artykuły
(fot. alex_ugalek / iStockphoto.com)
(fot. alex_ugalek / iStockphoto.com)

"Dwie lampki wina przed snem pomagają schudnąć. Są na to dowody!" - przeczytałam pewnego dnia w jednym z internetowych serwisów dla kobiet. Zaintrygowało mnie to, czytałam zatem dalej z wielkim zainteresowaniem. Okazało się, że amerykańscy naukowcy (a któż by inny!) z Washington State University dowiedli, iż wypijanie dwóch lampek czerwonego wina dziennie sprzyja zachowaniu dobrej sylwetki i uniknięciu otyłości. Naukowcy zauważyli tę zależność, analizując dane zdrowotne 13 tys. Amerykanek, gromadzone w ciągu ostatnich 20 lat. Te z nich, które wypijały dziennie około pół butelki czerwonego wina, były statystycznie szczuplejsze od kobiet, które wypijały mniej, ale też od tych, które raczyły się większymi ilościami tego boskiego napitku.

Wspaniale! - pomyślałam. Jak cudownie będzie dzisiaj zasiąść w fotelu i wypić te dwie lampki mojego ulubionego czerwonego wina bez żadnych wyrzutów sumienia i w dodatku w nadziei na wspaniały zdrowotny efekt. Ale z drugiej strony przecież ostatnio dietetyczka w telewizji ostrzegała, że każdy alkohol bardzo tuczy, również wino. Czytałam też niedawno o kobiecie uzależnionej od alkoholu, u której choroba rozpoczęła się właśnie od tych "lampek do kolacji". Zaraz, a może ja też już jestem alkoholiczką? Mam się leczyć winem czy z wina? Oto jest pytanie. I zamierzam znaleźć na nie wreszcie odpowiedź.

O dobroczynnych skutkach regularnego spożywania czerwonego wina napisano już wiele, jakkolwiek zdrowe by jednak nie było, nawet wino może nas uzależnić (fot. gilaxia / iStockphoto.com)

Piękna, młoda i zdrowa

Zacznijmy od korzyści - o nich zdecydowanie łatwiej się pisze i myśli, zwłaszcza mnie, zdeklarowanej miłośniczce czerwonego wina. Dobroczynny wpływ na figurę, dowiedziony przez badaczy z Washington State University, to przecież nie wszystko. Jak twierdzą inni badacze, lampka czerwonego wina dziennie leczy objawy stłuszczenia wątroby i przyspiesza metabolizm - przynajmniej u myszy, ale cóż nam szkodzi wierzyć, że u ludzi jest podobnie?

Na jeszcze inne pożytki z picia wina wskazują kardiolodzy. Czerwone wino ma bowiem udowodnione działanie ochronne na układ krążenia. Naukowcy znają to pod nazwą "francuskiego paradoksu" - otóż Francuzi, mimo relatywnie wysokiego spożycia nasyconych tłuszczów, rzadziej niż inne nacje cierpią na choroby serca. Przypisuje się to właśnie działaniu pitego tam codziennie czerwonego wina, a właściwie jednemu jego składnikowi - resweratrolowi, substancji pochodzącej ze skórek winogron. Udowodniono, znowu jednak tylko na myszach, że resweratrol zmniejsza stan zapalny w śródbłonku naczyń krwionośnych, zapobiegając w ten sposób uszkodzeniom wywołanym przez miażdżycę.

Jest jeszcze jedna korzyść, która bardzo mnie interesuje, w związku z tym, że pracuję przede wszystkim głową, a co tu ukrywać, nie jest już ona najmłodsza. Resweratrol i inne związki zawarte w czerwonym winie mogą sprawić, że moje spracowane neurony, które od dawna nie radzą sobie z pamiętaniem o kluczach, zakupach i urodzinach przyjaciół, przejdą istną kurację odmładzającą. Jak dowiedli badacze z University of California w Los Angeles, dzięki mojemu ulubionemu trunkowi zmniejsza się ryzyko demencji i choroby Alzheimera, choć mechanizm tego wpływu nie jest jeszcze wyjaśniony.

Zdaniem naukowców Francuzi, którzy wino piją o wiele częściej niż inne nacje, właśnie dzięki niemu rzadziej zapadają na choroby serca (fot. karandaev / iStockphoto.com)

Trzy miesiące abstynencji

Oczywiście, jak to zawsze bywa, jest też druga, mniej przyjemna strona tego medalu. Choć faktycznie jeden kieliszek wina powinien być dla serca korzystny, a przynajmniej obojętny, trzeba bardzo się pilnować, aby tej ilości nie przekroczyć. Alkohol stanowi przyczynę aż 1/3 przypadków kardiomiopatii rozstrzeniowej - ciężkiej choroby prowadzącej do niewydolności serca. Pity w nadmiarze jest też jedną z głównych przyczyn nadciśnienia - ostrzegają kardiolodzy.

Postanowiłam też upewnić się u specjalistów, jak to jest z tym odchudzaniem się z kieliszkiem wina w ręku. Dr Monika Dąbrowska-Molenda jasno wyraża swoje wątpliwości. - Moim zdaniem alkohol nie jest sprzymierzeńcem ani diety, ani treningu - mówi dietetyczka. - Nadmiar alkoholu negatywnie wpływa na stan mięśni, a odpowiedni poziom tkanki mięśniowej sprawia, że mamy lepszy metabolizm, dzięki czemu jesteśmy w stanie utrzymywać prawidłową masę ciała - tłumaczy dr Dąbrowska-Molenda.

Zaraz, ale my przecież nie mówimy o nadmiarze, tylko o małym kieliszeczku! - To inna sprawa - mówi dietetyczka. - Kieliszek czerwonego wina od czasu do czasu rzeczywiście jest dopuszczalny. Związki chemiczne zawarte w winie przyspieszają spalanie tkanki tłuszczowej - ma to miejsce dzięki zwiększaniu poziomu estrogenu w organizmie. Hormon ten wpływa pozytywnie na metabolizm u kobiet. Zwiększa poziom cholesterolu HDL we krwi, obniża poziom złego (LDL) oraz reguluje gospodarkę lipidową. Skutkuje to zmniejszonym odkładaniem się tłuszczu. Naukowcy z Porto przeprowadzili doświadczenie, w którym wykazano, że mimo identycznego trybu życia oraz poziomu ruchu zwierzęta, którym podawano czerwone wino, przybierały na wadze mniej niż te, którym go nie podawano - wyjaśnia dr Dąbrowska-Molenda.

Kluczem do tego, by uniknąć uzależnienia od alkoholu nie jest unikanie go, ale uważne obserwowanie siebie (fot. niromaks / iStockphoto.com)

Badania badaniami, ale przecież mojej koleżance dietetyk nie pozwolił nawet wypić szampana w rocznicę ślubu! - Cóż, ja też na początku moim pacjentom eliminuję alkohol z diety na miesiąc albo nawet trzy - przyznaje dr Dąbrowska-Molenda. - Wynika to z tego, że pacjenta motywują efekty. W większości przypadków bez odstawienia alkoholu nie chudnie się tych oczekiwanych czterech kilogramów na miesiąc, przynajmniej na początku zmian stylu żywienia. Najczęściej po trzech miesiącach, czasami wcześniej, pozwalam wprowadzić kieliszek wytrawnego wina, ale tylko wtedy, gdy popijemy go szklanką wody. Chodzi o zachowanie równowagi - alkohol wysusza organizm, woda go nawilża. Proszę przy tym pacjentów, aby uważnie obserwowali, czy tempo utraty kilogramów nie zmniejszyło się.

Dzwonki w głowie

Obserwowanie siebie, uważne i uczciwe, jest też kluczem do uniknięcia uzależnienia od alkoholu, którego my, miłośnicy wina, podskórnie najbardziej się obawiamy. Media często donoszą przecież o kobietach, dla których poważne kłopoty zaczęły się właśnie od częstego popijania wina dla zdrowia i przyjemności. Do takiego początku swojego uzależnienia przyznaje się między innymi Ilona Felicjańska, która odważnie dzieli się z innymi Polkami swoim niełatwym doświadczeniem. Czy moja wieczorna lampka wina to równia pochyła, która niechybnie skończy się w ośrodku dla alkoholików? - Bez przesady, wypijanie jednego kieliszka wina dziennie to jeszcze nie uzależnienie - śmieje się Elżbieta Kaczmarczyk, psychoterapeutka i specjalistka terapii uzależnień.

Nie powiem, ulżyło mi po usłyszeniu tych słów. Ale co w takim razie powinno nas zaalarmować? - Z pewnością dzwonek w głowie powinien nam zabrzmieć, kiedy zaczynamy zwiększać ilość wypijanego codziennie wina, na przykład z jednego kieliszka do dwóch, albo pijąc wciąż ten jeden kieliszek, zaczynamy nalewać go do pełna - mówi Elżbieta Kaczmarczyk.

Zwiększanie ilości wina jest objawem wzrostu tolerancji, czyli odporności organizmu na alkohol. - Potrzebujemy coraz więcej wina, żeby osiągnąć ten sam efekt, a następnego dnia wcale nie mamy większego kaca, co oznacza, że organizm toleruje większe jego ilości - mówi terapeutka. Do czasu. W pewnym momencie przestajemy kontrolować liczbę tych "dolewek", tłumacząc sobie, że to dla zdrowia, że przecież tak doskonale nasze ciało na wino reaguje, zero kaca, zero bólu głowy - to musi być dla nas dobre! - A to już klasyczne samooszukiwanie się i szukanie usprawiedliwień - mówi Elżbieta Kaczmarczyk.

Częstym powodem, dla którego wieczorem sięgamy po lampkę czerwonego wina jest chęć rozładowania stresu, a nie troska o zdrowie (fot. AleksandarNakic / iStockphoto.com)

Często te właśnie zdrowotne właściwości wina służą nam jako przykrywka dla zaspokajania alkoholem całkiem innych potrzeb, na przykład ulżenia sobie po całodziennym napięciu, uprzyjemnienia samotnych wieczorów. - Wtedy rzeczywistym powodem picia jest nie nasze zdrowie, ale przeciążenie stresem czy cierpienie z powodu samotności - mówi terapeutka. Warto też pamiętać, że mózg fizjologicznie bardzo szybko przyzwyczaja się do takich błyskawicznych sposobów na polepszenie samopoczucia, dlatego warto mu przynajmniej od czasu do czasu zafundować odstępstwo od schematu. - Regularność sięgania po alkohol stanowi również źródło zagrożenia uzależnieniem się od tej substancji. Warto sprawdzić, jak się będziemy czuć bez tej lampki wina. Czy rezygnacja z niej będzie źródłem dyskomfortu psychicznego i na czym ten dyskomfort polega - radzi terapeutka.

Na szczęście nawet i w takich sytuacjach, kiedy wiemy, że wino danego dnia ma nam posłużyć do odprężenia się po ciężkim dniu, nie ma zdaniem Elżbiety Kaczmarczyk nic nagannego. - Ale warto pamiętać, że wino - tak jak wszystkie alkohole - jest substancją, która uzależnia, psychicznie i fizycznie. Trzeba więc zwrócić uwagę, żeby jego picie nie stało się naszą nawykową reakcją, rytuałem, jedynym sposobem na poprawę samopoczucia czy relacje z innymi - ostrzega terapeutka. Wtedy bowiem bardzo łatwo przekroczyć tę granicę, za którą alkohol zamiast być środkiem do jakiegoś celu, stanie się celem sam w sobie. - To bardzo niebezpieczna sytuacja, kiedy czekamy cały dzień na to, żeby wieczorem móc się wreszcie napić - mówi Elżbieta Kaczmarczyk.

Dlatego ja już mam postanowienie. Dzisiaj nie wypiję mojego kieliszka czerwonego wina. I jutro też nie. Dopiero za trzy dni - niech mój mózg trochę poczeka na tę - nieco jednak grzeszną - przyjemność. Na zdrowie!

Zobacz wideo