artykuły
Mariusz Kamiński (fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Wyborcza.pl)
Mariusz Kamiński (fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Wyborcza.pl)

Tytuł Człowieka Roku "Gazety Polskiej", Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski od Lecha Kaczyńskiego. Do tego Mariusz Kamiński ma piękną kartę antykomunistycznego bojownika.

Niezależne Zrzeszenie Studentów, manifestacja w rocznicę Marca 1968 r. Przemawia szef NSZ UW Mariusz Kamiński (fot. Krzysztof Miller/AG)

Radykał

W 1981 r. skazany  na rok poprawczaka, bo zbezcześcił Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej. W 1983 r. aresztowany - stawiał czynny opór na demonstracji. Wyrzucony z liceum. Od 1984 r. student historii na UW. Kończy studia po 11 latach, bo angażuje się w opozycję. Należy do Niezależnego Zrzeszenia Studentów, jest członkiem tajnego zarządu NZS na UW. Bierze udział w Okrągłym Stole jako przedstawiciel studencki. W 1991 r. dostaje pierwszą państwową robotę - w Departamencie Zagrożeń Wewnętrznych Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

W 1993 r. zakłada Ligę Republikańską, stowarzyszenie złożone w m.in. z radykalnie antykomunistycznych studentów. Protestuje przeciw powrotowi SLD do władzy w 1994 r., postuluje radykalną dekomunizację, usuwanie z życia publicznego partyjnych funkcjonariuszy PZPR i współpracowników bezpieki, organizuje wystawę upamiętniającą "żołnierzy wyklętych", manifestuje na ulicach. Ulicę na Sejm zamienia w 1997 r. z listy AWS. Kolejne wybory - 2001 i 2005 r. - zapewniają mu mandat już z PiS. W rządzie Marcinkiewicza w 2005 r. jest sekretarzem stanu w KPRM.

Polityczne życie Mariusza Kamińskiego, wyznaczane kolejnymi partiami i stanowiskami, w tym rządowymi, wybijają z rutyny dwie daty.

6 lipca 2006 r. dostaje zgodę na tworzenie dzieła swojego życia - Centralnego Biura Antykorupcyjnego.  Zostaje potem jego szefem.

13 października 2009 r. premier Donald Tusk odwołuje Kamińskiego ze stanowiska. 9 września 2010  r. twórca i były szef antykorupcyjnej służby specjalnej zostaje z niej zwolniony. W styczniu 2011 r. wraca do poprzedniego życia - polityka Prawa i Sprawiedliwości. Zostaje nawet wiceprezesem partii, a po zwycięstwie PiS w 2015 r. - ministrem-koordynatorem służb specjalnych.

Zaprzysiężenie rządu Mateusza Morawieckiego. Prezydent Andrzej Duda i minister-koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Wykończyć Leppera

Przeciwnicy Kamińskiego mogliby powiedzieć, że postawiono wilka na czele stada owiec.

Przypomnijmy, dlaczego Kamiński wyleciał z CBA: 6 października 2009 r. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie przedstawiła mu zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów w związku z tzw. aferą gruntową.

Oficjalnie afera zaczęła się w momencie, kiedy CBA wykryło korupcję w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Chodziło o płatne pośrednictwo przy odrolnianiu atrakcyjnych działek ziemi. Część łapówek miała trafić do Andrzeja Leppera, szefa "Samoobrony".

Był rok 2006, premierem był Jarosław Kaczyński, a wicepremierem i ministrem rolnictwa - jego niezwykle kłopotliwy koalicjant, czyli właśnie Lepper. Którego prezes PiS chciał mieć w garści.

Z rzekomą korupcją w MRiRW był jednak problem. Taki, że do niej nie doszło. Agenci CBA, którzy przedstawiali się jako osoby gotowe zapłacić za odrolnienie ziemi w Muntowie, nie wręczyli nikomu łapówek. Nie ma też pewności, czy sam Lepper był zamieszany w sprawę. Szybko okazało się, że afera była wynikiem prowokacji przeprowadzonej przez CBA, którym rządził wówczas wierny pistolet Kaczyńskiego - Mariusz Kamiński.

Po latach Roman Giertych, wówczas drugi koalicjant PiSu, powie wprost , że, że to była operacja utrącenia Leppera:

"Zarzuty dla Leppera były efektem nielegalnej dla mnie operacji służb specjalnych, której motywem była wyłącznie chęć wyeliminowania konkurenta. Pomoc Kaczyńskiemu oznaczała pomoc we wsadzeniu Leppera do więzienia".
Mariusz Kamiński (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Ułaskawiony skazaniec

Kamiński w 2010 r. dostaje zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów. Po pierwotnym nieprawomocnym umorzeniu postępowania prokurator składa zażalenie. W jego wyniku sąd pierwszej instancji uznaje Kamińskiego za winnego przekroczenia uprawnień i - znów nieprawomocnie - skazuje go na 3 lata więzienia . Ale jest już 31 marca 2015 r. Za kilka miesięcy zmieni się władza.

Skazani - oprócz Mariusza Kamińskiego także jego ówczesny zastępca Maciej Wąsik - odwołują się od wyroków, ale sąd nie daje rady nawet rozpoznać apelacji. Bo do akcji wkracza prezydent Andrzej Duda. I w jednej ze swoich pierwszych tak ważnych decyzji - po zaledwie trzech miesiącach sprawowania urzędu - ułaskawia Kamińskiego . Niedługo później formuje się rząd PiS. Kamiński, naturalny kandydat partii Kaczyńskiego do resortów związanych z administracją i służbami, obejmuje tekę ministra-koordynatora służb specjalnych. Gdyby apelacja nie odniosła skutku i wyrok stał się prawomocny, zamiast siedzieć w ministerialnym gabinecie siedziałby w więzieniu.

Problem w tym, że został ułaskawiony niezgodnie z prawem. 31 maja 2017 r. Sąd Najwyższy wydaje uchwałę: prezydent może realizować prawo łaski tylko wobec osób prawomocnie skazanych. - Zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych - podkreśla SN . PiS natychmiast to kwestionuje. W pierwszym rzędzie krytyków uchwały SN jest obecna przewodnicząca Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Wyrok polityczny?

Trybunał Konstytucyjny odpowiedział na pytanie zadane przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę, które dotyczy kwestii "aktu łaski jako negatywnej przesłanki powodującej niedopuszczalność postępowania karnego".

A teraz przełóżmy to na język zwykłego człowieka. Ziobro pytał, czy prezydent może wydać akt łaski, jeśli sprawa prowadzona wobec potencjalnie ułaskawianego jeszcze się nie skończyła - i czy ów akt łaski zmusza sąd do zakończenia postępowania, niezależnie od jego fazy.

Jeśli TK by rozstrzygnął, że prezydent tak uczynić nie mógł, to podważyłoby ułaskawienie Kamińskiego przez Dudę. TK uznał jednak, że prezydent mógł wydać ułaskawienie wobec człowieka nie skazanego prawomocnie. To znaczy, że potwierdził - przynajmniej w rozumieniu obozu władzy i jego zwolenników - niewinność Kamińskiego. I trudno sobie było wyobrażać inny scenariusz.

Na pytanie prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry z PiS, dotyczące aktu łaski prezydenta RP Andrzeja Dudy z PiS, w której to sprawie najbardziej zainteresowanym był prominentny polityk PiS, odpowiadał skład sędziowski zdominowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, w którym to składzie orzekającym zasiadła Julia Przyłębska, przewodnicząca TK. Osoba, która odwiedzała siedzibę PiS na Nowogrodzkiej, a Ziobro i Kamiński odwzajemniali się jej rewizytami . [Sam Kamiński był zresztą trzykrotnie w siedzibie Trybunału w ciągu 7 miesięcy - informowało Oko.press. Co tam robił? Według "Newsweeka" m.in. przeglądał teczkę żony sędziego, który go skazał] . W sierpniu 2017 r. Julia Przyłębska próbowała zablokować rozpatrzenie przez Sąd Najwyższy kasacji w sprawie ułaskawienia Kamińskiego . Kilkukrotnie domagała się też otwarcie od Sądu Najwyższego, żeby to postępowanie zawiesił.

Rok temu się to nie udało. Niezawisły Sąd Najwyższy stwierdził, że prezydent nie miał prawa ułaskawiać polityka PiS. Teraz o losie Kamińskiego zadecydował rozgrywany przez PiS Trybunał Konstytucyjny. Zapadł wyrok, po którym Kamiński przynajmniej do następnych wyborów będzie mógł spać spokojnie.

Mariusz Kamiński w Sejmie, 2016 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU