artykuły
Siergiej Ławrow i Władimir Putin (fot. Sergei Karpukhin/AP)
Siergiej Ławrow i Władimir Putin (fot. Sergei Karpukhin/AP)

Negocjacje z Rosjanami czasem mogą przypominać grę w rosyjską ruletkę. Obstawiać trzeba wysoko i niestety łatwo się przejechać. To chyba najbardziej wytrawni negocjatorzy świata, bo traktują negocjacje z perspektywy realpolitik , co trafnie podsumował Jarosław Bratkiewicz:

"Rosyjska służba zagraniczna wydatnie przyczyniła się do uformowania tradycyjnej dyplomacji, której zasadą przewodnią była gra o sumie zerowej. Działalność dyplomatyczna oznaczała - jeśli można sparafrazować Clausewitza - wojnę prowadzoną innymi środkami, ale wszak wojnę: bezpardonową, zaborczą, wyniszczającą. Makiawelizm przenikał ducha tej dyplomacji, która gorliwie uczestniczyła w przedsięwzięciach, jakie dziś uznano by za nadużycia i pogwałcenia porządku międzynarodowego, praw narodów i suwerenności państw albo wręcz za zbrodnie przeciw pokojowi. Tyle że zamiast na polach bitewnych i w pożodze wojennej, akcja dyplomatyczna przebiegała w wystawnych pomieszczeniach pałacowych, przy frykasach i świecach, z muzyką kameralną w tle. Tradycyjna dyplomacja rosyjska szczególnie wydatnie hybrydyzowała wystawność i galanterię entourage'u z barbarzyńską zawziętością w osiąganiu celu".
Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow (fot. Maxim Shemetov/Reuters) ()

Jerzy Maria Nowak, po wieloletnich doświadczeniach z rosyjskimi dyplomatami przy NATO, potwierdza - to wybitni gracze: "Rosjanie potrafili nieźle łączyć swoje działania z tradycjami carskiej i rosyjskiej dyplomacji. Byli dobrze przygotowanymi, cierpliwymi, twardymi i konsekwentnymi negocjatorami. Mieli coś z azjatyckiej bezwzględności w wykorzystywaniu najmniejszych pomyłek czy błędów partnerów. Często pojawiał się u nich nieznośny patos w wypowiedziach i skłonność do gigantomanii w niektórych projektach porozumień. Prowadząc z nimi rokowania, rzadko miałem przekonanie o ich lojalności i prawdomówności, często prowadzili 'szachową grę', jak sami lubili ją określać". Także profesor Roman Kuźniar w Genewie przy ONZ miał okazję nieco się na Rosjanach sparzyć:

"To nie są ludzie, z którymi można coś na poważnie ustalić. Ich dyplomacja nie działa według zasady 'bona fides', czyli w dobrej wierze. Jeśli co do czegoś się umawiamy - czy to ustnie, czy pisemnie - to wierzymy w to i dotrzymujemy słowa w dobrej wierze właśnie. To jest niezwykle ważne. Oni jednak reprezentują inną cywilizację. Dla nich fałsz, nieprawda, dwulicowość to chleb powszedni, to jest wpisane w ich kulturę polityczną i odnajduje odzwierciedlenie w logice ich zachowań dyplomatycznych. Można mieć kolegę Rosjanina i często z nim rozmawiać, ale nie można mu ufać. Trzeba być z nimi bardzo ostrożnym. Rosjanom imponuje to, że na przykład Polak potrafi wypić dwie czy trzy zimne wódki i dotrzyma im kroku. To w nas cenili: że byliśmy nie tylko jak ci z Zachodu, ale też w jakiejś mierze potrafiliśmy się zachować jak 'bracia Słowianie'. To pozwalało stworzyć pewną otwartość, przez którą dało się wybadać intencje i czegoś się dowiedzieć. Ale z nimi karty trzeba trzymać przy sobie. Nigdy nie wiadomo, jak się zachowają przy stole obrad ".

A gdy do tego dodać, że w rozmowach z zagranicznymi partnerami Rosjanie nadal czują się jak reprezentanci imperium, nie dziwi, że stosują też groźby czy próbują metod z czasów zamierzchłego komunizmu, zwłaszcza wobec swoich dawnych satelitów. Ambasador Jerzy Bahr przestrzega:

"Jak się rozmawia z przedstawicielami służb specjalnych, to biorą nas pod rękę, ciągną w kąt pokoju i przekonują: 'No, postarajcie się być grzeczniejsi'. To są takie dobre rady wujka, który dziś wprawdzie bierze pod rękę, ale jutro może dać w mordę. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, że sytuacja się zmieniła i my jesteśmy już gdzie indziej".

" To jest tak, jakbyście wszyscy przeszli przez Syberię"

Stefan Meller wraz ze swoją partnerką Ewą pewnego razu przyjmował u siebie w domu rosyjskiego premiera Jewgienija Primakowa. "Mój rosyjski był jeszcze słaby, ale Primakow jak urzeczony słuchał Ewy; w końcu nie wytrzymał i spytał, gdzie tak nauczyła się języka. Ewa na to bez namysłu: 'Na Syberii, w okolicach Permu, a potem jeszcze dalej '. Primakow chciał obrócić to w żart. 'No tak, teraz wszyscy Polacy opowiadają, że byli na Syberii. A z kim się pani bawiła?'. 'Z rosyjskimi dziećmi, bo polskich prawie tam nie było. Aha, również z ukraińskimi i tatarskimi'. Wtedy Primakow, który jest człowiekiem o wielkiej wiedzy, zadał jej nagle pytanie po tatarsku. A Ewa odpowiedziała bez wahania - nagle wrócił jeden z języków dzieciństwa. Primakow osłupiał. 'Rzeczywiście, to jest tak, jakbyście wszyscy przeszli przez Syberię', powiedział w zadumie".

Władimir Putin podczas spotkania Rady Bezpieczeństwa na Kremlu (fot. Alexei Druzhinin/AP) ()

Gra o sumie zero

W negocjacjach prowadzonych przez Kreml często dominują agresja i brak zaufania. Rosjanie myślą nie tyle o tym, żeby więcej ugrać, ale by stracić mniej niż partner. Należy to zaakceptować i niestrudzenie realizować przyjętą uprzednio strategię. Ambasador Bahr podkreśla, że rosyjska siła w negocjacjach wynika z drobiazgowego przygotowania, dyscypliny i porządku:

"Kilka razy mogłem rzucić okiem na notatki strony rosyjskiej. Zauważyłem wtedy, że bardzo logicznie, na wykresach, rozpisane są problemy do poruszenia. Wszystko w odpowiednich krateczkach. Podejrzewam, że takie krateczki istniały jeszcze w XIX wieku i przeszły - tak jak liczydło przekazywano kolejnemu pokoleniu - w nowe, sowieckie, a następnie we współczesne czasy. Chylę więc czoła przed ich biurokratyczną sprawnością. Ale muszę przyznać, że w ostatnich czasach i w polskiej dyplomacji bardzo się to poprawiło. Chodzi o to, że znienacka w trakcie rozmowy druga strona może wrzucić jakiś temat nieprzewidziany i nieustalony wcześniej" .

Dlatego właśnie, jak podkreśla Bahr, należy być równie dobrze przygotowanym co Rosjanie - zawczasu rozpisać wszystkie możliwe scenariusze, przed rozpoczęciem negocjacji podzielić się rolami i nie zostawiać w osamotnieniu szefa delegacji: "Ktoś mi opowiadał, że gdy w 1974 roku był konflikt na Cyprze, to Rosjanie mieli przygotowanych ponad 30 wariantów rozwoju sytuacji typu: wejdą Grecy, wejdą Turcy, wejdą Amerykanie, wejdą Rosjanie, wejdzie ONZ, nikt nie wejdzie etc. I któryś z tych wariantów się sprawdził. Rosjanie w takim myśleniu o świecie są niedościgli. My nie musimy się z nimi ścigać, bo Polska nie prowadzi globalnej polityki" .

Jak grać z Rosjanami w dyplomatyczną ruletkę?

Jak przejrzeć Rosjan? Trzeba dobrze zrozumieć ich intencje, duszę i przeniknąć w serca oraz umysły. Temu celowi posłużą słowa Adama Daniela Rotfelda:

"Kultura polityczna państw Wschodu zakłada, że nieprzejrzystość i tajemniczość są siłą rządzących, a zarazem pozwalają skryć słabości. Największą tajemnicą objęte jest bowiem to, co stanowi dysfunkcjonalność i słabość tych państw. Jest to w istocie podejście typowe dla wszystkich państw totalitarnych, autorytarnych i po prostu niedemokratycznych. Niemcy hitlerowskie i stalinowska Rosja ukrywały słabe strony, ale demonstrowały swoją potęgę wojskową, urządzały niezliczone wojskowe pokazy i parady. Miały one budzić strach i paraliżować potencjalne ofiary agresji. Nigdy czegoś takiego nie robili Brytyjczycy ani Amerykanie. Nie przypominam sobie żadnych pokazów i demonstrowania środków przenoszenia broni masowej zagłady w Waszyngtonie. W Moskwie odbywało się to regularnie" .

Użyteczne są dwie refleksje - "kto kogo?" i "kto za kim?". To znaczy kto rozdaje najsilniejsze karty w sytuacji, w której negocjują Rosjanie (kto kogo może ustawiać w kozim rogu) oraz kto i dlaczego ich popiera, a równocześnie kogo oraz dlaczego oni popierają (kto za kim). Nie wolno się też przejmować, gdy Rosjanie grożą odejściem od stołu negocjacyjnego, zerwaniem rozmów czy obrażają się. To tylko teatr. Jedynym naprawdę skutecznym instrumentem wobec tak wytrawnych dyplomatów jest odwaga, o czym przekonał się ambasador Stefan Meller, gdy na rozmowy do Rosji przyjechał były już wówczas minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski:

"Miał odczyt, tłumaczył Rosjanom, że świat się zmienił, że trzeba się dogadywać. Na sali siedziało wielu prominentnych polityków, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego. W pewnym momencie Bartoszewski zaczął przekonywać zebranych, że warto rozmawiać z Amerykanami, że oni naprawdę nie są groźni. Rozgrzany wykładem, rozłożył ręce w patetycznym geście i zagrzmiał:

'Czego wy się boicie?! To tacy sami Europejczycy jak my, tylko że ich przodkowie byli kryminalistami!'

Co się działo... Widziałem osłupiałych Rosjan, którzy najpierw jakby nie dowierzali temu, co usłyszeli, a potem salwy śmiechu rozchodziły się po sali jak fale po morzu. Zaniepokoił mnie tylko ambasador amerykański Alexander Vershbow, który siedział w pierwszym rzędzie. Trochę się żachnął, więc musiałem mu szeptem wytłumaczyć dowcip Bartoszewskiego; zareagował prawidłowo, czyli wybuchem śmiechu. Rosjanie nigdy nie zapomnieli Bartoszewskiemu tego wykładu, właściwie do dzisiaj mówi się o tym w Moskwie z dużą radością".

Władysław Bartoszewski i Stefan Meller (fot. Wojciech Olkuśnik/AG) ()

Unikać jednak należy nadmiernej krytyki Rosjan - co podkreśla Jerzy Bahr. Naszym wschodnim sąsiadom wybitnie trudno przyznawać się do błędu - są wręcz dogmatycznie przekonani o nieomylności Moskwy. Dobrze obrazuje to historia, do której doszło w pewnym małym miasteczku w Rosji:

"Wszedłem do sklepu, w którym niczego nie było do kupienia. Na półkach stał jakiś ocet - nie wiem, dlaczego przeżywał wszelkie kryzysy komunistyczne i zawsze trwał. Byłem głodny i trochę się wściekłem: 'To co, nawet jedzenia nie macie?'. Na środku sklepu stała jakaś babcia. Widzę, że na mój widok robi się czerwona, zaczyna tupać nogami i woła w tym pustym sklepie: 'U nas wsio jest! U nas wsio jest!'. (...) Uważają, że to, co się u nich dzieje, nie nadaje się na krytykę. Myślenie tego rodzaju występuje zarówno u zwykłych ludzi, jak i u tamtejszych elit. Ostatnio czytałem, że podczas rokowań ktoś ze strony rosyjskiej rzekł: 'To chce pan powiedzieć, że Kreml się myli?'.Gdyby dotyczyło to Białego Domu, Downing Street, można by pomyłkę uznać za rzecz normalną. U nich nie. Taka postawa wynika być może z tego, że Rosja przez wiele lat była izolowana od świata lub izolowała się sama. Wszak łatwiej się rządzi tymi, którzy mniej wiedzą". (...)
były ambasador RP w Rosji Jerzy Bahr (fot. Adam Golec/AG) ()

Alkoholowa prowokacja Rosjan w Kaliningradzie

Czasem bronią służącą upokorzeniu dyplomatów może być alkohol. O tym uczy historia Jerzego Bahra z czasów, gdy był konsulem w Kaliningradzie:

"Padliśmy (...) ofiarą prowokacji. Wymierzona była przeciwko mnie, ale przez przypadek nie ja byłem jej ofiarą. Miałem już wtedy zastępcę. Na kilka godzin przed organizowaną przez miejscową administrację imprezą na statku, na którą byłem zaproszony, okazało się, że bardzo pilnie muszę pojechać do kraju. Powiedziałem koledze, by wybrał się w moim zastępstwie (...). W środku nocy - wcześniej zdążyłem wrócić znad granicy do domu, a mieszkałem już w mieście - zadzwonił telefon, abym natychmiast zjawił się w hotelu, gdzie mieszkał kolega i gdzie nadal było nasze biuro. W holu zobaczyłem jakichś dziwnych ludzi. Widać było, że mój zastępca trochę wypił, ale zachowywał ten rodzaj monumentalizmu, który uzyskuje się na pięć minut przed padnięciem. Okazało się, że na imprezie potraktowano go kilkunastoma toastami, a był to młody człowiek, który nie miał doświadczenia, jak się ma zachować (...). Po imprezie rzekomo miał zabrać teczkę ambasadora Rosji w Warszawie Jurija Kaszlewa, który był na tym spotkaniu. I tę teczkę rosyjskie służby miały teraz znaleźć w naszym pomieszczeniu".

Jak wspomina Bahr, była to ewidentna prowokacja, czuł się jednak bezradny i nie miał pomysłu, jak poinformować o całym zajściu Centralę. A kaliber problemu sprawiał, że było to konieczne.

"Kontakt telefoniczny w tak skomplikowanej sytuacji niczego by nie dał. Uratował mnie przypadek. Przypomniałem sobie, że noc w tym hotelu spędza pewien znany mi polski artysta. Napisałem kilka słów i w środku nocy obudziłem go, prosząc, by wracając rano do Polski, w odpowiednie miejsce tę wiadomość przekazał. List był na tyle dramatyczny, że już po południu przyjechała do Królewca ważna delegacja z MSZ, aby mnie wspomóc. Jej pojawienie się było zupełną niespodzianką dla miejscowych, którzy dopiero szykowali się do akcji medialnej".
Okładka książki 'Ambasadorowie. Czego nie powie ci królowa' i szef dyplomacji Rosji Siergiej Ławrow (fot. mat. wyd. SQN/Maxim Shemetov/Reuters) ()

Książka "Ambasadorowie. Czego nie powie ci królowa" ukazała się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non .

Łukasz Walewski. Dziennikarz radiowej Trójki. Prowadzi audycje Trzecie oblicze dyplomacji, Trzy strony świata i Europa od kuchni. Autor książki Przywitaj się z królową. Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim, wykładowca dziennikarstwa. Szczęśliwy mąż i ojciec, miłośnik Hiszpanii, żeglarstwa, narciarstwa i dobrego poczucia humoru. Popełnia gafy. Marcin Pośpiech . Od 2009 roku dziennikarz radiowej Trójki (laureat konkursu Grasz o staż). Wyróżniony w konkursie Europejskiej Unii Nadawców URTI 2013, finalista Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego w 2012 roku. Nadawał korespondencje z kilkunastu państw świata. Publikował w "Tygodniku Powszechnym", "Press", "Poznaj Świat".