artykuły
Donald Tusk, szef Rady Europejskiej (fot. Virginia Mayo/AP)
Donald Tusk, szef Rady Europejskiej (fot. Virginia Mayo/AP)
- Pracę ma w tej chwili więcej Europejczyków niż kiedykolwiek. Nigdy wszystkie 28 gospodarek nie rosło naraz. Teraz rosną. Naprawdę trzeba być pełnym złej woli, żeby uznać, że w Europie nie jest lepiej, niż było

- podkreśla w rozmowie z nami wysoki rangą urzędnik UE.

Jego koledzy po fachu z Komisji Europejskiej i europarlamentu robią wszystko, by przekonać świat, że Unia na dobre otrząsnęła się po szoku Brexitu i kryzysów - imigracyjnego i finansowego. Ale choć przekonują, że Europa ruszyła z kopyta, to jeździec wciąż ma kamienie w bucie.

Tak, sondaże w poszczególnych krajach członkowskich -  w tym w Polsce - 88 proc. - pokazują wciąż wysokie poparcie dla członkostwa w UE . Tak, bezrobocie spadło do poziomu niższego niż przed kryzysem - 9,1 proc. - a "tsunami populizmu" nie uderzyło w unijne brzegi. We Francji dynamiczny Emmanuel Macron pokonał Marine Le Pen, a na kolejną gwiazdę europejskiej polityki wyrasta nowy kanclerz Austrii, 31-letni Sebastian Kurz.

Sebastan Kurz i Donald Tusk (fot. Olivier Hoslet/AP)

"Mamy europejską wiosnę"

- Pamiętam niekończące się, smutne szczyty przywódców w ostatnich latach. Teraz mamy europejską wiosnę - podkreśla Juri Laas, przedstawiciel estońskiej prezydencji UE. W Brukseli zabrzmiało głośne "uff!". Motorem nowego otwarcia w UE ma być dokument "Agenda Liderów". Zwany też po prostu Planem Tuska.

O co w nim chodzi?

Ciężar działania ma zostać położony jeszcze bardziej niż do tej pory na barkach przywódców państw członkowskich, nie zaś brukselskich urzędników. "Agenda Liderów" ma zmusić przywódców państw UE do czegoś, czego dawno nie robili. Długoterminowego planowania. Ostatnie lata były dla UE serią kryzysów, na które Bruksela reagowała ad hoc. Agenda Tuska jest rozpisana na najbliższe dwa lata.

Donald Tusk i Angela Merkel (fot. Geert Vanden Wijngaert/AP)

Plan Tuska

Na papierze wygląda to bardzo ambitnie. Do tej pory przywódcy 28 państw UE spotykali się minimum cztery razy w roku. Tusk chce siedem szczytów rocznie przez najbliższe dwa lata. Będą też nieformalne spotkania, w gronie 28 albo 27 państw - w zależności, czy temat na stole będzie dotyczył wychodzącej z UE Wielkiej Brytanii, czy nie.

W dokumencie wielokrotnie powtarzają się słowa "decyzje", "ostateczne terminy" i "końcowe uzgodnienia" - pisze Financial Times .

Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej, jest "usatysfakcjonowany" propozycją byłego polskiego premiera. Tusk ma też wsparcie obecnej rotacyjnej prezydencji estońskiej. Bardziej krytyczny jest Manfred Weber, szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPP) w Parlamencie Europejskim. Agendę wspiera, ale wskazuje, że to dopiero pierwszy krok. I wzywa przywódców państw do bardziej wytężonej pracy.

- Sama Agenda nie wystarczy, bo przewiduje spotkania, spotkania, spotkania i rozmowy. A to, czego potrzebujemy, to realne ich rezultaty. Przywódcy mają przewodzić. Dlatego apelujemy, zwłaszcza w sprawie migracji - potrzebujemy całościowego rozwiązania, a nie krótkoterminowego. Parlament jest gotów do wspólnej pracy z Radą. Piłeczka jest po jej stronie. Musimy to załatwić jak najszybciej, bo populiści w całej Europie bardzo się cieszą, że ciągle nie mamy jasnego rozwiązania tego problemu.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i szef Rady Europejskiej Donald Tusk (fot. Virginia Mayo/AP)

Na stole w Brukseli są: imigracja, obrona, strefa euro, Brexit

Tematy kolejnych szczytów są już zaplanowane. W listopadzie liderzy zajmą się rynkiem pracy i wzrostem gospodarczym. W grudniu - polityką obronną, cyberbezpieczeństwem, imigracją i unią bankową. Na początku roku 2018 wezmą na warsztat wspólny rynek, politykę energetyczną i klimatyczną oraz umowy o wolnym handlu. Unia ma się stać handlowym centrum świata i wykorzystać błędy Donalda Trumpa, który już wycofał się z niektórych układów handlowych USA (Partnerstwo Transpacyficzne) i zapowiada odejście z kolejnych. - Do każdego obszaru, z którego wycofają się Stany Zjednoczone, wejdziemy my  - mówi mi pragnący zachować anonimowość wysoki rangą unijny urzędnik. Szczegółów potencjalnej gospodarczej ekspansji UE na razie jeszcze nie podaje.

Na czerwiec wstępnie szykowane są konkretne decyzje w sprawie unii monetarnej - czyli strefy euro - oraz ostateczne porozumienie w sprawie migracji . Propozycję w tym temacie ma w najbliższych miesiącach przedstawić estońska prezydencja - jest to jeden z jej priorytetów.

A co, jeśli w podejmującej jednomyślnie decyzje Radzie nie uda się uzgodnić kompromisowego stanowiska? Jednomyślność pozostanie regułą, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji dotyczących całej wspólnoty. Ale Tusk w swoim liście do przywódców wyraźnie podkreśla , że jeśli jakieś państwo lub grupa państw będzie robiła postępy szybciej niż pozostałe kraje, to nie należy tego hamować. Ta idea jest w UE od dawna i nazywa się nieformalnie - niestety dla nas - Europą dwóch prędkości. W domyśle - ci szybsi nie powinni być uzależnieni od maruderów.

A "maruderów" daleko szukać nie trzeba - to Grupa Wyszehradzka, w tym Polska , walcząca jak lew o to, by nie przyjąć na swoją ziemię ani jednego imigranta, i sceptyczna wobec wchodzenia do strefy euro i dalszej integracji eurozony. W kuluarach unijnych instytucji słychać, jak słabe są kontakty polskich ministrów ze swoimi unijnymi odpowiednikami. W UE długo też nie zapomną Beaty Szydło, samotnie głosującej przeciw kandydaturze swojego krajana Tuska na drugą kadencję szefa Rady UE.

Premier RP Beata Szydło na szczycie UE w Brukseli (fot. Oliver Matthys/AP)

Dlatego Tusk przypomina "możliwość wynikającą z traktatów" - jeśli nie wszystkie państwa będą się zgadzać na jakieś rozwiązanie, traktaty europejskie otwierają dla "koalicji chętnych" możliwość działania bez oglądania się w tył. Maruderzy zaś mogą spróbować przesiąść się do "szybszego pociągu", jeśli zmienią zdanie. 

Każda sesja Rady będzie oparta na tzw. "notatkach decyzyjnych", przygotowywanych przez Tuska i jego biuro. W notatkach będzie dokładnie opisane, o co chodzi w konkretnym konflikcie między państwami. Celem każdego spotkania przywódców ma być przełamanie takiego impasu. Jeśli się nie uda - wtedy w grę wchodzi właśnie opisana wyżej wzmocniona współpraca chętnych państw.

Cała władza w ręce Rady? Nie cała, ale...

Co to wszystko znaczy? To, że centrum dowodzenia Unii, bardziej niż kiedykolwiek, stanie się Rada - czyli ciało najmniej bliskie Brukseli i tamtejszej biurokracji, a najbliższe - państwom członkowskim. Zasiadają w niej szefowie państw i rządów - premierzy i prezydenci, w tym polska premier Beata Szydło. To oni mają nadać Unii ton i wyznaczyć tempo zmian. - Europa musi mieć organ zarządzający. I musi być nim Rada - mówi mi polityk EPP bliski kierownictwu partii.

W tej chwili w Radzie pierwsze skrzypce gra właśnie Europejska Partia Ludowa (EPP).

Bruksela, 19 października. W pięknym pałacyku w belgijskiej stolicy w akompaniamencie trzasków migawek aparatów fotograficznych kolejni politycy wchodzą po schodach wyłożonych czerwonym dywanem. Ale to nie szczyt Rady, tylko EPP - najsilniejszej europejskiej partii politycznej. Należą do niej m.in. szef Komisji - Juncker, szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani, kanclerz Niemiec Angela Merkel, premier Węgier Viktor Orban, premier Hiszpanii Mariano Rajoy i sam Donald Tusk. EPP ma najwięcej przywódców (8) zasiadających w Radzie.

W praktyce bywa więc tak, że to, co postanowi EPP na swoim szczycie poprzedzającym spotkanie Rady, staje się rzeczywistością całej UE.

- Jeżeli Merkel i Orban mają spór, to załatwiają go na szczycie partii, tam, gdzie przywódcy rozmawiają bez jakichkolwiek doradców czy tłumaczy. Nic nie może wyjść stamtąd na zewnątrz. Dyskrecja jest potrzebna - po to, żeby można było ścierać się i pokonać różnice w zaciszu gabinetów i potem nie kłócić się w świetle reflektorów na szczycie Rady - tłumaczy prominentny członek EPP.

Nieoficjalnie mówi się, że nawet 90 proc. z tego, co postanowi szczyt partii, trafia potem na szczyt Unii. Teoretycznie więc Tusk, mając wsparcie w partii, jest w dobrej pozycji. Nazwał się nawet w czwartek szumnie "strażnikiem jedności UE". Ale może mieć duży problem. Wbrew jego optymistycznym planom na czwartkowym szczycie przywódcy łapiącej oddech Unii owszem - z nowym wigorem podeszli do najważniejszych jej problemów, ale też od razu z nowym wigorem się pokłócili . - o migrantów, podatki i pieniądze. Czy Tusk okaże się tak dobrym poszukiwaczem kompromisu między liderami, co jego poprzednik Herman van Rompuy? Na razie ledwo były polski premier stworzył swój plan, a być może szybko będzie musiał go zrewidować. Przesuwając kolejne rzeczy na później. Unii nie wróży to nic dobrego.

Donald Tusk (fot. Virginia Mayo/AP)

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU