artykuły
Ryszard Czarnecki i Jarosław Kaczyński (fot. Marek Podmokły/ Agencja Wyborcza.pl)
Ryszard Czarnecki i Jarosław Kaczyński (fot. Marek Podmokły/ Agencja Wyborcza.pl)

To, jak trzyma nerwy na wodzy, słysząc trudne pytania, jest godne podziwu. Jego odporność psychiczna na ostre pytania dziennikarzy i ataki przeciwników jest legendarna. Kiedy zaś zacznie mówić, niezwykle trudno mu przerwać. Doskonale przy tym wie, co, kiedy i przy kim mówić. Nawet, jeśli kilka lat wcześniej mówił o tym kimś zupełnie co innego. Do teraz uchodziło mu na sucho. Tym razem Ryszard Czarnecki powiedział najwyraźniej za dużo.

Zaczęło się od tego, że europosłanka PO Róża Thun udzieliła wywiadu telewizji Arte. Komentowała tam sytuację polityczną w Polsce rządzonej przez PiS . I walnęła z grubej rury:

"Jak tak dalej pójdzie, w Polsce nastanie dyktatura (...). Jak się raz zniszczy demokrację i wolność, to nie wiem, jak to odbudować".
Róża Thun, Kraków 2017 r. (fot. Jakub Porzycki/AG)

Potem było jeszcze o protestach obywatelskich w obronie sądów i demokracji w Polsce, o udziale w nich europosłanki, o wydanym przez kuratora oświaty zakazie zapraszania polityków opozycji na lekcje WOS-u w szkołach w woj. świętokrzyskim. A Thun mówiła, że jest przekonana, "że PiS chce wyprowadzić Polskę z UE". - Ale Polacy są bardzo proeuropejscy. Dlatego stopniowo budzi się lęk przed Niemcami. Tłumaczy się, że UE jest przez nich sterowana i niebezpieczna - podkreślała.

Ostre słowa Czarneckiego

- Pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. (...) Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek"

- skomentował to Czarnecki w wywiadzie dla Niezależna.pl . Zatytułowany "Polska stoi przed próbą - kobieta walcząca o swój kraj" materiał Arte, w którym europosłanka wystąpiła, portal Niezależna.pl nazwał "antypolskim".

Przypomnijmy: "szmalcownikami" określano w czasie niemieckiej okupacji Polski osoby, które wymuszały od ukrywających się Żydów okup lub donosiły na nich za pieniądze. Polskie Państwo Podziemne karało za to w czasie wojny śmiercią. Jest to słowo-wytrych, doskonale rozumiane w całej Europie.

I się zaczęło. Za zestawienie Thun i szmalcownika w jednym zdaniu na Czarneckiego spadła w Europie fala krytyki. Wpływowy portal Politico nazwał wprost jego wypowiedź "obelgą z ery nazizmu" . Liderzy czterech frakcji Parlamentu zapowiedzieli, że będą chcieli go odwołać.

Aby odwołać wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, potrzeba dwóch trzecich głosów europosłów w głosowaniu w PE. Aby do głosowania w ogóle doszło - potrzeba wniosku szefów frakcji europarlamentu, mających za sobą tę większość. Ryszarda Czarneckiego chciały odwołać z funkcji aż cztery frakcje - chadeków, socjalistów, liberałów i Zielonych. Kilka dni temu ich szefowie na spotkaniu Konferencji Przewodniczących PE praktycznie przesądzili los europosła PiS .

Ryszar Czarnecki na plakacie wyborczym z 1993 r. (fot. Mieczysław Michalak/AG)

A PiS w europarlamencie, odwrotnie niż w polskim Sejmie, nie mógł nic. Jest samotny we frakcji ze znajdującymi się na wylocie z UE brytyjskimi torysami. Prezes Kaczyński nie miał jak uratować Czarneckiego. Być może stąd gniewne reakcje rzeczniczki klubu PiS Beaty Mazurek , która oskarżała PE o "decyzję polityczną", a także wyborców PiS, którzy zalali skrzynki pocztowe europarlamentarzystów mailami identycznej treści, broniącymi Czarneckiego. Gotową formułkę przygotowała Niezależna.pl. "Spam z Pańskiej aplikacji, który wszyscy dostajemy, jest niedopuszczalny i kontrproduktywny" - skwitował liberalny poseł z Danii, Jens Rohde. Z "akcji emailowej" kpiły największe europejskie media, na czele z Politico.

Wynik przesądzony?

Wynik głosowania był właściwie przesądzony, co przyznawał sam Czarnecki, mówiąc, że matematyka jest przeciw niemu. Przesądzony tym bardziej, że europoseł PiS poszedł w zaparte i nie odwołał słów, za które może wylecieć z funkcji.

- Nie będę się kajał, ponieważ uważam, że politycy totalnej opozycji, którzy wciągają instytucje międzynarodowe i media do ataku na Polskę, w ten sposób załatwiając swoje partykularne, partyjne interesy robią rzecz fatalną - mówił Czarnecki w PR24 .

We wcześniejszym liście do Tajaniego Czarnecki stwierdził, że nie użył określenia "szmalcownik" wobec Róży Thun. Twierdzi, że "mówił jako historyk o negatywnych zjawiskach i zachowaniach w polskiej historii". Uważa się za ofiarę "powielania fałszywych informacji i kreowania faktów" .

To nie pierwszy raz, gdy zapomniał, co, kiedy i w jakim kontekście mówił.

Rok 2004, Ryszard Czarnecki i Andrzej Lepper (fot. Mieczysław Michalak/AG)

Człowiek wielu partii

"Pan Lepper jest doświadczonym politykiem. Decyzje podejmuje samodzielnie, ale jest otwarty na rady. Wydaje mi się, że parę lat temu był eurosceptykiem, a teraz - być może dzięki moim radom - staje się eurorealistą" - to Czarnecki w 2003 roku. Andrzej Lepper najwyraźniej uznał, że przyjęcie na pokład dawnego polityka ZChN mu się opłaca, i warto zapomnieć jego słowa z 1994 roku, gdy według Czarneckiego Samoobrona była groźna jak gangi, a Lepper powinien siedzieć w "miejscu odosobnienia" m.in. za to, że jego ludzie pobili zarządcę gospodarstwa w Kobylnicy. Dociskany o to Czarnecki wyjaśnia, że jak wielu "padł ofiarą propagandy", która rzekomo niesłusznie oczerniała lidera Samoobrony. W biało-czerwonym krawacie Czarnecki, już jako członek Samoobrony, zdobywa pierwszy mandat europosła.

Obrywa mu się za to od dawnych kolegów. Bo zanim urodzony w Londynie Richard Henry Czarnecki trafił do lewicowo-populistycznej Samoobrony, działał najpierw w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, potem w 1987 r. był jednym z sygnatariuszy Ruchu Polityki Realnej (potem przekształconego w Unię Polityki Realnej, z Januszem Korwin-Mikkem, ale bez Czarneckiego). A potem został członkiem bodajże najbardziej katolickiej z polskich partii politycznych - Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego (ZChN). Samoobrona ostatnią partią Ryszarda Henry'ego nie będzie, ale i z tego potrafi na swój sposób "wybrnąć". Gdy pytam o to, w ilu był partiach, jest przygotowany i wylicza, że Ruch Polityki Realnej nie był partią, Wyborcza Akcja Katolicka i Akcja Wyborcza "Solidarność" były koalicjami, do których wchodził ZChN, i partii jako takich to łącznie zbierze się trzy, tyle samo, ile ma na swoim koncie Donald Tusk.

W barwach ZChN współpracowali ze sobą tak skonfliktowani dziś politycy jak Antoni Macierewicz i Stefan Niesiołowski - i to od tego ostatniego Czarnecki usłyszał, że jego zmiana barw jest "żałosna i kompromitująca".

Stefan Niesiołowski i Ryszard Czarnecki (fot. Archiwum Mieczysława Michalaka/Agencja Gazeta)

Tylko właściwie jakie właściwie poglądy ma Ryszard Czarnecki? Jeden z liderów dawnego ZChN Marcin Libicki mówił kilka lat temu "Wyborczej" , że człowiek, który zastąpił nestora polskiej chadecji, Wiesława Chrzanowskiego, na fotelu szefa tej chadeckiej partii z lat 90., był "specyficzny". Dlaczego? Zdaniem Libickiego "nikt nie znał jego poglądów", bo "wszystko było u niego na okrągło".

W Samoobronie Czarnecki wytrzymał jednak tylko tak długo, gdy partia nie zaczęła chylić się do upadku. Ale on już wtedy miał gdzie pójść. Zadzwonił stary zetchaenowiec do drugiego zetchaenowca - Michał Kamiński, wówczas związany z PiS - do Czarneckiego. I wydobył z niego poparcie Samoobrony dla kandydatury Lecha Kaczyńskiego na prezydenta. Do spółki z Kamińskim i Adamem Bielanem konstruuje koalicję PiS-LPR-Samoobrona.

Państwowy, narodowy, konserwatywny europejski demokrata

Ale gdy w 2007 r. partię Leppera zaczyna zatapiać seksafera dotycząca wierchuszki partii, europoseł "S" ma już plan B. Zbliża się do PiS i w 2008 r. już jest europosłem tej partii, a w 2009 r. broni mandat i na dobre zadomawia się w Brukseli.

Pytany o kręgosłup polityczny odpowiada trzema słowami: państwowy, narodowy, konserwatywny. W europarlamencie stawia się w roli reprezentanta polskich interesów. Jeszcze w 2017 roku mówił nam, że "z Trybunałem w Polsce jest wszystko w porządku", a przy okazji przekonywał, że Donald Tusk był "niemieckim kandydatem" na szefa Rady UE, ponieważ wsparcia polskiego rządu nie dostał (w 2017 r. owszem, nie, ale w 2014 tak - red.), a bez kanclerz Merkel nie byłby tam, gdzie jest.

To zresztą Czarnecki był jednym z najgorętszych orędowników kontrkandydatury dla Tuska - Jacka Saryusza-Wolskiego. I nawet po przegranej 27:1 w głosowaniu w Radzie uważał, że warto było ten nieudany gambit przeprowadzić i forsować kandydata "wiernego Polsce" - co miało sugerować, jakoby Tusk nie był tej Polski wiernym obywatelem.

Obywatel dziennikarz

Słowo "obywatel" ma zresztą spore znaczenie dla kariery Czarneckiego - a raczej dla jego medialnego wizerunku. Zawsze nieźle przygotowany do słownego ping-ponga z mediami, tym nagraniem i przejęzyczeniem , czy raczej niedbałą wymową słowa "obywatel" przeszedł do historii polskiego politycznego kabaretu. Ksywka "Obatel", używana przez nieprzychylnych, przylgnęła do niego na lata. Ale myliłby się ten, kto by sądził, że to w jakikolwiek sposób Czarneckiego zdeprymowało. W mediach gości często i chętnie. Nic dziwnego, sam przez lata robił w tej branży.

Ryszard Czarnecki i media (fot. Sławomir Kamiński/AG)

W przeszłości Czarnecki pracował m.in. w miesięczniku "Głos", w 1991 roku był kilka miesięcy redaktorem naczelnym "Dziennika Dolnośląskiego",a  w latach 1993 - 1997 szefem redakcji katolickiej w Polsacie. Pisał też felietony i komentarze do prawicowej prasy - "Gazety Polskiej", "Nowego Państwa", "Naszego Dziennika", "W Sieci Historii" i "Gazety Polskiej Codziennie". Od 2011 r. jest zresztą szefem rady nadzorczej spółki Forum, która tę gazetę wydaje.

Jako były dziennikarz doskonale "czuje", kiedy i jaka współpraca z mediami będzie dlań korzystna. Tym bardziej dziwi, gdy zapomina, jaką wagę mają w mediach mocne słowa. Dlaczego zaatakował Różę Thun?

Kto tu donosi?

Sam atak nie dziwił - zgodnie z linią PiS Czarnecki w przeszłości nieraz pokazywał, jak bardzo jest przeciwny "donosom na Polskę":

- Pewne sprawy należy załatwiać we własnym ojczystym domu (...) Przedstawiciele PO i Nowoczesnej prześcigają się w donosach na Polskę. Uważam to za bardzo niedobry z punktu widzenia nie interesów walki partyjnej, ale interesów państwa ruch polityczny" - komentował w 2015 r. Czarnecki, gdy opozycja zaczynała alarmować o tym, co się dzieje wokół TK .

Szkoda, że zapomniał, jak jego własna partia przez osiem lat rządów PO regularnie organizowała takie "donosy" - ale wtedy nazywała je "wysłuchaniami publicznymi" na forum PE, np. ws. Smoleńska czy rzekomych nieprawidłowości przy wyborach samorządowych w Polsce oraz w sprawie. braku koncesji dla TV Trwam - aktywnie w tej sprawie wypowiadał się m.in. właśnie Czarnecki .

Ustalmy nomenklaturę - poprzez rzekome donosy PiS rozumie np. alarmowanie przez posłów opozycji na forum PE w sprawie łamania konstytucji w Polsce przy okazji podporządkowywania Trybunału Konstytucyjnego PiS, czy informowanie opinii publicznej w Brukseli o kolejnych kontrowersyjnych reformach rządów partii Kaczyńskiego. Nic dziwnego, że ubiegłoroczne głosowanie szóstki opozycyjnych europosłów za rezolucją Parlamentu Europejskiego, wzywającą Radę Europejską do uruchomienia wobec Polski art. 7 Traktatu o UE, prawica potraktowała jak zdradę. Jedną z głosujących "za" była Róża Thun.

Gdy swoimi ostrymi antyrządowymi wypowiedziami po raz kolejny podpadła prawicy, Czarnecki przeprowadził mocny atak. Ale to uderzenie było zbyt mocne jak na tolerancję Parlamentu Europejskiego. Pozostali wiceprzewodniczący nie chcieli go już w swoim gronie. Otwarte pozostaje pytanie, czy Czarneckiego będzie dalej chciał mieć w swoich szeregach Jarosław Kaczyński.

Ryszard Czarnecki (fot. Sławomir Kamiński/AG)
Zobacz wideo

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku