W cyklu "Młoda Polska" przenosimy się sto lat wstecz. Do 11 listopada będziemy opisywać Polki i Polaków, którzy w nowo powstałym państwie mieli znaczący wpływ na formowanie się życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Ich często śmiałe i radykalne postulaty, publicystyka, wynalazki kształtowały młodą Polskę tamtego okresu.
Jest 1918 rok. W polskich kinach można obejrzeć kroniki filmowe, które dokumentują niedawno zakończoną I wojnę światową. Zdjęcia często pochodzą z pierwszej linii frontu, z samolotu czy pokładu statku. Powstały dzięki wynalazkowi Polaka. To aeroskop, pierwsza lekka, przenośna kamera filmowa stworzona przez Kazimierza Prószyńskiego. Urządzenie sprawiło, że ludzie na całym świecie mogli poznać przebieg wojny nie tylko z artykułów prasowych czy fotografii, ale też z wyświetlanych w kinach kronik.
Pierwsze próby
Twórca aeroskopu urodził się 4 kwietnia 1875 roku w Warszawie. Kazimierz Prószyński już jako mały chłopiec interesował się technologią i fotografią. Jego dziadek, polski szlachcic Stanisław Antoni Prószyński, zarządzał przedsiębiorstwem fotograficznym, a ojciec, twórca pierwszego elementarza języka polskiego, był fotografem amatorem. Ponieważ matka chłopca, Cecylia z domu Puciaty, zmarła zaledwie dziewięć lat po jego narodzinach, mały Kazio większość czasu spędzał właśnie w towarzystwie ojca i dziadka. Nic dziwnego, że rozwinęła się w nim taka pasja.
Już od 10. roku życia Prószyński robił różnego rodzaju zabawki i powoli zdobywał wprawę w konstruowaniu aparatów. Jako młodzieniec został członkiem Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego. Widząc techniczną smykałkę syna, ojciec wysłał go, by studiował na politechnice w belgijskim Liege. Tam Kazimierz miał okazję oglądać pierwsze próby tworzenia "ruchomych obrazów". Powstawały one według następującej zasady: wykonywano szybko, jedna po drugiej, fotografie danej sceny, a następnie oglądano je w takim samym tempie. Niestety, taka projekcja do tego stopnia męczyła wzrok, że niemal nie sposób było się na niej skupić. Choć trwała ledwie kilka- kilkanaście minut, widzowie często wychodzili przed jej końcem, skarżąc się na ból głowy i łzawienie oczu, dolegliwości spowodowane migotaniem obrazu. Technika była więc niedoskonała, co Prószyński postanowił zmienić.
Polak poświęcił się konstrukcji swojego pierwszego wynalazku - pleografu. W 1894 roku stworzył urządzenie, które pozwalało tak na rejestrację obrazu filmowego, jak i jego projekcję. Było więc pierwszą prymitywną kamerą filmową i projektorem kinowym w jednym. Pleograf na taśmie długości od 100 do 150 metrów wykonywał ok. 3000 zdjęć na minutę (czyli 50 na sekundę), co zmniejszało efekt migotania - w pierwszych tego typu urządzeniach standardem było 16 lub 25 zdjęć na sekundę. Pleograf Prószyńskiego ograniczał więc dyskomfort podczas projekcji i dawał wyraźniejszy obraz.
Polak od razu też opatentował swój wynalazek, niecały rok przed tym, jak podobne urządzenie pokazali słynni Francuzi, uznawani za ojców kinematografii, bracia August i Louis Lumiere. Prószyński stale pracował nad ulepszeniem pleografu, ale bracia Lumiere dysponowali znacznie większymi środkami na rozwój urządzenia, które stworzyli. Mieli też większą siłę przebicia oraz talent marketingowy. Prószyński natomiast nie umiał "sprzedać" swojej genialnej myśli, był człowiekiem techniki, naukowcem, a nie rzutkim managerem. Dlatego to francuski kinematograf, skonstruowany i opatentowany w 1895 roku, uznaje się dziś za pierwszą kamerę i projektor kinowy. Jego twórcy znali jednak dokonania Kazimierza. August Lumiere wspominał nawet: "Byłem wraz z bratem twórcą filmu francuskiego, ale istniał również pewien Polak, niejaki Kazimierz Prószyński, który nas znacznie wyprzedził". Dlatego dziś Prószyńskiego nazywa się "trzecim bratem Lumiere".
