artykuły
Xavier Bettel, premier Luksemburga, i jego mąż Gauthier Destenay wraz z ambasadorem USA Robertem Mandellem i jego żoną (fot. US Embassy Luxembourg / wikimedia.org / domena publiczna)
Xavier Bettel, premier Luksemburga, i jego mąż Gauthier Destenay wraz z ambasadorem USA Robertem Mandellem i jego żoną (fot. US Embassy Luxembourg / wikimedia.org / domena publiczna)

W Polsce brak tolerancji dla osób LGBT stał się ważnym elementem tożsamości tak zwanych prawdziwych Polaków. Tymczasem na siostrzanej ponoć Zielonej Wyspie w 2015 roku zalegalizowano małżeństwa osób tej samej płci wraz z prawem do adopcji dzieci. Zalegalizowano, dodajmy, w ramach ogólnonarodowego referendum - to pierwszy taki przypadek na świecie. A gdyby jeszcze tego było mało, Irlandia ma od kilku tygodni pierwszego w swojej historii premiera, który jest wyoutowanym gejem i pół-Hindusem. Polski suweren pewnie tak sobie wyobraża wrota piekieł.

Ashok Varadkar, ojciec irlandzkiego premiera Leo Varadkara, wyemigrował z Bombaju do Anglii, by podjąć tam pracę lekarza. Na Wyspach poznał swoją przyszłą żonę - irlandzką pielęgniarkę (także emigrantkę) Miriam. Młode małżeństwo przeprowadziło się na jakiś czas do Indii, by w końcu osiąść w Dublinie, gdzie w 1979 roku urodziło się ich trzecie dziecko - Leo. Wychowywany po katolicku syn jeszcze w latach szkolnych przystąpił do młodzieżówki Fine Gael - czołowej chadeckiej partii politycznej. Równolegle z politycznym aktywizmem Leo Varadkar skończył, idąc w ślady ojca, medycynę i zaczął praktykę lekarską. Ale jego prawdziwą pasją była polityka, która pochłonęła go na dobre dziesięć lat temu, kiedy] po raz pierwszy został wybrany do parlamentu. Potem już poszło z górki. Młody i charyzmatyczny polityk dostawał kolejne teki ministerialne: od transportu, przez sport i zdrowie, po sprawy społeczne.

Leo Varadkar z wizytą w Kanadzie, u Justin Trudeau (fot. Peter McCabe/The Canadian Press via AP)

Z szafy wyszedł, kiedy był ministrem zdrowia, w dniu oraz okolicznościach dość szczególnych. Po pierwsze - zrobił to na antenie publicznego Radia RTÉ, a po drugie - w swoje urodziny (kończył trzydzieści sześć lat). Powiedział wówczas prowadzącej program Miriam O' Callaghan: "Jestem gejem, to nie jest sekret, ale też nie wszyscy koniecznie musieli o tym wiedzieć, gdyż nigdy o tym nie mówiłem publicznie". Po czym dodał, że robi coming out, bo nie chce być posądzony o ukryte motywacje w związku ze zbliżającym się referendum w sprawie legalizacji małżeństw jednopłciowych. "Muszę jeszcze dodać - ciągnął w rozmowie z O'Callaghan - że bardzo bym chciał, by referendum się udało, bo chcę być równoprawnym obywatelem mojego kraju. Dzisiaj nim nie jestem". Co prawda, to prawda.

"Nie jest ważne skąd jesteś, ale dokąd idziesz"

Minister Varadkar miał być może nieco łatwiej dzięki Jerry'emu Buttimerowi - innemu prominentnemu członkowi Fine Gael, który coming out zrobił trzy lata wcześniej. "Wiem, że dla wielu osób to nie jest łatwe i szanuję to. Mnie do wyjścia z szafy skłonił telefon od matki, której syn był w szkole nieustannie prześladowany za bycie gejem. Słyszała plotki, że ja też nim jestem, więc zadzwoniła do mnie i spytała, czy mógłbym się spotkać z jej synem. Zgodziłem się od razu" - opowiadał w jednym z wywiadów Buttimer, który jest dzisiaj liderem rządzącej Fine Gael w izbie wyższej parlamentu.

Te znaczące coming outy miały miejsce, kiedy chadekami kierował Enda Kenny. Varadkar zadzwonił do niego przed swoim słynnym radiowym wywiadem. Usłyszał od szefa, że jego publiczne oświadczenie nic nie zmieni w ich prywatnych i służbowych stosunkach. Na koniec rozmowy Kenny zapytał Varadkara, czy był w Panti Barze - znanej gejowskiej knajpie w Dublinie. Varadkar odpowiedział, że jeszcze nie. Na to usłyszał: "No widzisz! Zawsze jesteś krok za mną!".

Leo Varadkar (fot. William Murphy / flickr.com / CC BY-SA 2.0)

Wiosną 2015 roku zdecydowana większość Irlandczyków zagłosowała za legalizacją jednopłciowych małżeństw, a rok później Leo Varadkar został najpierw szefem Fine Gael, a zaraz potem premierem Zielonej Wyspy. "Mój wybór pokazuje, że w Irlandii nie jest ważne skąd jesteś, ale dokąd idziesz" - powiedział nowy szef rządu, któremu towarzyszył jego życiowy partner Matthew Barrnett (także lekarz). Krajowe i zagraniczne media dość zgodnie zauważyły, że w tym niegdyś katolicko-konserwatywnym kraju zaszła wielka społeczna zmiana, którą Varadkar ma zamiar dopełnić przyszłorocznym referendum w sprawie legalizacji wciąż konstytucyjnie zakazanej aborcji.

Luksemburg, czyli inna galaktyka

W kwietniu światowe media z prędkością światła obiegło zdjęcie premiera Luksemburga Xaviera Bettela i jego męża Gauthiera Destenaya witanych w Watykanie przez arcybiskupa Georga Gänsweina. Choć na Luksemburczykach nie zrobiło to chyba wielkiego wrażenia, biorąc pod uwagę fakt, że wyoutowanym gejem jest nie tylko szef ich rządu, ale także jego zastępca - wicepremier Etienne Schneider, zamężny od roku z Jéromem Domange. Bettel reprezentuje centrową Partię Demokratyczną, a Domange koalicyjnych socjalistów. Z nadwiślańskiej perspektywy Luksemburg to jakby inna galaktyka.

Xavier Bettel, rocznik 1973, jest synem Luksemburczyka i Francuzki rosyjskiego pochodzenia (ach, ci emigranci!). Z wykształcenia politolog i prawnik po studiach we Francji i Grecji. Karierę polityczną zaczynał w stołecznej radzie miejskiej, prowadząc jednocześnie przez kilka lat autorski program radiowy, w którym, nawiasem mówiąc, podobnie jak jego irlandzki kolega, zrobił coming out. Po czym poprosił didżeja, by zagrał "The Power of Love" - słynny utwór zespołu Frankie Goes To Hollywood. Zapytany przez "Los Angeles Times", dlaczego zdecydował się na wyjście z szafy, odpowiedział: "Mam tylko jedno życie i nie chcę go ukrywać, a ludzie nie głosują na mnie dlatego, że jestem homo czy hetero". To szczere wyznanie i muzyczny gust najwyraźniej Bettelowi nie zaszkodziły, bo wkrótce, jeszcze przed czterdziestką, został wybrany na burmistrza miasta Luksemburga, a cztery lata później na premiera kraju. To za jego rządów, przy ogromnym społecznym poparciu, zalegalizowano w 2014 roku małżeństwa osób tej samej płci.

Jedną z pierwszych osób, która  skorzystała z nowego prawa, był sam premier, który od 2010 roku tworzył już formalny związek partnerski z Gauthierem Destenayem, belgijskim architektem. Publicznie znaną parą byli jednak o wiele wcześniej, bo pojawiali się razem od kilku lat na rozmaitych oficjalnych uroczystościach, choćby ślubie księcia Wilhelma, następcy luksemburskiego tronu, i księżnej Stefanii. Wesele Bettela i Destenaya był również dużym wydarzeniem towarzyskim, bo nieczęsto urzędujący szef rządu bierze ślub z partnerem tej samej płci (pierwsza była Jóhanna Sigur?ardóttir, prezydentka Islandii, która poślubiła swoją partnerkę Jóninę Leósdóttir). Do Luksemburga zjechało więc pięciuset gości, a wśród nich Elio Di Rupo - pierwszy wyoutowany gej rządzący Belgią. Najlepszy szampan lał się podobno strumieniami.

W tym roku mąż premiera Luksemburga, który nie miał nigdy celebryckich ambicji, stał się nagle znany na całym świecie za sprawą zdjęcia zrobionego podczas niedawnego szczytu NATO w Brukseli. Są na nim żony kilku NATO-wskich przywódców i wśród nich, tuż za Emine Erdogan, noszącą hidżab żoną tureckiego prezydenta, stoi uśmiechnięty Gauthier Destenay. Dwa różne światy na jednej fotografii.

Gauthier Destenay i żony przywódców NATO (fot. The White House official Facebook (Official White House Photo by Andrea Hanks) / wikimedia.org / domena publiczna)

Listek figowy dla Zachodu

Zdecydowanie różny od świata zachodnioeuropejskiego jest ten wschodni i południowo-wschodni, gdzie homofobia ma się nadal znakomicie. Nie dziwi więc wielkie zaskoczenie, jakie wywołała wiadomość o tym, że rządem Serbii pokieruje pierwszy raz w historii tego kraju nie tylko kobieta, ale w dodatku oficjalnie zdeklarowana lesbijka. Czyżby na Bałkanach powiał wiatr zmian? I tak, i nie.

Ana Brnabić jest z tego samego pokolenia co Leo Varadkar i Xavier Bettel. Urodziła się w 1975 roku i kształciła za granicą, gdzie skończyła University of Hull. Przez lata pracowała z międzynarodowymi organizacjami i firmami, aż latem 2016 roku ówczesny premier Aleksandar Vucić zaproponował jej tekę ministry administracji publicznej i samorządu lokalnego. I była to znakomita decyzja, bo Brnabić szybko ukróciła w podległych sobie organach korupcję, zaczęła zwalczać szarą strefę, wspierać start-upy i skutecznie wdrażać w Serbii e-administrację, oszczędzając obywatelom sporo czasu i pieniędzy. Nie dziwi więc, że kiedy Vucić został prezydentem, zaproponował jej pokierowanie rządem. Wielu jednak podejrzewa, że zrobił to także z co najmniej dwóch innych powodów: może nią - jako swoją byłą podwładną bez politycznego zaplecza w parlamencie - sterować oraz używać jej w kontaktach z Zachodem w charakterze listka figowego. I choć Brnabić stanowczo temu zaprzecza, lista jej wrogów jest całkiem długa.

Jest na niej zarówno połowa bardzo konserwatywnego serbskiego społeczeństwa, która uważa, że homoseksualizm to choroba, a premier-lesbijka to hańba dla kraju, jak i organizacje LGBT, które widzą w niej marionetkę w rękach nacjonalisty Vucicia i zdrajczynię odcinającą się od wszelkich postulatów gejów i lesbijek. "Nie jestem rzeczniczką organizacji LGBT" - powiedziała w jednym z wywiadów Brnabić. To musiało bardzo zaboleć serbską tęczową społeczność, która doświadcza w Serbii prześladowań. Pani premier odmówiła także swojego poparcia dla prawa dającego możliwość legalizacji związków jednopłciowych. Wydaje się więc, że Anę Brnabić dzieli od Xaviera Bettela i Leo Varadkara wielka przepaść.

Edi Rama, premier Albanii, i Ana Brnabic (AP Photo/Hektor Pustina)

Geje i lesbijki, którzy wyszli z szafy, coraz częściej obejmują najwyższe stanowiska polityczne. Decydując się na coming out, uzmysławiają wyborcom, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Trzy przykłady urzędujących szefów europejskich rządów pokazują także, że nie każdy gej i lesbijka mają lewicowe poglądy, co jest pewnie szokujące dla polskiej prawicy, która w zestawieniu z prawicą zachodnioeuropejską wydaje się być skamieliną. A zgniły Zachód gnić nie przestaje i wiele wskazuje na to, że - jak donosił niedawno "The Economist" - następczynią brytyjskiej premier Theresy May może zostać szefowa szkockiej Partii Konserwatywnej Ruth Davidson, która się niedawno zaręczyła ze swoją wieloletnią partnerką Jen Wilson. Zakaz pedałowania nie bardzo działa.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Mike Urbaniak. Dziennikarz "Wysokich Obcasów" i weekendowego magazynu Gazeta.pl. Prowadzi blog panodkultury.com.