19 kwietnia 2017 roku. Na warszawskim Dworcu Centralnym - to nie przypadek - ze składu Pendolino - to nie przypadek - wysiada Donald Tusk. Wita go tłum - to też nie przypadek, tłum nie jest spontaniczny, tylko zorganizowany . Tusk pieszo rusza do prokuratury, odprowadzany, jakby szedł na wojnę. Z PiS. Wielu chciałoby, żeby im już tę wojnę wytoczył. Tylko czy on sam tego chce? Czy człowiek, który zaczynał w krajowej lidze politycznej od poziomu trampkarza i długo pętał się w niższych klasach rozgrywkowych, za to później przeszedł do ligi europejskiej, wróci jeszcze szczebel niżej - do polskiej ekstraklasy?
1. Trampkarz (1957-1981)
- To był łobuziak. Jak nie szybę piłką wybił, to z kolegami ognisko w piwnicy rozpalił. Zupa mu nie smakowała, to potrafił ją przez okno wylać, sąsiadce piętro niżej szyby obryzgał - mówiła w rozmowie z "GW" mama Donalda Tuska, Ewa .
Dziwne imię, nazwisko kaszubskie, mama mamy - rodowita Niemka, ojciec mamy - Polak. Mama - Polka i Kaszubka. Ojciec, czyli Donald Tusk senior - syn człowieka przemocą wcielonego do Wehrmachtu . Wrogowie polityczni kiedyś wykorzystają przeciw Tuskowi juniorowi to dziedzictwo . I nieważne, że jego ojciec, który umarł młodo, był zażartym antykomunistą.
Donald "twardo stał przy trumnie. Nie płakał, był skupiony. Pomyślałam wtedy, że w tym drobnym chłopcu jest już coś z mężczyzny. (...) Szybko się usamodzielnił, w czasie studiów wyprowadził się, ożenił. W naszym domu wszyscy nie cierpieliśmy komuny, tego zła i zakłamania " - opowiadała w 2008 r. w "GW" mama Ewa .
Pół rodziny mówi po niemiecku, pół po polsku. Z tego rodzimego multikulti wyrasta zakochany w Gdańsku i jego pogmatwanych polsko-niemiecko-kaszubskich losach chłopak. Studiuje historię, po latach zostanie współautorem cenionych publikacji o Gdańsku. W 1970 r. widzi na własne oczy tragedię Grudnia , jest pod komitetem wojewódzkim partii, gdy tłum podpala budynek. Pracuje jako robotnik wysokościowy, by utrzymać rodzinę - bo szybko się żeni z Małgorzatą - w skupiającej bezrobotnych opozycjonistów spółdzielni "Świetlik". Dostaje tę robotę niemal zaraz po studiach, po Sierpniu 80. i wprowadzeniu stanu wojennego. Do dziś jest z tego dumny:
To bardzo ważna karta w moim życiu. Wielka przygoda, choć trudna i surowa. Sześć lat intensywnej pracy, bardzo różnej od wykształcenia, czasami ekstremalnej. "Świetlik" to kapitalni ludzie, mieliśmy szczęście razem pracować i tworzyć taką wspólnotę - ona była i solidarnościowa, bo prawie wszyscy bez wyjątku zajmowali się knuciem przeciwko komunistycznej władzy
- mówi w 2014 r. Przez wiele lat z przyjaciółmi i kolegami ze "Świetlika" Tusk kopie amatorsko piłkę. Jego polityczna kariera przez wiele lat też przypomina wyłącznie amatorskie kopanie.
2. Junior (1981-1991)
Jeszcze w czasie studiów Tusk wiąże się ze środowiskiem gdańskich liberałów. Zakłada z dwoma kolegami drugoobiegowy "Przegląd Polityczny". Piszą w nim m.in. Janusz Lewandowski, Jan Krzysztof Bielecki, Bogdan Borusewicz czy Lech Kaczyński. W 1988 r. odbywa się pierwszy Kongres Liberałów. W 1989 r. ich środowisko jest jeszcze za słabe, by trafili na obrady Okrągłego Stołu. Pierwsze skrzypce grają ich starsi koledzy. Ale już latem 1990 r. powstaje partia - Kongres Liberalno-Demokratyczny. Szefem zostaje Bielecki. Tusk, kibic Lechii Gdańsk, ma wreszcie też drużynę polityczną. Jest w niej ważną postacią, posiada legitymację numer 3.
Trzydziestoparoletni ambitny polityk autentycznie wierzy w rynek i jego niewidzialną rękę. Mimo to liberałowie, jak cały opozycyjny Gdańsk, popierają Wałęsę - lidera przecież robotniczego - w wyborach prezydenckich. I przechodzą do wyższej ligi, bo przywódca "Solidarności" desygnuje w 1991 r. Bieleckiego na premiera. Sam Tusk zajmuje miejsce Bieleckiego jako szef KLD i wchodzi do Sejmu. Ma 34 lata, jest posłem. I liderem małej, ale wpływowej partyjki.
3. Drugoligowiec (1991-1994)
Dla małego środowiska liberałów nawet tak skromny udział w Sejmie - 7,5 proc. głosów - to sukces. Czas na bal. Bale liberałowie robią - jak opisuje w rozmowie z Rafałem Kalukinem w "Gazecie Wyborczej" trójmiejski restaurator Jaśko Pawłowski - w kultowym wówczas Cotton Clubie w Gdańsku. Uchodzą - słusznie - za rozrywkowe towarzystwo, a jednym z jego filarów jest sam Tusk. "Typ brata-łaty, od razu przechodził na 'ty'" - pisze Kalukin (Gazeta Wyborcza nr 241, wydanie z dnia 15/10/2005 ŚWIĄTECZNA, str. 16 ). I kreśli sylwetkę Tuska jako fajnego gościa, który zyskuje sobie sympatię i poparcie tym, że sam potrafi być ujmujący, sympatyczny i przekonać ludzi do swoich racji. Zawsze chętnie pogra w piłkę i strzeli drinka z kolegami. Gorzej, jeśli trzeba siąść do twardej, sejmowej i partyjnej roboty.
A tej w kadencji 1991-1993 jest ogrom. To czas twardej walki postsolidarnościowego środowiska o to, kto będzie w nim rozgrywającym. W 1993 r. okazało się, że najbardziej skorzystali na tej walce postkomuniści z SLD. Czego w tej kadencji nie było! Najpierw KLD Tuska i Unia Demokratyczna Tadeusza Mazowieckiego próbowały wejść do rządu Jana Olszewskiego. Potem wspólnie ze zdecydowaną większością sejmową obaliły ten rząd , co zbiegło się w czasie z opublikowaniem przez Antoniego Macierewicza listy domniemanych tajnych współpracowników służb PRL i stało się zalążkiem długotrwałego podziału dawnej opozycji. To wtedy w trakcie narady z prezydentem Lechem Wałęsą padły słowa Tuska "panowie, policzmy głosy", wykorzystane w propagandowym filmie Jacka Kurskiego "Nocna zmiana". Potem była jeszcze nieudana próba utworzenia rządu Waldemara Pawlaka z PSL, wreszcie rząd Hanny Suchockiej, który Tusk i Mazowiecki wsparli. A potem prezydent Wałęsa rozwiązał parlament, a po wyborach liberałowie z KLD, w tym ich szef, znaleźli się poza Sejmem. Czyli w drugiej lidze.
4. Rezerwowy (1994-2000)
Co robi w futbolu rezerwowy? Grzeje ławę. Tak jak Tusk najpierw poza Sejmem, a potem w Senacie przez całe lata 90. UD Mazowieckiego, bardzo osłabiona i osamotniona w parlamencie, decyduje się w 1994 roku na fuzję z Kongresem. Ani środowisko unitów, ani liberałów nie jest do końca zadowolone z tego małżeństwa z rozsądku, które po latach skończy się gorzkim rozwodem, a jednym z jego prowodyrów będzie Tusk. Dawni twórcy KOR, inteligencja z Warszawy i Krakowa, kontra młodzi, ambitni, ale stawiający raczej na pragmatyzm, niż na etos gdańszczanie - to się nie mogło dobrze skończyć.
Bo było tak. Po roku istnienia Unii Wolności Tusk traci fotel jej wiceszefa. Przez dwa lata jest w polityce nikim. Powrót z głębokiej ławki rezerwowych zawdzięcza temu, że w Unii Demokratycznej pojawia się nowy trener - liberał Leszek Balcerowicz. Wysuwa kandydaturę Tuska do Senatu. Z jednej strony to przesunięcie do politycznych rezerw, z drugiej jednak - szansa na grę. A każdy piłkarz wie, jaka jest różnica między grzaniem ławy, a szlifowaniem formy choćby i w gorszej klasie rozgrywek, ale i byciem w gotowości, gdy nadarzy się szansa powrotu do pierwszej drużyny. Tym bardziej, że Tusk zdobywa sobie w "izbie bezczynności" (jak sam nazwał Senat) fotel wicemarszałka. I gdy kapitan UD, czyli Balcerowicz, w 2000 roku zrezygnował, kandydatura Tuska na szefa Unii znalazła się na stole. Przegrywa. Znowu. Ale tym razem po porażce nie wpada w niebyt jak w 1993 roku.
5. Pierwszoligowiec (2001-2007)
W 2000 roku Donald Tusk ma pełne prawo czuć się odstawiony na boczny tor. Pytanie tylko, jak bardzo z własnej winy. Ma łatkę politycznego lenia i wiecznie młodego lekkoducha, która przylgnęła do niego już na początku lat 90., a ugruntowała ją ciepła posadka w Senacie. Ale już wtedy zaczyna szukać nowej drogi, zwłaszcza, że o ile lewa strona sceny politycznej wydaje się na lata zabetonowana przez SLD i Kwaśniewskiego, o tyle na prawej stronie jest wyraźnie chylący się do upadku AWS Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka. A gdy wielki polityczny blok upada, tworzy się polityczna pustka.
Wypełniają ją Jarosław Kaczyński i Donald Tusk.
PiS i PO powstają niemal jednocześnie. Prawo i Sprawiedliwość rejestruje pierwszy komitet wyborczy w marcu 2001 roku. Platforma Obywatelska - początkowo jako stowarzyszenie, potem dopiero partia - trochę wcześniej: w styczniu 2001 r. Obie partie i liderzy dobrze wyczuwają, że ludzie chcą zmian. W latach 2001-2005 Kaczyński i Tusk w wielu sprawach mówią tak zgodnym - miejscami populistycznym - głosem, że dziś to aż trudne do uwierzenia. Padają wzniosłe hasła o budowie IV Rzeczypospolitej, oczyszczonej z układów, cwaniactwa i korupcji, której symbolem jest afera Rywina.
Tusk nazywa program PO "odpowiedzialnym populizmem", a sam bardzo szybko uczy się politycznej kalkulacji. Czym było stworzenie PO w triumwiracie z konserwatystą Maciejem Płażyńskim i Andrzejem Olechowskim? Na Olechowskiego w wyborach prezydenckich Tusk nie głosował, bo przeszkadzały mu jego PRL-owskie korzenie. Kilka miesięcy później 18 proc. poparcia, które Olechowski zgromadził, posłużyło jako lewar do popularności Platformy.
Potem zaczęło się konsekwentne wycinanie politycznych konkurentów w samej Platformie - pośrednie lub bezpośrednie. Przypomnijmy: najpierw z PO odszedł Płażyński, potem zmarginalizowano Olechowskiego, potem Tusk wykorzystał zarzuty o nepotyzm, by wyrzucić Zytę Gilowską, a wreszcie tuż przed wyborami, które ostatecznie wyniosły PO do władzy, zrezygnował z polityki Jan Rokita.
Z początku zwolennik koalicji z PiS, przegrany w wyborach parlamentarnych i prezydenckich 2005 r. Tusk nie chciał być mniejszościowym koalicjantem Kaczyńskiego i wolał opozycję.
To kluczowy moment w karierze politycznej Tuska. Podejmuje ogromne ryzyko - wypisuje się z obozu, który na sztandarach ma radykalną zmianę Polski. Wypisuje się z obozu władzy. A działacze jego partii - jak każdej - chcą tej władzy, chcą stanowisk. Tusk jednym ruchem skazuje ich na kolejne lata w opozycji, licząc na to, że Kaczyńskiemu w trudnej wymuszonej koalicji z populistami z Samoobrony i LPR powinie się noga. Czas pokazuje, że przewidywał słusznie.
Dwa lata później nikt już go za to nie winił. Na jesieni 2007 r. na początku kadencji nowy premier i lider zwycięskiej Platformy miał ją całkowicie w swoim ręku. Po wielu sezonach w drugiej lidze i na ławce rezerwowych znów grał w ekstraklasie i był kapitanem najsilniejszej drużyny.
6. Kapitan (2007 - 2014)
"W życiu tak naprawdę najważniejsza nie jest władza, tylko miłość" - powie Tusk. Łatwo mu tak mówić, bo władzę już ma - te słowa wygłasza po ogłoszeniu wyników wyborów, 22 października 2007 roku. Opowieść o siedmiu latach Tuska jako kapitana drużyny rządzącej Polską to opowieść o polityce "ciepłej wody w kranie", programowej niechęci do wielkich systemowych reform, polityce małych kroków, porzucaniu haseł z kampanii wyborczej (3xTAK, jednomandatowe okręgi wyborcze, likwidacja Senatu) i zmianie dawnych poglądów (liberał Tusk nie podpisałby konkordatu). To także historia o rozwadnianiu liberalizmu z jednej strony konserwatywnymi wartościami, z drugiej bardziej socjaldemokratyczną polityką społeczną, o czym sam Tusk otwarcie mówił .
Stał się politykiem, który podniósł pragmatyzm do rangi sztuki. Społeczeństwo jest katolickie, a kult papieża Jana Pawła II powszechny? - to i Tusk mówi o swojej wierze, a nawet bierze katolicki ślub. Jeszcze za rządów PiS, gdy ludzie chcą rozliczeń - PO popiera ustawę lustracyjną. Premier ma być poważny i spokojny, a nie łazić po knajpach i grać w piłkę? To ostatnie nie wchodziło w grę, ale zmiana wizerunku była udana. Dopalacze zbierają żniwo - Tusk ogłasza wojnę z dilerami. Kibole rozrabiają? Tusk zapowiada uderzenie w środowiska pseudokibiców. Gdy jakiś region Polski nawiedza powódź - Tusk natychmiast tam jedzie. Gdy społeczeństwo domaga się ostrych kar dla pedofilów - pojawia się projekt ich chemicznej kastracji.
Genialny technik władzy, prowadzi zręcznie grę, gdzie jednego trzeba przeciwstawić drugiemu, a kogoś rozegrać przeciwko komuś innemu. Mam wrażenie, że jest to człowiek zdrowy psychicznie i ani przez moment nie traci kontaktu z samym sobą. Nie ma złudzeń, że jest kimś więcej niż jest
- podsumowuje go związany wcześniej z PO socjolog Paweł Śpiewak ("Zwierciadło" nr 2/1960, luty 2010)
Tusk potrafi - do pewnego momentu - znakomicie odczytywać nastroje społeczeństwa, ale popełnia poważne błędy polityczne. Deklaruje chęć przyjęcia euro we wrześniu 2008 roku. Kryzys gospodarczy wybucha dosłownie kilka dni później. Premier pozycjonuje się jako inny od operujących obficie emocjami braci Kaczyńskich, ale wikła się w wyniszczającą z nimi walkę. "Powiem brutalnie. Na tym szczycie nie potrzebuję pana prezydenta" - mówi w październiku 2008 podczas sporu z Lechem Kaczyńskim. Wojna o fotel w Brukseli fatalnie wpływa na wizerunek Polski w UE, a Tusk jest jej równorzędnym z Kaczyńskimi uczestnikiem. Gdy idzie na urlop tuż przed ogłoszeniem wyników rosyjskiego śledztwa ws. smoleńskiej tragedii, opozycja natychmiast to wykorzystuje. Jego polityczny bój z Jarosławem Kaczyńskim po katastrofie smoleńskiej staje się jeszcze bardziej gorzki i brutalny. Zresztą właśnie żywa pamięć wojny na górze z lat 2008-2010 ułatwia Jarosławowi Kaczyńskiemu przypisywanie Tuskowi współodpowiedzialności za katastrofę.
Pamiętające rządy PiS w latach 2005-2007 media mainstreamu wybaczają Tuskowi wiele. Obronną ręką wychodzi nawet, gdy jego rząd zabiera pieniądze z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Sprzyja mu wizerunkowy sukces Euro 2012. Impreza jest oczkiem w głowie premiera - miłośnika "haratania w gałę". Niekwestionowanym sukcesem - mimo oporu i lewicy, i PiS - staje się spełnienie zapowiedzi wydłużenia wieku emerytalnego do 67 roku życia. Negocjatorzy rządu wyrywają też z brukselskiego budżetu potężną kwotę dla Polski - ponad 100 miliardów euro. Ale dobra passa - w mediach i w sondażach - nawet w przypadku Tuska ma swój koniec.
Przez siedem lat rządów wielu członków zwycięskiej drużyny łapie kontuzje. Afera hazardowa zmiata Grzegorza Schetynę z MSW. Po byłym, koledze, a potem największym wewnątrzpartyjnym konkurencie Tusk akurat nie płacze. Potem wybucha afera Amber Gold. Ale ekipę Tuska dobija dopiero afera taśmowa, która wybucha w czerwcu 2014 r. I choć konsekwencje kłopotów wizerunkowych i kadrowych PO poniosła tak naprawdę jego następczyni Ewa Kopacz, to w 2015 roku z PiS przegrał właśnie Tusk. Tusk, którego już dawno nie było w kraju.
Ci, których odchodzący premier zostawia jako spadkobierców, okazują się złym wyborem. Osobowości podobnej rangi co Tusk w PO nie ma - a gdyby była, to sam by pewnie ją z partii wyciął, jak poprzednich konkurentów. Przez rok rządów Ewy Kopacz PO nie udaje się odzyskać przewagi nad PiS. Były już premier Tusk patrzy na to z zupełnie innej rzeczywistości politycznej. Z chwilą nominacji na szefa organu skupiającego unijnych przywódców przechodzi z polskiej ligi politycznej do europejskiej. Procentuje tu pewna długoletnia przyjaźń.
7. Rozgrywający (od 2014)
"Tusk jest niemieckim kandydatem" - powie przy okazji reelekcji swojego politycznego wroga na szefa Rady Europejskiej Jarosław Kaczyński. Choć szef PiS zapomniał, że w 2014 roku polski premier był jednak polskim kandydatem na to stanowisko, to ma rację o tyle, że bez poparcia Berlina byłemu szefowi PO trudno byłoby zarówno zdobyć fotel szefa Rady w 2014 roku, jak i go teraz utrzymać. Polityczna przyjaźń z kanclerz Angelą Merkel (są na "ty", a dobra znajomość niemieckiego Tuska ułatwiła nawiązanie tej relacji) się opłaciła - skomentują eksperci . Byli też zgodni, że kredyt zaufania do byłego premiera w Brukseli był krótkoterminowy. Musiał się szybko wykazać.
I Tusk - po trudnym początku - to zrobił. W kilka miesięcy przed początkiem kadencji ten pięćdziesięcioparolatek uczy się angielskiego, dochodząc do poziomu, który umożliwia mu pracę w Brukseli. Unia zna go już jako aktywnego polityka, współtwórcę koncepcji Partnerstwa Wschodniego, czyli zbliżania Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Armenii do UE, lobbującego też za unią energetyczną, mającą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. Po paru miesiącach, gdy był krytykowany - on! - za brak dobrego kontaktu z ludźmi, a sam nie umiał przyzwyczaić się do tego, że jest jednym z kilku, a nie jedynym rozgrywającym, złapał drugi oddech i zanotował kilka sukcesów. Nabrał pewności siebie na tyle, że pozwolił sobie na napisanie - tuż przed reelekcją - listu do unijnych przywódców . A przecież był ganiony z początku właśnie za to, że jest bardziej politykiem, niż negocjatorem, jak jego poprzednik Herman van Rompuy. A im bardziej był krytykowany przez polskie władze, tym jego pozycja w Brukseli rosła. A to, co płynęło z kraju, ostro komentował:
Pod koniec 2014 roku z Polski do Brukseli wyjeżdżał polityk spełniony po rekordowych dla polskiej demokracji siedmiu latach rządzenia krajem. I to nie najgorszych siedmiu latach. Ale osłabiony spadającą popularnością, krytykowany z prawa i lewa - słusznie - za brak reform i afery we własnym rządzie. Przez następne dwa i pół roku przewodniczący Rady Europejskiej pojawiał się w świadomości Polaków tylko wtedy, gdy wracał na krótko do kraju i udzielał się w mediach. Aż do reelekcji i rozpętanej o nią przez PiS gigantycznej awantury.
W środę 19 kwietnia z wagonu Pendolino w Warszawie wysiadł nie wysoki urzędnik z Brukseli, ale doskonale zorientowany w sprawach Polski były premier. Dzisiaj część zawiedzionych rządami PiS rodaków widzi w nim niemal męża opatrznościowego. Być może także dlatego, że przez ostatnie trzy lata, znaczone wymianą ciosów na linii Warszawa-Bruksela, nikt nie zajął zwolnionego przez niego miejsca: zawodnika wagi ciężkiej, który jest w stanie skutecznie przeciwstawić się drugiemu zawodnikowi tej wagi, Jarosławowi Kaczyńskiemu. 22 kwietnia Donald Tusk kończy 60 lat, i trudno przewidzieć, czy po zakończeniu kadencji w Radzie pozostanie w polityce europejskiej, czy wróci do Polski. Piłka jest w grze, a on ma ją przy nodze.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze .