Zija Bażajew to właściciel ogromnej kompanii naftowej Alians, niezwykle sprawny przedsiębiorca, działacz państwowy, inicjator wielu działań charytatywnych. Artiom Borowik to szef holdingu Sowierszenno Siekrietno (Ściśle Tajne), wydającego gazetę o takim samym tytule oraz czasopismo "Wiersija", a także autor telewizyjnego programu również noszącego nazwę Sowierszenno Siekrietno. Dziennikarz znany z rzetelności i odwagi. Z wraku samolotu znikają ich telefony komórkowe. Znika też teczka z dokumentami Borowika. Akta śledztwa w tej sprawie od początku opatrzone są klauzulą "Ściśle tajne".
Trzy miesiące wcześniej...
W czasopiśmie Artioma Borowika "Wiersija" z 18 stycznia 2000 roku ukazuje się tekst pod niemieckim tytułem Das ist Putin z jego fotografią w czapce niemieckiego oficera z okresu II wojny światowej. Autorzy usiłują rozwikłać kilka niezbyt pochlebnych dla bohatera zagadkowych wydarzeń z wcześniejszych etapów jego życia. Niespodziewanie do najbardziej tajemniczego okresu, o którym pod koniec artykułu piszą, należy ten - wydawałoby się - najbardziej niewinny: dzieciństwo Putina.
Otóż większość informacji na ten temat jest ściśle tajna. [W Wikipedii dostępna jest oficjalna biografia Władimira Putina -red.] Rozwiązanie jednej z zagadek nastąpiło jak w kiepskim serialu. Jedni w nie uwierzyli, inni nie. Na wierze dobrze jest się opierać wówczas, gdy do dowodów sięgnąć nie można. Jeśli zaś można, warto się z nimi zapoznać. Wedle tego kiepskiego scenariusza początek życia prezydenta wyglądał zupełnie inaczej niż w oficjalnej biografii: nie ten ojciec, nie ta matka, nie to miejsce urodzenia, nie ta data.
Matka
"Tak, jestem matką Wołodii" - wyznaje gruzińskiej gazecie "Alija" Wiera Nikołajewna z domu Putin, od kilkudziesięciu lat żyjąca w Gruzji, w wiosce Metechi. Jest początek stycznia 2000 roku. (...) Prowincja Gruzji żyje swoim ciężkim, biednym życiem. (...) Dlatego sylwestrowy fajerwerk, jaki 31 grudnia 1999 roku odpalił Rosjanom prezydent Jelcyn, ogłaszając swoim następcą Władimira Putina, w gruzińskiej wiosce nie został zauważony.
Do wyznania Wiery z domu Putin może by wcale nie doszło, gdyby nie to, że w Metechi pojawili się ludzie szczególnie zainteresowani nią i rodziną jej męża Gieorgija Osiepaszwilego. Przybysze rozpytywali o synka Wiery, Wołodię, który przyjechał tu jako maleńki chłopczyk, żył u Osiepaszwilich, a zniknął, gdy miał niemal dziesięć lat. Przybysze prosili też o pokazanie zdjęć małego Wowy, a potem wszystkie zabrali, niektóre nawet bez wiedzy właściciela. Dużo tego nie było, kilka sztuk. Dopiero wtedy mieszkańcy Metechi zdali sobie sprawę z metamorfozy ich Wowy we Władimira Władimirowicza Putina.
20 stycznia 2000 roku Wacha Ibragimow dzwoni (...) z Tbilisi do Moskwy, do znajomego Czeczena Zii Bażajewa, który pyta: - Słyszałeś? W Groznym piekło. Ruscy zastosowali broń chemiczną. Zrobili z nas poligon! - A czego można się spodziewać po armii z takimi dowódcami? - Podobno Putin to kythla [czecz. "bękart" - przyp. aut.]. - Słyszałem. Myślisz, że to prawda? - To jest prawda - odpowiada Ibragimow. - Rozmawialiśmy z jego matką, przyrodnią siostrą i świadkami jego dzieciństwa. - To byłaby bomba w Moskwie! Przecież trwa kampania wyborcza - ekscytuje się Bażajew. - Ale w Moskwie nikt nie zaryzykuje takiego tematu - wątpi Ibragimow. - Wszyscy tam na punkcie Putina powariowali. - Ja jednak spróbuję - oświadcza Bażajew.
