Co zabierzesz, wiedząc, że nie wrócisz już do domu? Albo kiedy, jeśli wrócisz, zastaniesz dymiącą kupę gruzu, ziejące oczodoły okien tam, gdzie jeszcze wczoraj podlewałeś kwiaty. Może wyciągniesz kikut nogi od znajomego krzesła, na którym nie lubiłeś siadać, bo niewygodne. Dziś będzie dla ciebie niczym najświętsza relikwia wczorajszej idylli, która dziś wydaje się równie nieprawdopodobna jak to, że majątek całego twojego życia mieści się w dwóch torbach, które zdążyłeś spakować przed ucieczką.
Co zabierzesz? W gorączkowym pośpiechu, jakby za moment miał odjechać pociąg, w którym spóźnisz się na najważniejsze spotkanie swojego życia? Jakieś ubrania, coś do jedzenia, może zdjęcie stojące na szafce. Jaką książkę wybierzesz spośród całej biblioteki? Czy w takim momencie w ogóle będziesz myślał o lekturze? A może zabawkę z dzieciństwa? Wspomnienie czasów dawno minionych, beztroskich zabaw, bo dziecięce problemy i tragedie łatwo zacierają się w naszej pamięci. Nieprzemakalną kurtkę? Latarkę? Nóż? Może ciepły śpiwór, wiedząc, że nie wiadomo, kiedy przyjdzie ci znów spać pod dachem? Na pewno pieniądze i cokolwiek, co wyda ci się wartościowe - aparat fotograficzny, laptop? Wprawdzie ciężki, ale zawiera się w nim kawał twojego życia - korespondencja, zdjęcia, filmy i muzyka, teksty i projekty, nad którymi przez lata pracowałeś.
W chaotycznym rozgardiaszu niepotrzebnie zaczynasz układać rzeczy, które przecież za chwilę i tak rozgoni wiatr po tym, co za moment przestanie być ulicą. Tego jeszcze nie wiesz. Tego widoku nie da się antycypować, to można tylko zobaczyć - a wtedy nie da się już "odzobaczyć". Ten obraz towarzyszy ci jak wierny przyjaciel przez resztę twojego życia.
Gdziekolwiek się znajdziesz.
Jeśli nawet musisz wybiec nagle, bez chwili do namysłu, niemal na pewno zaciśniesz dłoń wokół czarnego, białego, a może błyskającego złotem smartfona, bez którego nawet nie wyjdziesz wyrzucić śmieci ani nie umyjesz zębów, nie mając go obok na półce. To twoje okno na świat, twoja książka telefoniczna i archiwum, twój album ze zdjęciami i plik miłosnych listów, intymnych, prywatnych spraw, które chciałbyś zabrać ze sobą, tam gdzie iść nie chcesz, ale i tak pójdziesz, bo instynkt przetrwania nie pozwoli ci biernie siedzieć i czekać, aż przyjdą po ciebie. Wsuniesz adidasy, zasznurujesz ulubione conversy, czy jakieś brzydkie, ale praktyczne, turystyczne buty. A może właśnie wróciłeś z pracy w garniturze i nawet nie zdążysz się przebrać.
Takim cię zobaczą. Tłoczącego się na wybrzeżu, stojącego w kolejce, siedzącego na poboczu po kolejnej z rzędu nieprzespanej nocy, bez wieści o bliskich, samotnego w tłumie podobnych do ciebie. Będą oferować ci chleb, jak jakiemuś bezdomnemu. Chwila, ty przecież jesteś bezdomny. Nie pozwalasz, żeby taka myśl nawet zakiełkowała ci w głowie. Przecież masz, czy raczej miałeś zawód - agencja, projekty, kreacja, spotkania i realizacje. Może byłeś D1 w korpo, a może administratorem sieci w niewielkiej firmie, lekarzem, a może po prostu przedstawicielem handlowym. Jesteś częścią klasy średniej, klasy niższe zostały tam, na miejscu. Ciebie uratował fakt, że jesteś jednostką produktywną, o cenionych umiejętnościach, bank przyznał ci kartę kredytową, z której zdążyłeś wyciągnąć akurat tyle, żeby tu dojechać.
Dlaczego więc traktują cię jak kibola rzucającego kamieniami w policję - trzymają pod strażą, za drutem kolczastym, każą ustawiać się na rozkaz w szeregu, bez tłumaczenia czegokolwiek. Bezwzględnie, z buta. Jakby fakt, że wszystko straciłeś, odarł cię jednocześnie z człowieczeństwa, z prawa do bycia traktowanym z szacunkiem, do jakiego przyzwyczaiło cię twoje - poprzednie? - życie.
Nie potrzebujesz chleba, marzysz o krwistym burgerze, z prawdziwymi frytkami, a nie tym szajsem, który mają w przydrożnej budce. Zresztą teraz nawet tego nie mają. Ludzie wokół wcinają chleb z keczupem, trzy euro za kromkę.
Patrz mamo, on ma najnowszego iPhone'a - rozumiesz, co mówi nastolatek do dobrze ubranej kobiety. Choć nie znasz tego języka, kontekst jest oczywisty. Jasne, że masz - w twoim poprzednim życiu miałeś też samochód, apartament, zimowe wakacje w Azji albo w Ameryce Południowej - dlaczego patrzą na ciebie tak, jakbyś komuś ukradł ten telefon? Nie widzisz współczucia, widzisz potępienie, jakbyś kogoś oszukiwał tym telefonem - tym, że zamiast pomocy księdza czy psychologa, bardziej zależy ci na tym, żeby znaleźć wreszcie gniazdko, przy którym będziesz mógł doładować choć trochę baterie.
Czy tak trudno im zrozumieć, że uchodźca też chciałby wejść na Facebooka?
Leszek Jażdżewski. Redaktor naczelny pisma ''LIBERTÉ!'' . Współtwórca Igrzysk Wolności i łódzkiej klubokawiarni 6dzielnica . Publicysta, m.in. na łamach "Gazety Wyborczej", "Polityki". Publiczny mówca , polityczny komentator (TVN24, TOK FM). Zasłynął samotnym protestem na marszu narodowców "Idzie antykomuna" i stworzeniem akcji Świecka szkoła. Prowadzi bloga i twittuje .