W Weekend.gazeta.pl m.in.:
- Kapitan Antoni Powalski. Kiedyś po zakończonym rejsie usłyszał jak pasażerowie pilotowanego przez niego samolotu wychwalają Amerykę i narzekają na Polskę. Odezwał się do nich wtedy słowami piosenki Anny German. Gdy skończył ją cytować, niektórzy mieli łzy w oczach. Kapitan Antoni Powalski regularnie raczy podróżnych fragmentami poezji, szczególnie podczas lądowań. Rafał Sonik napisał mu w podziękowaniach: Kiedykolwiek lecę z Tobą, jestem szczęściarzem. Wydaje mi się, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Angelika Swoboda spotkała się z panem Antonim i namówiła go między innymi do tego, żeby zdradził fragmenty własnej twórczości.
- Longyearbyen. Kiedy fotografka Dominika Gęsicka dowiedziała się o istnieniu tego miejsca, zarezerwowała bilet, wsiadła do samolotu i wylądowała na Spitsbergenie. W Longyearbyen, najbardziej wysuniętej na północ ludzkiej osadzie. Tam, gdzie nikt nie zamyka domów, a na spacerze za miastem można natknąć się na niedźwiedzia polarnego. W rozmowie z Magdaleną Gorlas fotografka mówi: - W Longyearbyen nikt się nie rodzi i nikt nie umiera. Oczywiście tylko teoretycznie. Wiadomo jak to jest z porodami, mogą zdarzyć się wcześniej. Nie można być tam pochowanym, z powodu wiecznej zmarzliny. Można powiedzieć, za tytułem filmu braci Coen, że "to nie jest kraj dla starych ludzi".
- Sekrety Białego Domu. Za urzędowania Billa Clintona praca w Białym Domu przypominała jazdę kolejką górską. Para prezydencka kłóciła się czasem tak zażarcie, że personel był zaszokowany poziomem rzucanych przez Clintonów obelg. Kilku pracowników rezydencji powiedziało mi, że podczas skandalu z Monicą Lewinsky Hillary Clinton wyglądała na zmęczoną i przybitą. Żałowali jej, bo wiedzieli, że nade wszystko potrzebowała tego, czego mieć nie mogła, czyli prywatności - pisze Kate Andersen Brower w książce "Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu" , która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak. Ten światowy bestseller powstał dzięki godzinom rozmów z byłymi członkami personelu, pierwszymi damami i rodzinami prezydentów. Przytaczamy smakowite fragmenty.
- Toruńskie Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki . Jak twierdzi Filip Springer , wygląda doskonale zarówno na zdjęciach, jak i w rzeczywistości: - To architektura oferująca złudzenie obcowania z czymś powstałym w wyniku działania sił natury, a nie rąk człowieka. Z zewnątrz budynek wygląda jak formacja skalna (w nieprzychylnej interpretacji - ściana wspinaczkowa), od środka przypomina jaskinię. Zaprojektował go pochodzący z Teneryfy architekt Fernando Menis. Jak zaznacza nasz felietonista, nie obyło się jednak bez kontrowersji. Postawienie tego obiektu tak blisko najcenniejszych zabytków Torunia zostało odebrane jako ruch zbyt radykalny.
- Zofiówka. Niegdyś jedna z najbardziej innowacyjnych instytucji tego typu w Europie, dziś opuszczona ruina, której ściany pokrywają wulgaryzmy i plamy po kulkach od paintballa. Gdy zatarła się pamięć o dawnych lokatorach, Zofiówka, Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów w Otwocku, przyciąga jedynie miłośników ekstremalnych wrażeń. Próbka? Proszę bardzo: Dziś Ryan wymyślił nam nowe zarąbiste zadanie spędzenia całej nocy w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Pisze o tym w Weekendzie Emilia Wanat .
- Dzieci pytają o wiarę . Karolina Oponowicz zebrała setki pytań na temat religii, które nurtują dzieci, i zadała je duchownym sześciu wyznań: judaizmu, katolicyzmu, prawosławia, protestantyzmu, islamu i buddyzmu. Tak powstała książka "Bozie, czyli jak wygląda Bóg?" , ciekawa nie tylko dla najmłodszych czytelników. Jej autorka tłumaczy Agnieszce Wądołowskiej , jak rozmawiać z dziećmi o sprawach życia i śmierci.
- Bal Debiutantów. Wiemy, że bal trąci fanfaronadą i operetką. Naprawdę jesteśmy normalnymi ludźmi, a nie bucami - przekonuje Kajetan Rościszewski, jeden z uczestników Balu Debiutantów. To organizowane co dwa lata przez hrabinę Jolantę Mycielską wydarzenie przyciąga "dzieci z towarzystwa": potomków arystokratów, polityków i biznesmenów. Teoretycznie chodzi o kultywowanie tradycji i działalność charytatywną. Praktycznie są i inne korzyści, o których "ciocia Jola" nie wspomina. Jakie? Sprawdza Maja Hawranek.
- Złote czasy PO. I nie chodzi tutaj o Platformę Obywatelską. Antoni Macierewicz powiedział niedawno, że do polskich szkół powinny wrócić lekcje przysposobienia wojskowego. Rację na Twitterze przyznał mu Radosław Sikorski. Co prawda od kilku lat uczniowie gimnazjów i szkół średnich uczestniczą w lekcjach edukacji dla bezpieczeństwa, ale zdaniem niektórych polityków to za mało. Czy PO wróci do szkół? Ciężko nam wyrokować. Zamiast tego, razem z Mateuszem Witkowskim zachęcamy do wspomnień tych, którzy o jego rzekomych dobrodziejstwach mogli przekonać się na własnej skórze.
Hanna Rydlewska . Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl