MIAMI. Mroczna wyobraźnia Thomasa Harrisa, twórcy jednego z najstraszniejszych potworów w dziejach literatury, niewątpliwie wyróżnia go we współczesnym świecie literackim. Wykreowany przez niego seryjny morderca, owiany złą sławą Hannibal Lecter, przyrządza wykwintne potrawy z organów wewnętrznych swoich ofiar, z których jedną zjadł nawet żywcem, podając plastry jej mózgu z truflami i kaparami.
Z niepokojem więc przyjmuję do wiadomości twierdzenie Harrisa, jakoby niczego nie wymyślał.
"Nie sądzę, bym kiedykolwiek coś zmyślił" - mówi w samochodzie, podczas gdy mijamy 79 Ulicę w Miami i wysepkę Bird Key, gdzie rozgrywa się klimatyczna scena jego nowej powieści "Cari Mora" - "Wszystko już się wydarzyło. Nic nie jest zmyślone. W tym świecie nie trzeba zmyślać".
79-letni Harris powtarza tę myśl w różnych wersjach, prawie za każdym razem, kiedy pytam, skąd wziął się pomysł na konkretny moment w fabule lub postać w powieści; jego odpowiedź przeraża mnie bardziej niż moje własne najśmielsze wyobrażenia. Fabuła powieści Harrisa nie bierze się z jego wyjątkowo makabrycznej wyobraźni, ale ze zdolności do obserwacji i odzwierciedlania ludzkiej natury i jej najmroczniejszych pobudek.
Koszmarne powieści Harrisa, które od niemal 45 lat sieją strach wśród czytelników, sprzedały się dotąd w ponad 50 milionach egzemplarzy. Harris stworzył jednego z najbardziej rozpoznawalnych czarnych charakterów wszech czasów - nie ustępującego takim postaciom jak Darth Vader czy Drakula. A jednak o samym autorze i jego procesie twórczym wiadomo stosunkowo niewiele. Harris nie spotyka się z czytelnikami, nie podpisuje książek. Ostatni treściwy wywiad, jakiego udzielił, miał miejsce w połowie lat 70., bo - jak twierdzi - woli, by jego praca mówiła sama za siebie.
To milczenie tylko podsyca fascynację czytelników zaintrygowanych nieuchwytnym twórcą bestii. Niewykluczone, że najbardziej zaskakującym elementem "Cari Mory" - pierwszej książki wydanej przez Harrisa od 13 lat - jest fakt, że jej autor w ogóle chce o niej rozmawiać.
Jak mówi, "próbuje na nowo się określić".
"Cari Mora" zdecydowanie odbiega od dotychczas znanej konwencji autora. Po raz pierwszy od wydania "Czarnej niedzieli", którą debiutował w 1975 roku, Harris napisał powieść, której bohaterem nie jest Hannibal Lecter. Po raz pierwszy też Harris obszernie opisuje Miami - miasto, które od 30 lat nazywa domem, i pochyla się nad losem imigrantów i uchodźców - tematem, który od dawna jest mu bliski.
Tytułowa bohaterka powieści, Cari Mora, po ucieczce z Kolumbii pracuje jako dozorczyni mieszczącej się w Miami Beach posiadłości niegdyś należącej do narkotykowego barona Pablo Escobara. Cari, która żyje w ciągłym lęku przed utratą chroniącego ją tymczasowego statusu uchodźcy, dostaje się między dwie siatki przestępcze, walczące o skarb rzekomo ukryty pod rezydencją Escobara.
"Nie zapomniałem o Hannibalu i czasem zastanawiam się, co nowego knuje. Ale chciałem zająć się Miami, ludźmi, którzy tu mieszkają, walką, która się tu toczy, i aspiracjami, jakie widzę w nowych przybyszach" - mówi Harris. "Tak bardzo wyraźne jest w nich pragnienie nowego życia".
Harrisa poznałam pewnego dusznego, słonecznego poranka na parkingu Ptasiego Azylu w Pelican Harbor, ośrodku ratowania zwierząt nad zatoką Biscayne, który odgrywa ważną rolę w jego nowej powieści. Cari udziela się tam jako wolontariuszka, opiekując się potrzebującymi pomocy ptakami.
Harris, jako miłośnik przyrody, od 20 lat regularnie odwiedza ośrodek. Przyniósł tam osierocone wiewiórki i rannego ibisa oraz uczestniczył w warsztatach o rehabilitacji dzikich zwierząt, ucząc się na martwym oposie, jak intubować poszkodowanego zwierzaka. "Wszyscy inni mieli ptaki" - stwierdził.
Kiedy przyjechaliśmy, po przywitaniu z dyrektorem i personelem ośrodka, Harris wypytywał o zwierzęta, które widział tam podczas swojej poprzedniej wizyty. "Ostatnio nocował tu opos", mówi, po czym pyta o pisklęta sowy, które siedziały wtedy na szafce. "Czułem, że ktoś mnie obserwuje - i rzeczywiście".
Jak wspomina dyrektor ośrodka Christopher Boykin, choć Harris bywa tam od 1999 roku, jeszcze do niedawna nikt z personelu nie zdawał sobie sprawy, z kim ma do czynienia.
"Kiedyś spytałem go, czym się zajmuje, i kiedy odparł, że pisze książki, zapytałem, czy napisał coś znanego" - opowiada Boykin. "Nie mieliśmy pojęcia. Jest tak miłym i sympatycznym człowiekiem".
Choć tym, którzy znają Harrisa wyłącznie przez jego twórczość, jego troska o chore zwierzęta może wydawać się niespójna z obrazem kogoś, kto tworzy postacie psychopatów i seryjnych morderców, to fakt ten nie dziwi nikogo, kto poznał go osobiście.
Harris bardzo dba o swoją prywatność, ale nie jest typem samotnika podobnym do J.D. Salingera czy Thomasa Pynchona. Kiedy nie pisze, rysuje, gotuje wyrafinowane dania i jada kolacje z przyjaciółmi. Często przesiaduje za swoim domem nad zatoką w Miami Beach, obserwując ibisy, oposy, iguany czy pojawiające się od czasu do czasu delfiny i manaty. Lato spędza ze swoją partnerką Pace Barnes we wspólnym domu w Sag Harbor w stanie Nowy Jork.
"Jest przezabawny" - mówi David Rivers, emerytowany policjant z wydziału morderstw policji w Okręgu Miami-Dade, który zna Harrisa od lat, a nawet pomagał zbierać materiały do jego powieści. "Ktoś, kto nie wie, kim on jest, mógłby wziąć go za byle staruszka z Mississippi. Nie ma o sobie zbyt wysokiego mniemania, jak zresztą i o nikim innym".
Mimo swej niechęci do udzielania wywiadów Harris okazuje się życzliwym gospodarzem o nienagannych manierach. W rozmowie, podczas której cytuje F. Scotta Fitzgeralda, Horacjusza, Pabla Nerudę, Ezrę Pounda i Williama Carlosa Williamsa, robi wrażenie zamkniętego w sobie introwertyka. Po wizycie w Ptasim Azylu zabrał mnie do księgarni Books & Books w Coral Gables, a potem do studia Luisa Pardiniego, lokalnego malarza, z którym się przyjaźni i którego obraz znalazł się w "Cari Morze".
Jednak w miejscach publicznych Harris przejawia ostrożność graniczącą z niepokojem. Od czasu do czasu używa lustrzanej powierzchni ekranu telefonu, by sprawdzić, co dzieje się za nim. Podczas obiadu często ogląda się za siebie. Kiedy czytelniczka rozpoznała go i poprosiła o zdjęcie, uprzejmie wyraził zgodę. Jednak po tym, jak zawołała: "Powiedz Clarice!", ludzie siedzący wokół nas zamilkli i zaczęli nam się przysłuchiwać.
Choć Harris serdecznie odniósł się do tej kobiety, to zwykle stara się unikać tego rodzaju sytuacji, twierdząc, że "rozgłos jest uciążliwy".
Przeciętny dzień pracy Harrisa zaczyna się około 8.30 i trwa do 14.00 lub 15.00, po czym autor je obiad i robi sobie drzemkę. Są dni, kiedy udaje mu się napisać tylko jeden akapit. Jeśli utknie na wyjątkowo trudnym fragmencie, pisze ręcznie.
Harris uważa pracę pisarską za niemal bierny proces, raczej za coś, co mu się przytrafia, niż co sam robi. Jego powieści zaczynają się od rozgrywających się w jego wyobraźni scen; dopiero potem Harris próbuje dociec, co je poprzedzało i co nastąpiło później. Mówi o swoich postaciach jak o osobach istniejących w rzeczywistości, żyjących równolegle z nim i niezależnie od jego powieści.
Zdarza się, że praca posuwa się z nieznośnym mozołem. Pomiędzy wydaniami niektórych jego powieści upłynęły całe dekady.
"Czasem jest to prawdziwa orka na ugorze" - mówi Harris. "Są dni, kiedy przychodzę do gabinetu i okazuje się, że jestem sam: żaden z moich bohaterów się nie pojawił i siedzę jak kołek, czując zupełnie idiotycznie. A zdarza się i tak, że wszyscy przychodzą i są gotowi do pracy. Ale muszę przychodzić codziennie, bo pomysł może pojawić się w każdej chwili, a nie darowałbym sobie, gdyby mnie tam nie było, by go zapisać".
Cytuje Gustawa Flauberta: "Słowo ludzkie jest jak pęknięty kocioł, na którym wygrywamy melodie godne tańczącego niedźwiedzia, gdy tymczasem chcielibyśmy wzruszyć gwiazdy".
Harris pochodzi z małej miejscowości niedaleko rzeki Coldwater w stanie Mississippi, gdzie jego rodzina uprawiała bawełnę, soję i pszenicę. "Towarzyszami moich dziecięcych przygód były przeważnie indyki" - wspomina.
Po ukończeniu filologii angielskiej na Baylor University pracował jako reporter w Waco w Teksasie. Praca ta zawiodła go do północnego Meksyku, gdzie poznał więziennego lekarza, który stał się inspiracją dla postaci Hannibala Lectera.
Od roku 1968 relacjonował kradzieże, morderstwa i zamieszki dla nowojorskiego Associated Press. W tym okresie wraz z dwoma innymi dziennikarzami stworzył konspekt "Czarnej niedzieli", powieści o terrorystach planujących atak na finałowy mecz ligi futbolowej (podzielili się zaliczką, a Harris napisał książkę).
Swoją drugą powieść, "Czerwonego smoka", w której po raz pierwszy pojawia się Hannibal, Harris napisał w okresie, kiedy opiekował się chorym ojcem w Mississippi. Stephen King porównał tę książkę do "Ojca Chrzestnego", a Hannibala później nazwał "wielkim fikcyjnym potworem naszych czasów". Na podstawie tej historii powstał film fabularny w reżyserii Michaela Manna.
Harris mówi o niepokoju, jaki wywołuje w nim jego charyzmatyczny bohater. Napisał kiedyś, że "czuje się niekomfortowo w obecności doktora Lectera" i że "nie dałby głowy, że doktor go nie widzi".
Od tej chwili jednak Harris zawsze czuje obecność stworzonej przez siebie postaci.
Po ukazaniu się "Milczenia owiec" w 1988 roku Hannibal nieoczekiwanie stał się ikoną popkultury. Bohaterka powieści, stażystka FBI Clarice Starling, odwiedza Hannibala w więzieniu i prosi go o pomoc w odnalezieniu seryjnego mordercy.
Powieść sprzedała się w milionach egzemplarzy, a nakręcony na jej podstawie film z Jodie Foster i Anthonym Hopkinsem w 1991 roku zdobył pięć Oscarów.
Harris unikał tego filmu przez lata. Był rozczarowany "Czerwonym smokiem", zrobionym w 1986 roku na podstawie jego drugiej powieści, i ogólnie "miał dość filmów". Jednak pewnego wieczoru, dwa lata po tym, jak "Milczenie owiec" zgarnęło Oscary, Harris włączył telewizję, by sprawdzić prognozę pogody i trafił na kablówkę.
"Dialogi wydały mi się znajome" - wspomina. "Więc usiadłem i obejrzałem. I był to doskonały film".
Po sukcesie filmu Hannibal Lecter zaczął przynosić swemu twórcy znaczne dochody. Harris napisał dwie kolejne części historii Hannibala: "Hannibal" i "Hannibal. Po drugiej stronie maski".
"Hannibal Lecter jest jak Coca-Cola czy Kleenex, czy też inna podobnie niesłychana marka" - mówi Ben Sevier, wydawca Harrisa. "Przerósł fikcyjną postać wymyśloną przez Toma".
Jednak w miarę jak rozrastała się jego koncesja, kanibal zaczął się swoim fanom przejadać. Film "Hannibal. Po drugiej stronie maski" rozczarował producentów i krytyków. Producent Dino De Laurentiis, który zaadaptował "Hannibala. Po drugiej stronie maski", opowiadał Entertainment Weekly, że Harris nie był zainteresowany tworzeniem prequelu i zgodził się dopiero po tym, jak De Laurentiis oświadczył mu, że to on jest właścicielem praw do postaci, i że jeśli Harris się nie zgodzi, to zrobi to kto inny.
Harris nie podważa tej relacji, ale mówi raczej o serdecznej perswazji ze strony De Laurentiisa, nieżyjącego od 2010 roku. "To prawda, że [De Laurentiis] miał prawo do kontynuacji i mógł robić z tą postacią, co chciał" - mówi Harris. "Podchodził do tego filmu z zaraźliwym entuzjazmem".
Jednak entuzjazm czytelników powoli gasł. Choć pierwszy nakład "Hannibala. Po drugiej stronie maski" liczył w 2006 r. 1,5 mln egzemplarzy, według NPD BookScan do tej pory sprzedano jedynie 300 000. Niektórzy krytycy pisali o tej powieści jako o nieudolnej próbie wyciśnięcia dodatkowych zysków z podupadającej koncesji, zwracając przy tym uwagę na fakt, że dawniej wartkie dialogi Harrisa tutaj wydawały się sztywne i afektowane. (Harris twierdzi, że niektóre rozmowy Hannibala z jego ciotką Lady Murasaki pisał w poetyckim stylu okresu Heian w hołdzie XI-wiecznej powieści japońskiej "Opowieść o Genji", lecz aluzja ta wyraźnie nie została odebrana przez wszystkich czytelników.)
Adaptacja telewizyjna NBC "Hannibal" zgromadziła wierną publiczność, lecz została przerwana po trzecim sezonie. (Harris nie widział jeszcze serialu, ale zapowiada, że obejrzy cały za jednym posiedzeniem, jak będzie miał na to czas.)
Nawet literacki agent Harrisa, Morton Janklow, zaczął dostrzegać u czytelników oznaki znużenia.
"Czytelnicy byli już nasyceni" - wspomina Janklow. "[Harris] wyczerpał możliwości swojego bohatera. Jak mawiała moja babcia, co za dużo, to nie zdrowo".
Harris nie wyklucza możliwości stworzenia kolejnych książek o Hannibalu, ale przyznaje, że z ulgą się od niego zdystansował. "Zacząłem robić miejsce na coś nowego" - stwierdza.
Przez lata dziennikarze i biografowie prześcigali się w budowaniu coraz to nowych teorii wyjaśniających powody, dla których Harris przestał publicznie mówić o swojej twórczości.
Jeden z popularnych mitów utrzymuje, że wścibscy reporterzy nie odpuszczali w dociekaniach o źródła jego potwornych historii, aż Harris wycofał się, urażony insynuacjami, jakoby sam skrywał skłonności psychopatyczne.
"To niezupełnie trafny wniosek" - oświadcza. Przestał udzielać wywiadów, bo ani ich nie lubił, ani nie potrzebował. "Miałem to szczęście, że moje książki znalazły odbiorców, choć ich nie promowałem, i odpowiada mi taki układ rzeczy".
Znajomi czasem pytają, skąd bierze tak upiorne historie. Kiedy spytałam, jak odpowiada, Harris spojrzał na mnie, jakby odpowiedź na to pytanie była oczywista.
"Odpowiadam, że nic sam nie wymyślam. Więc rozejrzyj się" - mówi. "Bo wszystko już się wydarzyło".
I uśmiechnął się, powściągliwie zaciskając usta, jakby chciał uprzejmie zaznaczyć, że na ten temat nic więcej nie ma do powiedzenia.
By Alexandra Alter ? 2019 New York Times News Service / tłumaczenie: Anastazja Pindor / morethanwords.pl
Książkę możecie kupić w Publio.pl >>>
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Thomas Harris, amerykański dziennikarz i pisarz, twórca thrillerów psychologicznych. W czasie studiów pracował jako nocny reporter kroniki kryminalno-policyjnej w "Waco Tribune-Herald". Do 1974 roku mieszkał w Nowym Yorku i pracował w agencji prasowej Associated Press. Obecnie mieszka z żoną w Miami na Florydzie. Thomas Harris wydał dotąd pięć powieści, z czego Czerwony smok i Milczenie owiec powszechnie uznano za najwybitniejsze thrillery psychologiczne końca XX wieku. Filmowa wersja Milczenia owiec z Anthonym Hopkinsem i Jodie Foster została nagrodzona pięcioma Oscarami. Powieść Czerwony smok doczekała się dwukrotnej ekranizacji: Łowca (1986) i Czerwony smok (2002).