- Jak się mieszka na modelowym osiedlu? - pytam.
- Nigdzie indziej nie chciałabym żyć - mówi Dobrawa, kołysząc wózek z Ilianą w środku.
Stoimy pomiędzy dwoma kremowymi, niskimi blokami. Mam wrażenie, że dzieli je ze 100 metrów. Ławki, kosze, drzewa, ale nie ma samochodów.
- Wcześniej mieszkałam przy placu Jana Pawła II. W samym centrum miasta - opowiada Dobrawa. - I nigdy w życiu bym tam nie wróciła. Hałas, korki i chaos. Każdy budynek inny, jakieś budy upchnięte, kloce takie. Między nimi skrawki zieleni. A tutaj każdy blok inny, ale wszystkie ładne, pasują do siebie. No i mieszkania: trzy pokoje, ale rozkład idealny, salon połączony z kuchnią, mnóstwo miejsca - zachwala Dobrawa, aż człowieka zazdrość bierze. - Żeby nie było: miasto nie dotrzymało wielu obietnic - zastrzega. - Ale i tak w życiu bym się nie zamieniła na inne mieszkanie. Bo to jest, proszę pana, najlepsze miejsce do życia we Wrocławiu.
Lepiej bez płotów
Spacer z tramwaju do lśniących nowością budynków zajmuje mi tylko trzy minuty. Bloki mają góra pięć pięter. Garaże są na poziomie zero, na górze tarasy i balkony. Budynki wyglądają jak poukładane na dywanie budowle z kwadratowych klocków. Układało je bardzo sprytne dziecko - widać harmonię w tej kompozycji. A zarazem różnice w detalach, balkonach, oknach, drzwiach i klatkach schodowych sprawiają, że człowiek chce oglądać więcej.
Spaceruję między trawnikami i rachitycznymi gałązkami, które kiedyś zamienią się w drzewa. Wchodzę na patio pierwszego kwartału. Trawniki, ławeczki, chodniki podświetlane od spodu. Z jednej strony schody, z drugiej podjazdy idealne dla wózków. Mógłbym zaglądać lokatorom do okien. Wszędzie wchodzę bez problemu. Nie ma tu pół płotu, bramy, szlabanu. Ale drzwi do klatek chronią domofony z kamerką. Podobnie wejścia do rowerowni.
- Brak płotów to świetna sprawa - opowiada 26-letni Adam, informatyk. Wie, co mówi, bo wychował się na grodzonym osiedlu. - Pochodzę z Różanki. To blokowisko niedaleko centrum. Miałem koleżankę w bloku obok. W linii prostej dzieliło nas 500 metrów, ale jak szedłem do niej w odwiedziny, to nadrabiałem dwa kilometry przez ogrodzenie. Ja to jeszcze, ale tą drogą masa ludzi na przystanek chodziła.
Tu, na osiedlu Nowe Żerniki, Adam z żoną kupili nowe mieszkanie. - Na Różance nie znałem nawet sąsiadów ze swojej klatki. Tu co chwilę mówię "cześć". Poznajemy się na spacerach z psami albo w Żabce - mówi Adam. - Nie wszystko jest idealnie. Deweloper zamiast porządnych schodów wylał goły beton. Pół roku czekaliśmy, aż poprawi. Barierka przy schodach do dzisiaj jest źle przymocowana. Ale to są szczegóły. Na innych osiedlach mają wąskie uliczki bez chodników, dróg rowerowych, trawników. Powodzenia.
Jak w Japonii czy Amsterdamie
Krzysztofa, budowlańca, brak płotów też nie martwi. - Mieszkamy tu od roku i żadnego graffiti nie było ani nic z tych rzeczy. Ja wierzę w ludzi. Nie ma się czego obawiać. Jeśli już, to korków. Bo mamy jedną drogę do głównej ulicy Kosmonautów. Na razie jest spokojnie, ale jak będą rosły kolejne budynki, to korki mogą być - mówi Krzysztof. Jego obawy są uzasadnione, bo na osiedlu praca wre. Rosną kolejne budynki. Robotnicy zastawiają samochodami szerokie chodniki. Ale poza tym - ruch niewielki.
Ania, mama Marysi, dowodzi: - W Japonii i Amsterdamie są nieogrodzone osiedla, okna do ziemi otwarte z poziomu ulicy i nikomu to nie przeszkadza. I jeszcze jedna rzecz jej się tu podoba: na osiedlu nie ma żadnego marketu. Tylko Żabka i sklep ze zdrową żywnością. Drzwi do Żabki otwierają się co chwilę. Był tu jeszcze warzywniak, ale upadł. Teraz wszyscy czekają na piekarnię. Ma zacząć działać lada moment.
W przyszłości tam, gdzie jest parking dla budowlańców, ma być też targowisko. Teren znajduje się przy głównej osiedlowej drodze, szerokiej, przedzielonej pasem ziemi. Wzdłuż niej już jest przychodnia, wspomniany sklep, gabinet dentystyczny, kawiarnia. Nietypowa, bo pół lokalu zajmują maty i zabawki. To kącik dla dzieci. Gdy zamawiam kawę, do lokalu wkraczają stylistki z ubraniami na wieszakach. Dzieci się bawią, a zgromadzone mamy słuchają, "jak stworzyć bazę na poranne ubranie". Najważniejsze to mieć białą bluzę albo T-shirt. Sweter "oversizowy" pozwala się czuć swobodnie, ale dzięki wycięciu na dekolt podkreśla kobiecość.
Panoramę ulicy dopełniają aż trzy salony piękności. - Z tymi salonami to nie pomyśleli - mówi Paweł, pracownik korporacji. - Bo każdy deweloper osobno sprzedawał część usług. Ale ogólnie Paweł jest zadowolony. Chciał mieszkanie w obrębie linii tramwajowej, bo nie ma prawa jazdy. - Wielu mi zazdrości trzech linii tramwajowych - chwali się. - To miejsce z pogranicza światów - centrum blisko, za oknami sarenki. W 700- tysięcznym mieście po raz pierwszy zobaczyłem żniwa. Mamy miejsce parkingowe pod ziemią, rowerownię, balkon, komórkę lokatorską. Do tego za metr zapłaciliśmy tyle, co w programie "Rodzina na Swoim". Gdzie indziej zapłaciłbym za mieszkanie 50 tysięcy więcej, a dojazd dużo gorszy, autobusem w korkach. Bez porównania.
Pierwsi w Polsce
Po drugiej stronie Wrocławia, w pobliżu Hali Stulecia, stoi już jedno wzorcowe osiedle sprzed stu lat. To WUWA (Wohnungs- und Werkraumausstellung, wystawa mieszkania i miejsca pracy), projekt przedwojennej organizacji architektów Werkbund. W 1929 roku, czyli w czasach, gdy Wrocław nazywał się jeszcze Breslau, w mieście zorganizowano wystawę architektoniczną. Jej trzonem było właśnie modelowe osiedle. Większość jego budynków przetrwała do dziś. Przypominają zwykłe poniemieckie szeregowce, ale gdy powstawały, były architektonicznym odkryciem.
Sto lat później władze Wrocławia postanowiły podczepić się pod historyczną wystawę. Osiedle początkowo nazywane WUWA 2 miało być sztandarowym projektem Europejskiej Stolicy Kultury - Wrocław nosił ten tytuł w 2016 roku. Wiele z tego nie wyszło, bo wtedy Nowe Żerniki były jeszcze placem budowy, ale projekt udało się rozpocząć.
Przy jednym stole usiedli architekci, deweloperzy i urzędnicy. Samorząd wskazał miejsce - dobrano je idealnie. Osiedle zaplanowano przy przystanku tramwajowym i zjeździe na autostradę, w miejscu, gdzie wąska aleja zamienia się w dwupasmową drogę do centrum. Domy stawiano w szczerym polu - kolejne osiedla oddalone są o kilka kilometrów.
Magistrat zbudował drogi dojazdowe, oświetlenie, położył sieci podziemne. Deweloperzy wchodzili na gotowe. Ale nie mogli upychać mieszkań do woli. Musieli budować zgodnie z projektami, które przygotowali najlepsi wrocławscy architekci. - Zaproponowaliśmy zupełnie nowy model współpracy. Tego nie było nigdzie w Polsce - mówi jeden z nich, Zbigniew Maćków. Jego projekty znalazły się w finale Mies van der Rohe Award, najbardziej prestiżowego wyróżnienia architektonicznego na świecie. Jest ojcem chrzestnym Nowych Żernik.
Na Nowych Żernikach teorie urbanistyczne sprawdzane są w praktyce - stąd właśnie luźna zabudowa, zieleń, drogi dla rowerów, parkingi dla aut głównie w budynkach, sklepy i usługi na parterach budynków wzdłuż głównej alei. - Wszystkie partery wzdłuż głównej alei są zajęte przez sklepy, punkty usługowe, zakłady fryzjerskie, kosmetyczne. Niedaleko zaplanowaliśmy przedszkole, żłobek, dom seniora, targowisko. Wszystkie te funkcje są w odległości 300 metrów. Nie trzeba po osiedlu jeździć samochodem. Poza tym udało nam się zastosować sekwencje przestrzeni publicznych, półpublicznych, półprywatnych. Nie mamy żadnych płotów, a i tak sprawiliśmy, że ludzie czują się w swoich kwartałach jak u siebie. Do tego rozwiązania w zgodzie ze zrównoważonym rozwojem. Osiedle nie generuje w ogóle smogu. Całe ogrzewanie pochodzi z elektrociepłowni. Oświetlenie mamy ledowe, energooszczędne. W nocy reagujące na ruch i jego natężenie. Mamy pełną retencję wody deszczowej.
I mimo tego wszystkiego główny projektant osiedla Nowe Żerniki krzywi się, gdy używam słowa "modelowe". - No bo jednak nie wszystko udało się zrobić w czasie, w jakim planowaliśmy - przyznaje.
Inaczej to miało wyglądać
- Nie dotrzymali słowa - mówi Monika, mama rocznego Kacpra. - Nie ma targowiska, domu kultury, publicznego przedszkola i żłobka. Nie wiem, czy powstaną, zanim Kacper będzie miał trzy lata. Brakuje nawet porządnego placu zabaw! Kolejne terminy są przeciągane. Ludzie czytają w gazetach, jakie to my tu cuda mamy. A my się tylko uśmiechamy. Oby się urzędnikom nie znudziło i dotrzymali słowa ze wszystkim. Bo inaczej miało to wyglądać.
Pawłowi z korporacji najbardziej brakuje ekologicznego targu, który miał być centrum życia osiedla. Przypomina też, że poniemiecki bunkier nadziemny miał się zamienić w nowoczesny dom kultury. Bunkier wciąż straszy. A boisko? Też jakoś go nie widać. - Na razie z tych modelowych założeń to nie ma nic. Nie wiadomo, kiedy powstaną - dodaje Paweł.
- Myśleliśmy, że jak ludzie się wprowadzą, to większość z elementów infrastruktury społecznej będzie już gotowa. Ale nie wszystko zależy od na s - przyznaje Zbigniew Maćków. Nowe Żerniki padły ofiarą drożyzny na rynku budowlanym, którą widać w całym kraju. Samorządowcy rzucili się do wydawania unijnych pieniędzy, firmom brakuje rąk do pracy, więc windują ceny. - Targowisko, centralny plac zabaw, oś zielona powinny powstać w miarę szybko. Oczywiście czujemy niedosyt. Ale i tak mamy tu kawał miasta zorganizowany w taki sposób, który daje potencjał rozwojowy na przyszłość - podkreśla Maćków.
Ceny bardzo spoko
Przed godziną 15 na osiedlu ciężko znaleźć kogoś innego niż kobiety z wózkami. Katarzyna wyróżnia się na ich tle. Jest, co tu dużo mówić, starsza. Ma około pięćdziesięciu lat. - Pracuję dla rodziców Piotrusia - wyjaśnia, zerkając na trzylatka, który wbiega na zjeżdżalnię. - Tutaj w ogóle są sami młodzi ludzie. I to jacy! Moi szefowie: dyrektor i menedżerka. Jest też pani chirurg, nauczycielka. Takie inteligencko-biznesowe osiedle. Rano ruch jak na Nowym Świecie. Wszyscy biegają z komórkami przy uchu.
Krzysztof z takim opisem się nie zgadza. Pracuje w fabryce. Wcześniej wynajmował mieszkanie w centrum. Kupił tutaj, na Nowych Żernikach, bo tanio. - Świetny dojazd, ładna zieleń, podoba mi się - mówi. Adam, informatyk, potwierdza: - Ceny bardzo spoko. Płaciłem 5600 złotych za metr. Z żoną byliśmy jako jedni z pierwszych. Pół roku mieszkaliśmy bez żadnego sklepu, ale za to kupiliśmy taniej.
Tanie grunty od miasta sprawiły, że deweloperzy mogli zaproponować atrakcyjne ceny - nawet poniżej 5000 złotych za metr. Te złote czasy to już przeszłość. W nowych lokalach, które dopiero powstają, za metr kwadratowy zapłacimy już średnio 6300 - 6900 złotych.
- Nie boi się pan, że budujecie elitarne osiedle? - pytam Zbigniewa Maćkowa. - Tego obawiam się najmniej. Udało nam się wybudować 1300 mieszkań, które sprzedały się po bardzo rozsądnych jak na warunki wrocławskie cenach. Te prawie czterech tysiące mieszkańców to klasyczny przekrój społeczny nowo powstających osiedli. Na żadnym nowym osiedlu nie ma seniorów, bo nie są w stanie dostać kredytów. U nas będą. TBS stawia też mieszkania na wynajem. One również będą mieszkaniami dostępnymi. Rozmawiamy inwestorami instytucjonalnymi o budowie domów z programu mieszkań na wynajem.
Maćków przyznaje, że kiedyś Nowe Żerniki mogą podzielić los Sępolna. To wrocławskie osiedle budowano jako tanie domy dla robotników. Było jednak świetnie zaprojektowane i pełne zieleni. Kilkadziesiąt lat później stało się elitarnym wrocławskim adresem.
- Z gentryfikacją walczy się poprzez programy społeczne i dbając o dywersyfikację np. wprowadzając na osiedle zabudowę komunalną. - mówi.
- A pan miałby coś przeciwko, jakby na Nowych Żernikach powstały komunalne czy socjalne mieszkania? - pytam.
- Absolutnie nie. Ale najpierw musimy się nauczyć tanio budować dobre domy w tego typu programach. A tego na razie nie umiemy, nie tylko na Nowych Żernikach, ale w całej Polsce.
Wychodek na podwórku
Ania się złości. Za bunkrem gromadzą się panowie, że tak powie, z elementu. Piją piwo. Strach tam chodzić z dzieckiem! Dariusz chyba czytał w jej myślach. Zwykle faktycznie pije za bunkrem, dziś przeniósł się na murek. Pracuje na budowie. To mieszkaniec "starych" Nowych Żernik - kolonii domków jednorodzinnych w sąsiedztwie modelowego osiedla. - Czemu ono jest modelowe, nie wiem - przyznaje.
Jako cieśla budował już wiele osiedli w całym mieście. I wszędzie beton ten sam, tak samo gonią za picie piwa. Różnica jest może taka, że tutaj wszystko otwarte. - Ale przydałby się choćby jakiś daszek. Na naszym osiedlu był sklep, Kangurek. Zamknął się, bo przegrał konkurencję z tutejszą Żabką. Teraz tutaj muszę przychodzić na piwo. A w Kangurku było fajnie, właściciele ustawili wiatę, siadałem z kolegami na piwo i papierosa. Przecież to żaden grzech! Tutaj żadnej wiaty, żadnego płotka nie ma. Policja jeździ, wszystko widzi, można dostać mandat. No, nie przemyśleli tego - stwierdza.
Likwidacja sklepu to niejedyny punkt zapalny w życiu sąsiedzkim. - Fajnie, że u nas jest ekologicznie, ale w tych starych domach nadal grzeją piecami. Jak budowali nasze osiedle, to nie pociągnęli do nich rur z ciepłem sieciowym. I teraz wdychamy dym z ich kominów. Moi sąsiedzi dzwonili nawet w tej sprawie na straż miejską - opowiada Adam.
- Proszę wyraźnie podkreślić, że my do nowych mieszkańców nic nie mamy. No ale po co dzwonić od razu na straż! Jak palimy w piecu węglem, to czasami pójdzie czarny dym, i tyle. Nikt tu śmieci nie pali. Nasi mieszkańcy pisali, że też chcemy ciepło z sieci miejskiej. To im ciepłownia odpisała, że inwestycja zbyt kosztowna - odbija zarzuty radny osiedlowy Zbigniew Wojciechowski.
Sąsiedzi jednak skorzystali na bliskości modelowego osiedla. Dostali wreszcie wodociągi i kanalizację, nowe drogi. - Ale gazociągu jak nie było, tak nie ma. No to czym my mamy ogrzewać? - pytają mieszkańcy "starych" Nowych Żernik.
Parę kilometrów za Nowymi Żernikami zaczyna się Jerzmanowo. Tam patrzą na Nowe Żerniki z lekką zazdrością. - Jak prosimy o nowy chodnik, to urzędnicy mówią, żebyśmy składali wnioski do budżetu obywatelskiego. A nas tu mieszka raptem dwa tysiące osób. Wniosku nie przegłosujemy. To jest wymówka, żeby nic nie robić - żali się Tadeusz Owczarek, przewodniczący rady osiedla. - Przy cmentarzu nie ma chodnika, ludzie chodzą w ciemności przez pola. Drogi - poza głównymi - dziurawe. Trochę nam poprawiono bo jest woda i od niedawna gaz, ale już kanalizacji brak - jest w planach obiecana na przyszły rok, ale czy będzie?... No niech pan powie - tu obok modelowe osiedle, a u nas ludzie latają do wychodków na podwórku. I to ma być XXI wiek?
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracuje z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.