artykuły
(fot. materiały prasowe)
(fot. materiały prasowe)

Rynek Dębnicki w Krakowie, choć znajduje się piętnaście minut piechotą od Wawelu, jest miejscem, gdzie turyści raczej nie docierają. Cicho tu i spokojnie. Kilka sklepów i stoisk na małym bazarku. Jedną z uliczek odchodzących od Rynku jest ulica Bałuckiego. Kiedy tylko się na nią wchodzi, trudno nie zauważyć XIX-wiecznej willi otoczonej różanym ogrodem. To pensjonat U Pana Cogito.

Na pierwszy rzut oka normalny hotelik. Nieduży, ale ładny i przytulny. W ogrodzie stoliki, parasole, kelnerzy krzątają się bezszelestnie. W recepcji uśmiechnięta pani sprawdza rezerwacje. Wszystko płynie normalnym, hotelowym rytmem.

Goście zwykle nawet nie zdają sobie sprawy, że 24 na 34 pracowników pensjonatu to osoby z chorobami psychicznymi. Najczęściej ze schizofrenią. Ale zdarzają się też chorzy z psychozami czy upośledzeniem intelektualnym. Praca tutaj jest dla nich terapią i rehabilitacją. A cała kadra - jedną wielką rodziną.

Pensjonat U Pana Cogito (fot. materiały prasowe)

*

Jakub Ignaczak, recepcjonista: - Jestem leczony od siedmiu lat. Czasami miewam niespokojne myśli, zmienne nastroje. Bywam otępiały albo maksymalnie pobudzony. Praca tutaj daje mi nie tylko doświadczenie zawodowe, które mogę wykorzystać w dalszej karierze. Przede wszystkim odnalazłem tutaj siłę, poczułem się potrzebny, mam swoje cele.

*

- Był koniec lat 90. Grupa psychologów z Krakowa wyjechała do Edynburga. Tam zabrano ich do hotelu Six Mary's Place, w którym zatrudniane są osoby niepełnosprawne. Bardzo im się ten pomysł spodobał, stwierdzili, że to mogłoby się udać także w Krakowie - mówi Agnieszka Lewonowska-Banach, dyrektor pensjonatu.

W 1999 roku Lewonowska-Banach dopiero zaczynała pracę jako pielęgniarka w klinice psychiatrii. Zgłosiły się do niej Stowarzyszenie Rodzin "Zdrowie Psychiczne" i Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej. Usłyszała: - Robimy hotel, w którym będą pracować niepełnosprawni, szukamy osoby, która poprowadzi to przedsięwzięcie. Może ty?

- Czy się bałam? Agnieszka Lewonowska-Banach się uśmiecha. - Ja nie boję się wyzwań, a nawet je lubię. Taką już mam naturę. Choć gdybym wtedy wiedziała, ile trudności i schodów spotkam po drodze, nie wiem czybym się zgodziła. Ale stało się tak, że trudności nie załamywały, a mobilizowały. Nasza codzienna praca tutaj wymaga duszy społecznika. Nie każdy jest gotowy poświęcić się dla innych, wspierać słabszych, nawet kosztem własnych sukcesów czy kariery.

Jednak od początku pomysł jej się podobał. Hotel w założeniu miał bazować na turystach, a jednocześnie miał pomagać leczącym się psychiatrycznie. Nie ma w Polsce drugiego miejsca, które w taki sposób wspomagałoby chorych.

 

Poszukiwania idealnego budynku trwały rok. Musiał mieć odpowiednią wielkość - nie za duży, ale taki, który pomieści kilkudziesięciu gości. Ważna była też lokalizacja - nie w samym centrum, a jednocześnie nie na przedmieściach. W 2000 roku do stowarzyszeń zajmujących się pensjonatem  dotarła dobra wiadomość. Miasto postanowiło im przekazać dwa budynki w krakowskiej dzielnicy Dębniki: neorenesansową willę z 1890 roku oraz sporą przybudówkę z 1920 roku. Trzeba było je wyremontować, ale to nikomu nie przeszkadzało - ważne, że udało się znaleźć idealne miejsce.

Równolegle z renowacją toczyły się szkolenia dla podopiecznych stowarzyszeń. Część z nich została zatrudniona w pensjonacie. Przygotowania zajęły ponad dwa lata. Pierwszy gość przekroczył próg hotelu 16 czerwca 2003 roku.

*

Barbara Płachta, pomoc kuchenna: - Jedyne, co czułam w życiu, to był smutek, żal, lęk. Przeszłam próbę samobójczą. Potrafię być czynna, działać, robić co do mnie należy, ale wciąż się trochę gubię. Tutaj nauczyłam się żyć z moją chorobą. Ta terapia daje mi poczucie, że mogę przenosić góry.

*

Pensjonat U Pana Cogito to w sumie 14 pokoi, sala konferencyjna, restauracja. Trzy gwiazdki, ceny, jak na Kraków, bardzo przyzwoite.

- Jeszcze 10, 15 lat temu o osobach chorujących psychiatrycznie myślało się jak o kimś nieprzewidywalnym, kogo trudno jest włączyć w środowisko zawodowe. To wynik negatywnego stereotypu i kompletnej niewiedzy o chorobach psychicznych. Chcieliśmy to odczarować - tłumaczy Agnieszka Lewonowska-Banach. - Nie było łatwo stworzyć miejsce, które by pomogło im wyjść z cienia. Pierwsi w Polsce zaproponowaliśmy chorym pracę na eksponowanych stanowiskach. Są w bliskim kontakcie z gośćmi, tak naprawdę pełniąc funkcję wizytówki naszej firmy. Byliśmy prekursorami, bo do tej pory chorych chowało się gdzieś na zapleczach, tam gdzie ich nie widać - dodaje.

Agnieszka Lewonowska-Banach, dyrektor pensjonatu (fot. materiały prasowe)

Chorzy są kelnerami, pokojówkami, recepcjonistami, ogrodnikami. To dzięki nim hotel funkcjonuje tak prężnie. Na próżno szukać informacji o tym, że pracownicy są osobami leczącymi się psychiatrycznie. Nie ma jej na stronie internetowej, na wizytówkach, w samym pensjonacie.

- Z założenia gość nie powinien się zorientować, że nasz hotel jest inny niż wszystkie. Nie chcemy narażać się na odrzucenie, myślenie stereotypami. Nastawiamy się raczej na cichą edukację - ktoś przyjedzie raz, drugi, dowie się, kim są nasi pracownicy, ale będzie wiedział już, że jest tu czysto, smacznie i miło - tłumaczy Lewonowska-Banach.

Z zarobionych pieniędzy można nie tylko utrzymać pensjonat, ale też organizować turnusy rehabilitacyjne, zajęcia dla pracowników i podopiecznych stowarzyszeń. Ani grosz nie jest tutaj zmarnowany.

- Mamy stałych klientów, którzy cieszą się, że płacąc za pokój, wspomagają nas i robią jednocześnie coś dobrego - uśmiecha się Lewonowska-Banach.

Pan Wojciech jest w pensjonacie ogrodnikiem (fot. materiały prasowe)

*

Teresa Piżuch, pokojowa: - Na wolnym rynku byłoby mi trudno znaleźć pracę, a pensjonat jest dobrym miejscem dla ludzi takich jak ja - po kryzysie. Po 10 latach przerwy wróciłam do pracy. Muszę przez to codziennie wyjść z domu, zarabiam.

*

Pracownicy mają normalne zmiany po osiem godzin - czasami krócej. To zależy od ich stanu i samopoczucia. W przerwie mogą zrelaksować się w specjalnym pokoju. Jeżdżą na obozy, codziennie są rehabilitowani. Cały czas pod okiem specjalistów, którzy jednocześnie pracują w hotelu. Ale najważniejsze dla nich jest to, by móc rozmawiać z innymi. Muszą się przełamać, uśmiechnąć i zagadać do kogoś obcego, nierzadko z zagranicy. To na początku trudne, potem wchodzi w krew.

- Chorzy potrzebują środowiskowego modelu opieki psychiatrycznej. Bo wyzdrowienie nie zależy tylko od łykanych tabletek, ale też od tego, w jakim otoczeniu chory przebywa, czy pracuje, czy nauczy się obsługiwać kartę bankomatową, prowadzić samochód. Lokalne środowisko, w którym się pojawił kryzys, jest też tym miejscem, w którym można uruchomić zdrowienie - mówi dr hab. Andrzej Cechnicki, psychiatra z Collegium Medicum UJ i wiceprzewodniczący Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej, od początku zaangażowany w Cogito.

Razem z Agnieszką Lewonowską-Banach mają podwójnie trudne zadanie: muszą zapewnić gościom maksimum komfortu, ale też zadbać, by pracownicy byli szczęśliwi. Trzeba tak pokierować ich terapią, by mogli ją przejść po swojemu, powoli. Każdy ma inny plan rehabilitacji, indywidualnie dopasowane stanowisko.

24 na 34 pracowników pensjonatu to osoby z chorobami psychicznymi (fot. materiały prasowe)

Organizacja pracy w takim miejscu jest o wiele bardziej skomplikowana niż w zwykłym hotelu. Pracownicy muszą cały czas być przygotowani, że ktoś zacznie zachowywać się nieracjonalnie, załamie się albo będzie nadpobudliwy. To jednak jeszcze nigdy nie wydarzyło się przy gościach.

- Chorzy potrzebują nie tylko nas, psychiatrów. Potrzebują, byśmy jako całe społeczeństwo przestali się ich bać - dopowiada dr Cechnicki. - Osoby chorujące chcą opowieści o sobie jako ludziach, a nie tylko jako o pacjentach . Praca jest dla nich motorem zdrowienia. Ogranicza nawroty choroby, zmniejsza potrzebę ponownych hospitalizacji, ogranicza konieczność zażywanych leków, tworzy więzi, przywraca poczucie bycia potrzebnym, pozwala zarobić pieniądze i nadaje życiu sens. I taką rolę od lat pełni pensjonat U Pana Cogito.

