe znaczenie niż dla poprzednich generacji. Giganci już szykują się z odpowiedzią na to zapotrzebowanie, odpalając na platformach sprzedażowych z nowymi rzeczami zakładki "Preowned" – z używanymi ubraniami.

Jak tłumaczy Paulina Rezmer z OLX, segment dla dzieci jest jednym z mocniejszych na tej platformie. – Aktywnych użytkowników przybywa – w marcu 2021 roku było ich aż o 25 proc. więcej niż rok wcześniej. Najbardziej poszukiwane przedmioty w tej sekcji to kurtki, sukienki i kombinezony, a wśród marek królują Next, Reserved, Zara i Coccodrillo – mówi.

Lilly Berns z Vinted, które ma w Polsce 4 mln użytkowników, dodaje, że w przypadku tej platformy 31 proc. wszystkich ogłoszeń w aplikacji to kategoria produktów dziecięcych (druga po modzie dla kobiet najsilniejsza sekcja).

Jak wyjaśnia Zofia Zochniak z pośredniczącej w zbieraniu i sprzedawaniu tekstyliów firmy Ubrania do Oddania (wspierają finansowo NGO-sy), są dwa powody, dla których ludzie decydują się na zakupy w second-handach: ekonomiczny lub ekologiczny. Innych nie ma.

Ale Marcin, Paulina i Joanna dodają jeszcze trzeci: przyjemność wyszukiwania skarbów i dreszcz emocji, który towarzyszy wyprawom do ciucholandów.

Krzesełko po wielokroć przemalowywane

Joanna Miczulska ma konto na Instagramie, gdzie wrzuca zdjęcia niepowtarzalnych stylówek czworga swoich dzieci: Franka, Miry, Jasi i Guta. Pracuje nad otwarciem sklepu vintage połączonego z kawiarnią. Zamiłowanie do ciuchów za grosze zaszczepiła jej babcia, która handlowała owocami i warzywami na targu, ale gdy tylko mogła, zostawiała wnuczkę ze straganem i chodziła przebierać w sprzedawanych dookoła kreacjach. – W liceum jeździłam kilkadziesiąt kilometrów do lumpeksów, kupowałam ubrania. Na pniu odkupywały je ode mnie koleżanki, więc ze szkoły zdarzało mi się wrócić w niekompletnym stroju – wspomina Joanna.

W jej rodzinie tradycją było także przekazywanie kuzynostwu ubrań. – Rzeczy z paczek z zagranicy wędrowały między pokoleniami, podobnie było z krzesełkiem do karmienia, które kilkukrotnie było przemalowywane – wedle gustu i uznania kolejnych rodziców – opowiada Joanna.

Ma czworo dzieci i przy pierwszym, 13-letnim dzisiaj Franku, miała myśl, żeby kupić mu nową wyprawkę. – Doszłam jednak do wniosku, że nowe rzeczy i tak trzeba przed użyciem prać, a są o wiele droższe. Ubrań jest już wystarczająco dużo w obiegu, więc nie ma to zupełnie sensu – mówi.

Kto urodził się w latach osiemdziesiątych ten kojarzy taki styl z własnych zdjęć z dzieciństwa. (Fot. Joanna Miczulska) , Mira w zestawach wygląda wyjątkowo stylowo. (Fot. Joanna Miczulska) , Rodzina Joanny Miczulskiej w komplecie. W tym domu nie tylko ubranka są z drugiego obiegu, ale także meble. (Fot. Joanna Miczulska)

Jej synek dostał dużą paczkę ubranek po dziewczynce, więc jako niemowlak nosił różowe ciuszki.   

W second-handach ubrań dla dzieci jest wiele, i to w bardzo dobrym stanie. Są okresy w rozwoju dziecka, które mocno odznaczają się na ciuszkach, na przykład moment rozszerzania diety, kiedy pojawiają się trudno spieralne plamy z marchewki, albo kiedy dzieci raczkują i wszystko jest przetarte na kolanach – mówi. – Plamy można jednak przykryć łatwym haftem, na spodnie naszyć łaty.

Potomstwo Joanny wygląda na jej profilu zjawiskowo: bardzo stylowo i oryginalnie. – Moje dzieci najwyżej cenią sobie wygodę, nie przebieram ich, szanuję ich potrzeby, ubrania dopasowuję do potrzeby i okazji – zapewnia Joanna.