Gazety i koło od roweru
Choć Prószyńskiego musiało frustrować, że Francuzi odebrali mu sławę i palmę pierwszeństwa, nie poddawał się. Technicznych zainteresowań nie ograniczał do kinematografii. Po powrocie do Warszawy postanowił pomóc ojcu w jego wydawnictwie. Skonstruował tzw. ekspedytor uniwersalny - przyrząd służący do seryjnego składania gazet oraz ich adresowania, a także do automatycznego przygotowania do wysyłki dla prenumeratorów. Kina jednak nie porzucił. W 1899 roku zaprezentował biopleograf, udoskonaloną wersję pleografu. Zastosował w nim dwie taśmy filmowe i dwa obiektywy rzucające na przemian obraz na ekran. Dzięki temu migotanie i drgania zostały jeszcze bardziej ograniczone.
Prószyński nakręcił przy użyciu biopleografu kilka filmów dokumentujących życie Warszawy i postanowił swój wynalazek zaprezentować szerszej publiczności. Pokaz urządzenia odbył się w Warszawie w czerwcu 1899 roku w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Po nim organizowano następne w szkołach i muzeach. O biopleografie zaczęła pisać prasa. Zainteresowanie było ogromne. Prószyński postanowił pójść za ciosem i w 1901 roku założył Towarzystwo Udziałowe Pleograf z siedzibą w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej 39, uznawane za pierwszą polską wytwórnię filmową. W latach 1901-1903 zajmowało się ono promocją aparatów wymyślonych przez wynalazcę oraz zrealizowanych przy ich użyciu filmów. Pierwsze pokazy filmowe odbyły się pomiędzy 31 marca a 2 kwietnia 1902 roku w Teatrze Letnim w Ogrodzie Saskim. Publiczność zobaczyła wówczas obrazy dokumentujące życie codzienne w Warszawie, m.in. takie jak "Ślizgawka w Ogrodzie Saskim", "Ruch uliczny przed pomnikiem Mickiewicza" czy "Wyścigi". Jeszcze w tym samym roku Prószyński nakręcił dwa krótkie filmy, tym razem z udziałem aktorów teatralnych: Kazimierza Junoszy-Stępowskiego i Władysława Neubelta - "Powrót birbanta" oraz "Przygoda dorożkarza".
Na tych filmach obraz wciąż drgał, ale mankament wkrótce miał zostać niemal całkowicie wyeliminowany dzięki kolejnemu wynalazkowi - obturatorowi. Jak często w przypadku pionierów techniki bywa, pomysł na niego wziął się ze zwykłej, codziennej sytuacji. Kiedy pewnego dnia w 1902 roku Prószyński siedział na ławce w warszawskim parku, był świadkiem upadku rowerzysty. Przewrócony pojazd leżał na spacerowej alejce, a jego koło nie wytraciło jeszcze prędkości i wciąż się kręciło. Młody wynalazca doznał wówczas olśnienia - zrozumiał, że rozwiązanie problemu migotania jest znacznie prostsze, niż wszyscy myśleli. Budowa obturatora była już dla niego mało skomplikowana. Migawka, część w kształcie wiatraczka, złożona była z trzech cienkich skrzydełek, które obracały się wokół własnej osi z prędkością odpowiadającą liczbie obrazów. Jej zadaniem było przerywanie światła emitowanego przez projektor w czasie przesuwania się taśmy filmowej. Prószyński zbudował obturator przerywający światło z częstotliwością 40 przerw na sekundę. Dawało to złudzenie płynności - oko widza przestawało rejestrować tak dużą częstotliwość migotań obrazu w czasie projekcji.
