artykuły
Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza Niemiec (fot. Peter Steffen/AP)
Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza Niemiec (fot. Peter Steffen/AP)

Od redakcji: wywiad publikujemy w całości w ramach partnerskiej współpracy z redakcją Deutsche Welle. Skróty pochodzą od redakcji Weekend.Gazeta.pl.

Przyjmijmy, że do Europy, w tym do Niemiec, przybywają kolejne miliony uchodźców. Mówił Pan, że musimy nauczyć się z tym obchodzić. Co to znaczy konkretnie?

Martin Schulz*: - Rozwiązanie tego problemu polega na tym, że Unia Europejska uprawiać będzie solidarną politykę uchodźczą. Nasz problem nie polega na tym, że nie jesteśmy w stanie utrzymać uchodźców, lecz na tym, że cały szereg państw Unii Europejskiej wzbrania się przed przyjmowaniem uchodźców mówiąc - niech Niemcy radzą sobie z tym sami. Jeśli w 2015 r. do Niemiec przyjechało 890 tys., i jeśli tę liczbę podzielić między 508 milionów w 28 krajach, to nie byłoby w ogóle problemu. Problemem nie są uchodźcy, problemem jest brak solidarności niektórych państw, które nie przyjmują żadnych uchodźców.

Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza Niemiec (fot. Michael Probst/AP)

Co to znaczy konkretnie w odniesieniu do takich państw jak Polska czy Węgry, które bronią się przed kontyngentami uchodźców? Czego należy się spodziewać po panu jako kanclerzu w relacjach z Polską i Węgrami?

- To, co robią w tej chwili Węgry to podważanie fundamentów Unii Europejskiej. Unia Europejska jest wspólnotą prawa, a Węgry nie są gotowe, by podporządkować się wyrokowi najwyższej europejskiej instancji - Trybunałowi Sprawiedliwości UE. W przyszłym roku rozpoczną się negocjacje na temat kolejnego okresu budżetowego Unii Europejskiej. Republika Federalna jest największym płatnikiem netto. Prezydent Francji już kilka tygodni temu powiedział, że Unia Europejska nie jest supermarketem, w którym każdy zabiera z półek to, co mu się podoba. Dlatego uważam, że w czasie negocjacji finansowych trzeba powiedzieć takim państwom jak np. Polska czy Węgry, którzy są beneficjentami netto i którzy w dużym stopniu korzystają na unijnym finansowaniu, że solidarność nie jest wisienką na torcie, lecz zasadą. Albo jesteśmy solidarni we wszystkich kwestiach, albo dajmy sobie spokój.

Czego np. spodziewać miałyby się Węgry od pana jako kanclerza, jeśli nie wywiązałyby się z kwot przyjmowania uchodźców?

- Przesunięcia środków finansowych w budżecie Unii Europejskiej. Państwa, które przyjmą uchodźców dostaną także pieniądze, które są na to potrzebne.

Martin Schulz, Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza Niemiec, z żoną Inge (fot. Oliver Berg/AP)

Ale jest Pan pewien wsparcia innych? W tej chwili Niemcy są dość izolowane jeśli chodzi o uchodźców.

- Tak. I tak nie powinno zostać. Niemcy nie powinny być izolowane. To nie jest tylko problem Republiki Federalnej Niemiec. Dotyczy on Europy jako całości. Taka postawa, że zgłosimy weto i nic nie ruszy się w tych sprawach, a wszyscy uchodźcy pozostaną w Niemczech, nikt do nas nie przyjedzie, jest nie do zaakceptowania. Dlatego oświadczam - to nie jest tylko niemiecki problem, lecz wyzwanie europejskie. I to, że całe grupy państw w Europie mówią, że Niemcy same powinny sobie z tym poradzić, ale jednocześnie Niemcy powinni grzecznie wpłacać do budżetu, żebyśmy dostali od nich pieniądze, to przede wszystkim postawa Warszawy. I tutaj jako kanclerz się temu nie podporządkuję. Nie podporządkujemy się ludziom, którzy nie są gotowi zaakceptować idei solidarności w Europie jako zasady, a tylko mówią, że weźmiemy to, co jest dla nas korzystne, a jeśli jest jakiś problem, to nas to nie obchodzi. To ci ludzie podważają Europę, nie my.

Martin Schulz i Angela Merkel w rozmowie w Parlamencie Europejskim (fot. Yves Logghe/AP)

Polska doświadczyła solidarności innych państw jeśli chodzi o sankcje wobec Rosji, ponieważ czuła się zagrożona. Podobnie jeśli chodzi o rozwój gospodarczy. To jest solidarność. Ale ich postawa to - sankcje: tak, proszę. Miliardy: tak, proszę. Uchodźcy: nie, dziękuję. W takiej sytuacji niemiecki kanclerz musi powiedzieć "nie".

Solidarność jest zasadą także przy finansowaniu, także w przypadku sankcji, ale także w przypadku uchodźców i musimy o tym wszystkim rozmawiać. Uważam, że jest to coś, co te państwa powinny zrozumieć. Że nie można obarczać ciężarami, które dźwigać musi Unia Europejska, jednego państwa, a z drugiej strony oczekiwać tylko korzyści.

Co zrobiłby pan inaczej niż Angela Merkel?

- Wyjaśnię to na praktycznym przykładzie. Przez cały czas rozmawialiśmy o kryzysie uchodźczym. Niemcy wywiązały się z wielkiego humanitarnego zobowiązania - uważam, że był to wielki moment dla Niemiec - gdy przyjęliśmy uchodźców. Ja usiadłbym w studiu telewizyjnym i wygłosiłbym orędzie do narodu. Wyjaśniłbym, dlaczego to konieczne, jak to się robi i poprosiłbym naród o współpracę. Pani Merkel zamiast tego zdecydowała się powiedzieć "damy radę". A dawać radę musieli inni, do tego wyposażeni w instrumenty, które były niewystarczające. Jeśli chce się być przywódcą, to ma się też zobowiązanie, by wyjaśnić narodowi tę drogę.

Przyjmijmy, że musiałby spędzić Pan miesiąc na bezludnej wyspie i mógłby pan zabrać ze sobą jedynie innego lidera innych partii. Na kogo by się Pan zdecydował?

- Ozdemir [lider Partii Zielonych, red.]. Znam go najlepiej ze wszystkich. Byliśmy kolegami w Parlamencie Europejskim. Cem Özdemir jest kulturalnym i przyzwoitym człowiekiem.

Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza Niemiec (fot. Markus Schreiber/AP)

Martin Schulz. W latach 2012-2017 przewodniczący Parlamentu Europejskiego, od marca 2017 przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) i kandydat tej partii na kanclerza w wyborach powszechnych 24 września.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle'' .

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

embed