artykuły
Magdalena Kostyszyn (fot. Adrian Blachut)
Magdalena Kostyszyn (fot. Adrian Blachut)

W 1975 roku 90 proc. mieszkanek Islandii postanowiło wziąć udział w masowym proteście. 24 października nie pojawiły się w miejscach pracy, nie wykonywały też żadnych prac domowych. W ten sposób chciały skłonić mężczyzn, żeby wreszcie zaczęli doceniać ich wkład w życie rodzinne i społeczne. W ekonomię, naukę, bezpieczeństwo, edukację czy zdrowie publiczne. "Długi piątek" sprawił, że kobiecy głos w końcu został usłyszany. Czy w październiku 2016 roku wydarzy się w Polsce coś podobnego? Czy "czarny poniedziałek" coś zmieni? Czy ogólnopolski strajk kobiet przeciwko projektowi ustawy zaostrzającej kary za aborcję przekształci się w pospolite ruszenie?

Chciałabym w to wierzyć. Chciałabym myśleć, że kobiety staną w naszym kraju do walki o swoje prawa, czyli o podstawowe prawa człowieka, które chcą łamać religijni fundamentaliści. Chciałabym, żeby #CzarnyProtest ogarnął całą Polskę, żeby zjednoczył wszystkie kobiety - bez względu na to, jakie partie na co dzień popierają, jaki mają światopogląd, jak zostały wychowane i jak wychowują swoje córki. Oby zrobiły to właśnie dla nich, dla pokolenia, które dopiero dorasta, z myślą o potencjalnych cierpieniach, których młodym Polkom może w przyszłości przysporzyć tak radykalne, nie liczące się z ich zdrowiem, życiem i godnością prawo.

Ch***owa Pani Domu , czyli Magdalena Kostyszyn - w wywiadzie, którego udzieliła Ninie Harbuz-Karczmarewicz - mówi o tym, że nie chce wypowiadać się na tematy polityczne. Co prawda, na znak protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego na jedno ze spotkań autorskich ubrała się na czarno, jednak w żaden sposób do tego nie nawiązała. Kto miał wiedzieć, ten wiedział. Nie wrzuciła też do sieci swojego zdjęcia w czarnym stroju, nie wykorzystała ogromnego potencjału mediów społecznościowych, w których ma tylu fanów. Dlaczego? Może dlatego, że ostatnio - kiedy wrzuciła na bloga post o tym, że gwizdanie za ładną kobietą na ulicy to seksizm, a nie komplement - spotkała ją krytyka ze strony własnych czytelniczek? To one napisały, że Ch***owa Pani Domu jest przewrażliwiona. Jak więc ocenią rozmowę w Weekendzie, w której ich idolka mówi, że nie chciała powielać patriarchalnego modelu rodziny, który wyniosła z domu? - Pod wywiadami, których udzielam najwięcej negatywnych komentarzy dostaję od kobiet - mówi Kostyszyn. Zobaczymy...

Ch***owa Pani Domu (fot. Adrian Blachut)

A Weekend.gazeta.pl także m.in.:

- Prof. Bogdan de Barbaro. Ewa płacze. Hania przyznaje, że ma gulę w gardle, kiedy wchodzi do domu. Nie umieją ze sobą rozmawiać, dawno nie próbowały tego robić. Profesor Bogdan de Barbaro stara się im pomóc. Słucha. Próbuje dotrzeć do sedna konfliktu między matką a córką. Paweł Łoziński filmuje prowadzoną przez niego terapię. I powstaje jeden z najciekawszych dokumentów ostatnich lat - "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" . O kulisach powstania obrazu profesor opowiada u nas Annie Bielak .

