artykuły
Zakazana na Białorusi biało-czerwono-biała flaga (fot. Grzegorz Dąbrowski/ Agencja Wyborcza.pl)
Zakazana na Białorusi biało-czerwono-biała flaga  (fot. Grzegorz Dąbrowski/ Agencja Wyborcza.pl)

Jestem z Białorusi, z Mińska. W Polsce od 2007 roku. Studiowałam w Krakowie, później pracowałam w białoruskiej telewizji Biełsat w Warszawie. Od kilku miesięcy mieszkam w Londynie.

Lubię i znam Polskę, mam wielu przyjaciół wśród Polaków, interesuję się tym, co się u was dzieje. Jak również tym, co wiecie o nas. Bliskość naszych krajów, kultur i języków nie chroni jednak przed agresją, niechęcią i stereotypami.

Nie interesujemy się waszą kulturą i nie chcemy mówić po polsku

W rzeczywistości zakochałam się w waszej kulturze jeszcze w liceum. Polskę poznałam, oglądając filmy Wajdy. Było to mniej więcej 15 lat temu, gdy jeszcze mieszkałam na Białorusi. Zwłaszcza "Człowiek z żelaza" zrobił na mnie ogromne wrażenie. Bardzo się interesowałam naszą wspólną kilkusetletnią historią, a później tym, jak się potoczyła wasza, a my zostaliśmy w tyle.

Wtedy postanowiłam nauczyć się polskiego. Jako niezaprzeczalny dowód mam swoją pierwszą próbę pisania na lekcji polskiego (pisownia oryginalna ): "To był naprawdę pechowy dzień. Od samego rana miała przykrości. Na przykład, nie mogła wyjść z domu, dla tego że zgubiła gdzieś klucz. Jeszcze w domu kawa się rozlewa i moja koszulka się pobrudziła ".

Kto by pomyślał, że 10 lat później będę pisała magisterium z filologii polskiej. A profesorowie pomyślą, że mieszkam tu od dziecka.

Koncert 'Solidarni z Białorusią' w Warszawie w 2012 r. (fot. Kuba Atys/AG)

2017 rok, warszawska Wola. Konkurs ortograficzny dla najlepszych uczniów kilku podstawowych szkół w tej dzielnicy. Na korytarzu rodzice czytają listę. Julia, Rafał, Jan... Tsimafiei? To syn mojego kolegi z Białorusi. Tuż za nim na liście - Honghoa, nazywana Hanią. Ta dwójka dzieci jest najlepsza z polskiego w swojej klasie.

Zawsze chciałam mówić po polsku bardzo dobrze, ale nadal słychać mój wschodni akcent. W trakcie studiów właśnie przez swoją wymowę usłyszałam, że mam "wyp... ać z Polski". W taki sposób wyprowadzenie się z jego ojczyzny doradził mi nieznajomy chłopak na ulicy. Pamiętam, że nawet nie zwróciłam na to uwagi, ale oburzył się mój kolega z Polski. Długo przepraszał za rodaka. Mówiłam mu, że nie ma problemu, bo bez porównania częściej spotykałam się z dobrem i przychylnością z waszej strony.

Przyjeżdżamy tu wyjść za mąż i pracować za grosze

Fakt, kilka razy odmawiali mi wynajęcia mieszkania, bo nie jestem z Polski. Może podejrzewali, że zamierzam sprowadzić do tego mieszkania innych imigrantów. Kiedyś przyszedł do mnie dzielnicowy, ponieważ musiał sprawdzić, czy nie mieszkam "jak Wietnamczycy w 10 osób w jednym pokoju". Długo się tłumaczył, że takie są wymagania, że czasem musi się upewniać, czy obcokrajowcy faktycznie mieszkają pod adresem, który zgłosili.

Stereotypowo jesteśmy jeszcze gdzieś za wami. Sprzątamy wasze mieszkania, obsługujemy was w restauracjach, budujemy wasze domy. W rzeczywistości nie jesteśmy tylko tanią siłą roboczą. Jesteśmy też osobami wykształconymi, wykwalifikowanymi. Coraz bardziej to doceniacie.

Aleś, znajomy ekonomista z Białorusi, opowiada, że kiedy pracował w Narodowym Banku Polskim, nigdy nie spotkał się z niechęcią lub agresją ze strony Polaków: "Wręcz przeciwnie, moi szefowie korzystali z tego, że znam inne języki oraz kraje naszego regionu".

Bywa też zabawnie. Mój znajomy, Aliaksiei, który biegle mówi w sześciu językach, opowiada, jak czytał w tramwaju książkę po rosyjsku. Obok, chwiejąc się, stał chłopak. Zobaczył cyrylicę i mówi: "Ukrainiec, k...wa ". Aliaksiei po chwili wyciąga inną książkę, tym razem po niemiecku. Słyszy: "Niemiec, k...wa ". No to postanowił zażartować. Wyjmuje z torby Sienkiewicza. Chłopak patrzy zdumiony, po czym mówi przeciągle: "No... k...wa ".

Kolejny stereotyp to taki, że każda kobieta, która przyjeżdża do Polski, chce upolować jakiegoś Polaka. Moja znajoma dziennikarka z Białorusi, od lat mieszkająca w Polsce, opowiada, że gdy mówi o swoim mężu, zawsze słyszy pytanie:

"a mąż to pewnie z Polski? ".

Jeszcze nikt nie założył, że jej partner życiowy może być Białorusinem.

Uczestniczki koncertu 'Solidarni z Białorusią' (fot. Kuba Atys/AG)

Marharyta też jest Białorusinką, tłumaczy z angielskiego. A kilka lat temu przeprowadziła się z rodziną do Polski. W jednym z prywatnych centrów medycznych lekarka pozwoliła sobie na lekceważącą uwagę o jej pochodzeniu:

"Kobiety ze Wschodu przyjeżdżają do Polski i nie chcą rodzić dzieci, bo zaczynają dobrze zarabiać ".

Pogardę i lekceważenie najbardziej czujemy na przejściach granicznych. Zawsze per ty: "Kuda jedziesz? W Polszu? Pokaż wizu ". I kolejny rozkaz: "Otwieraj torbę! Wódkę, papierosy wieziesz? ". Moja koleżanka z Ukrainy kiedyś musiała słuchać narzekań celnika na jego własną pracę. Prosząc o oddanie dokumentów, usłyszała, że jeżeli chce jechać dalej, musi z nim rozmawiać. Mówi, że wtedy poczuła się osobą gorszego sortu.

Według ubiegłorocznych danych Centrum Badań Opinii Społecznej zaczęliście nas trochę gorzej traktować, ale nieznacznie. Ciekawe jest to, że niechętnych wobec Białorusinów jest więcej niż przyjaznych. Statystycznie traktujecie nas też trochę lepiej niż Ukraińców. Chyba że wam się pomyli. Redaktorka portalu "Karta 97" Natalia Radzina kilka miesięcy temu usłyszała w sklepie: "Spadaj do swojej Ukrainy, k...wa ". Ale kasjerki natychmiast wyprosiły ze sklepu kilku młodych mężczyzn, którzy to do niej wykrzyknęli.

W odróżnieniu od Ukraińców, ataków na Białorusinów w Polsce nie zarejestrowano. "W tym i zeszłym roku nie prowadziliśmy spraw przestępstw, motywowanych uprzedzeniami, których ofiarą byliby obywatele Białorusi", mówi Anna Błaszczak, dyrektorka Zespołu ds. Równego Traktowania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

Do Polski przyjeżdżamy nielegalnie

W rzeczywistości musiałam wymieniać paszport, bo często kończyły mi się strony na wizy. Gdy się przeprowadziłam do Polski, zastałam jeszcze płatne kolejki w urzędach ds. cudzoziemców. Czyli tam, gdzie ubiegamy się o zezwolenie na zamieszkanie. Kolejki do urzędu były bardzo duże, więc niektórzy specjalnie zajmowali je jeszcze w nocy, a później sprzedawali swoje miejsca.

Dzisiaj o czymś takim już nie słyszę. Pod koniec 2015 roku, gdy musiałam wyrobić kartę czasowego pobytu, na wizytę umówiłam się przez telefon. Co prawda wolny termin był dopiero za dwa miesiące. Opłata skarbowa to około 500 złotych. Zwykle wymagania są takie, że trzeba mieć powód do zamieszkania w Polsce: na przykład studia lub pracę, stabilne źródło dochodu, ubezpieczenie. Pozytywną decyzję dostałam po kolejnych dwóch miesiącach.

Białoruska młodzież na festiwalu Basowiszcza (fot. Grzegorz Dąbrowski/AG)

Chociaż bywa różnie. Anastazja jest z Białorusi i pracuje jako dziennikarka w Warszawie. Kilka lat temu ubiegała się o kartę rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej. W ciągu roku, kiedy musiała czekać na decyzję, nie mogła wyjechać z Polski. Ostatecznie odmówiono jej wydania karty. Jednego z wymagań - przerwa w zamieszkaniu w Polsce łącznie nie może przekroczyć 10 miesięcy - nie mogła udowodnić. Pieczątki wjazdu i wyjazdu miała w starym paszporcie, który władze Białorusi zabierają, gdy wydają nowy. Natomiast urząd ostatecznie, mimo że dostał informację od straży granicznej, stwierdził, że nie ma dowodów, że Anastazja przekraczała granicę legalnie.

Kateryna, moja znajoma z Ukrainy, rok temu otrzymała polskie obywatelstwo. Dokumenty składała w Kancelarii Prezydenta RP. W Polsce ukończyła studia, więc nie musiała zdawać testu z języka polskiego. Dziś pracuje. Ma polskie pochodzenie i mówi, że wiąże swoją przyszłość z tym krajem. Zaznacza, że nie miała żadnych problemów z uzyskaniem obywatelstwa.

Źle rzeczywiście nie jest. Już około 80 tysięcy Białorusinów ma Kartę Polaka, która zwalnia z opłat podczas wyrabiania wizy. Na dodatek takie osoby mogą otrzymać zezwolenie na stały pobyt za darmo, a po roku zamieszkania w Polsce mają możliwość ubiegania się o obywatelstwo. Jesteśmy liderami w liczbie pozytywnie rozpatrzonych wniosków o wizę Schengen, mimo że każda kosztuje 60 euro. Litwa i właśnie Polska przyjmują od nas najwięcej takich zgłoszeń.

Przyjeżdżamy mieszać się w wasze sprawy

Kilka miesięcy temu na Twitterze skrytykowałam TVP. W odpowiedzi dostałam komentarze, że nie mam prawa mieszać się w wasze sprawy, mam zostawić Polskę w spokoju i przestać "pier...ić". Wielu też doszło do wniosku, że takich Białorusinów to oni w Polsce nie chcą. Generalnie szkodzę waszemu krajowi.

Jeden z użytkowników Twittera nie tylko komentował mój wpis publicznie, ale też wysyłał mi prywatne wiadomości. Zapytałam go, jakie prawa w Polsce mają przybysze ze Wschodu. Okazało się, że

"do Ukraińców trzeba strzelać od razu ",

choć żadnego nigdy nie poznał osobiście (chodzi o polsko-ukraińską historię). Natomiast Białorusini mogą w umiarze w Polsce być, ale pracować za niższe stawki. No i nie wypowiadać się o polityce, bo tu jest "Rzeczpospolita Polska, a nie Białoruska".

Zwracam uwagę na taki dyskurs w internecie. O tym, że jako Białorusinka nie mam prawa wypowiadać się na polskie tematy, pisali nie tylko anonimowi internauci. Szefowa wiadomości TVP Marzena Paczuska również zwróciła uwagę na moje obywatelstwo.

"Białoruska dziennikarka niech TVP nie cenzuruje i swojego nosa pilnuje",

skomentowała w portalu społecznościowym.

Zapytałam kiedyś kolegę, który wybierał się na marsz przeciwko imigrantom, czy mnie też w Polsce nie chce. Odpowiedział, że mogę zostać, bo jestem Słowianką o białym kolorze skóry. Według niego jestem lepsza od Arabów, bo jestem biała. Ale czuję się gorsza. Jestem biała, ale jednak nie biało-czerwona.

Hanna Liubakova. Białoruska dziennikarka, w 2007 r. przyjechała na stałe do Polski, od kilku miesięcy mieszka w Londynie. Laureatka stypendium im. Vaclava Havla w Radiu Wolna Europa (RFE/RL). Pracowała też m.in. w telewizji Biełsat.