artykuły
Agata Młynarska (fot. Julia Mafalda/ Agencja Wyborcza.pl)
Agata Młynarska (fot. Julia Mafalda/ Agencja Wyborcza.pl)

Już prawie została nauczycielką, ale przeznaczenie ją dogoniło. "Moja wizja" to książka o czasach, w których rozwijała się polska telewizja. Pełna wspomnień i anegdot Agaty Młynarskiej. Z dziennikarką rozmawia Agnieszka Litorowicz-Siegert.

Wtedy, na początku kariery, zdarzało ci się oberwać po uszach?

- Oczywiście. Przykładem rozmowy, która stanowiła dla mnie prawdziwą udrękę i  lekcję pokory, był wywiad z panią Ireną Kwiatkowską.

Agata Młynarska jako prowadząca 'Krzyżówki Szczęścia' (fot. mat. Wydawnictwa Literackiego)

"Kobieta pracująca", ale też gwiazda Kabaretu Starszych Panów. Gaduła i samograj.

Ani gaduła, ani samograj. Na pewno legenda, więcej - muzeum. Muzeum kultury, historii polskiej literatury, bo to właśnie dla niej Gałczyński stworzył Żonę Wacia i wiele innych tekstów. To mnie paraliżowało - przecież o Gałczyńskim pisałam pracę magisterską. Dla pani Ireny tworzył też mój ojciec. Miał do niej klucz, potrafił z nią rozmawiać. Uprzedzał mnie, że jest trudna, zamknięta w sobie, na scenie zupełnie inna niż w życiu prywatnym. Robiłam program, który miał uświetnić jej jubileusz. Przygotowałam masę pytań  - o  teatrze, kabarecie, filmie. Roztańczone nogi, Teatrzyk Zielona Gęś, Czterdziestolatek - wszystko miałam w głowie. Tylko że niepotrzebnie. Ponieważ pani Irena nie rozmawiała, nie udzielała odpowiedzi. Pamiętam, jak przed programem siedziała w bufecie - maleńka, drobniusieńka. Chciałam ją jakoś do siebie przekonać.

Byłam pewna, że - jak mawiał Jerzy Dobrowolski - moim "plusem dodatnim" będzie nazwisko. Ten jeden jedyny raz chciałam, żeby jego magia zadziałała. Przysiadam się więc do pani Ireny; ręce ma na kolanach, nie patrzy mi w oczy. Mówi: "Na razie proszę ze mną nie rozmawiać, dopiero jak się zacznie program, dobrze?". No dobrze. Kiedy wchodzimy do studia i kamera rusza, zadaję pierwsze pytanie, a pani Irena odpowiada na nie jednym słowem: "Tak". Na drugie: " Nie", na trzecie: "Nie wiem". A program jest na żywo i ma trwać dwadzieścia minut!

Czyli bardzo długo.

- W tej chwili robi się rozmowy na cztery, pięć minut i to nadal jest dużo czasu. Skupienie współczesnego widza wytrzymuje próbę trzech minut, a dwadzieścia minut to w dzisiejszej telewizji cały program. Więc wyobraź sobie moją rozpacz. Pani Irena zdecydowanie nie chciała rozmawiać. Gimnastykowałam się, budowałam długie, złożone pytania - żeby jakoś wypełnić czas. Dodam, że wtedy nie było systemu łączenia z reżyserką przez słuchawkę w uchu, więc nie mogłam się dowiedzieć, czy mam tę mękę skrócić, czy brnąć dalej. Po programie się popłakałam, a pani Irena po prostu wyszła ze studia. Opowiedziałam to tacie, a on skwitował: "W ogóle mnie to nie dziwi. Irena taka jest" . Odchorowałam to. Liczyłam, że sobie poradzę, nie zdawałam sobie sprawy, że samo przygotowanie nie wystarczy. Trzeba też znać możliwości bohatera. Czy jest " mówiący", czy okazuje emocje, czy wchodzi w grę z dziennikarzem i tak dalej.

Agata Młynarska z zespołem programu 'Świat się kręci' (fot. mat. Wydawnictwa Literackiego)

W mniemaniu niektórych redaktorów kluczowe jest to, na ile rozmówca chce się dzielić pikantnymi osobistymi historiami. - Nie wyznaję zasady, że aby wywiad był dobry, trzeba bohaterowi przeciąć brzuch i wypruć flaki. Podpisuję się pod tym, co powiedziała kiedyś Madonna: "Studio to nie konfesjonał, dziennikarz to nie ksiądz". Co nie zmienia faktu, że profesjonalista powinien znać kod do emocji rozmówcy. (...) Wychodzi na to, że dziennikarz może z wywiadów brać coś dla siebie, czerpać z nich?

- Oczywiście. I to jest w naszym zawodzie fascynujące. Choć należy podkreślić, że żadna z nas nie ma na myśli zysku w rodzaju taniej sławy. Bo zdarzają się sytuacje, kiedy wywiad może przynieść ci rozgłos na przykład ze względu na swoją spektakularność. Przeżyłam takie doświadczenie. To była rozmowa z cyklu "Jaka ona jest?" z panią Danutą Wałęsową, jakiś czas po ukazaniu się jej wspomnieniowej książki "Marzenia i tajemnice".

Pani Danuta bardzo długo nie chciała się zgodzić na spotkanie, ale w końcu umówiła się ze mną w Gdańsku. Żeby przełamać lody, przypomniałam jej naszą wizytę u nich w domu na Zaspie, pewnie ze trzydzieści lat temu. Ojciec został zaproszony przez Lecha Wałęsę.

Pamiętam ciasto, które wniosła pani Danuta, pamiętam rejwach, zapach tego domu. Potem mama pozostawała z nią w kontakcie, zanim zaczęłyśmy wywiad, pani Danuta przyniosła mi nawet list, który od niej dostała. Atmosfera się ociepliła, choć uprzedzano mnie, że moja bohaterka nie jest zbyt dobrze nastawiona do dziennikarzy. Robiłam więc wszystko, żeby wprowadzić ją w dobry nastrój. Kiedy jechałam na ten wywiad, mój były teść, Jan Kieniewicz - który za czasów prezydentury Lecha Wałęsy był ambasadorem w Hiszpanii - powiedział: "Przypomnij pani Danusi, jak razem kupowaliśmy dla niej w Madrycie czerwone buty". Przypomniałam, roześmiała się. Czułam, że jest dobrze. Tak zaczęła się ta rozmowa. Dla mnie bardzo trudna, zaskakująca.

Danuta Wałęsa (fot. Jan Rusek/AG)

Z jakiego powodu?

- Na fali szczerości pani Danuta momentami opowiadała o sprawach bardzo osobistych. Kiedy rozmawialiśmy o politykach, powiedziała: "Nienawidzę ich. Politycy kłamią i nigdy nie patrzą w oczy". Gdy zapytałam:"A pani mąż patrzy pani w oczy?", odpowiedziała: "Nigdy". Na peryferiach moich pytań pojawiło się bardzo dużo dygresji na temat Lecha Wałęsy. Mogłam to puścić, zmontować wyjątkowy materiał. Ale dobrze wiedziałam, że czasami rozmówca może nie wiedzieć, jaką siłę uderzeniową ma wywiad. Nie zależało mi na sensacji. Nie ona była dla mnie prawdziwą wartością tej rozmowy. Zmontowaliśmy emocjonalny, mocny wywiad. Pani Danucie się podobał, a ja miałam satysfakcję, że mimo pominięcia pewnych pociągających wątków nie uległam pokusie taniego rozgłosu. (...)

Opowiedz o najtrudniejszym.

- To chyba była rozmowa z panią Ewą Kopacz, która kilka miesięcy wcześniej, we wrześniu 2014 roku, została premierem. Wróciłam już wtedy do TVP, robiłam "Świat się kręci". Zbliżały się święta, szef Jedynki Piotr Radziszewski zaproponował mi zrobienie dużego wywiadu, który miał być wyemitowany w Boże Narodzenie. Zgodziłam się. Ewa Kopacz ciekawiła mnie jako osoba, nie jako polityk. Pomyślałam, że fajnie byłoby się dowiedzieć, jak to się stało, że na taki urząd została wyniesiona skromna lekarka z małej miejscowości. Jaka ona jest, jaka była w  młodości, co działo się w  jej małżeństwie, jakie ma relacje z mamą, córką i  tak dalej. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że skoro szefem jej gabinetu jest znana mi osoba, z którą spotkałam się na samym początku swojej pracy, w Telewizyjnym Kurierze Warszawskim przy placu Powstańców, to będę miała wsparcie kogoś, kto zrozumie, na czym mi zależy.

Owszem, z gabinetu pani Ewy Kopacz dostaliśmy zgodę na wywiad, ale w  ślad za tym nie poszło nic. Wszystkie moje pytania i prośby o kontakt wpadały jak kamień w wodę. Podobno rozmowa miała się odbyć w domu córki pani premier, ale nie wiedzieliśmy tego na pewno. A wywiad w mieszkaniu wymaga specjalnego przygotowania, przede wszystkim trzeba wcześniej sprawdzić, czy będzie miejsce na odpowiednie ustawienie kamer i światła. W ostatniej chwili potwierdziło się, że nagrywamy u córki pani premier. Ale zgody na dokumentację nie dostaliśmy.

Była premier Ewa Kopacz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Czyli jechaliście w ciemno.

- Sytuacja wyglądała następująco: przyjeżdżamy na miejsce, mamy tylko trzy godziny. Mieszkanko jest malutkie, robimy w nim demolkę, wszędzie kłębią się kable, palety do makijażu leżą rozłożone na łóżeczku wnuczka pani Ewy. Kanapa, na której ma siedzieć moja rozmówczyni, zapada się, co oznacza, że pani premier będzie wyglądać groteskowo. Więc biegam po sąsiadach i szukam jakichś koców, kołder, żeby tę kanapę wyrównać.

Co chwila ktoś zagląda do mieszkania, bo ze względu na kable drzwi są uchylone. Ludzie z biura prasowego patrzą na zegarki i powtarzają, że czas wkrótce się kończy, pani premier ma następne spotkanie. A ja przecież nawet nie zaczęłam! Wreszcie siadamy. Pani Ewa jest spięta, mnie pot leje się po plecach i już wiem, że nie będzie to miła, czuła rozmowa o tym, jak było w domu rodzinnym.

W rezultacie udało mi się zdobyć trochę materiału pokazującego panią premier od strony prywatnej, ale nie było tego wiele. Zapamiętałam ją jako serdeczną, zwyczajną babkę. Bardzo skromną, zachowującą się naturalnie. Zakochaną we wnuku, mającą dobrą, szczerą relację z córką i zięciem. W sumie powstał nieudawany wywiad. Ale po drodze było ciężko, biuro prasowe nie ułatwiało nam życia. Po wszystkim miałam refleksję, że już nigdy więcej nie podejdę do wywiadu z politykiem. Dostałam ostro w tyłek.(...)

Książkę "Moja wizja" - rozmowę Agnieszki Litorowicz-Siegert z Agatą Młynarską - wydaje Wydawnictwo Literackie. Możesz kupić ją w Publio.pl >>>

Agata Młynarska (fot. Julia Mafalda/AG)
Zobacz wideo

Agata Młynarska . Dziennikarka, konferansjerka, aktorka. Córka Wojciecha Młynarskiego i Adrianny Godlewskiej. Pracowała w TVP i Polsacie, a obecnie jest dyrektorem rozwoju telewizji TLC Polska.

Agnieszka Litorowicz-Siegert . Dziennikarka od lat związana z miesięcznikiem "Twój STYL". Prywatnie przyjaciółka Agaty Młynarskiej.