Ministerstwo Cyfryzacji chce poddać Facebooka i Twittera polskiemu prawodawstwu , zakazać samowolnego usuwania wpisów i komentarzy zamieszczonych przez użytkowników.
Inicjatywa rządu ma za sobą słuszną intencję - wynika z wywiadu z Minister Cyfryzacji . Anna Streżyńska tłumaczy rozmówcy z 300polityki, że chodzi o "uregulowanie spraw, z którymi zgłaszają się do nas obywatele, przedsiębiorcy, organizacje pozarządowe, m.in. kwestii związanych z celowo rozpowszechnianymi nieprawdziwymi informacjami czy blokowaniem kont ze względu na przekonania lub określone wypowiedzi".
Cel to szczytny, aczkolwiek mało realny. Jeśli ministerstwo chce skutecznie bronić Polaków przed dyktatem monopolistów z Doliny Krzemowej, powinno wnieść inicjatywę na forum unijnym, we współpracy ze znienawidzoną Komisją Europejską, krytykującą rząd Beaty Szydło za naruszenia praworządności.
Wolność słowa pozostanie pustym hasłem, o ile nie będzie można skutecznie egzekwować od portali społecznościowych swoich praw do wypowiedzi. Argumenty: "możesz pisać gdzie indziej" albo "załóż swojego Facebooka" to strzał kulą w płot. To tak jakby uznać, że jakaś instytucja ma monopol na druk. A jeśli nie podoba ci się, że reguluje, co wolno drukować, a czego nie, pisz sobie na glinianych tabliczkach.
Notabene komuniści tak właśnie postępowali. W PRL-u - państwie z monopolem na wszystko - publikacje "nieprawomyślne" po prostu nie otrzymywały papieru. Inną ważną lekcją z PRL-owskiej przeszłości jest fakt, że największym ciosem dla cenzury jest jej zdemaskowanie. Komuna dopiero przymuszona przez "Solidarność" zaczęła ujawniać "zdejmowanie" tekstów i ingerencje w ich treść.
Planowane nowe regulacje nie wpłyną na sposób funkcjonowania internetowych gigantów z USA. Mogą natomiast stanowić pretekst do ingerencji w politykę redakcyjną polskich pism i portali. Być może należy wprowadzić taką samą ochronę wypowiedzi w sieci jak w przestrzeni publicznej. Ale wówczas jednostka podlegająca ochronie musiałaby w równej mierze podlegać też obowiązkom - przede wszystkim weryfikacji swojej tożsamości. Pytanie, kto miałby jej dokonywać i czy na pewno chcemy, żeby był to rząd.
Wolności słowa należy bronić bezwzględnie - w taki sposób jak w słynnej amerykańskiej pierwszej poprawce do Konstytucji, ale w tym celu trzeba bardzo precyzyjnie zdefiniować, czego się broni. Pisanie wszystkiego, co się chce i gdzie się chce, nie jest wolnością słowa, tylko wandalizmem (patrz graffiti na świeżo odmalowanych kamienicach). Nie można chronić anonimowych donosów na takiej samej zasadzie jak artykułów podpisanych imieniem czy nazwiskiem.
Trudno też do tej samej kategorii wrzucać lokalne media i Twittera oraz Facebooka (z ich perspektywy wszystkie media są lokalne). Już dziś tylko na te dwie firmy przypada 20 proc. światowego budżetu reklamy w sieci . 13 lat po starcie i pięć lat po osiągnięciu pierwszego miliarda aktywnych miesięcznie użytkowników Facebook ma już ich dwa miliardy - donosi TechCrunch .
Jeśli ktoś nie może pisać na forum Onetu czy Gazety (a dla anonimowych użytkowników nie ma skutecznej blokady), ma wciąż przynajmniej kilka-kilkanaście miejsc o porównywalnym zasięgu. Jeśli ktoś po latach prowadzenia swojego profilu i opublikowaniu dziesiątków tysięcy wpisów "dostaje bana" na Twitterze czy Facebooku, jest to równoznaczne z rodzajem wirtualnego aresztu, blokady komunikacji w świecie, w którym jest ona jedynym podmiotowym sposobem uczestniczenia w życiu społecznym i politycznym.
To co piszemy na swoich profilach - plotkowanie, spekulowanie, oburzanie się - nie musi mieć nic wspólnego ze zweryfikowaną informacją. Rzeczywistość wyolbrzymiona niestety zawsze będzie ciekawsza od oryginału. Pytanie, czy w świecie słabnących mediów, w którym dzięki internetowi nie istnieją bariery dla swobodnej ekspresji, o nieograniczonym potencjalnie zasięgu, uda się utrzymać mechanizmy kontrolne nad władzą - polityczną i ekonomiczną. A jeśli nie, to czy liberalna demokracja ma przed sobą jakąkolwiek przyszłość.
O tych dylematach rozmawiać będziemy na Igrzyskach Wolności - "RE:wolucja, cyfrowa rzeczywistość" . O tym, jak świat cyfrowy zlewa się z rzeczywistym, obalając fundamenty, na których opiera się funkcjonowanie naszego społeczeństwa, polityki, modeli biznesowych. Zabraknie tam przedstawicieli rządu, Ministerstwo Cyfryzacji odmówiło udziału w konferencji. Szkoda - bo dobrze czasem spotkać suwerena nie tylko na fejsie.
CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU