artykuły
Huragan Florence (fot. Shutterstock)
Huragan Florence (fot. Shutterstock)

Najpierw słychać potężny ryk. Po chwili pędzące z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę wiry powietrza porywają ludzi, wyrywają drzewa i rujnują wszystko, co napotkają na swojej drodze. Powietrze wypełniają fruwające odłamki szkła, zerwana kostka brukowa i zassana woda z pobliskiej rzeki. Miasteczko Saragosa w Teksasie. Niemal wszyscy spośród 185 mieszkańców są w domu kultury, kiedy w ciągu kilku sekund budynek zmienia się w stertę gruzu. Ginie 40 ludzi, ponad 100 zostaje ciężko rannych.

 

Tornado, które 24 maja 1987 roku zniszczyło Saragosę, jest jednym z tysiąca corocznie nawiedzających Stany Zjednoczone. Jednak to o największej sile rażenia nadejdzie równo 12 lat później, równając z ziemią Oklahomę i Kansas. Będzie miało ponad jeden kilometr średnicy, a prędkość w wirze momentami przekroczy 510 km/h. W ciągu 80 minut spowoduje straty szacowane na miliard dolarów. Zginie co najmniej 46 osób, a setki zostaną ranne. W Kansas wśród ofiar znajdą się niemal wszyscy mieszkańcy przyczep kempingowych. Tornado porwie je, po czym z ogromną siłą ciśnie do pobliskiego jeziora. "Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem" - wspomni po latach 70-letni Jim Gallego . "Bar mojego ojca rozpadł się jak domek z kart, a samochód przeleciał kilkanaście metrów".

Trąba powietrzna ma kilkaset metrów średnicy, podczas gdy tornado potrafi osiągnąć nawet 3-4 kilometry. Powstaje pod dużymi chmurami burzowymi. W takiej chmurze zachodzą najróżniejsze zjawiska, a jednym z nich są ruchy powietrza w górę i w dół. Tornado powstaje w momencie, gdy ruchy te wychodzą poza chmurę i docierają do ziemi. Wtedy właśnie tworzy się wir, poruszający się zazwyczaj w kierunku północnym, północno-wschodnim, odwrotnie do ruchu wskazówek zegara. Niczym odkurzacz, wciągając wszystko do środka. Gdy mówimy o huraganach, orkanach, tajfunach czy cyklonach i właśnie tornadach - tymi różnymi słowami opisujemy tak naprawdę to samo zjawisko, a różnica polega właściwie tylko na tym, gdzie ono występuje.

Pan Tornado

Już w XVI wieku odnotowywano trąby powietrzne i tornada, ale według wielu naukowców dopiero od kilku dziesięcioleci gwałtownych zjawisk atmosferycznych znacznie przybywa. Za jednego z najsłynniejszych badaczy tornad uchodził - nazywany Panem Tornado - Tetsuya "Ted" Fujita, profesor meteorologii z Uniwersytetu w Chicago. W 1945 roku jeszcze jako student zaczął badać trąby powietrzne, które wywołał wybuch bomby atomowej nad Hiroszimą.

 

W ciągu dziesięcioleci Fujita prześledził i przebadał zniszczenia i anomalie spowodowane przez setki trąb i tornad. Komentował niezwykłe zjawisko we wschodnich Chinach, gdzie w maju 1986 roku trąba powietrzna porwała 13 uczniów. Przeniosła ich na odległość 19 kilometrów, po czym... opuściła na piaskowe wydmy. Tłumaczył, że podczas tornada mały kawałek tektury o wymiarach kilkunastu centymetrów jest w stanie wybić szybę w samochodzie, uderzając płaską stroną. A wiatr o prędkości 450 km/h może też po prostu rozerwać człowieka na strzępy. Naukowiec ostrzegał, że oprócz zabójczej siły śmiertelne bywa również ciśnienie. Ogromna różnica, przekraczająca 100 hPa, sprawia bowiem, że budynki eksplodują. Różnica ciśnień może mieć jednak również zupełnie nieoczekiwane skutki. Kiedy we wrześniu 1985 roku nad nowojorskim Long Island szalał cyklon Gloria, w szpitalach rodziły się same wcześniaki. Okazało się, że obniżenie ciśnienia przyspieszało porody. 

Błędy w prognozie

Ruchy i przybieranie na sile tornad śledzą dziś satelity, radary i stacje meteorologiczne. Naukowcy dostają też pomiary z samolotów, które penetrują skłębioną, spiralną ścianę chmur otaczającą oko huraganu, aby zmierzyć prędkość wiatru i ciśnienie powietrza. Ale nawet przy założeniu, że dysponujemy tak szczegółowymi danymi, przewidzenie kursu cyklonu jest niezwykle trudne. Żywioły nie mają zwyczaju poruszania się w linii prostej. Do ostatniej chwili nieznana jest ani droga, ani prędkość nadchodzącego kataklizmu. W obrębie huraganu wiatry osiągają prędkość 400 km/h, ale cały żywioł przesuwa się kilkanaście razy wolniej.

fot. Shutterstock

Błąd w prognozie określającej miejsce, w którym miejscu cyklon dotrze do wybrzeża, wynosi dzisiaj średnio 190 kilometrów dla prognozy 24-godzinnej i 400 kilometrów - dla prognozy 48-godzinnej. W sierpniu 1979 roku ewakuowano 50 tysięcy mieszkańców Miami Beach z powodu nadchodzącego huraganu Dawid. Tymczasem żywioł uderzył w odległości 80 kilometrów na wschód, w West Palm Beach.

Z kolei kiedy w sierpniu 1980 roku nadchodził huragan Allen, kilkanaście tysięcy ludzi uciekło z wybrzeża Teksasu po zapowiedzi huraganów dochodzących do 320 kilometrów na godzinę. W rzeczywistości prędkość wyniosła około 180 kilometrów na godzinę, a żywioł przeszedł przez mało zaludnione dolne wybrzeże Teksasu.

 

Uwaga na szczury

Niektórzy uczeni twierdzą, że mieszkańcy wybrzeży powinni pójść za przykładem pochodzących z Florydy Indian z plemienia Seminole. Aby przewidzieć, gdzie uderzy cyklon, obserwują oni zachowanie się ptaków, szczurów i aligatorów. Podobno w dzień poprzedzający kataklizm ptaki tracą wyczucie i wpadają na słupy elektryczne, szczury bez powodu rzucają się ludziom do gardeł, a żarłoczne aligatory nagle tracą apetyt. W 1944 roku do Florydy dotarły dwa tornada. Chociaż Narodowe Biuro Pogody (National Weather Bureau) przewidywało, że Floryda nie ucierpi, Indianie postanowili się ewakuować. Tylko dzięki umiejętności obserwowania przyrody przeżyli. Z kolei podczas drugiego tornada członkowie plemienia Seminole pozostali w domach, pomimo że doświadczeni synoptycy zalecali im natychmiastową ewakuację. Znowu Indianie mieli rację.

Każdego roku tornada, cyklony i inaczej nazywane żywioły zabijają kilkaset osób, bo ostrzeżenie o zbliżającym się kataklizmie dochodzi na kilka, a w najlepszym wypadku na kilkanaście minut przed uderzeniem. To za mało czasu na znalezienie bezpiecznej kryjówki. Są jednak miejsca, w których te zjawiska pojawiają się regularnie. To na przykład Aleja Tornad w środkowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych, która obejmuje ogromny obszar ponad 800 kilometrów długości i 650 kilometrów szerokości i znajduje się na terenie sześciu stanów. Budowane tu domy mają specjalnie wzmocnioną konstrukcję dachu, ściany wspomagane żelaznymi sztabami i schrony na głębokości kilku metrów pod ziemią. To jedyny sposób, żeby uchronić się przed żywiołem. 

fot. Shutterstock

Uciekaj z prawej strony

Nieprzewidywalność żywiołu sprawia, że nie brakuje szalonych teorii, jak go powstrzymać. Ben Eastlund z University of Oklahoma chciał na przykład opanować tornado przy pomocy... promieniowania mikrofalowego. W tym celu planował umieścić na orbicie satelity nadajnik, który miałby emitować odpowiednio silne mikrofale. A one miałyby podgrzewać chłodne masy powietrza, uniemożliwiając zajście procesów tworzących tornada. Innym pomysłem amerykańskich uczonych było rozsianie w pierścieniu chmur odpowiednich chemikaliów w ramach projektu Stormfury.  Ten ostatni eksperyment udało się nawet wdrożyć w życie. W trakcie huraganu Debbie w roku 1969 prędkość wiatru po rozsianiu chemikaliów w chmurach spadała momentami aż o 30 proc. Ale już kilka lat później metoda okazała się totalnie nietrafiona. Podczas rozsiewania chemikaliów tornado przesuwało się od wybrzeża, po czym niespodziewanie zawróciło, doszczętnie niszcząc stan Georgia.

Ben Eastlund wraz ze swoim zespołem opracował też specjalne poradniki dla osób znajdujących się w zasięgu żywiołu. Pisze w nim : "Kiedy usłyszysz komunikat w radiu albo telewizji o tornadzie, to znaczy że zostało ci zaledwie parę minut na ewakuację. Jeśli jesteście na drodze leja, to najlepiej jest zejść do piwnicy lub schronu. Jeśli takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, równie dobrze możesz schować się w łazience w wannie i okryć kocami oraz poduszkami dla ochrony przed odłamkami. Ale jeżeli tornado będzie potężne, a do tego będzie się przesuwało stosunkowo wolno, to szanse na przetrwanie w takim miejscu są małe. Pozornie bezpieczne wiadukty i mosty są śmiertelną pułapką, ponieważ w wąskiej przestrzeni wiatr dodatkowo przybiera na sile. A jeśli zauważycie wir powietrzny na otwartej przestrzeni, uciekając starajcie się mieć go zawsze z prawej strony. Siła żywiołu jest tam słabsza. Zyskujecie szansę na przetrwanie (...)". 

fot. Shutterstock

Paradoksalnie te proste porady mogą czasem okazać się bardziej przydatne niż naukowe analizy. Nieprzewidywalny żywioł niewiele sobie robi z prób, jakie podejmuje człowiek, żeby go zrozumieć. Symbolem naszych nieudanych starań niech będzie fakt, że w latach 90. centrum wykrywania huraganów w Miami zostało doszczętnie zniszczone przez "obiekt" swoich badań.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>