*

Monika Przyborowska, pokojowa: - Nie lubię mówić o mojej chorobie. Mam schizofrenię. Czasami, kiedy myję schody, wydaje mi się, że zaraz wyleję wodę albo spadnę na dół. Mimo że nic się nie dzieje! Ale nauczyłam się wykonywać niektóre czynności. Kiedyś bałam się odezwać, teraz wchodzę do pokoju i pytam, czy potrzebne jest sprzątanie. Dużo się zmieniło w moim życiu. Byłam zamknięta w sobie, miałam tylko jedną koleżankę. Teraz mam mnóstwo przyjaciół.

*

- Trudności w Cogito się nie kończą, ale ewoluują, zmieniają charakter - mówi Lewonowska-Banach. - Sama praca z tak dużą grupą niepełnosprawnych zawsze jest sporą trudnością, ale to nasz chleb powszedni. Wiemy, jak reagować w różnych zaskakujących sytuacjach. Gorsze jest to, że obrastamy w biurokrację. Funkcjonujemy na styku działalności gospodarczej i ustawy o rehabilitacji społecznej i zawodowej. To rodzi coraz więcej procedur, a nie mamy czasu na siedzenie w papierach, bo musimy zajmować się hotelem i pracownikami. Dochodzi do tego, że im więcej w Polsce jest formalności do załatwienia, tym słabiej dostrzega się indywidualnego człowieka.

Pani Dorota pracuje jako pokojówka (fot. materiały prasowe)

Jednocześnie twórcy pensjonatu podkreślają, że w ciągu 13 lat działania hotelu wiele się zmieniło. Cogito stał się naturalnym elementem dzielnicy, mieszkańcy znają to miejsce, wiedzą, czym jest. Ewoluowało też podejście do osób niepełnosprawnych - okazało się, że to też mogą być pracownicy, którym powierza się odpowiedzialne zadania. Powstały kolejne projekty, wzorowane na pensjonacie - na przykład Gospoda Jaskółeczka w Radomiu.

*

Dorota Trybis, pokojowa: - Byłam dwa razy w Kobierzynie (Szpital Specjalistyczny im. dr. J. Babińskiego, gdzie trafiają osoby z chorobami psychicznymi - przyp. red.). Po tych pobytach nie wróciłam już do dawnej pracy. Nie mam zbyt wielu szans na rynku. Kiedy tylko moja rodzina dowiedziała się o Cogito, od razu postanowili mnie tam wysłać. Start był radosny, pełen nadziei. Hotel nam wszystkim bardzo się spodobał, ciągnęło nas tu. Wspieramy się z innymi pracownikami, nigdy się nie popychamy nawzajem. Jesteśmy rodziną. Nauczyliśmy się żyć tak, by sprawiać wrażenie zdrowych.

*

Kiedy wyszuka się w internecie hasło "Pensjonat U Pana Cogito", pokazują się opinie:

Russ H: Usytuowany jest ok. 15 minut piechotą od Wawelu i około 20 minut piechotą od Starego Miasta. Obudziliśmy się i spróbowaliśmy śniadania w cenie. Jedzenie było świeże i o wysokim standardzie, zasadniczo było to śniadanie w stylu kontynentalnego bufetu. Ogólnie, gdybym miał wrócić do Krakowa, zatrzymałbym się w tym hotelu jeszcze raz!

Polskamom1: Zatrzymywaliśmy się w tym hotelu kilka razy w ciągu ostatnich 10 lat i jest to ciągle nasze ulubione miejsce. Hotel znajduje się po drugiej stronie rzeki od strony Wawelu, co oznacza, że miejsce leży z dala od zatłoczonych ulic i wysokich cen.

Emilka1962: Jedzenie świeże, bardzo dobrze przyprawione - pyszne. Obsługa przemiła i zawsze pomocna.

*

Grażyna Kłusek, pomoc kuchenna, kelnerka: - Myślałam, że rehabilitacja wystarcza, ale to nieprawda: miałam kilkanaście nawrotów choroby. To nie jest jak z chorą nogą - choroba psychiczna potrzebuje dłuższego leczenia. Każdy dzień to coś innego. Choć umiem opanować objawy, nie jestem od nich wolna. Praca mnie motywuje, pozbawia poczucia pustki. Wiem, że tu jestem potrzebna. Przeżyłam kilka prób samobójczych, chciałam umrzeć. Teraz wiem, że chcę żyć.

*

Agnieszka Lewonowska-Banach: - U Zbigniewa Herberta Pan Cogito chciał stanąć na wysokości zadania i patrzeć losowi prosto w oczy. Dokładnie tacy sami są nasi pracownicy.

*Wszystkie wypowiedzi pracowników pochodzą z filmu "U Pana Cogito"

Katarzyna Kojzar . Dziennikarka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. Autorka książki "Profesor Skalski. Uczeń Religi. Lekarz od cudów". Uzależniona od kawy i reportaży. Nieustannie zachwycona Krakowem.

(fot. Publio.pl)