Ubrania z pokolenia na pokolenie

Marcin Jędrysiak, tata Franka, fotograf i prowadzący profil Totally Confused, kocha modę z okresu swojego dzieciństwa, czyli lat 90. minionego wieku. Docenia kwadratowe bluzy, kroje dżinsów, fasony butów, faktury materiałów, połączenia kolorów. Chodzenie w ubraniach po starszych dzieciach było częścią jego dzieciństwa. – U mnie w rodzinie ubrania przekazywało się z pokolenia na pokolenie. Jak się rodziło nowe dziecko, to zgarniało powiększającą się pulę. Naturalne było, że synkowi od małego kupowałem rzeczy w ciuchlandiach – mówi. I dodaje, że jego dziecko jest przyzwyczajone do chodzenia po second-handach – z wypraw tam robili zabawę.

Buty także można kupić taniej niż w sklepie - nowe, lub w świetnym stanie. Także te markowe i oryginalnie dość drogie. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl) , Dobrej jakości ubranka po wielu praniach nie zmienią fasonu, a staną się bardziej miękkie i milsze w noszeniu. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl) , Zdaniem taty Franka, ubieranie się w second handach pomaga w wyrabianiu u syna poczucia estetyki. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl)

Franek jest nauczony patrzenia na metkę, ale na skład, a nie markę. Kojarzy marki i firmy, ale pod kątem jakości. Widzi, że dobre marki, nawet używane, wciąż są używalne – mówi Marcin. – Logo może mieć każdy, ale nie każdy ma zdolność wyszukiwania fajnych rzeczy. Mój syn ma dziewięć lat i zakłada dwie różne skarpetki, uczy się, że ubrania są dodatkiem do niego, a nie na odwrót. Nie stylizuję go na siłę, wedle mojego gustu. Nie ma w szafie wielu rzeczy, ale staram się, żeby do siebie pasowały.

Marcin przyznaje, że początkowo wybierał second-handy ze względów finansowych. Potem doszła świadomość ekologiczna – lepiej, żeby ubrania krążyły, a nie pojawiały się nowe. – Doceniam garderobę, która ma 30 lat i wciąż wygląda rewelacyjnie – mówi.

Kiedyś była lepsza jakość?

Na jakość ubrań z second-handów zwracają uwagę wszyscy moi rozmówcy. Jak wyjaśnia Zofia Zochniak: – Do "ciuchów" trafiają ubrania używane, jeśli więc widzimy spodenki, które nie są wyciągnięte, zniszczone, a są w dalszym ciągu w dobrym stanie, to jest to swego rodzaju stempel jakości.

Ewa Piotrowicz-Pawlak, rzeczoznawczyni z wieloletnim doświadczeniem specjalizująca się w odzieży i tekstyliach, uważa, że nie można porównywać ubrań szytych współcześnie z tymi sprzed 15–20 lat, ponieważ do ich produkcji są dziś wykorzystywane inne surowce, inne też mamy środki do prania. –Wyroby odzieżowe są dodatkowo postarzane, odbarwiane, ścierane, co już na starcie ma wpływ na ich trwałość. Przy każdym praniu ulegają degradacji. To proces naturalny, ale wpływ na niego ma jakość zastosowanych materiałów i siła środków piorących, które kiedyś były mniej agresywne. Wydaje się, że wyroby produkowane kilka dekad temu miały dłuższą trwałość. Nie można jednak tego tak łatwo porównać, bo nie ma wspólnego mianownika i skali – kiedyś materiały były inne, ich skład był inny.

Najstarszy syn Joanny - Franek - ma także markowe ubrania, tyle że używane lub odsprzedawane nienoszone. (Fot. Joanna Miczulska) , Mira i Gut - stylowi od najmłodszych lat. (Fot. Joanna Miczulska)

Jak podkreśla Piotrowicz-Pawlak, koszulki są szyte z coraz cieńszych materiałów – ze względu na oszczędność surowca, ale i oczekiwania klientów. - Kiedyś bawełna miała zupełnie inną gramaturę, czyli – w uproszczeniu – masę. Wpływ na nią ma grubość nici i gęstość tkania – w przypadku tkanin – lub dziania – w przypadku dzianin. Dziś ta gramatura jest niższa, więc i materiał mniej trwały.

Kluczowa jest cena, lansowana moda i duża zmienność oferty, dlatego zmienił się skład surowcowy, jakość stosowanych surowców oraz sposób wykończenia. 30 lat temu wyroby dziecięce były głównie białe, różowe i niebieskie.  Teraz chcemy ciekawego wyglądu w pełnej palecie kolorów. Najważniejsze są trendy, nie trwałość.

Na przykład w denimie jest coraz więcej poliestru i elastanu, które szybciej ulegają degradacji niż dobrej jakości bawełna – dodaje.

Z taką wiedzą na temat produktów odzieżowych trudniej kupuje się ubrania. Piotrowicz-Pawlak, która zaopatruje się także w second-handach, przyznaje, że jest jej bardzo trudno kupić wyrób bez wad. – Nie odpuściłam, ale kieruję się wyglądem i składem surowcowym – im więcej bawełny i wełny, nawet tej gorszej jakości, a mniej poliestru, poliamidu i wiskozy, tym lepiej – dodaje.

Wygoda przede wszystkim

Paulina Chmielewska, stylistka i mama szóstki dzieci (Anieli, Janki, Stefana, Heleny, Bronka, Franki), ubiera dzieci tylko w ciuchy z drugiej ręki i stawia na cenę. – Dzieci szybko rosną i chodzą w ubraniach dosłownie przez chwilę. Nie zdarzyło mi się pójść do sklepu i dla każdego dziecka kupić ciuchy, których akurat im brakuje. To byłoby przy szóstce dzieci rujnujące. Kupuję rzeczy za złotówkę, pięć złotych. Oszczędność jest ogromna – śmieje się.

Paulina zawodowo zajmuje się modą i przyznaje, że w second-handach trzeba umieć szukać, przegrzebywać stosy ubrań, świadomie odrzucać dużo fajnych rzeczy, bo nie są w "naszym stylu" i z niczym ich później w domu nie złożymy w zestaw. – Ciucholandy wymagają wyobraźni, smykałki do układania stylizacji, nie są opcją dla każdego, ale ja akurat lubię to wyzwanie – mówi.

W koszach z ubraniami nie brakuje rzeczy prostych z linii basic, ale także tych bardziej wykwintnych. (Fot. Paulina Chmielewska) , Ubranka dla dzieci są zazwyczaj w bardzo dobrym stanie - dzeci krótko je noszą, bo szybko z nich wyrastają. (Fot. Paulina Chmielewska)

Jakie argumenty jej zdaniem powinny przekonać niezdecydowanych do kupowania lub donaszania ubrań po znajomych dzieciach? – Większość codziennej dziecięcej garderoby to rzeczy do zabawy – do piaskownicy, na plac zabaw. Odświętne, eleganckie ubranka maluchy noszą bardzo rzadko. Opłaca się kupować T-shirty za złotówkę, a na większe okazje wybrać coś z wyprzedaży w sklepie – radzi. – A jeśli mamy uprzedzenia, warto się przełamać. O dziecięce ubranka ludzie zazwyczaj dbają, poza tym przed zakupem można je dokładnie obejrzeć – zapewnia.

Używane, czyli mniej czyste?

Marcin, Joanna i Paulina nie kupiliby dzieciom bielizny w ciuchlandzie. Wszyscy starają się kupować z drugiej ręki buty, ale tylko nieużywane - nieodkształcone, żeby nie zaszkodzić dziecięcym stopom.

Paulina doskonale rozumie obawy i uprzedzenia rodziców przed kupowaniem dzieciom ubrań w szmateksach. – Sama je mam. Jak wracam z second-handu, to muszę się umyć, jestem alergikiem na kurz, a w szmateksach jest go dużo. Co do samych ubranek wątpliwości nie mam. Moje dzieci są nadwrażliwe dotykowo i nie założą za twardych dżinsów, drapiących ubrań, a ubrania z ciuchów są tyle razy wyprane, że ich nie drażnią.

Niepowtarzalne i stylowe - takie mogą być zestawy ubrań dla dzieci z second handów. Wybierając ciuszki kierujcie się składem materiału - im więcej wełny i bawełny, tym lepiej. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl) , W second handach zmienia się klientela. Część osób poluje na perełki i później sprzedaje je np. na OLX czy Vinted. (Fot. Marcin Jędrysiak/Totallyconfused.pl)

Zofia Zochniak przekonuje: – Ubrania sprzedawane jako nowe – w kolorowych, pachnących butikach – też nie są czyste, bo zostały nasączone substancjami chemicznymi używanymi przy ich produkcji. Pod tym względem dla malutkich dzieci są lepsze te używane, bo czystsze i delikatniejsze – mówi i dodaje: – W Fundacji Ellen McArthur policzono, że zanim dana rzecz trafi na wieszak sklepowy, przejdzie przez setki par rąk i żadna z nich nie odpowiada za upranie tej rzeczy. Były także inne badania, profesora dermatologii, który sprawdzał wyrywkowo ubrania w sklepach. Okazało się, że na nowych było wiele substancji pochodzenia ludzkiego.

Joanna zachwyca się wykończeniem i jakością ubrań z second-handów. (Fot. Joanna Miczulska)

Grupa rówieśnicza i ciśnienie na lans

Ale sieciówki nie odpuszczają, sprzedając ubrania na licencjach z podobiznami ulubionych bohaterów dzieci, na których widok u maluchów pojawia się błysk w oku. Starsze dzieci z kolei zwracają uwagę na marki.

Kiedy chodziłyśmy z mamą do second-handów, modliłam się, żeby nikt ze znajomych mnie nie zobaczył. Zakupy w takich miejscach kojarzyły się z problemami finansowymi i niskim statusem – wspomina własne dzieciństwo Zofia Zochniak.

Joanna zapewnia, że nie jest kategoryczna w kupowaniu w second-handach, i przyznaje, że jej najstarszy syn interesuje się markami. – Buty znajduje sobie sam na Vinted, na przykład vansy, które mu się podobają. Tam też wyszukuje używane firmowe ubrania, które chciałby nosić: pokazuje mi wybrane sztuki i je kupujemy.

Ubranka z second-handów wymagają smykałki do mody - nie dają się tak łatwo składać jak te z sieciówek. (Fot. Joanna Miczulska)

Dzieci Pauliny nigdy nie chodziły z nią po sieciówkach i galeriach handlowych. – Nie mają więc poczucia, że kiedyś im kupowałam w sklepie, a teraz nagle kupuję w second-handach. Chodziły za to do lumpeksów. Starsze córki złapały bakcyla, cieszą się, kiedy znajdują jakieś perełki, to jest zabawa, dopytują, kiedy pójdziemy do szmateksu. Czasami dostają nowe rzeczy od babć, cieszą się, ale nie robi to na nich dużego wrażenia – zapewnia.

Dzieci Pauliny chodzą do szkoły, w której nie ma ciśnienia na markowe ubrania. – Jedna z moich córek zapragnęła mieć ogrodniczki, więc będziemy ich szukać. A markowe buty owszem, mają. Można je kupić na OLX. Czasami są w ogóle nowe.

Paulina Chmielewska ma szóśtkę dzieci. Wszystkie ubiera w second handach. (Fot. Paulina Chmielewska) , Dzieci Pauliny już połknęły bakcyla przebierania ubrań i chętnie chodzą na zakupy do ciuchlandów. (Fot. Paulina Chmielewska)

Marcin widzi, że klientela ciucholandów się zmieniła. – Wielu jest młodych, dobrze ubranych ludzi, którzy polują na cudeńka. Konkurencja rośnie, ale dzięki temu jest co wybierać na Vinted, bo tam też te rzeczy często trafią.

Zochniak nie ma wątpliwości, że wszystkie potrzeby, jakie generuje rodzicielstwo, można bez problemu zaspokoić rzeczami używanymi. I jest to nie tylko tańsze, bardziej ekologiczne, ale też zaczyna być modne.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.

Piątka Weekendu ? jak kupować ubranka dla dzieci mądrzej i bardziej ekologicznie

1. Zainstaluj aplikacje, które pozwolą Ci pozbyć się niepotrzebnych już ubranek. Zamiast je wyrzucać, możesz je sprzedać za symboliczną złotówkę lub oddać. 2. Zamiast iść do sklepu po nowe buciki dla dziecka, poszukaj, czy ktoś nie sprzedaje nieużywanych butów dobrej firmy w niższej cenie. 3. Jeśli masz gdzie trzymać ubranka, zachowaj te w najlepszym stanie, najładniejsze. Może niebawem ktoś w kręgu znajomych zostanie rodzicem i można je będzie mu przekazać. 4. Może czas się przełamać i zajrzeć do lumpeksu? Po praniu zapach typowy dla takich miejsc przestanie być odczuwalny. 5. Jeśli koniecznie chcesz kupować w sieciówkach, wybieraj pod kątem zdrowia dziecka i dobra planety ubranka jak najmniej kolorowe, bez wprasowanych naklejek, cekinów, dżetów.