artykuły
(fot. Robert Pałka)
(fot. Robert Pałka)

"Sługi Boże" - kryminał z doborową obsadą (m.in. Bartłomiej Topa, Adam Woronowicz, Julia Kijowska, Małgorzata Foremniak) wchodzi na ekrany kin 16 września. Film zakwalifikował się do tegorocznego konkursu głównego w Gdyni. Trailer jest już w sieci - tortury, pościgi, strzelaniny, policjanci, duchowni i mroczne, kościelne wnętrza. Zapowiada się ostra jazda.

Na razie wiadomo tyle, że gdy z wieży wrocławskiego kościoła rzuci się młoda niemiecka milionerka, do miasta przyjadą berlińska policjantka i wysłannik Watykanu. Śledztwo w pozornie oczywistej sprawie samobójstwa podejmie Warski, doświadczony (także przez los) oficer dolnośląskiej komendy. Psi nos podpowie mu, że dziewczyna nie skoczyła sama. Zanim jednak zdąży cokolwiek rozwikłać - z wieży spadnie kolejna kobieta.

Niespełna miesiąc przed premierą filmu na rynku pojawia się książka pod identycznym tytułem - i tu zaczyna się nowa zagadka, tym razem w realu. Jak ustaliłam, "Sługi Boże" napisał nikomu nieznany autor Adam Forman.

Czy ta powieść to jego debiut? - Mało prawdopodobne - twierdzą krytycy i blogerzy, którzy przeczytali już "Sługi Boże". - Może być to raczej efekt skoku w bok przedstawiciela jakiejś wyższej literackiej półki. Przecież kryminał "Prowadź swój pług przez kości umarłych" napisała nawet podwójna laureatka Nike Olga Tokarczuk, a Agnieszka Holland pracuje nad jego ekranizacją. Niedawno też na półkę z kryminałami trafił Jacek Dehnel, który ze swoim partnerem Piotrem Tarczyńskim napisali kryminał podpisany pseudonimem Maryla Szymiczkowa (ponoć niedługo ukaże się już drugi ich wspólny kryminał retro o przygodach obdarzonej detektywistycznym instynktem profesorowej Szczupaczyńskiej).

Kard z filmu "Sługi Boże" (fot. Robert Pałka)

Jednak "poważni" pisarze zwykle bawią się konwencją kryminału, głęboko ją przetwarzają. Tymczasem powieść Adama Formana to kryminał pełną gębą realizujący założenia gatunku. Więc to może któryś ze znanych autorów kryminałów postanowił pod przybranym nazwiskiem stworzyć nową parę detektywów i rozszerzyć swoje pole działania? A może przy okazji również swoją autorską płeć?

Kim więc jest Forman? Katarzyną Bondą? Katarzyną Puzyńską? - Niemożliwe - mówi człowiek świetnie znający kryminalną branżę. - One wydają powieść rocznie, więc jakim cudem udałoby się im napisać jeszcze jedną? Oczywiście jeśli w perspektywie jest film, pokusa, żeby się sprężyć jest duża. Ale "Sługi Boże" nie wyglądają na powieść pisaną gdzieś na boku. To na prawdę pod każdym względem świetna literacko robota. Więc może to ktoś z Zachodu albo ze Skandynawii, wynajęty do napisania scenariusza i powieści?

- Za dobrze zna polskie realia - mój rozmówca przeczy głową. - "Sługi Boże" nie jadą schematami ani nie powielają stereotypów, co się cudzoziemcom piszącym o naszym kraju zdarza nagminnie. To chyba jednak ktoś stąd. Ktoś z literackim doświadczeniem i doskonałą orientacją, na czym polega dziś tworzenie kryminalnej intrygi. Mogę sobie co najwyżej wyobrazić, że to jakiś polsko-skandynawski duet. Albo, biorąc pod uwagę bohaterów powieści, duet polsko-niemiecki. Bo przecież Niemcy są może mniej od Skandynawów popularną, ale jednak kryminalną potęgą. Nazwiska? Bardzo proszę: Charlotte Link, Jan Seghers, Nele Neuhaus...

Człowiek, którego zdjęcia nie ma w internecie, człowiek, który nie ma konta na Facebooku, do tego nie występuje w dostępnych bazach pisarzy, dziennikarzy, scenarzystów. Adama Formana nie znają ludzie z branży filmowej, telewizyjnej ani literackiej.

- Nie słyszałem o nikim takim, pewnie jakiś debiutant - mówi mi Zygmunt Miłoszewski, autor dwóch kryminałów , które doczekały się ekranizacji kinowej. - Ale niech pani popyta kogoś jeszcze, bo ja jestem trochę w innym świecie, piszę właśnie kolejną książkę.

Kard z filmu "Sługi Boże" (fot. Robert Pałka)

Pytam zatem Tadeusza Sobolewskiego, krytyka filmowego.

- Szukam tajemniczego autora książki, który chyba się ukrywa.

- To na pewno nie jestem ja.

- A skąd pan już wie, o kogo spytam?

- Bo ja się nie ukrywam.

- Czy imię i nazwisko Adam Forman coś panu mówi?

- Nic.

- A tytuł "Sługi Boże"?

- To wiem. Kryminał. Ale o autorze jakoś nie słyszałem.

- Może komuś zależy, żeby o Formanie było cicho?

- Może...

Podobnie jest wśród wydawców - nikt Formana nie kojarzy, nikt go nie zna. Jakim cudem anonimowy debiutant (o ile to debiutant) dorobił się ekranizacji swego pierwszego kryminału, skoro nie ma jeszcze filmów o takich wielkich postaciach polskiego kryminału, jak choćby radca Eberhard Mock (bohater książek Marka Krajewskiego) czy profilerka Sasza Załuska (bohaterka Katarzyny Bondy )?

Idę tropem postaci. Warskiego gra Bartłomiej Topa. Może on coś wie?

- Moja postać to komisarz wydziału zabójstw, który przekracza czasami prawo po to, by ratować życie. Jest trochę samotnym wilkiem, jak to w kinie gatunkowym, w kryminale.

- No właśnie... co z tym kryminałem, z książką "Sługi Boże"? Zna pan autora? Adama Formana?

- Nie znam, ale dam pani adres mailowy.

Biorę ten adres i wysyłam pytanie człowiekowi, który nie ma Fejsa, nie twittuje, którego próżno szukać z pomocą wyszukiwarek (wychodzą tylko jacyś Formanowie z USA, głównie prawnicy).

Czekam pięć dni, w końcu nadchodzi krótka wiadomość.

"Tak, Sługi Boże to moja robota. Dziękuje za zainteresowanie, pozdrawiam".

Natychmiast wysyłam kolejne pytanie.

"Dlaczego pan się nie chce ujawnić?"

Tym razem odpowiedź jest jeszcze krótsza.

"Bo na to za wcześnie".

 

Fragment książki "Sługi Boże" Adama Formana:

Intensywnie purpurowa szminka powoli wysuwa się z oprawki. Męska dłoń ostrożnie maluje małe usta. Dziewczynka ma rude włosy i piegi, które równomiernie obsiadły jej twarz. Osiem, może dziewięć lat i przerażenie w oczach. Drżą jej powieki i bose stopy. Pomalowane paznokcie u stóp jeszcze schną. Siedzi sztywno na taborecie pośrodku pokoju z resztkami oliwkowej lamperii schodzącymi ze ścian. Kiedyś była tu szwalnia. Ale po maszynach zostały tylko połamane stoliki.

Na jednym z nich przysiadł szczupły blondyn o ostrym nosie i głęboko osadzonych stalowych oczach. Pochyla się nad dziewczynką. Trudno ocenić, ile ma lat. Jest upudrowany, usta pociągnął błyszczykiem, ogolił dziś rano pachy i genitalia. Teraz ma na sobie tylko szary szlafrok, klapki i czarne, gumowe rękawiczki.

- Wiła wianki... - nuci pod nosem.

Jeszcze jedno pociągnięcie szminki. Prawie gotowe.

- Wiła wianki i wrzucała je do wody... - śpiewa i wyrywa z saszetki wilgotną chusteczkę.

Przez chwilę wydaje mu się, że słyszy za drzwiami jakiś dźwięk. Milknie.

Nie, tylko mu się wydawało.

Albo nie wydawało.

Kard z filmu "Sługi Boże" (fot. Robert Pałka)

***

Drzwi są zbyt mocne nawet dla tarana. Trzeba założyć ładunki. Kiedy pirotechnik kończy, reszta facetów upchniętych na klatce odsuwa się od drzwi. Trzy, dwa, jeden! Równoczesne eksplozje rozrywają stalową futrynę. Stalowe skrzydło wpada do środka, krzesząc iskry na betonowej posadzce.

- Gleba, kurwa! Gleba!

Antyterroryści rozpełzają się w kłębach dymu poprzecinanego przez błyski latarek.

Koniec podniecających planów, koniec pieśni o wiankach, rycerzyk młody łapie dziecko wpół. Obchodzą go z trzech stron, celują w jego stronę, krzyczą. Osaczony przyciska dziewczynkę do siebie. Przykłada lokówkę do wilgotnej szyi. Robi dwa kroki w tył - opiera plecy o odarty z tynku filar.

- Postaw dziecko na ziemi! - drżąca czerwona plamka z kolimatorowego celownika kładzie się na ustach blondyna. On podciąga w górę dziewczynkę i chowa twarz za jej głową. Przez moment karminowe światełko błyska na czole dziecka - i gaśnie.

- Odsuń się! Postaw dziecko na ziemi!

- Postaw dziecko na ziemi!

- Na ziemi!

Policjanci wrzeszczą jeden przez drugiego. Dziewczynka piszczy. Blondyn coś szepce jej do ucha. Zbliża lokówkę do policzka. Jeszcze bliżej... Strzał pada z końca zaczadzonej sali, zza pleców ludzi w hełmach, z kłębów poderwanego w ciemności kurzu. Komisarz Waldemar Warski wynurza się z cienia.

Książka "Sługi Boże" Adama Formana będzie miała premierę 25 sierpnia. Ukaże się nakładem wydawnictwa Agora

Ebook jest już dostępny w Publio.pl >>

"Sługi Boże", Adam Forman (fot. materiały prasowe)

Agnieszka Urazińska . Dziennikarzem chciała być od kiedy pamięta. Najpierw została magistrem stosunków międzynarodowych, później trafiła do "Gazety Wyborczej" w Łodzi. Od 15 lat sprawdza, czy to był dobry wybór. Wciąż lubi mówić do ludzi, jeszcze bardziej - słuchać, a najbardziej - o ludziach pisać.

(fot. Publio.pl)