artykuły
Meblościanka popularna w latach 80. i 90. (fot. Ouro / Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.5,2.0,1.0)
Meblościanka popularna w latach 80. i 90. (fot. Ouro / Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.5,2.0,1.0)

Żona za dwa dni wróci z urlopu. Mąż, korzystając z ostatnich chwil wolności, oddaje się rozrywce w kultowej warszawskiej restauracji Kameralna, skąd przywozi w nocy do mieszkania "przyjaciółkę". Wiezie ich taksówka o numerze bocznym 1313 i karoserii w kolorze Safari, należąca do Warszawskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego. Gdy szczęśliwy finał wieczoru jest już bliski, bohater zasypia. Kiedy się budzi, na podłodze mieszkania wody jest po kostki, w wannie trup kobiety, a znajomy mecenas mówi o 20 latach odsiadki. Jakby tego było mało, żona wraca z urlopu przed czasem. Niewierny mąż ma jednak szczęście, bowiem okazuje się, że poprzedniego wieczora, będąc "pod wpływem", trafił do lokalu piętro wyżej, a trup w wannie to sąsiadka, z której śmiercią nie miał nic wspólnego. Do pomyłki przyczyniły się nie tylko promile - obydwa mieszkania były tak samo umeblowane, na stołach stały sztuczne słoneczniki w pruszkowskich wazonach, na abażurach lamp wisiały porzucone krawaty.  

Poznań, ul. Paderewskiego. Galeria Artykwariat. Wystawa Meble Kowalskich. Legenda PRL-u (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

W ten sposób Stanisław Bareja w czwartym odcinku "Zmienników" zawarł to, z czego od lat śmiali się Polacy: ich mieszkania były do siebie bardzo podobne, bo i wybór mebli na rynku był niewielki, a materiały obiciowe - bliźniaczo bure. Nawet dodatkami ciężko było wybronić swoją indywidualność. W kioskach sprzedawano teki malarstwa polskiego, w efekcie każdy kupujący miał potem takie same "obrazy" na ścianach. Najpopularniejsze były jednak meblościanki, których historia w Polsce wcale nie zaczyna się w garażu, jak to ma miejsce w przypadku przełomowych wynalazków zza wielkiej wody, lecz dzięki państwowemu konkursowi. Zanim jednak ze stolicy trafimy do Poznania początku lat 60., gdzie zaczyna się historia meblościanki Kowalskich, zajrzyjmy jeszcze na warszawski Grochów.

Meblościanki dla młodych kochanków

W czerwcu 1957 roku rusza budowa osiedla mieszkaniowego na warszawskiej Pradze-Południe. Znamy je dziś jako "Osiedle Młodych", jednak prasa od początku nazywa je żartobliwie "osiedlem młodych kochanków", ponieważ mieszkania przydzielane są tutaj wyłącznie młodym małżeństwom. Głównymi projektantami osiedla są Stefan Ciechanowicz i Tadeusz Kobylański, a wyposażenie wnętrz powierzone zostaje członkom Spółdzielni Artystów "Ład": Teresie Kruszewskiej, Hannie Lachert, Ewie Milewskiej i Stanisławowi Kucharskiemu. Mają oni za zadanie w taki sposób urządzić niewielkie mieszkania, aby przyszłym szczęśliwcom (w tamtych czasach to właściwie synonim słowa "lokator") jak najwygodniej się w nich żyło. Plastycy mają wycisnąć z zastanego metrażu, ile tylko możliwe, a rozwiązaniem są meblościanki, zaprojektowane przez Stanisława Kucharskiego. Konstrukcje Kucharskiego w pełni zasługują na to miano, ponieważ nie stoją przy ścianach, lecz je zastępują. Ma to oszczędzać czas i materiał murarzom i tynkarzom - oddzielona tradycyjnymi ścianami od reszty mieszkania jest tylko łazienka, inne pomieszczenia domownicy będą mogli dowolnie modyfikować w miarę zmieniających się potrzeb. 

Latem 1959 roku na "Osiedlu Młodych" zorganizowany zostaje "Pokaz wnętrz", którego uczestnicy mają możliwość zwiedzenia pięciu kompletnie urządzonych mieszań, w których zastosowano meblościanki Kucharskiego i wolno stojące meble wspomnianych projektantek. Meblościanki od podłogi do sufitu są wypełnione składanymi stołami i tapczanami, szafami, szafkami, barkami i półkami wykonanymi z płyt pilśniowych i tworzyw sztucznych. Elementy te są przymocowane kołkami, umieszczonymi w przygotowanych wcześniej otworkach. Z obliczeń wynika, że zastosowanie meblościanek pozwoliło zaoszczędzić aż jedną czwartą powierzchni użytkowej mieszkania. Przy ówcześnie proponowanych metrażach - 11 m kw. na osobę plus kuchnia, łazienka i przedpokój, będący czasem jednocześnie kuchnią - wynik nie do pogardzenia! Eksperyment wnętrzarski kończy się jednak na ledwie 29 mieszkaniach, m.in. dlatego, że nowatorskie meble wykonuje w sumie pięć różnych podmiotów, z różnych krańców Polski i... nie są w stanie się ze sobą dogadać, także za sprawą dzielących ich odległości. Meblościanka Kucharskiego przechodzi więc do historii, ale już "idzie nowe".

Poznań, ul. Paderewskiego. Galeria Artykwariat. Wystawa Meble Kowalskich. Legenda PRL-u (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

"Motylki" i wątpliwości

Na początku 1961 roku Zjednoczenie Przemysłu Meblarskiego w Poznaniu wraz z poznańskim oddziałem Związku Polskich Artystów Plastyków ogłaszają konkurs pod hasłem "Meble do Małego Mieszkania". Fraza "małe mieszkanie" odmieniana jest wówczas w prasie przez wszystkie przypadki. Ci, którzy jeszcze nie mają własnych czterech kątów, marzą o nich, a ci, którzy dostali klucze, głowią się, jak by tu urządzić tyci metraż, nawet nie po to, aby przyjmować gości, ale żeby domownicy na co dzień się nie zadeptali.

Konkurs zakłada zaprojektowanie wyposażenia wszystkich pomieszczeń w mieszkaniu typu M-4, czyli trzech pokojach z kuchnią, łazienką i przedpokojem - w sumie nie więcej niż 48 m kw. przeznaczonych dla czteroosobowej rodziny łódzkich tkaczy. Umeblowanie tego lokum ma kosztować maksymalnie 15 000 zł, co stanowi około ośmiu średnich pensji w budżetówce.

W konkursie postanawiają wziąć udział Bogusława i Czesław Kowalscy, absolwenci Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Bogusława w książce "Meble Kowalskich. Ludzie i rzeczy", której autorem jest syn małżeństwa, wspomina, że chciała zająć się malarstwem, jednak po wojnie na poznańskiej uczelni do wyboru była jedynie rzeźba i architektura wnętrz. Padło na tę drugą. Po studiach Bogusława podejmuje pracę w studium nauczycielskim, a jej mąż Czesław - w teatrach, gdzie projektuje scenografie. To czas, gdy zdarza im się także dorywczo pracować na zlecenie przemysłu meblarskiego.

Małżeństwo ma już na koncie nagrody i wdrożone realizacje. Czesław projektował wyposażenie hoteli, np. w Sopocie, Bogusława - meble tradycyjne, czasem stylizowane dla Cepelii. Obydwoje wymyślali już też meble nowoczesne. Czesław postanawia więc, że przystąpią do konkursu na wyposażenie "małego mieszkania" dla łódzkich tkaczy, chociaż nie świta mu na razie żadna koncepcja. W końcu wpada na pomysł mebli kasetonowych, które składają się z kilku elementów, umożliwiających zbudowanie różnych konstrukcji. Według jego koncepcji takie same meble stanęłyby w pokojach, kuchni, przedpokoju, choć oczywiście mogłyby się różnić kolorystyką.

Poznań, ul. Paderewskiego. Galeria Artykwariat. Jacek Kowalski syn twórców linii meblowej Kowalskich przed wernisażem wystawy Meble Kowalskich. Legenda PRL-u (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Kowalscy wszystko rozrysowują. Konkursową pracę składają w ostatnim możliwym terminie.  Bogusławę nachodzą wątpliwości, czy w ogóle powinni pokazywać swój pomysł - wydaje się jej zbyt odważny, niepodobny do mebla, dziwaczny. Na takie refleksje jest już jednak za późno, a wkrótce okazuje się, że projekt przechodzi pierwszy etap konkursu i trafia go grupy tych, które mają zostać zmaterializowane na potrzeby następnego etapu, czyli przeglądu propozycji na Targach Krajowych "Wiosna 62" w Poznaniu. Tam każdy z uczestników konkursu otrzymuje miejsce odpowiadające rozmiarem standardowemu mieszkaniu M-4 i ma za zadanie je umeblować. Niestety, Czesław jest zmuszony wyjechać i Bogusława zostaje z tym wyzwaniem sama.

"(...) Popadłam nawet w histerię, ba, w depresję, bo inni mieli kredensiki, stoliczki, ładnie ustawione mebelki, a ja ciągle same klapki i wydawało mi się, że wszyscy ironicznie spoglądają, co też tam u mnie z tych klapek wyrasta" - wspomina Bogusława w książce "Meble Kowalskich...". "W końcu znalazłam jakichś pomocników, ustawiłam - i dopiero zaczęło się wydziwianie. Niektórzy dyskretnie pukali się w czoło, dawali do zrozumienia, że to nie są meble. Owszem, "zabudowy" jakieś, ale nie meble".

Te "niemeble" otrzymują pierwsze wyróżnienie (nie było nagród, bo nikt nie zmieścił się w budżecie), co niektórzy konkurenci przyjmują z przekąsem. Kolejne wyróżnienia trafiają do Leonarda Kuczmy, Edmunda Węcławskiego, Rajmunda Hałasa i Stanisława Kucharskiego. Czym meblościanka Kowalskich różni się od tego, co kilka lat wcześniej właśnie Kucharski wymyślił dla "Osiedla Młodych"? Przede wszystkim była meblem, a nie ścianą. Nowością w propozycji Kowalskich były kasetony (stąd nazwa "meble kasetonowe"), czyli moduły, które można było montować na różnych wysokościach do ścianek bocznych. Uzyskiwało się w ten sposób otwarte półki, szafki zamykane drzwiczkami, a po dodaniu adapterów także rozkładane łóżka, stoliki. Proces składania nie wymagał żadnych narzędzi.

Bogusława Kowalska uważa, że meble kasetonowe były odpowiedzią na ducha epoki, bo przecież w przedwojennych obszernych mieszkaniach, gdzie można było wstawić meble jednofunkcyjne, nie miałyby racji bytu. Co innego w klitkach budowanych po wojnie na osiedlach robotniczych, do których dla odmiany przedwojenne meble ledwo się mieściły, zabierając całe miejsce do życia.

Z lewej Wystawa Wzornictwa Przemysłowego z Polski z lat 1899-1999, Muzeum Narodowe, maj 2000 r. Z prawej Wystawa Meble Kowalskich. Legenda PRL-u w poznańskiej Galerii Artykwariat (fot. Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta / Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Mahoń i wysoki połysk

Po ogłoszeniu wyników konkursu na Targach zostaje zbudowany domek wyposażony meblami Kowalskich. Przestrzeń tę należy zaludnić "typową rodziną". Aktorzy wcielają się więc w role rodziców, a rolę dziecka odgrywa "wypożyczony" syn sąsiadów projektantów. Ta trójka ma zaprezentować oglądającym meble, w jaki sposób można z nich korzystać - że kryją w sobie łóżko, biurko, stolik, barek. Tu przydały się zaprojektowane także przez Kowalskich krzesła, które dzięki swojej lekkiej konstrukcji stanowiły doskonałe uzupełnienie meblościanki.

Miejscem w Warszawie, gdzie z koncepcją meblościanki mogą zapoznać się rzesze potencjalnych przyszłych klientów, staje się pawilon meblowy przy ul. Przeskok - nowoczesny salon meblowy udostępniony dla klientów w 1962 roku. To tam zimą rok później Zjednoczenie Przemysłu Meblarskiego w Poznaniu i Centrala Handlu Meblami w Warszawie organizują wystawę pod hasłem "Meble dla małych mieszkań", na której zaprezentowanych zostaje pięć zestawów mebli konkursowych z Poznania. W przypadku Kowalskich jest to inny prototyp od tego pokazanego w Poznaniu i właśnie on, po kosmetycznych poprawkach, wchodzi wkrótce do produkcji. Towarzyszą mu już nie krzesła projektu Kowalskich, ale popularne wówczas siedziska Marii Chomentowskiej. Jak donosi ówczesna prasa, zanim meblościanka Kowalskich ostatecznie weszła do produkcji, powołano komisję, której zadaniem było dostosowanie założeń projektantów do możliwości przemysłu. Okazało się także, że na mebel, o którym już wcześniej było wiadomo, że nie będzie kosztował 15 tysięcy, ostatecznie trzeba będzie wydać prawie 20 tysięcy złotych.

Gdy meblościanka Kowalskich trafia do produkcji, czekają ją kolejne zmiany. Początkowo na fronty stosuje się okleinę mahoniową, chociaż w założeniu meble do kuchni miały być białe, a te do dziecięcego pokoju - kolorowe. W połowie lat 60. synonimem luksusu są meble na wysoki połysk i taka wkrótce staje się także meblościanka Kowalskich. Nikogo nie interesuje zdanie projektantów, a jeśli nawet - wszystko weryfikuje rynek. W wywiadzie opublikowanym w "Ty i Ja" z 1963 roku Czesław wspomina, że został wezwany depeszą do Bytomskiej Fabryki Mebli, aby wybrać kolory lakierów. Na miejscu okazało się, że jest tylko jeden kolor, którego nie można nawet zmodyfikować. Projektant pozbawiony jest wpływu na kolorystykę "swoich" mebli, chociaż jest za nią potem krytykowany. Przemysł ma za nic także jego sugestię, że większa różnorodność rozmiarów pozwoliłaby lepiej dopasować meble do różnych wnętrz - moduły występują w dwóch wysokościach - 186 i 60 cm oraz jednej szerokości - 92 cm.

Meblościanka Kowalskich w Galerii Wzornictwa Polskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie (fot. Katarzyna Jasiołek)

Meblarscy celebryci

W latach 1965-73 sprzedało się około 100 tysięcy segmentów Kowalskich, które trafiały nie tylko do mieszkań łódzkich włókniarzy, ale także inteligencji, co sprawiło, że i jedne, i drugie były do siebie podobne. Moda na meblościanki okazała się demokratyczna, co nie znaczy, że stały się one dobrem ogólnodostępnym. Gdy tylko pojawiały się w sklepach, były wykupywane od razu przez tych szczęśliwców, którzy zdołali się na nie wcześniej zapisać.

Kowalscy chcieli, aby każdy klient mógł kupić wybrane przez siebie elementy i złożyć z nich konstrukcję odpowiadającą jego potrzebom. Aby podsunąć gotowe rozwiązania, Czesław Kowalski i znany architekt Jan Szymański w folderach oraz prasie publikowali szkice różnych wariantów meblościanki. Co z tego, skoro w sklepach trafiały się przypadkowe części, często nie było kompletu, albo dany salon meblowy sprzedawał jedynie określoną kombinację.

W 1971 roku "Tygodnik Powszechny" opublikował list czytelnika, który brzmiałby jak reklama mebli Kowalskich, gdyby nie to, że wcale jej nie potrzebowały: "(...) raz przywiozą to, a drugi raz tamto. W kolejce spotykało się więc osoby, które stały po jedną, brakującą klapę, jak i całe rodziny szykujące się do skoku na całą ścianę. Znajdowali się tam i tacy, którym jakiś element nie pasował. Deliberowano również nad zaletami 'połysku', 'mahoni' i ilością potrzebnych do montażu śrub. Nie istniał dla nas problem lądowania na Księżycu, ani nawet "Rodu Forsyte'ów". Reumatycy zapomnieli o łamaniu w kościach, młode małżeństwa o miłości, a stare o nadkwasocie. Nieznani sobie ludzie szkicowali na biletach tramwajowych własną koncepcję montażu segmentów, a bywalcy szeptem rozpowszechniali tajemne wątpliwości, przestrzegali przed ukrytymi pułapkami systemu, kibicowali, radzili, wydymali powątpiewająco wargi".

Sądząc po popularności mebli Kowalskich, małżeństwo powinno zostać krezusami, jednak w ówczesnych realiach gospodarczych tak się stać nie mogło. Celem konkursu, który wygrała ich meblościanka, było przecież zaproponowanie tanich mebli dla każdego. A potem okazało się, że są za tanie i fabryki na nich nie zarabiają - ot paradoks. Nagroda finansowa za wyróżnienie mebli w Poznaniu wynosiła zaledwie 10 000 zł, czyli mniej niż szacowany koszt ich zakupu. Realny zysk stanowiło założenie projektantom telefonu, który miał służyć do tego, aby fabryki mogły się z nimi kontaktować. Bezcenne okazało się miejsce w historii, choć i tu można mieć wątpliwości - meble określano wprawdzie mianem "Kowalskich", ale nie wszyscy wiedzieli, że to nazwisko projektantów, myślano raczej, że chodzi o meble dla przeciętnego Polaka.

Krzesło Kowalskiego projektu Czesławy i Bogusława Kowalskich, produkowane przez nowymodel.org w ramach serii "Ikony Polskiego Designu" (fot. nowymodel.org)

O Bogusławie i Czesławie pisano w prasie, zapraszano ich do telewizji na wywiady na żywo. Chociaż popularność bywała źródłem stresu, bo w studio nie czuli się swobodnie, a dziennikarzom zdarzało się przekręcać ich wypowiedzi, skutkowała tym, że dostawali zamówienia na kolejne projekty mebli od fabryk, co było niejako rekompensatą za brak procentu od sprzedaży kultowej już wówczas meblościanki. Wiele osób zwracało się do nich, aby pomogli w kupnie mebli własnego pomysłu, ale przecież nie mieli niezbędnych do tego kontaktów. Gdy zdecydowali się ustawić w swoim mieszkaniu kilka "szaf Kowalskich", okazało się, że nie są w stanie sami poradzić sobie z montażem - pomagał im przyjaciel.

Czesław wciąż pracował nad ulepszeniem meblościanki. W efekcie np. kasetony zastąpione zostały przez półki montowane bezpośrednio do ścianek. Taka wersja segmentu została zaprezentowana w 1965 roku na Targach Krajowych i wkrótce wdrożono ją do produkcji w Łódzkich Fabrykach Mebli. Z ŁFM Czesław związał się na dłużej, projektując na ich potrzeby kolejne meble. Bogusława zaś poświęciła się pracy dla Cepelii.

Triumf krzesła

W "Małżeństwie z rozsądku" Elżbieta Czyżewska i Daniel Olbrychski śpiewają na tle meblościanki Kowalskich, że to nie są meble na lata. Jednak wiele meblościanek, także późniejszych projektów Czesława Kowalskiego, produkowanych np. w Łodzi, przetrwało w naszych mieszkaniach wiele dekad. Niektóre z nich są z powodzeniem wykorzystywane do dziś, a za ich zaletę uważa się już może nie wygląd, ale pakowność. Dzisiaj można kupić krzesło projektu Kowalskich, które towarzyszyło meblościance jeszcze w 1962 roku w Poznaniu, jednak wtedy nie trafiło do sklepów. Stało się to dopiero w 2014 roku dzięki organizacji nowymodel.org , która rozpoczęła jego produkcję w ramach serii "Ikony Polskiego Designu". Za to meblościanka zaprojektowana przez Kowalskich na konkurs, który przypadkiem zmienił oblicze polskiego meblarstwa, zajęła należne jej miejsce w otwartej pod koniec ubiegłego roku Galerii Wzornictwa Polskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie.

 

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Katarzyna Jasiołek. Absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Wieloletnia dziennikarka i redaktor serwisów technologicznych. Autorka bloga o designie, wielbicielka przedmiotów z przeszłością, chętnie kupuje polskie meble, szkło i ceramikę z lat 50. i 60. Obecnie pisze książkę o powojennym polskim wzornictwie przemysłowym.