Udoskonalenie urządzenia zajęło Prószyńskiemu kilka lat, podczas których jego wytwórnia filmowa splajtowała - zamiast promować swój wynalazek, jego twórca wolał go ulepszać, pieniądze szybko więc się skończyły. Prószyński wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował pracę nad obturatorem. Światu pokazał go w 1909 roku. Genialne w swej prostocie urządzenie sprawiło, że można było wreszcie zacząć kręcić i pokazywać filmy długometrażowe - brak drgań zniwelował odczuwany wcześniej dyskomfort i widzowie byli w stanie wytrzymać nawet ponadgodzinną projekcję. Aparat był tak dobry, że już w tym samym roku koncern filmowy Gaumont zaczął produkować na masową skalę urządzenia według projektu Polaka.
Kamery śmierci
Sukces obturatora - pozytywnie wyraził się o nim także Louis Lumiere - sprawił, że Prószyński stał się popularny we Francji i innych krajach europejskich. Postanowił zostać w Paryżu, który na początku XX wieku stanowił centrum życia artystycznego, a kiełkująca kinematografia stawała się powoli nową dziedziną sztuki. Przebywanie w takim środowisku było dla wynalazcy niezwykle inspirujące i sprawiło, że Prószyński miał więcej pomysłów i twórczej energii niż kiedykolwiek. Zaledwie w rok po opatentowaniu obturatora dał światu filmu kolejny genialny wynalazek, który ugruntował jego pozycję - pierwszą na świecie ręczną kamerę, nazwaną aeroskopem. Urządzenie zaprezentowane 27 grudnia 1910 roku na posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk stworzone było z myślą o filmach reporterskich. I natychmiast wywołało ogromny podziw i uznanie. Od razu stało się jasne, że dla kinematografii jest to przełom.
Fenomen urządzenia polegał na tym, że było stosunkowo lekkie, ważyło zaledwie kilka kilogramów, dzięki czemu operator nie był już dosłownie przykuty do jednego miejsca, jak w przypadku poprzedników aerografu, mechanizmów tak ciężkich, że praktycznie niemobilnych. Operator mógł więc kręcić, skąd chciał. Choćby z jadącej po ulicach Paryża dorożki, jak uczynił to twórca wynalazku na promującym go filmie. Nie potrzebował też sztabu asystentów, którzy taszczyliby za nim sprzęt. Drgania rąk, nieuniknione podczas nagrywania w ruchu, zostały zniwelowane dzięki zastosowaniu żyroskopu. Wynalazek posiadał też innowacyjny napęd do przesuwu taśmy filmowej. Nie trzeba już było kręcić korbką, wystarczyło nacisnąć przycisk, który uwalniał sprężone w specjalnych zbiorniczkach powietrze. Raz napompowany aeroskop mógł pracować bez przerwy przez ok. 11 minut.
Aeroskop okazał się najbardziej znanym wynalazkiem Prószyńskiego. Tym razem pierwszeństwa Polaka nikt nie mógł zakwestionować. Pojawienie się urządzenia odbiło się szerokim echem niemal w całej Europie, a już w rok po pierwszej prezentacji zaczęto jego masową produkcję w Anglii. Przy pomocy aeroskopu Prószyński wykonywał zdjęcia na uroczystościach koronacyjnych króla Jerzego w Wielkiej Brytanii w 1911 roku, co też przełożyło się na sukces promocyjny. Kamera została nagrodzona złotym medalem na Międzynarodowej Wystawie Kinematograficznej w Londynie w 1913 roku.
Triumfowi w życiu zawodowym towarzyszyło szczęście prywatne - w 1914 roku Prószyński ożenił się z Angielką, Dorothy Abrey, która wkrótce urodziła mu dwoje dzieci: syna Kazimierza i córkę Irenę.
Do sukcesu aeroskopu przyczynił się wybuch I wojny światowej. To właśnie dzięki kamerze projektu Polaka uwieczniono działania zbrojne prowadzone podczas ogólnoświatowego konfliktu. W warunkach polowych, na pierwszej linii frontu aeroskop był bezkonkurencyjny. To właśnie dzięki wynalazkowi Prószyńskiego powstały również pierwsze lotnicze kroniki filmowe. Ponieważ jednak reporterzy wojenni, chcąc uchwycić najważniejsze chwile bitw, przedkładali często tę misję nad własne bezpieczeństwo, zdarzało się, że ginęli podczas pracy. Dlatego używane przez nich aeroskopy zaczęto nazywać "kamerami śmierci". Ta nazwa nie zaszkodziła jednak urządzeniu. Wykorzystywano je aż do 1935 roku - musiało ustąpić dopiero, kiedy popularność zaczął zyskiwać film dźwiękowy. Prószyński eksperymentował z kręceniem takich filmów już w 1913 roku. Znów wyprzedził swoje czasy dzięki opatentowanemu w 1907 roku kinofonowi, który łącząc kinematograf z fonografem, umożliwiał synchronizację dźwięku z obrazem filmowym. Prószyński znów nie zadbał o odpowiednią promocję wynalazku, który przeszedł właściwie bez echa.
100 rozbitych kamer
Kiedy najsłynniejszy wynalazek Prószyńskiego dokumentował I wojnę światową, on był już w USA i pracował nad kolejnymi projektami. Jednym z nich była nowa kamera ręczna, mająca być następczynią aeroskopu, a zarazem przenośnym projektorem filmowym. Wynalazek o nazwie "Oko" miał postać niewielkiej skrzynki o wymiarach 27x19x11 cm i służył zarówno do nagrywania, jak i projekcji filmów. Dzięki niemu Prószyńskiemu udało się uzyskać z metrowej długości taśmy o szerokości 12 cm film trwający 20 minut. Dodatkową innowacją było zastosowanie wewnątrz aparatu wynalezionej przez Prószyńskiego żarówki projekcyjnej o mocy 450 watów, co sprawiło, że filmy były bardzo wyraźne.
Prószyński wrócił do Polski w 1919 roku. Trzy lata później założył spółkę akcyjną "Oko" i zaczął szukać inwestorów gotowych wesprzeć jego projekt. I znów, tak jak na początku kariery, kiedy ubiegli go bardziej obrotni bracia Lumiere, zabrakło mu zmysłu marketingowego. Aeroskop trafił na świetny moment i właściwie wypromował się sam, ale "Oko" nie miało takiego szczęścia. W dodatku Prószyński, któremu dziadek i ojciec zaszczepili ideowe podejście do życia, upierał się przy niskiej cenie kamer, bo chciał, żeby jego pomysłem mogli cieszyć się wszyscy, niezależnie od zasobności portfela. Jak łatwo się domyślić, z takim podejściem nie było po drodze potencjalnym inwestorom, oczekującym przede wszystkim jak największego zysku. Wszystko to sprawiło, że spółka akcyjna splajtowała, zdążywszy wyprodukować zaledwie 100 kamer, które nigdy nie trafiły do sprzedaży. W obliczu porażki Prószyński własnoręcznie rozbił je młotkiem, nie chcąc, by ktokolwiek ukradł jego pomysł.
Choć porażka "Oka" musiała być dla Prószyńskiego nie lada ciosem, nie załamał się i pracował nad kolejnymi wynalazkami. Ostatnim z nich był stworzony w 1943 roku autolektor. Urządzenie miało służyć do nagrywania na starych, zużytych taśmach filmowych tekstów książek dla niewidomych - można powiedzieć, że wynalazek był "dziadkiem" dzisiejszych audiobooków.
Wybuch Powstania Warszawskiego zastał Prószyńskiego w stolicy. Po jego upadku mężczyzna został pojmany przez Niemców i przewieziony najpierw do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, a następnie przeniesiony do Mauthausen-Gusen. Tam 13 marca 1945 roku genialny wynalazca zmarł. Dosłownie kilka dni później Amerykanie wyzwolili obóz.
Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.