artykuły
Radosław Sikorski (fot. Jakub Porzycki/ Agencja Wyborcza.pl)
Radosław Sikorski (fot. Jakub Porzycki/ Agencja Wyborcza.pl)

Chyba nie ma - poza Tuskiem - polityka, którego działacze rządzącej partii tak bardzo nienawidzą. Przede wszystkim za to:

 

Jest rok 2007, tuż przed wyborami parlamentarnymi, w których PO ma odebrać władzę PiS. Po kilku miesiącach zbywania milczeniem ataków ze strony Kaczyńskich Sikorski odpala polityczną bombę. Z przytupem przyłącza się do Donalda Tuska. Człowiek, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był szefem MON w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, mówi, że teraz "dorżniemy watahy". Watahą jest obóz PiS.

Do idącego po władzę obozu Tuska zapisuje się na tyle wcześnie, że po wyborach dostaje tekę szefa MSZ. Na sześć długich lat. Nikt wówczas nie przypuszcza, że po jakiejkolwiek zmianie władzy Radosław Sikorski spadnie w polityczny niebyt.

Sikorski. Człowiek z ego

W PiS "watahę" pamiętają mu do dziś. "Zakochany sam w sobie i do tego nie ma pamięci" - tak mówi o nim prezydencki minister Krzysztof Szczerski. "Okłamuje naród" -  to słowa Jarosława Sellina. "Lord z Chobielina w obsikanych spodniach, jest politycznym klaunem". "Nie wiadomo, czy z Sikorskiego dureń, czy zdrajca" - tak ocenia go Joachim Brudziński, obecny szef MSWiA . I wreszcie Jarosław Kaczyński: "Sikorski to polityk prowadzący działania, na których zdecydowanie zyskuje Rosja. Bardzo nisko cenię jego intelekt, ale nie sądzę, by taką politykę uprawiał nieświadomie".

A przecież jeszcze w 2006 roku ich relacje wyglądały tak:

Posiedzenie rządu Jarosława Kaczyńskiego, 16.01.2007 r., (fot. Wojciech Olkuśnik/AG)

Gdy Sikorski w 2005 roku wchodzi do rządu Kazimierza Marcinkiewicza, jest uznanym dziennikarzem brytyjskich mediów, analitykiem konserwatywnego think tanku z USA - American Enterprise Institute i pilnym uczniem Bronisława Geremka w MSZ za rządów Jerzego Buzka. Dla prawicy jest jak znalazł ze swoimi konserwatywnymi poglądami swobodnie poruszającego się na zagranicznych salonach absolwenta Oxfordu.

To, co w oczach każdego polityka byłoby atutem, dla braci Kaczyńskich jest obciążeniem. W trakcie sporu między rządem PO a prezydentem Lechem Kaczyńskim ten ostatni miał powiedzieć Sikorskiemu, że "jego ego jest rozdęte do monstrualnych rozmiarów" . "Jest człowiekiem, który nie potrafi ukryć, że jego program polityczny sprowadza się do 'ja'. Ma taki poziom egotyzmu, który aż nadto rzuca się w oczy" - to już Jarosław Kaczyński .

Jakim cudem to ego wytrzymuje dziś na politycznym marginesie i deklaruje, że do polityki nie wróci?

Przypomnijmy, jak do niej wchodził - i jak wypadł.

Złote dziecko prawicy

W aktach dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych ma kryptonim "Szpak". Nie jest to jednak pseudonim tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki. Przeciwnie, to kryptonim osoby rozpracowywanej przez WSI. Dlaczego służby wzięły go na celownik? Przez jego niewątpliwy sukces. Polityczny imigrant wraca na początku lat 90. do Polski z nagrodą World Press Photo i amerykańską narzeczoną - słynną dziennikarką Anne Applebaum, na koncie ma pracę dla mediów Ruperta Murdocha i historię kombatanta wojny sowiecko-afgańskiej. Czy tak wygląda maturzysta roku 1981 z prowincjonalnej Bydgoszczy? Trzeba było to sprawdzić.

A jednak. Ów maturzysta 1981 roku wygrywa olimpiadę z angielskiego i w nagrodę jedzie do Oxfordu. Gdy wybucha stan wojenny, nie zamierza wracać. Jako szef licealnego prosolidarnościowego komitetu strajkowego dostaje bez problemu status uchodźcy politycznego. Kończy Oxford i rozpoczyna dziennikarską karierę. Dwudziestoparoletni korespondent "The SundayTelegraph" dostaje World Press Photo za najlepsze zdjęcie, dokumentujące okropności afgańskiej wojny. Towarzyszy mudżahedinom, podziwia ich za walkę z Sowietami, których sam nienawidzi, na zdjęciach pozuje z karabinem, w miejscowym stroju.

Ale w tym czasie upada komunizm. Latem 1989 roku Sikorski, korespondent brytyjskiej prasy z podwójnym obywatelstwem, jest w Warszawie. Na wieść, że wali się mur berliński, jedzie do Berlina z koleżanką po fachu, amerykańską dziennikarką Anne Applebaum. Wracają jako para. W 1992 roku powstaje prawicowy rząd Jana Olszewskiego. Stanowisko wiceministra obrony narodowej dostaje Radek Sikorski.

Jarosław Kaczyński jest zdziwiony. Raczej niezbyt dobrze zapamiętuje młokosa, który dwa lata wcześniej przyszedł do niego, wówczas redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność", i opowiadał o swoich wyczynach w Afganistanie, gdzie rzekomo próbował stworzyć polski oddział u boku mudżahedinów. Budujący wówczas Porozumienie Centrum Kaczyński nie daje się uwieść.

Sceptyczny jest również trzynaście lat później co do kandydatury Sikorskiego na ministra w rządzie PiS. Kandydaturę forsują spin doktorzy PiS - Michał Kamiński i Adam Bielan. Co przemawia za Sikorskim? Znajomości, obycie w świecie, trzy lata współpracy z Geremkiem w MSZ i kariera w American Enterprise Institute. I jeszcze jedno. Jak pisał w "Newsweeku" Rafał Kalukin, ówcześni architekci medialnej polityki PiS widzieli w nim i w Marcinkiewiczu nadzieje polskiej prawicy na objęcie w przyszłości schedy po prezesie Prawa i Sprawiedliwości .Tyle, że Sikorski już wówczas powoli się liberalizuje.

Ten radykalny antykomunista, europejski konserwatysta o manierach brytyjskiego arystokraty, ideowo bliski amerykańskim republikanom, członek prawicowego Ruchu Odbudowy Polski z biegiem lat przepoczwarza się w gładkiego, rozsądnego - przynajmniej na użytek zachodnich salonów - liberała. Z dawnych czasów zostaje mu brytyjski sznyt, tak w ubiorze, jak i w zachowaniach. Sznyt przydaje się, gdy Sikorski podejmuje zagranicznych gości w dworku w Chobielinie, kupionym jako ruina przez jego rodziców w 1989 roku, odbudowywanym kilkanaście lat.

W 2005 roku Sikorski nie mówi "nie" Marcinkiewiczowi i zostaje ministrem obrony, rok później nie odmawia Kaczyńskiemu i utrzymuje stanowisko. Ale już w 2007 roku przekracza polski polityczny Rubikon i przechodzi z obozu PiS do PO.

Z Sikorskim nie potrafił wytrzymać przede wszystkim prezydent Lech Kaczyński - co w kolejnych latach przełoży się na gorzki konflikt na linii MSZ-Pałac Prezydencki. Ale jednym z wielu powodów tego ruchu mogła być też awantura o likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych i poczynania ich likwidatora - Antoniego Macierewicza.

1 września 2006 r., od lewej śp. generał Franciszek Gągor, wiceszef MON Antoni Macierewicz, szef MON Radosław Sikorski, śp. prezydent RP Lech Kaczyński (fot. Waldemar Kompała/AG)

Nienawiść

Nie lubią się od samego początku. Jako byłego podwładnego uważam Antoniego Macierewicza za histeryka i partacza. Każdą sprawę, jakiej się dotknął w ostatnich 20 latach zepsuł - to słowa Sikorskiego o człowieku, którego w latach 90. zaprosił do Chobielina i poczęstował dobrą whisky (wówczas w dworku Sikorskiego bywali m.in. Janusz Korwin-Mikke czy Leszek Moczulski). Macierewicz, w rządzie Marcinkiewicza występujący jako likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych, formalnie podlegał szefowi MON - Sikorskiemu. W praktyce działał, jak chciał.

