artykuły
Silver Tower (fot. Filip Springer)
Silver Tower (fot. Filip Springer)

Na to, że w polskiej przestrzeni publicznej można bezkarnie zrobić absolutnie wszystko, dowodów mamy bez liku. Można je kategoryzować według kubatury, (bez)stylu, bezczelności inwestora czy nieudolności architekta. Najwyższy z tych dowodów stoi we Wrocławiu i nazywa się Sky Tower. To pomnik ego właściciela, biznesmena Leszka Czarneckiego. Przez chwilę istniało zagrożenie, że wielki biznes i wielkie pieniądze będą miały w tym mieście tylko jeden architektoniczny ekwiwalent. Czarną, arogancką wieżę Saurona, która bezpowrotnie zniszczyła panoramę miasta.

Na szczęście są jednak we Wrocławiu architekci, którzy odpowiedzialność za przestrzeń potrafią łączyć z biznesowym sukcesem. I to oni, a konkretnie Pracownia Projektowa Maćków, stoją za budynkiem Silver Tower. Bo to o nim będzie dziś mowa.

Każdy, kto przyjeżdża do Wrocławia pociągiem, musi ten budynek zobaczyć. Wypełnił on pustą działkę u zbiegu ulic Piłsudskiego i Dworcowej. To w bezpośrednim sąsiedztwie odrestaurowanego niedawno dworca. I właśnie to sąsiedztwo było pierwszym wyzwaniem dla architektów.

(fot. Filip Springer)

Historyczna bryła jest silnym akcentem w tej części miasta. Każdy, kto chce tu cokolwiek postawić, musi się jakoś do niej odnieść. Architekci Silver Tower potraktowali miasto jak palimpsest, dopisując do niego po prostu kolejną historię.

Budynek jest na wskroś nowoczesny i formalnie nie nawiązuje do zabytkowego dworca. Nie znaczy to jednak, że nie prowadzi z nim dialogu. Renowacja dworca objęła bowiem również leżący przed nim rozległy plac. Zaopatrzono go w nową nawierzchnię, współczesne w wyrazie ławki i wiaty. W ten sposób historyczna przestrzeń kolejowej stacji znalazła kontynuację we współczesności. Architekci projektujący Silver Tower postanowili się do tej opowieści po prostu podłączyć. Dopisali ciąg dalszy. Bo jeśli z jednej strony mamy przeszłość, a pośrodku współczesność, to Silver Tower jest tu dobrze napisaną przyszłością.

(fot. Filip Springer)

Ta przyszłość ma jednak swoje korzenie, a te sięgają modernizmu. Obiekt składa się z kilku położonych na sobie brył, które nieco obrócono względem siebie w osi pionowej. W ten sposób cała sylweta została zdynamizowana, budynek wygląda jakby był w ciągłym ruchu, jakby obracając się wokół własnej osi, ciągle szukał sobie w tej części miasta miejsca.

I tutaj znów pojawia się nawiązanie do kontekstu, być może niezamierzone. Rozkołysanie Silver Tower przywodzi na myśl inny budynek w okolicy. To stojący przy skrzyżowaniu Dworcowej i Kościuszki tak zwany "trzonolinowiec" - efekt architektonicznego eksperymentu, którego mieszkańcy uskarżają się do dziś na delikatne kołysanie całej konstrukcji (gmach wzniesiono, wykorzystując w budowie szkielet wspierający się na linach wypuszczonych w dół z masywnego trzonu).

(fot. Filip Springer)

Już całkowicie zamierzonym i świadomym ukłonem w stronę modernistów są też w Silver Tower białe, pionowe "żyletki", które dodatkowo zdynamizowały całą bryłę. W rozbitej nimi szklanej elewacji odbija się miasto i niebo. Budynek wygląda ascetycznie, czysto i bardzo elegancko.

(fot. Filip Springer)

A trzeba pamiętać, że działka w centrum miasta tania na pewno nie była, musiała więc zostać wykorzystana tak intensywnie, jak to tylko możliwe. W budynku pomieszczono przestrzenie biurowe, hotel, dyskont spożywczy i restaurację.

Inwestor i architekci znali jednak umiar. Wysoka na 55 metrów rozchwiana, srebrna wieża wyrasta z sześciokondygnacyjnej podstawy, która wysokością nawiązuje do okolicznych budynków. Owszem, powstała w ten sposób nowa, silna dominanta, ale sprawia ona wrażenie organicznego wynikania z miasta. Efekt ten został spotęgowany niewielkim skwerem przed głównym wejściem do budynku; znalazło się tu miejsce na ławki i trochę zieleni.

(fot. Filip Springer)
(fot. Filip Springer)

To, co jednak w nim najważniejsze, to lekcja architektonicznej kultury, jaką autorzy tego projektu dali całemu miastu. Czarna wieża Leszka Czarneckiego zawłaszczyła Wrocław, całkowicie go sobie podporządkowała, zmuszając do fałszywej adoracji. W jej cieniu powstał jednak budynek, za którym stoi już zupełnie inna filozofia. Nadal rządzi tu pieniądz, ale już inny, mniej arogancki. Taki, za którym stoi elegancja i klasa.

Filip Springer . Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi "Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach " (Karakter) oraz "Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne), " 13 Pięter " (Czarne) i "Księgi zachwytów " (Agora SA). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

(fot. Publio.pl)