artykuły
(fot. Filip Springer)
(fot. Filip Springer)

Nie ma chyba ważniejszej kategorii budynków niż te, w których kształcą się dzieci. I nie tylko dlatego, że w dobrej architekturze jest im po prostu dobrze. Zaprojektowane z rozmysłem otoczenie staje się dla nich estetycznym standardem, którego (miejmy nadzieję) będą szukać i który będą chciały powielać także w poza(przed)szkolnym życiu.

(fot. Filip Springer)

Na myśl przychodzi mi tu opowieść śląskiego architekta Przemo Łukasika, który w starej, kopalnianej lampiarni zaprojektował swoje mieszkanie - słynny Bolko Loft. Jego dzieci miały problem w szkole na lekcjach plastyki, bo gdy dostawały zadanie narysowania domu, to uparcie rysowały budynek na wysokich nogach i z płaskim dachem. A przecież każdy, nawet dorosły, wie, że domek ma dach dwuspadowy z czerwonej dachówki (choć w Polsce tak naprawdę kopertowy i z blachy, ale jak narysować blachę?).

Tak, jeśli zmiana w zmasakrowanej estetycznie Polsce ma nadejść, to przyniosą ją w głowach następne pokolenia.

(fot. Filip Springer)

Mamy już w kraju kilka budynków edukacyjnych, którymi możemy się chwalić. Wśród nich wymienić trzeba zespół szkolno-przedszkolny we wrocławskich Maślicach (projekt: Anna Bać i Krzysztof Cebrat - grupa synergia, współpraca: Biuro Projektów R2 Rubik Lesław). Na uwagę zasługuje też choćby brawurowa modernizacja III Liceum Ogólnokształcącego w Tychach, której dokonał miejscowy architekt Robert Skitek z pracowni RS+. Swoją pracą dowiódł, że wprowadzanie koloru do architektury o PRL-owskim rodowodzie nie musi się kończyć estetyczną rzezią.

(fot. Filip Springer)

Od września ubiegłego roku znakomitym otoczeniem cieszą się też przedszkolaki z przedszkola Żółty Słonik w Ostrowi Mazowieckiej. Budynek ich przedszkola, zaprojektowany przez XYStudio, jest bowiem wspaniałym przykładem architektury spektakularnej, ale nienachalnej i takiej, która ma szansę zostawić pozytywny ślad w głowach jej absolwentów.

Niewielkich rozmiarów obiekt wybudowano na planie podkowy. W dwóch jego skrzydłach znajdują się sale przedszkolne o przesuwnych ścianach. Ich wnętrze można więc aranżować w zależności od aktualnych potrzeb. Pomiędzy nimi znalazł się hol wraz z pokojami biurowymi pracowników. Roztacza się z niego widok na niewielkie patio z piaskownicą i drewnianymi podestami oraz lekki ażurowy pawilon, umożliwiający przeprowadzenie części zajęć na świeżym powietrzu.

(fot. Filip Springer)

Z zewnątrz budynek zwraca uwagę prostą, ale niepozbawioną finezji bryłą. Od frontu jego skrzydła delikatnie się unoszą. W jasnej, drewnianej elewacji wycięto jedynie okrągłe okna, które nadają mu nieco figlarnego, beztroskiego charakteru. Uwagę zwraca ich usytuowanie - znajdują się one na wysokości oczu dzieci. Patrząc przez nie z wnętrza, możemy się cieszyć obrazami, które przy ich pomocy wykreowali architekci. Z boku obiekt ujmuje już regularnością bryły, nieco rozbitą żółtymi panelami, które świetnie kontrastują z zielenią otaczającej budynek trawy.

(fot. Filip Springer)

W bezpośrednim otoczeniu przedszkola znalazło się miejsce na dwa wyłożone tartanem place zabaw, które częściowo przykryto efektownymi, materiałowymi zadaszeniami przypominającymi nieco żagle bądź latawce. Ich obecność jest konieczna, na działce nie rośnie bowiem ani jedno większe drzewo. Rachityczne drzewka dopiero zasadzono i obecne przedszkolaki nie mają co marzyć o tym, że skryją się w ich cieniu.

(fot. Filip Springer)

Patrząc na ten budynek trudno uwierzyć, że on w ogóle istnieje. I wcale nie chodzi o świetny projekt. Bardziej o okoliczności jego powstania. Wybudowała go bowiem prywatna firma - znajdująca się nieopodal fabryka mebli Forte. Jej logo to żółty słoń, stąd też nazwa samego przedszkola. Obiekt służy pracownikom fabryki. Mogą tu odstawić swoje pociechy i iść do pracy. Niby rzecz normalna, ale takie to już czasy, że jakoś bardzo dziwi. Bo przecież na takie fanaberie pozwalano sobie za ciężkiej komuny (przyzakładowe przedszkola nikogo wtedy nie dziwiły). A teraz jest kapitalizm, wszyscy liczą złotówki, "interesy w Polsce tak ciężko prowadzić"... A tu masz - przedszkole, rzecz ze wszech miar niedochodowa, niepraktyczna i kłopotliwa. A jednak da się. I to z taką klasą!

(fot. Filip Springer)

Książki Filipa Springera są dostępne w Publio.pl>>

Filip Springer . Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi "Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach " (Karakter) oraz "Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne), " 13 Pięter " (Czarne) i "Księgi zachwytów " (Agora SA). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

(fot. Publio.pl)