Najtrudniejsze są rzeczy najłatwiejsze. Te banalne gesty, które nas nic nie kosztują ani w sensie materialnym, ani jeśli chodzi o nakład pracy czy wysiłek. Z nimi mamy największy problem. Bo nie jesteśmy przecież najbiedniejszym społeczeństwem na świecie. Nam nie brakuje samochodów, dróg, wypasionych filharmonii i aquaparków. Brakuje nam czegoś, co zawsze będzie towarem deficytowym, a w naszym społeczeństwie jest deficytowe szczególnie. Mam na myśli życzliwość, dobro, uśmiech, empatię. Moglibyśmy je sobie dawać za darmo, a my się nimi nie dzielimy, nie potrafimy się nimi obdarowywać na co dzień.
I to się przekłada chociażby na nasze relacje w polityce. Dziś politycy są wrogimi sobie plemionami permanentnie toczącymi wojny. Wśród tych bitew nie ma przestrzeni, w której daliby sobie szansę na odrobinę życzliwości czy porozumienia. Ale takie zachowanie przecież z czegoś wynika. Politycy nie rodzą się na planecie Mars. Rodzą się na Ziemi. Rodzą się tu, w Polsce, w naszym społeczeństwie i są jego wypadkową. Jeżeli my na co dzień nie dajemy sobie życzliwości czy uśmiechu, to nie dziwmy się, że politycy tego nie robią.
Zacznijmy od siebie. Uśmiechnijmy się do obcej osoby na ulicy albo podajmy rękę komuś, komu jej przez długi czas nie podawaliśmy. Zróbmy taki gest, który nic nie kosztuje, a tak trudno nam przychodzi. Jeżeli się tego nie nauczymy, to możemy dyskutować o Trybunałach Konstytucyjnych, o reformie oświatowej czy o wielu innych kwestiach, ale nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Nie uda nam się, jeśli nie podzielimy się dobrocią, życzliwością, otwartością, szacunkiem dla drugiego człowieka. I o to chciałbym zaapelować. Wydaje się to kompletnym banałem, ale tak rzadko o tym mówimy i tak rzadko staramy się to przekazywać, nawet w stosunkach rodzinnych czy przyjacielskich... Wymagamy od innych tak wiele, a nie dajemy od siebie tego, co jest najprostsze, najbardziej trywialne.
Ja, gdy byłem w parlamencie, nie miałem problemu z tym, by powiedzieć "dzień dobry" poseł Krystynie Pawłowicz czy by współpracować z innymi politykami. Widziałem oczywiście problem z drugiej strony, ale widziałem też, jak moja życzliwość mi pomaga. Jeżeli z serdecznością podchodzimy do ludzi, to jesteśmy w stanie budować, a nie burzyć mosty. Choć to drugie łatwiej jest robić. Trudniej jest powiedzieć "kocham". Nigdy nie powiedziałem tego swojemu ojcu i ojciec mi też tego nigdy nie powiedział, więc wiem, jakie to jest trudne. Ale bez tego nic nam się nie uda.
Nowy Rok może być w tym przełomem. Postarajmy się, żeby nim był. Bądźmy życzliwi dla obcych ludzi. Polska ma najniższy kapitał zaufania wśród europejskich społeczeństw. My sobie kompletnie nie ufamy, co jest wypadkową tego, że tak się wychowujemy, tak się socjalizujemy. Testuję to na sobie. Jeśli ja się do kogoś uśmiecham, to trudno tej osobie jest nie uśmiechnąć się do mnie. Nawet posłanka Pawłowicz się czasami do mnie uśmiechała. Jeżeli wymagamy kultury i uprzejmości od polityków, to zacznijmy od siebie. Polityka jest przecież wypadkową społeczeństwa. Widzimy drzazgę w oku polityka, a nie widzimy belki w swoim.
Dobroć, życzliwość, szacunek dla drugiego człowieka pomagają mi zachować komfort psychiczny i fizyczny. Nie zjadają mnie frustracje, złe emocje, nie noszę w sobie zadr. Jestem w stanie rozmawiać z każdym. Także w pracy. Staram się traktować drugiego człowieka jak czystą kartę. Zapisuję ją dopiero wtedy, gdy kogoś poznaję. To najlepsza metoda. Oczywiście nie namawiam wszystkich, żeby tak żyli, ale warto to przetestować.
Zaczynamy 2017 rok. Zaplanujmy sobie, obok remontu łazienki czy wyjazdu na wakacje, obdarowywanie innych uśmiechem i życzliwością. Ja dostaję to później z powrotem. Dlatego jestem szczęśliwy. Naprawdę przeżyłem dużo złych rzeczy i naprawdę mam wiele powodów, by się obrażać na polskie społeczeństwo czy polskich polityków. Ale to byłaby ostatnia rzecz w moim życiu, bo wiem, że to nie jest tego warte. Jak się będę obrażał, to inni też będą nieżyczliwi dla mnie.
Zacznijmy więc od siebie.
Robert Biedroń. Działacz społeczny, aktywista LGBT i polityk. Urodził się w 1976 r. w podkarpackim Rymanowie, a wychował w Krośnie. Ukończył politologię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. W 2001 roku współzakładał Kampanię Przeciw Homofobii, najważniejszą polską organizację zajmującą się sprawami osób LGBT. Był jedną z pierwszych osób w kraju, które publicznie ujawniły swoją orientację seksualną. Politycznie był zawsze związany z lewicą: najpierw z SdRP, potem SLD i ostatnio z Twoim Ruchem. W 2011 roku został pierwszym w historii Polski jawnym gejem wybranym do Sejmu. Obecnie jest prezydentem Słupska.