artykuły
Paulina Wilk (fot. Marcin Łobaczewski)
Paulina Wilk (fot. Marcin Łobaczewski)

Z mojego upolitycznionego dzieciństwa, które przypadło na okres transformacji, najlepiej zapamiętałam słowo "oszołom". Symbolizowało wszystko, czego należało się bać. Nieobliczalne i destrukcyjne siły, które wówczas - na ruchomych piaskach - mogły pogrążyć Polskę, zablokować jakikolwiek postęp.

Blisko trzy dekady później festiwal oszołomów trwa w najlepsze, a Polska jest poddawana wściekłej i pieczołowitej dekonstrukcji. Trwa próba zawrócenia czasu do chwili, w której obecnie rządzący trafili na boczny tor. Chcieliby rozegrać swoje życie raz jeszcze i w tym celu nie wahają się nawet wykopywać z ziemi zmarłych. Jest w tym być może logika procesów politycznych, są pewnie przyczyny ekonomiczne i społeczne. Ale jest też siła irracjonalna. Szaleństwo. Jak bronić się przed obłędem?

Krystyna Pawłowicz (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Słownik języka polskiego definiuje oszołoma jako człowieka ślepo podporządkowanego jakiejś idei i wierzącego w nią bezgranicznie, a potocznie nazywa nim kogoś, kto zachowuje się nienormalnie. W latach 90. używane było na określenie osób uważanych za zagrażające demokracji, kierowane często pod adresem Antoniego Macierewicza, braci Kaczyńskich, premiera Jana Olszewskiego, przylgnęło też do Stefana Niesiołowskiego. Potem na wiele lat właściwie wyszło z użytku, aż powrócili do akcji żarliwi praktycy jego najgorszych znaczeń. I ich młodsi naśladowcy, w tym kobiety z Krystyną Pawłowicz w dumnej czołówce.

Wraz z oszołomami (i oszołomkami) powrócił mój niepokój. Nie taki jak przerażenie dziecka, kiedy czuje, że świat dorosłych chwieje się i grozi zawaleniem. Ten dzisiejszy niepokój nie jest jednak mniejszy, bo wypływa z codziennych obserwacji skrupulatnego - i skutecznego - wcielania w życie złych intencji. Mogłabym zastanawiać się, skąd pochodzi ta wola niszczenia, wywracania rzeczywistości na drugą stronę, satysfakcja z unicestwiania wszystkiego, co zostało w pozytywny sposób ustanowione. Mogłabym spróbować ustalić, skąd tak intensywna żądza odbierania światu kształtów i zastępowania ich atrapami, kłamstwem i pustką.

Mogłabym, ale żal mi czasu na analizę tak nikczemnej i przestarzałej formy zła. Wszystkie te metody są siermiężne i toporne, jak epoka, z której się wywodzą i którą znakomita część z nas opuściła ćwierć wieku temu. Niszczenie ma w sobie coś hipnotyzującego i PiS, polewając benzyną to Trybunał Konstytucyjny, to edukację szkolną, Unię Europejską, to znów szpitale albo WOŚP, rozrzuca płonące zapałki i patrzy, jak lgniemy ku płomiennemu widowisku. Korumpuje nasze umysły spektaklem destrukcji. A niełatwo się temu oprzeć. Nie pobiec, nie lamentować, nie gasić. Dramatyczne zdarzenia wyzwalają odruch natychmiastowej reakcji. Ale jeśli palą się naraz i remiza, i ratusz, i stodoła, to co robi zwykły człowiek? Wpada w rozpacz i oszołomienie. I o to w tej grze chodzi. Tak, czyniąc pogorzeliska na wszystkich dostępnych frontach, uzyskuje się przewagę nad myślami i uczuciami milionów ludzi. Dorota Masłowska nazwała cykl swoich felietonów "Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu". Świetny byłby to tytuł dla strategii Kaczyńskiego.

Piotr Gliński, Jarosław Kaczyński i Beata Szydło (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Strach, jak wiadomo, odbiera zdolność trzeźwego myślenia. I o to także chodzi w tej grze. A więc po pierwsze - nie wolno się bać. Po drugie - nie patrzeć w płomienie. One od tego nie ugasną, a widoczna z daleka łuna wystarczająco powiadamia, że źle się dzieje w państwie. Staram się więc spoglądać dalej, a przede wszystkim - tam, gdzie chcę, a nie gdzie wymachują i pokrzykują zaklinacze społecznej uwagi. Młynarski radził robić swoje. Maria Peszek jeszcze prościej: "Bach-bach. Albo wolność, albo strach". A teraz mówi, że zamiast poddawać się narodowej manii cierpienia, będzie szczęśliwa. To jest myśl inspirująca: odmówić współudziału w zadawaniu sobie ran, żyć pięknie i łagodnie. Trudno o bardziej wywrotowy gest - wobec podpalaczy i zbyt ochoczych strażaków.

Za dużo czasu. Za dużo słów. Zbyt wiele myśli oddajemy polityce - teatrzykowi niskich instynktów i wielkich słów. Nie chcieliśmy zajmować się nią na co dzień, po obywatelsku i pragmatycznie. A teraz, gdy ona demonicznie zajęła się nami, lgniemy do niej znów, jak na gusła.

Miło mi, że czytają Państwo ten felieton, ale z całego serca zachęcam - wracajmy do książek. Nie pozostawajmy wyłącznie w silnie magnetyzującej orbicie medialnych opowieści, ponieważ one tworzone są przez ludzi, których twarze rozgrzewa płomień. Zawód dziennikarza wymaga bycia blisko, spalania. Ale to z daleka widać najwięcej. Chris Niedenthal mówił mi, że jego zdjęcia przeszły do historii, ponieważ nie pchał się do pierwszego rzędu, często fotografował z odległości i ujmował całość sytuacji. Ta zdolność - zachowania własnej perspektywy, jest szczepionką.

Prezes Jarosław Kaczyński i posłowie PiS w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

A jeśli już rzeczywistość nie daje spokoju, to i na nią są właściwe lektury. George Orwell z Aldousem Huxleyem świętują teraz hossę na Wyspach i za oceanem. Po ośmiu latach z Platformą Obywatelską i po półtora roku z PiS-em jesteśmy jak bohaterowie uwięzieni pomiędzy dwoma dystopiami. Nagle przebudzeni ze szczęśliwego zobojętnienia pod wpływem ciepłej wody w kranie, przez Huxleya nazywanej somą, stanęliśmy w cieniu orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. Metafora literacka to jeden z najlepszych sposobów radzenia sobie z sytuacją nie do zniesienia. I klucz do wyjścia z klatki. A nie miejmy złudzeń - jesteśmy do niej wpychani. Przez niezmordowaną grupkę oszołomów i kroczącą za nimi armię "Misiewiczów". Nowe słowo, stara dolegliwość.

Książki Pauliny Wilk w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

Paulina Wilk. Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek "Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii" , "Znaki szczególne" o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stalewspółpracuje z tygodnikiem "Polityka", a także z "National Geographic Traveler", "Przekrojem" oraz magazynem "Kontynenty". Jest współtwórczynią Big Book Festival - międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.