Przeciwnicy zarzucają Macierewiczowi, że publikując w raporcie z likwidacji WSI niektóre informacje dotyczące tych służb, mógł zdekonspirować polskich agentów. Co zawierał ów raport? M.in. ujawniał istnienie polsko-amerykańskiej operacji ZEN, którą trzeba było w efekcie przerwać .

Postawiony przed wyborem "ja albo Macierewicz" Jarosław Kaczyński wybiera Macierewicza. Kilka miesięcy później, gdy były minister przyłącza się do wrogiego obozu i zostaje kandydatem na szefa MSZ, bracia Kaczyńscy głośno mówią, że powodem odwołania były "zastrzeżenia do Sikorskiego o charakterze wywiadowczym". Jakie? " Lech Kaczyński (...) twierdził, że obecny szef MON, będąc jeszcze ministrem obrony, interweniował na rzecz białoruskiego szpiega zatrzymanego przez polskie i litewskie służby" - pisał w "Dzienniku" Piotr Zaremba .

Prezentujący na użytek Zachodu wizerunek gładkiego europejskiego dyplomaty w kraju Sikorski przez lata rządów PO jest jednym z najostrzej atakujących PiS przeciwników. "Panie Ministrze Obrony Narodowej, Antek, świrze, wskaż cytat, kiedy rzekomo mówiłem, że Rosja wkrótce będzie członkiem NATO" - zaatakuje, gdy Macierewicz w Sejmie będzie pastwił się nad rządem PO podczas jego audytu. Sęk w tym, że tak powiedział - choć obwarowując te słowa kontekstem konieczności demokratyzacji Rosji, na co na razie się nie zanosi .

- Potrzebujemy Rosji do rozwiązywania europejskich i globalnych problemów. Dlatego za słuszne uważam przyjęcie jej do NATO. Wymogłoby to na niej nie tylko demokratyzację systemu, ale także wprowadzenie cywilnej kontroli nad armią i konieczność wyciszenia sporów granicznych - tak brzmi pełny cytat o rzekomym "zaproszeniu" Rosji do NATO. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Sikorski jeszcze precyzuje : - Podtrzymuję wszystko, co powiedziałem, ale nie oznacza to, że zapraszam Rosję do NATO . Przypomina, że w latach 90. dyskusja o tym, co z Rosją zrobić i na jakich warunkach mogłaby zostać członkiem Sojuszu, toczyła się na poważnie w samym NATO. - Zależy nam na demokratyzacji Rosji, uczynienie z niej państwa w pełni przewidywalnego, na zmianie jej stosunku do sąsiadów. Oznaczałoby to zwiększenie bezpieczeństwa Polski i całego świata - zaznacza .

Macierewicz przejedzie się po Sikorskim jeszcze nieraz, ale najostrzej chyba po jego słynnym berlińskim przemówieniu w 2011 r.

 "Przejdzie do historii jako jedyny minister spraw zagranicznych, który nawoływał w Berlinie do likwidacji państwa polskiego"

- napisał Macierewicz ("Nowe Państwo" nr 12/2011).

O co chodziło? Sikorski w berlińskim przemówieniu, chwalonym w europejskich kręgach dyplomatycznych, za to bez litości krytykowanym w PiS, w apogeum kryzysu finansowego wezwał niemiecki rząd - pozostający wówczas w znakomitych stosunkach z Polską - do wzięcia na siebie większej odpowiedzialności za przywództwo w Unii Europejskiej. ("Te słowa przejdą do historii polskiej dyplomacji" , wp.pl, 29 listopada 2011). Na antyniemiecką fobię Kaczyńskiego (która zresztą w pełni ujawniła się dopiero w ostatnich dwóch latach) te słowa podziałały jak płachta na byka. "Minister Sikorski zachował się wbrew konstytucji i chce w pewnym sensie wydać Polskę Niemcom" - podsumował prezes PiS.

Rok 2009. Prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef MSZ w rządzie Tuska Radosław Sikorski (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Minister

I tak przez sześć lat. Za granicą Sikorski jest lubianym na salonach dyplomatą. W Polsce stanowisko szefa MSZ piastuje człowiek o ciętym języku, niekiedy z uszczypliwości przechodzący w otwartą brutalność. W doborze ostrych słów, które skieruje do prezydenta Kaczyńskiego i jego brata oraz ich współpracowników i sprzyjających "dobrej zmianie" kilkukrotnie dorówna niemalże Stefanowi Niesiołowskiemu:

Sikorski jak chyba nikt w Polsce potrafił wywoływać debaty i spory jednym twittem - jego konto na Twitterze czytali i zwykli internauci, i najważniejsi światowi politycy - w 2013 r. był "40. "najlepiej ćwierkającym" politykiem na świecie - podsumowuje "DGP" .

Lata 2007 - 2014 to czas prosperity Radosława Sikorskiego. Za jego kadencji Polska wchodzi do strefy Schengen, podpisuje umowę o małym ruchu granicznym z Ukrainą oraz - po licznych perturbacjach i kilku zmianach zdań przez Waszyngton - deal z USA ws. tarczy antyrakietowej. Do tego Polska w 2011 roku sprawuje rotacyjną prezydencję w UE, co Tusk i Sikorski wykorzystują do maksimum, by zaistnieć w Europie. Premierowi udaje się to jednak lepiej, niż szefowi MSZ, któremu - choć wiązano jego osobę z fotelem szefa NATO i z funkcją Wysokiego Przedstawiciela UE ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej w 2013 roku - nie udaje się nic dla siebie wylobbować.

Sikorski mógł być autorem najbardziej spektakularnego polskiego sukcesu dyplomatycznego ostatnich lat. Zaczął dobrze. To m.in. dzięki niemu ukraińska opozycja i ówczesny premier Ukrainy Wiktor Janukowycz usiedli do stołu i podpisali porozumienie 21 lutego 2014 roku. Wydawało się wówczas, że Warszawa stała się istotnym graczem w polityce wschodniej, o co Sikorski walczył przez obie swoje kadencje, m.in. tworząc ze Szwecją Partnerstwo Wschodnie - oficjalną unijną politykę zagraniczną na kierunku wschodnim. Ale rozgrywającym był dość krótko - do momentu, gdy na wschodzie zaczęła się regularna wojna Rosji z Ukrainą. Do akcji wkroczyły grubsze ryby - europejskie mocarstwa. Wśród sygnatariuszy porozumienia mińskiego z 2015 roku obok Rosji, Francji, Niemiec i Ukrainy próżno szukać Polski. A w składzie rządu w lutym 2015 roku próżno szukać Radosława Sikorskiego.

Donald Tusk i Radosław Sikorski, rok 2014, fot. Sławomir Kamiński/AG)

Taśma

"Polsko-amerykański sojusz to jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa (...). Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy. Problem w Polsce jest taki, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość".

Ujawniane jedna po drugiej taśmy z nagraniami wpływowych polityków PO i biznesmenów z restauracji Sowa i Przyjaciele i z Pałacyku Sobańskich trzęsą polską polityką kilka miesięcy. A wypowiedzi Sikorskiego trzęsą jego karierą.  Problem w tym, że powyższy cytat nie jest pełny.

- Z już opublikowanej ścieżki audio wynika, że np. słowo bullshit nie odnosi się do sojuszu z USA, lecz do amerykańskiego wkładu w zeszłoroczne ćwiczenia NATO - 100 żołnierzy na 6000 ćwiczących. Przez rok tłumaczyliśmy naszym sojusznikom, że uważamy to za niewystarczające - wyjaśnia w "Newsweeku" Sikorski . Zaś słowa o tym, że Polska skonfliktuje się z Niemcami czy Rosją, są jego wizją rozwoju wydarzeń po potencjalnym przejęciu władzy przez PiS - co słychać na pełnej wersji nagrania :

Uzupełniony fragment stenogramu z rozmowy Sikorski-Rostowski (fot. Twitter)