Prof. Bogdan de Barbaro, kadr z filmu "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" (fot. materiały prasowe)

- "Magazyn Porażka" . - Jest skierowany do tych, którym nie wyszło, czyli do prawie wszystkich - uważa jego pomysłodawca, Stanisław Klęski . Na swojej stronie na Facebooku publikuje memy, w których obśmiewa hipokryzję mediów, marketingowe manipulacje i poradnictwo w stylu: jesteś wyjątkowy, możesz wszystko, nie poddawaj się, a świat będzie twój. Arkadiuszowi Gruszczyńskiemu Klęski mówi: - Polacy są biedni i wkurzeni. Nie taki świat nam obiecano...

Stanisław Klęski, pomysłodawca "Magazynu Porażka" (fot. archiwum prywatne / facebook.com/magazynporazka)

- Danuta "Wira" Szlachetko. Uczestniczka powstania warszawskiego. Jako nastolatka walczyła z bronią w ręku, przedzierała się kanałami, przenosiła meldunki, odkopywała i opatrywała rannych. Wojna zabrała jej rodziców i starszą siostrę. Po klęsce powstania została wywieziona do obozu jenieckiego w Oberlangen. Po jego wyzwoleniu emigrowała do Wielkiej Brytanii. Tam rozpoczęła nowe życie. Synowi powiedziała niedawno, że powstanie towarzyszyło jej każdego dnia. On zaś mówi Angelice Swobodzie : - Gdyby nie powstanie, mama nie poznałaby taty i ja bym się nie urodził.

"Wira" z synem Georgem (fot. archiwum prywatne)

- Beksińscy. Obsypana nagrodami "Ostatnia rodzina" (reż. Jan P. Matuszyński, scenariusz Robert Bolesto) opowiada o 28 latach z życia rodziny Beksińskich. Brawurowe role w filmie zagrali: Aleksandra Konieczna, Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik. Obraz już w kinach, a w Weekendzie rozmowa z Magdaleną Grzebałkowską , autorką książki "Beksińscy. Portret podwójny" . Marcina Radomskiego przekonuje: - Oni bardzo się kochali. Nie widzę ich jako rodziny szczególnie cierpiącej.

Kadr z filmu "Ostatnia Rodzina" (fot. Hubert Komerski)

- Śladami Józefa Bema. W 1929 roku, 70 lat po śmierci Józefa Bema, dokonano w Syrii ekshumacji jego zwłok. Wróciły do Polski pociągiem. Ciało generała spoczęło w Tarnowie, w mauzoleum umieszczonym nad ziemią - jako muzułmanin nie mógł zostać pochowany na cmentarzu. Przemysław Branas postanowił współcześnie powtórzyć podróż, którą przebyła trumna Bema. - W Stambule dużo myślałem o Polsce, gdzie nikt jeszcze nikogo nie zabija, ale bije się ludzi po twarzy, gdy w tramwaju mówią po niemiecku - mówi Marcinowi Różycowi .

Fragment performansu Przemysława Branasa (fot. Paweł Dudziak)

-

Filmowy portret żałoby.

15-letniego Arthura Cave'a znaleziono wieczorem, 14 lipca 2015 roku, w okolicach Brighton. Spadł z klifu o wysokości 18 metrów. Chłopak był w ciężkim stanie. Przechodnie udzielili mu pierwszej pomocy, helikopterem został przetransportowany do miejskiego szpitala, gdzie zmarł.

Nick Cave (fot. Kerry Brown / materiały prasowe)

Wiadomość o śmierci syna dotarła do Nicka Cave'a, kiedy wraz z zespołem The Bad Seeds pracował nad płytą "Skeleton Tree" . Tragedia, która dotknęła muzyka, wpłynęła na ostateczny kształt tego albumu. Krążek trafił niedawno na sklepowe półki, a w kinach na całym świecie przez jeden dzień wyświetlano obraz Andrew Dominika , przyjaciela Cave'a, którego muzyk poprosił, by przez pół roku towarzyszył mu z kamerą. Arturowi Zaborskiemu Dominik opowiedział o okolicznościach powstania "One More Time with Feeling" . - To film o nieobecności - mówi.

Hanna Rydlewska . Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl