Przez cztery godziny istniał projekt zmiany Konstytucji RP pióra najważniejszej osoby w państwie. A potem prezydent wyrzucił go ot tak po prostu do kosza. Czy to nie jest kpina z państwa?
Prof. Marek Chmaj : - To są opary absurdu. Najpierw prezydent przygotowuje projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Rady Sądownictwa. W ostatniej chwili dowiaduje się, że fragmenty tego projektu budzą poważne wątpliwości co do zgodności z Konstytucją. I prezydent dochodzi do wniosku, że to nie ustawa ma być zgodna z Konstytucją, tylko propozycja prezydenta musi być przeforsowana za cenę zmiany Konstytucji. Chyba pomyliła mu się hierarchia. Jakby uważał, że to nie on ma się dostosować do Konstytucji, tylko Konstytucja do prezydenta.
Studentów na drugim roku prawa na zajęciach z prawa konstytucyjnego uczą, że jest odwrotnie.
- Cała sytuacja była bardzo groteskowa. Dlatego chyba prezydent dość szybko zorientował się, że ani model ustrojowy, który jest ustanowiony w naszej Konstytucji, ani pozycja urzędu prezydenta względem innych organów państwa nie upoważnia go do takich działań, które zakładają dostosowanie ustawy zasadniczej do bieżących pomysłów prezydenta.
Gdyby te pomysły zaakceptował Sejm, oznaczałoby to duże wzmocnienie kompetencji prezydenta RP.
- Moim zdaniem prezydencki projekt zmiany Konstytucji to była pułapka.
Na kogo?
- Na opozycję.
Dlaczego?
- Najpierw prezydent przedstawia propozycję kompromisową - przynajmniej jego zdaniem. Propozycja brzmi: to on ma być rozjemcą, w razie, gdyby Sejm nie zdołał zebrać 3/5 głosów i wybrać piętnastu sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa. Dla opozycji to dylemat godny Hamleta: albo popiera pomysł prezydenta, albo tak czy inaczej - przynajmniej tak wynika z planów rządzącej większości - tych członków KRS będą wybierały Sejm bądź Senat. W jaki sposób - nie wiadomo. Co chwila się to przecież zmienia.
KRS liczy 25 członków. Wyjaśnijmy, którzy to "sędziowscy"?
- "Sędziowscy" to tych 15 sędziów, którzy zostają wybrani do Rady z spośród sędziów sądów powszechnych, Sądu Najwyższego, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Z urzędu zasiadają w niej także I Prezes SN i Prezes NSA. Nie zapominajmy, że Sejm wybiera obecnie do Rady czterech posłów, a Senat dwóch senatorów. W Radzie zasiada także jedna osoba wyznaczona przez prezydenta i minister sprawiedliwości.
Opozycja, któregokolwiek rozwiązania by nie wybrała, zadziała w praktyce albo na korzyść Dudy, albo PiS.
- A przecież prezent dla Dudy jest mimo wszystko prezentem dla PiS.
Tyle, że zmian proponowanych przez prezydenta PiS nie chciał . Teraz prezydent w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" mówi, że "nie zgodzi się na to, żeby obóz rządowy wybierał wszystkich członków KRS". W każdym wariancie dochodzi do przesunięcia sił - albo na korzyść Sejmu, albo na korzyść prezydenta. A ten po fiasku pomysłu zmiany Konstytucji proponuje, by każdy poseł mógł przy wyborze sędziów zagłosować tylko raz - co gwarantuje, że nie wszystkich wybierze większość rządząca, bo "zużyje" głosy.
- Ten pomysł ma na celu rozmycie sposobu wyboru sędziów do KRS. Przy większości sejmowej zawsze np. PiS może się z kimś dogadać i podzielić między partiami ten "tort". Przecież wystarczy oddać jakiejś partii jeden czy dwa mandaty w KRSie i przejąć w ten sposób samemu większość z 15 właśnie tych "sędziowskich" członków KRS. Dzięki temu będzie możliwość zyskania kontroli nad kadrami. I chyba o to w tej całej reformie chodzi. Tymczasem KRS powinna być niezależna, zaś polscy sędziowie powinni być niezawiśli. Od wszystkich, a przede wszystkim od polityków!
Powiedział pan, że propozycja prezydenta Dudy jest niezgodna z Konstytucją.
- W obu wariantach. Co jest tym bardziej szokujące, że zgodnie z art. 126 Konstytucji ma czuwać nad jej przestrzeganiem. A my mamy sytuację, w której organ Państwa odpowiedzialny za przestrzeganie Konstytucji każe nam wybierać między dwiema swoimi niezgodnymi z Konstytucją propozycjami!
Jest pan zaskoczony działaniami prezydenta, po tym, co spotkało rok temu Trybunał Konstytucyjny?
- Absolutnie nie. Dlatego, że nie pokładałem w obecnym prezydencie zbyt dużych nadziei i oczekiwań.
Prezydent przedstawił też pomysł ograniczenia wieku sędziów w Sądzie Najwyższym. I tak pierwszy prezes SN może zachować swoje stanowisko do czasu, aż nie zostanie przeniesiony w stan spoczynku. Ten wiek ustalono na 65 lat. Tak się składa, że w tym roku ten wiek osiągnie I Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf.
- Ta propozycja mogłaby być zgodna z Konstytucją, gdyby przewidziano okres przejściowy. Żeby adresatów normy - sędziów i społeczeństwa - nie zaskakiwać - to po pierwsze. Po drugie - długość kadencji I Prezesa SN, czyli 6 lat, określa Konstytucja. Czego prezydent wydaje się nie zauważać.
Aha, czyli ten pomysł też jest niezgodny z Konstytucją?
- Ależ oczywiście! Przypomnę, że długość kadencji prezydenta - 5 lat - też określa Konstytucja. Czy prezydent zatem zakłada, że można ustawą skracać konstytucyjną kadencję organu państwowego? Bo jeżeli tak, to sam się godzi, żeby i jego kadencję skrócono. Na przykład za rok.
Znów drugi rok prawa. Jeżeli ustawa i Konstytucja są sprzeczne, to prymat ma Konstytucja.
- I jej przepisy stosuje się bezpośrednio. I to jest kolejny problem: prezydent zapomniał, że sam jest strażnikiem Konstytucji. Zapomniał także w przypadku KRS. Przecież tych 15 sędziowskich członków Rady ma czteroletnie kadencje. Na litość boską, to są kadencje określone w Konstytucji! Nie można ich skracać ustawą! Przecież to jest elementarz! Prezydent jako organ czuwający nad przestrzeganiem Konstytucji musi mieć taką wiedzę. A zatem skoro ma tę wiedzę, i dopuszcza do takiej sytuacji, to znaczy, że działa w złej wierze.
Abstrahując od niekonstytucyjności skracania kadencji: skoro w obecnym kształcie Sejm wybiera 4 członków Rady, a po zmianach - parlament uzyskałby prawo wyboru także tych 15, to czy to nie narusza równowagi w trójpodziale władz?
- Oczywiście. Ta propozycja oznacza ścisłe podporządkowanie Rady większości parlamentarnej, która zresztą, dzięki ministrowi sprawiedliwości, ma już zagwarantowaną kontrolę nad prokuraturą, prezesami sądów i dyrektorami sadów. Powstaje pytanie: jak obywatele mają w sądach otrzymać sprawiedliwość w sprawach przeciwko państwu, skoro wszyscy mogą być będą przeciwko nim.
Prawnicy-praktycy zwracają uwagę na kolejny pomysł: instytucję skargi nadzwyczajnej - czyli możliwość zakwestionowania niemal każdego orzeczenia polskiego sądu. Można byłoby ją wnieść nawet pięć lat po wyroku. Czy słusznie myślę, że to pozbawi stronę procesu pewności, że wyrok w jej sprawie będzie ostatnim?
- Oczywiście, że słusznie. Co więcej, w prezydenckich propozycjach jest przepis, że przez pierwsze trzy lata od wejścia skargi nadzwyczajnej do naszego systemu prawnego można byłoby skarżyć wyroki zapadłe w polskich sądach od 1997 roku. Wszystkie! Wyobraża pan to sobie? Mamy wyrok, prawomocny od 18 lat. I nagle ktoś go podważa.
Życie się toczy, skutki wyroku wywarły wpływ na życie uczestników tamtej sprawy. Może już nawet o niej zapomnieli.
- I nagle ktoś wnosi do sądu skargę nadzwyczajną. I być może wygra!
To ja zaczynam szukać wyroków zapadłych w 1997 r., a dotyczących prominentnych przedstawicieli władzy, którzy mieliby interes w zmianie rozstrzygnięć.
- Ano właśnie. To już jest kompletna paranoja. Wpłynięcie dodatkowych kilkunastu tysięcy skarg nadzwyczajnych będzie może uzasadniało konieczność zatrudnienia stu dodatkowych sędziów Sądu Najwyższego - ponieważ w obecnym stanie liczbowym nie przerobią tych spraw. A skąd wziąć tych sędziów? Oczywiście z nowego rozdania. Z nowego, również wymienionego składu Krajowej Rady Sądownictwa. A wtedy dawnych można poprzerzucać do innych izb i - jak to się mówi - "rozcieńczyć" starych sędziów w fali nowych.
Jak nazwać cały ten proces demontażu systemu sądownictwa?
- Muszę powiedzieć, że to przypomina czasy dawno i słusznie minione. Czasy, w których najważniejsze były kadry. Obóz dobrej zmiany być może uwierzył, że wystarczy zmienić ludzi, na nowych i wiernych, żeby wszystko uległo zmianie. Taka niestety jest prawda. Niestety, ponieważ powinniśmy myśleć i działać biorąc przede wszystkim pod uwagę dobro państwa i zasady określone w Konstytucji.
Prof. Marek Chmaj. Prawnik i politolog, profesor nauk prawnych, radca prawny, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego oraz prawa administracyjnego. Jest autorem lub współautorem ponad 40 książek, dwustu publikacji naukowych oraz licznych opinii prawnych opracowywanych na zlecenie Sejmu, Senatu, Kancelarii Prezydenta RP i ministerstw. W 2015 został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.