Ale to, co media ujawniły z treści taśm, idzie w świat. Zagranica widzi drugą twarz europejskiego dyplomaty - tę ostrą, znaną do tej pory głównie krajowej publiczności m.in. z pyskówek z Twittera. Sikorski na taśmach krytykuje też m.in. ówczesnego szefa brytyjskiego rządu Davida Camerona. (Zachodnie media o Sikorskim i aferze podsłuchowej: Może kosztować życie rząd Tuska, wyborcza.pl, 22 czerwca 2014 ). Do tego dochodzą kolejne wpadki, informacje o drogich kolacjach z ośmiorniczkami w menu - uzasadnione i niezbyt zaskakujące w ramach realiów pracy szefa resortu spraw zagranicznych, ale nie do przełknięcia dla uboższej części Polaków, przemówienia pisane przez ekspertów za dziesiątki tysięcy złotych - i złośliwość z nutką arogancji, z jaką Sikorski broni się po ujawnieniu taśm.

Przez sześć lat w Platformie szef MSZ nie zbudował sobie poważnego poparcia w partii. I gdy Tusk odchodzi do Brukseli, a władzę przejmuje Ewa Kopacz, która musi na dzień dobry dogadać się z różnymi frakcjami w PO, okazuje się, że współpraca z Sikorskim nie jest dla niej priorytetem. Priorytetem okazuje się dogadanie z Grzegorzem Schetyną, który w rządzie Kopacz dostał fotel szefa MSZ. Ta nominacja okazała się początkiem długiej drogi, zakończonej odzyskaniem przez Schetynę pełnej władzy w Platformie.

Sikorski w 2014 roku zastępuje Ewę Kopacz na stanowisku marszałka Sejmu. Choć to formalnie druga po prezydencie osoba w państwie, nikt nie ma wątpliwości, że dla niego kop w dół. W fotelu sejmowym wytrzymuje rok. Rezygnuje w atmosferze trwającej afery podsłuchowej, jako "zużyta twarz" PO, w powszechnym odbiorze odpowiadająca za spadek notowań partii. Nie kandyduje do Sejmu, usuwa się w cień. W dwa lata z jednego z głównych rozgrywających polskiej polityki spada do politycznej klasy okręgowej.

I siedzi na ławce rezerwowych do dziś. To wprawdzie dość ekskluzywna ławka rezerwowych - Sikorski wykłada na uniwersytecie Harvarda, współpracuje z Center for Strategic and International Studies, udziela wywiadów w zagranicznej prasie i TV. Czasem udziela wywiadów czy wystąpi gdzieś z wykładem . Jeśli już to robi - do mediów przedostaje się głównie ostra krytyka polityki zagranicznej PiS. Ostatnio ostrzegał na spotkaniu z brytyjskimi studentami, że Kaczyński może powtórzyć błąd Camerona i operując dotychczasową retoryką doprowadzić do Polexitu - wyjścia Polski z UE .

Jak to bywało już wcześniej, w czasie przestoju w karierze Sikorskiego rozkwita kariera jego żony. Anne Applebaum, laureatka Pulitzera za książkę "Gułag", wydaje właśnie "Czerwony Głód" o klęsce głodu na Ukrainie .

Anne Elizabeth Applebaum i Radosław Sikorski (fot. Albert Zawada dla Newsweek Polska/Agencja Gazeta)

A sam Sikorski? "Radek najbardziej by chciał, żeby jego powrotu zapragnęli wyborcy i partia" - pisze w "Newsweeku" Michał Krzymowski .

Gdy pojawia się informacja, że wystąpi na konwencji PO, media i politycy czekają na deklarację: wraca do polityki czy nie. Sikorski jest w dawnej formie: ze sceny nazywa Antoniego Macierewicza "świrem", a Jarosława Kaczyńskiego - "dyktatorkiem". Ale dopytywany przez dziennikarzy, czy wraca, stanowczo oświadcza, że nie.

Bo i do czego miałby wracać?

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

[Od redakcji: W pierwotnej wersji tego tekstu podaliśmy cytat z Radosława Sikorskiego w wersji skróconej przez tygodnik "Wprost". W pełnym zapisie rozmowy brzmi on zgodnie z zamieszczoną obecnie w tekście wersją Radosława Sikorskiego. Serdecznie przepraszamy Czytelników za ten błąd]

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU