Detoks lekarstwem na wszystko?
Kiedy mówi się o detoksie, zazwyczaj ma się na myśli odtruwanie nie z narkotyków, tylko z toksyn (trucizn), które podobno zalegają w organizmie. Kuracje odtruwające w większości przypadków oznaczają jakąś formę postu albo monotonną dietę, polegającą na piciu soków lub bulionów przez określony czas. Promowanie detoksu nie ogranicza się do twierdzenia, że kuracja oczyszcza organizm z toksyn; często mamią cię, że będziesz ożywiony, twój metabolizm przyspieszy, skora się wygładzi, włosy wypięknieją, żołądek będzie sprawniej pracował, a układ odpornościowy się wzmocni.
Jeśli chodzi o wydalanie substancji toksycznych, są dwa organy - wątroba i nerki - które robią świetną robotę, oczyszczając krew z substancji, których nie powinno w niej być. Nie ma jednak naukowych badań dotyczących wspomagania wydalania przez specjalne kuracje. Ich brak nie oznacza jednak, że to nieprawda. Ale zasiewa wątpliwości. Bo skąd pochodzą te informacje?
Czasem stan zdrowia po detoksie ulega poprawie. Jednym mogło pomóc to, że na pewien czas wykluczyli pokarm o niskiej wartości odżywczej, niezdrowe tłuszcze i nadmiar produktów pochodzenia zwierzęcego. U innych mógł zaś zadziałać dobrze znany efekt placebo. Tak więc z tego, co dziś wiadomo, nie można wysnuć wniosku, że kuracje oczyszczające działają.
Raz na surowo
Człowiek jest jedynym zwierzęciem przyrządzającym swoje pożywienie. Wszystkie pozostałe ściśle przestrzegają diety raw food. Co to jest?
Raw food to termin angielski i przetłumaczony dosłownie oznacza "surowe jedzenie". Aby coś mogło zostać zakwalifikowane jako raw food, nie może zostać podgrzane do temperatury wyższej niż 42°C. Podstawowymi produktami w tej diecie są owoce, warzywa, orzechy, nasiona i oleje, ale niektórzy piją też niepasteryzowane mleko, surowe jaja i jedzą surowe mięso. Dieta raw food zawiera zatem dużo błonnika, witamin i minerałów, a mało kalorii, tłuszczu i soli, co dla wielu osób jest korzystne.
Założenie jest takie, że podczas przyrządzania składniki odżywcze i naturalne enzymy giną w wysokiej temperaturze i dlatego rezygnując z podgrzewania, zachowujemy ich maksimum. To do pewnego stopnia prawda, ale organizm nie przyswaja łatwo tych składników, zatem trudno ocenić, czy jedzenie surowego pożywienia jest korzystne. Stosując dietę raw food, nie można przyswoić wystarczającej ilości protein, żelaza, wapnia i witaminy B12. W grę wchodzi też ryzyko zatrucia pokarmowego, wzdęć i bolów brzucha. Dlatego nie zalecałabym ścisłej diety raw food, zwłaszcza dzieciom i młodzieży, ponieważ mają większe zapotrzebowanie na energię niż dorośli.
Dobre bakterie
[...] Dorosły człowiek ma w jelicie około dwóch kilogramów "dobrych" bakterii, które są niezbędne dla zdrowia. Rodzimy się sterylni, to znaczy bez żadnych mikrobów ani w ciele, ani na nim, ale już w kanale rodnym, wydostając się na świat, atakowani jesteśmy przez bakterie z błon śluzowych matki. Po trzech latach mamy ich już około 100 bilionów, z czego większość w jelicie grubym. W jednym gramie stolca można znaleźć więcej bakterii, niż jest ludzi na ziemi. Jeśli oprzeć się na liczbie komórek, jesteśmy w 10 procentach ludźmi, a w 90 -bakteriami, więc może powinniśmy przedefiniować, co znaczy być człowiekiem!
Skład mikroflory jelita prawdopodobnie ma związek z nadwagą, chorobami jelit, schorzeniami neurologicznymi i niektórymi chorobami psychicznymi, na przykład z depresją - może to "złe" bakterie ściągają na nas choroby? Ponieważ mikroflora jelitowa zawiera tak nieprawdopodobną liczbę bakterii, trudno jest stwierdzić, które z nich wywierają wpływ na nasz organizm i na czym on polega. Na całym świecie trwają intensywne badania mające ustalić, jak mikroby jelitowe wpływają na stan zdrowia, ale jesteśmy dopiero na początku drogi.
Około 80 procent naszego mechanizmu obronnego znajduje się w jelicie. Bakterie jelitowe i układ odpornościowy świetnie ze sobą współpracują: te pierwsze uczą komórki układu odpornościowego odróżniać dobre bakterie od złych, a w zamian układ immunologiczny pozwala im swobodnie przemieszczać się w jelicie. Warunkiem koniecznym, aby ta współpraca mogła zaistnieć, jest różnorodność gatunków bakterii. W krajach o wysokim dochodzie nadużywanie antybiotyków, zbytnia czystość i zmiany w sposobie odżywiania się prawdopodobnie sprawiły, że mikroflora jelitowa jest dziś o wiele mniej zróżnicowana niż dawniej, co wielu badaczy łączy ze wzrostem zachorowań na choroby autoimmunologiczne i zapalne. Przykładami chorób autoimmunologicznych są reumatoidalne zapale nie stawów i nietolerancja glutenu.
Stany zapalne przyczyniają się do wielu najbardziej rozpowszechnionych chorób zachodniego świata, na przykład chorób serca i układu krążenia, cukrzycy, otyłości. Wiadomo, że osoby z nieswoistym zapaleniem jelit (IBD), na przykład z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego czy z chorobą Crohna, mają zmienioną mikroflorę jelitową, co może być przyczyną wspomnianych schorzeń. W pewnym badaniu, w którym brali udział pacjenci z wrzodziejącym zapaleniem jelita, porównano najczęściej stosowane lekarstwo (mające sporo skutków ubocznych) z bakterią E. coli Nissle 1917. Ten szczep E. coli wyizolowano z odchodów żołnierza, który walczył w I wojnie światowej i który, w odróżnieniu od swoich kolegów, wyszedł cało z wszystkich wyniszczających biegunek. Okazało się, że zarówno lek, jak i bakteria działały równie skutecznie, więc uzyskano alternatywny sposób leczenia wrzodziejącego zapalenia jelita grubego.
Wolne rodniki kontra antyoksydanty
W latach 90. naukowcy zaczęli rozumieć, że uszkodzenia dokonywane przez wolne rodniki są jedną z przyczyn miażdżycy i być może innych chorób przewlekłych oraz raka. Zauważono, że osoby spożywające dużo owoców, jagód i warzyw (które przecież zawierają antyoksydanty) są odporniejsze na te choroby.
Czym są wolne rodniki? To reaktywne cząsteczki, które niszczą inne, sąsiednie, zmieniając kod DNA albo aktywizując zły cholesterol LDL, tak żeby łatwiej przywierał do ścian naczynia. Ponieważ wolne rodniki są w stanie uszkodzić wszystkie komórki ciała, mogą też powodować rożne choroby, takie jak cukrzyca, alzheimer, rak i niektóre autoimmunologiczne, oraz przyspieszyć biologiczne starzenie się.
Wolne rodniki tworzą się, gdy organizm przerabia pożywienie na energię, gdy człowiek intensywnie trenuje, gdy narażony jest na promieniowanie RTG, dym papierosowy, zanieczyszczenie powietrza lub chemikalia przemysłowe. W normalnych warunkach organizm jest w stanie sam zneutralizować wolne rodniki, ale przy stałym ich nadmiarze ta ochrona zużywa się i powstają uszkodzenia. Jako przeciwwagę dla wolnych rodników ciało wytwarza pewne związki, które działają jak odtrutka i które nazywa się przeciwutleniaczami (antyoksydantami). Są to cząsteczki zdolne neutralizować wolne rodniki, nie uszkadzając innych elementów. Nie tylko organizm ludzki umie je produkować; występują także w roślinach, głownie owocach, jagodach i warzywach. Istnieją tysiące rożnych antyoksydantów, zazwyczaj jest to witamina albo minerał. Do najbardziej znanych należą witamina C, E, betakaroten i selen.
W latach 90. zainicjowano badania przeciwutleniaczy zawartych w owocach, jagodach i warzywach. Jednakże zanim je ukończono, firmy sprzedające suplementy i żywność zaczęły promować rzekome korzyści płynące z przyjmowania syntetycznych antyoksydantów. Z kolei badania nie potwierdziły wszystkich pozytywnych efektów, na które wiele osób liczyło. A solidnie przebadano przeciwutleniacze zarówno osobno, jak w rożnych kombinacjach, niestety bez powodzenia. W większości przypadków nie udowodniono, że chronią one przed rakiem czy chorobami serca i układu krążenia.
A może zażywać antyoksydanty mimo wszystko, na wszelki wypadek? Zdecydowanie nie! Okazało się, że rożne rodzaje suplementów z przeciwutleniaczami mogą nawet zaszkodzić zdrowiu. Jedno zakrojone na szeroką skalę badanie na grupie fińskich nałogowych palaczy trzeba było przerwać przed czasem, bo grupa suplementowana beta-karotenem wykazała znacznie wyższe ryzyko zachorowania na raka płuc niż ta zażywająca placebo.
Badania nad suplementacją beta-karotenem osób niepalących nie wykazały natomiast takiego zagrożenia. Okazało się też, że preparat łączący wiele rożnych antyoksydantów zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka skóry u kobiet.
Co do tego, że kombinacja antyoksydantów, minerałów, błonnika i innych substancji w owocach, warzywach i produktach pełnoziarnistych zapobiega wielu chorobom, panuje powszechna zgoda, ale że wyekstrahowane przeciwutleniacze w formie suplementów miałyby spowodować te same efekty - tego nie zaobserwowano. Lepiej więc dopilnuj, żeby antyoksydanty były stale obecne w twoim pożywieniu.
Czy kurkuma leczy raka?
Kurkuma długa jest krewną imbiru. Wyglądają podobnie, ale kurkuma jest bardziej pomarańczowa. Uprawia się ją w południowej Azji i na Jawie, a znana jest przede wszystkim jako przyprawa nadająca żółtą barwę curry. Kurkuma ma ponoć właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne. Zawdzięczać je ma kurkuminie, organicznemu związkowi chemicznemu, ale przeprowadzono badania wskazujące na podobne działanie kurkumy, z której usunięto kurkuminę.
W Azji ta złocista przyprawa od dawna wykorzystywana jest jako lekarstwo, ale w ostatnim czasie i Zachód zwrócił na nią uwagę. Przeprowadzono wiele badań nad kurkumą, a wyszukiwarka największej medycznej bazy danych na świecie podpowiada ponad 1500 trafi eń, i to tylko z roku 2015. Badania (nie zapoznałam się ze wszystkimi!) wskazują na to, że kurkuma może wpływać pozytywnie na wiele chorób, na przykład wrzód żołądka, zapalenie stawów, łuszczycę, cukrzycę i raka. Jeśli chodzi o raka, to zarówno w probówce, jak i u myszy zaobserwowano ograniczanie rozprzestrzeniania się komórek rakowych, zwiększenie skuteczności ich farmakologicznego leczenia, a nawet zapobieganie ich powstawaniu. Niestety badania na ludziach są wciąż jeszcze w początkowym stadium i trudno przewidzieć, co wykażą.
Niedawno w pewnym artykule przeczytałam, że brakuje solidnie przeprowadzonych badań, które mogłyby wykazać, że kurkumina ma pozytywny wpływ na ludzi i że teorie na jej temat niewątpliwie brzmią zbyt pięknie, aby były prawdziwe. Może tak właśnie jest - nasz organizm rzeczywiście nie wygląda ani jak probówka, ani jak mysz. A może to wcale nie kurkumina jest substancją kluczową? Na wszelki wypadek w tej książce znajduje się kilka przepisów z kurkumą w roli głównej. Niech mimo wszystko nada naszej egzystencji trochę koloru. Żołtego.
Żywność o statusie gwiazdy
Wystarczy przejść się do najbliższego spożywczaka albo odwiedzić internetowy sklep ze zdrową żywnością, żeby zrozumieć, że tak zwane superjagody to nowy trend. Kogo nie skusiły koszmarnie drogie jagody goji? Okazuje się, że to najczęściej jagody kojarzą nam się ze zdrowym odżywianiem. Dlaczego?
Przed kilku laty wyszła książka Successful Superfruit Strategy, nieco ponad dwustustronicowy poradnik, jak zamienić zwyczajny owoc w superowoc. W tej branżowej instrukcji autorzy nie ukrywają, że superowoce i superjagody to produkty marketingowe - "superowoc to efekt strategii, a nie coś, co znajdziesz w przyrodzie".
Superprodukt daje duże możliwości podbijania ceny, a w efekcie o wiele większe zyski. Według autorów superprodukt powinien być nowością dla konsumenta (stąd te egzotyczne owoce i jagody, często na rynek wprowadza się borówki i brusznice), powinno się go łatwo spożywać (jagoda albo przerobiony produkt, np. sok) i powinno na jego temat istnieć wiele badań naukowych. Liczba badań jest w tym przypadku o wiele ważniejsza niż ich jakość czy faktyczny przedmiot i zakres i nic nie ma złego w tym, że producent sam je finansuje.
Superjagodom często towarzyszą deklaracje, że "zapobiegają rakowi", "zmniejszają bóle stawów" albo "wzmacniają układ immunologiczny". Są one nie tylko bezpodstawne, ale też zabronione. Zgodnie z prawem UE z 2006 roku nie wolno przypisywać żadnemu środkowi spożywczemu właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia. Jest to zarezerwowane dla leków.
W UE obowiązuje lista dozwolonych oświadczeń dotyczących właściwości prozdrowotnych konkretnych produktów spożywczych i innych substancji. Na przykład wolno pisać, że beta-glukan (rozpuszczalny błonnik występujący w owsie i życie) może obniżać poziom cholesterolu we krwi, ale na tej liście nie znajdziemy wielu jagód i owoców. Naturalnie posiadają one właściwości prozdrowotne, ale nie można tego głosić w celach reklamowych, zanim nie zostaną przedstawione dowody naukowe. A jak już wiemy, żywienie i zdrowie to niełatwy teren badawczy.
Jagody goji to jedne z najnowszych superjagód na rynku. Sprzedaje się je w sklepach spożywczych po 300-700 koron za kilogram (to 130-300 zł; w Polsce cena jest niższa, 30-50 zł za 1 kg - przyp. red.), ale jeśli ktoś by wolał kupić goji w proszku, to zapłaci ponad 1000 koron za kilogram. Prawda jest taka, że od XVIII wieku w Szwecji znajdziemy zdziczałe jagody goji, ale pod mniej egzotyczną nazwą kolcowój pospolity. To, że jakaś jagoda, owoc czy warzywo nagle otrzymuje przedrostek "super-", jest tylko strategią rynkową i nie ma nic wspólnego z faktyczną wartością produktu. Bądź więc czujny, robiąc zakupy, bo nic nie wskazuje na to, że jagody goji mają więcej supermocy niż maliny, borówki czy brusznice!
*Fragmenty książki "Jedzenie, mity i nauka" Fridy Duell w przekładzie Marty Rey-Radlińskiej
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Frida Duell. Pracuje w Szpitalu Uniwersyteckim Karolinska w Sztokholmie. Wcześniej była redaktorką naczelną czasopisma "Moderna Lakare" oraz pisała artykuły popularnonaukowe .