artykuły
(fot. Filip Springer)
(fot. Filip Springer)

Tego, co zostanie wycięte do czasu odkręcenia kretyńskiego prawa, odzyskać się szybko nie da. Polskie miasta stają się właśnie jeszcze bardziej betonowe. W tym smutnym czasie szukam w pamięci i w przestrzeni obiektów, które pocieszają  pokazując, że symbioza człowieka z przyrodą jest możliwa także na polu architektury. Nawet w ścisłym centrum miasta. I na myśl od razu przychodzi mi warszawski skwer Hoovera.

(fot. Filip Springer)

Powstał w 2008 roku przy Krakowskim Przedmieściu. To ścisłe centrum historycznej części miasta, z każdej strony otoczone zabytkowymi gmachami. A mimo to pawilon zaprojektowany przez pracownię JEMS Architekci jest na wskroś nowoczesny. Horyzontalna, mocno przeszklona bryła przykryta dość masywnym dachem nie wystaje zbyt mocno ponad poziom gruntu. Raczej próbuje się z nim stopić. Zabieg ten jest wzmocniony poprzez użycie odpowiednich materiałów. Kamień, jakim obłożono niektóre części gmachu, mur oporowy od strony wschodniej oraz inne elementy małej architektury mają kolor nawiązujący do elewacji okolicznych kamienic. Silne działanie kamienia i metalowych elementów konstrukcji zmiękczono drewnem. To z niego wykonano długie, zachęcające do odpoczynku ławy, to także z drewna wybudowano niewielką scenę przeznaczoną na koncerty czy inne występy. Całość sprawia bardzo naturalne, organiczne wrażenie.

(fot. Filip Springer)

Ale ten obiekt to nie tylko pawilon o funkcji gastronomicznej i ukryte toalety publiczne (bardzo potrzebne w tym miejscu). Całe założenie ma wymiar bardziej krajobrazowy. Wątki budujące jego spójność znajdziemy bowiem rozrzucone w promieniu kilkudziesięciu metrów od głównego budynku. Od północy to drewniana, długa ława usytuowana tuż za plecami pomnika Matki Boskiej Pasawskiej. Od południa to dość wysoki murek i flankowana nim alejka wiodąca w kierunku pawilonu od strony pomnika Mickiewicza. Spacer nią daje wrażenie przekraczania wyraźnej granicy, wejścia w strefę rządzącą się swoimi prawami. Wyraźną granicą jest też wysoki mur od strony wschodniej. Całe założenie jest natomiast otwarte na zachód - od Krakowskiego Przedmieścia zorganizowano tu przestronny plac z wodnymi stopniami i kolejnymi przestrzeniami, które zachęcają do siedzenia i wypoczywania. Woda, kamień, drewno i dużo zieleni - wszystko to plus forma samego budynku delikatnie przywodzi na myśl realizacje szwajcarskiego architekta  Petera Zumthora, wybrzmiewają tu też delikatne echa klasycznego domu Falling Water Franka Lloyda Wrighta.

(fot. Filip Springer)

To bardzo publiczny, humanistyczny i miastotwórczy projekt. Widać w nim też całą maestrię architektów, widać, że architekturę pojmują oni jako formę kształtowania przestrzeni i dialogu z otoczeniem. W skwerze Hoovera myśleli krajobrazem i obrazami. Z różnych punktów obserwacyjnych obiekt ten oferuje bowiem inne, za każdym razem zachwycające widoki. Na każdym kroku czuć tu świadomość odpowiedzialności architektów za miejsce, które wykreowali.

(fot. Filip Springer)

Z kilku powodów jest ono niezwykle ważne i pouczające właśnie dziś. Pierwszy to szacunek dla drzew. Przy Krakowskim Przedmieściu nie ma ich zbyt wiele. Ostrożność i delikatność były tu więc wpisane w program działania architektów. Pawilon i jego otoczenie nadały sens znajdującemu się tu skwerowi, uprzyjemniły przebywanie między bezcennymi drzewami. To architektura, która wzbogaciła doświadczenie tego fragmentu miasta.

(fot. Filip Springer)

Na tym nie koniec. Nie mniej ważny jest stosunek tego obiektu do zabytkowego kontekstu. Skwer Hoovera dowodzi, że nawet w miejscu tak wrażliwym i naznaczonym historią da się budować nowocześnie. Nie ulega historycznej presji, nie składa hołdów, stanowi współczesny kontrapunkt w opowieści, jaką jest miasto. Jednocześnie nie ma w nim cienia arogancji i pychy. To architektura skromna, zbudowana na szacunku, prostocie, umiarze, ale i pewności siebie jej twórców. O tym, jak bardzo nam takich realizacji brakuje, niech świadczą dwie znajdujące się po sąsiedzku "nowoczesne" twory. Pierwsza z nich to szklana nadbudowa Hotelu Europejskiego, która dziewiętnastowieczny budynek zamieniła w architektoniczny koszmarek. Druga to budowa biurowca o tyleż pretensjonalnej, co głupkowatej nazwie Business with Heritage przy placu Zamkowym. Jak wielką szkodę zrobił ten obiekt swojemu otoczeniu, najlepiej widać od strony mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Już tylko te dwa przykłady pokazują, jak destrukcyjną siłą może być nielicząca się z konsekwencjami chciwość. Szczęśliwie skwer Hoovera udało się przed nią obronić (być może także dlatego, że inwestorem było tu miasto).

(fot. Filip Springer)

I jedyne, co może tu smucić, to fakt, że tak wspaniałe miejsce jest martwe. Od 2015 roku, kiedy wyprowadził się z lokalu poprzedni najemca, skwer Hoovera pozostaje zamknięty na głucho. Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi "Źle Urodzonych" (Karakter), "Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach" (Karakter) oraz "Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne), "13 Pięter" (Czarne) i "Księgi Zachwytów" (Agora). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.