(...) 23 stycznia Zija Bażajew dzwoni z Moskwy do Tbilisi i oznajmia, że Artiom Borowik z programu "Sowierszenno Siekrietno" bardzo się zainteresował tematem i uważa, że to "prawdziwa bomba", pod warunkiem jednak, że znajdą się jakieś zdjęcia, bo bez nich "sprawa zostanie przedstawiona tak, jakby jakieś zapadłe Metechi chciało sobie przypisać zasługę wychowania przyszłego prezydenta Rosji". Radzi też, żeby się z poszukiwaniami nie afiszować i dzwonić, gdy uda się zdjęcia znaleźć. Wydawało się, że to zadanie niewykonalne. Mijał luty. Czas umykał. (...)
Śledztwo
"Podczas całego okresu pracy w Metechi, no i w Tbilisi, czuliśmy, jak potężne siły próbują nam przeszkodzić - wspominał Wacha Ibragimow. - W tamtym czasie, gdy toczyła się już wojna Rosji z Czeczenią, przedstawicielowi Czeczeńskiej Republiki Iczkeria w Tbilisi, do niedawna traktowanemu jak, powiedzmy, przedstawiciel Francji, odebrano status dyplomatyczny i potraktowano go jak zwykłego obywatela Gruzji. Co rusz się zjawiali panowie w cywilu, żądając, byśmy zakończyli wizyty w Metechi, a jeśli nie zakończymy, grozili wielkimi kłopotami. Oficjalnego nakazu w tej sprawie nie mieli. Działali na prośbę szefów, kolegów byłego naczelnika KGB Igora Giorgadzego. Tego samego, który oskarżony o zamach na prezydenta Szewardnadzego musiał uciekać z Gruzji i skrył się pod Moskwą na daczy chronionej przez tamtejsze służby.
Giorgadze i Putin dobrze się znali: kończyli tę samą moskiewską akademię KGB, tyle że Giorgadze wcześniej. To on podarował Putinowi kaukaskiego owczarka o imieniu Małysz, którego widać na wielu zdjęciach Putina z tamtych czasów. Sami giebesznicy [tak popularnie nazywają Rosjanie funkcjonariuszy KGB - przyp. aut.] już do Metechi nie przyjeżdżali, widocznie się uspokoili, odkąd zabrali ludziom zdjęcia Wowy i zakazali o nim gadać".
Nie uspokoili się jednak Czeczeni i niektórzy gruzińscy dziennikarze. Dawid Kikaliszwili z telewizji Rustawi 2 miał szczęście: trafił do mieszkającej w Tbilisi przyrodniej siostry Putina, o imieniu Sofja, tuż po tym, jak się jej udało wydobyć zdjęcie brata od znajomego giebesznika. Właśnie ta fotografia, z dedykacją: "Na pamiątkę Gabrielowi od Wowy", zniknęła z domu Gabriela Dataszwilego [domniemany przyjaciel młodego Putina] i pokazana została w programie Kikaliszwilego "60 minut". Czeczeni otrzymali kopię.
Następną niespodziankę sprawił sam Gieorgij Osiepaszwili [domniemany ojczym Putina - red.]: od brata Wachtanga z Gori przywiózł zrobione niemal przed pół wiekiem zdjęcie chłopaczka z nieszczęśliwą miną, opatrzone dopiskiem o Wowiku, co okazał się płaksą.
Jest 7 marca 2000 roku. Znów dzwoni telefon. Z relacji Wachy Ibragimowa: "W Tbilisi z radością krzyczałem w słuchawkę: - Są fotografie! Udało się! Mimo wszystko! W Moskwie ucieszył się Zija: - Wspaniale! Wielki sukces! Trzeba szybko je tutaj przekazać. Przygotujcie się. Za dwa albo trzy dni Artiom zadzwoni do was wieczorem i powie, kogo i kiedy przyśle po materiały. Spieszy się, już przygotowuje program w telewizji . Z Tbilisi jeszcze dorzucają: - Dla Artioma mamy też ważne materiały z 1999 roku. O wysadzaniu domów. A do Metechi pojedziemy z pomocą humanitarną. Przyda się Wierze Nikołajewnej. - Znakomicie! - cieszą się w Moskwie. - Będzie świetne tło do programu Artioma. Tylko zbierzcie jak najwięcej dziennikarzy. - Jasne! - odpowiadają w Tbilisi".
Ostatni lot
Loty wynajętym jakiem-40 należały do rutynowego rozkładu zajęć Bażajewa. Także w locie planowanym na 9 marca nie było nic szczególnego. Aż do chwili, gdy późnym popołudniem 8 marca Artiom Borowik raptownie zmienił swoje plany moskiewskie na kijowskie, (...) wystukał numer Bażajewa i powiedział: "Lecę z tobą jutro". Dlaczego zmienił plany? Może jako właściciel holdingu Sowierszenno Siekrietno chciał doprecyzować warunki przejęcia przez Bażajewa pisma "Wiersija"? Ale przecież widywali się często i wszystko w tej sprawie było już ustalone Pewnie chciał osobiście przejąć nieznane dokumenty z września 1999 roku, dotyczące niedawnych ataków terrorystycznych, które wstrząsnęły Rosją: władza przypisywała je Czeczenom, lecz jej przeciwnicy widzieli w nich rękę FSB.
Dokumenty przygotowane przez Ibragimowa mogły te przypuszczenia potwierdzać. Niewątpliwie interesował się on również tajemnicą dzieciństwa Wowy. Jej ujawnienie dopełniłoby serię krytycznych wobec Putina artykułów, które już się ukazały w podlegających mu czasopismach. Miał uzasadnioną nadzieję, że nagłośnienie przykrego sekretu kandydata na prezydenta zmniejszy jego szanse w nadchodzących wyborach.
I może z tych wszystkich powodów wolał telefonować do Tbilisi z Kijowa, a nie z Moskwy, gdzie - jak wyjawił Nikołajowi Zjatkowowi z gazety "Argumienty i Fakty" - po ostatnich publikacjach na temat Putina czuł się do tego stopnia niebezpiecznie, że zapewnił sobie ochronę osobistą. Któryś z ochroniarzy wspominał, że rankiem 9 marca 2000 roku Artiom Borowik wychodził z domu w świetnym nastroju. I w takim nastroju wzbił się jakiem-40, o numerze 88170, w powietrze.
A w Gruzji tego dnia od rana Wacha Ibragimow zwijał się jak w ukropie, przygotowując ogromne przyjęcie dla oczekiwanych gości. Zgodnie z poleceniem "Zbierzcie jak najwięcej dziennikarzy" zawiadomiono, kogo się dało - dziennikarzy miejscowych i zagranicznych, nie wyłączając rosyjskich. Spodziewano się około pięćdziesięciu osób, a zgodnie z tradycyjną kaukaską gościnnością stół musiał być bogato zastawiony nawet w ubogiej wiosce. Czekano jednak daremnie.
"Z dwóch autokarów, które się pojawiły u wlotu do Wąwozu Pankijskiego, gruzińskie władze nie wypuściły ani jednego dziennikarza. Pod eskortą wozów milicyjnych, przy niemal całkowicie zasłoniętych oknach odwieziono ich z powrotem, nigdzie się po drodze nie zatrzymując. Było to tym dziwniejsze, że dotychczas nikt nie miał trudności z dojazdem do Metechi " - wspominał Wacha Ibragimow. Późnym wieczorem, wróciwszy do odległego o wiele kilometrów domu, włączył telewizor i usłyszał: "Dziś rano na lotnisku Szeremietiewo... ".
Książkę Krystyny Kurczab-Redlich "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina" można kupić w Publio.pl .
Krystyna Kurczab-Redlich. Dziennikarka i reportażystka. W latach 1990-2004 była korespondentką polskich mediów w Rosji, a od II wojny czeczeńskiej także autorką filmów dokumentalnych o Czeczenii. Pisała dla "Dziennika Polskiego", "Gazety Wyborczej", "Newsweeka", "Polityki", "Przekroju", "Rzeczpospolitej", "Szpilek", "Wprost" i "Życia Warszawy", była też związana z Polsatem. Laureatka nagród: im. Kazimierza Dziewanowskiego dla korespondenta zagranicznego, Amnesty International za publikacje o łamaniu praw człowieka w Czeczenii, im. Melchiora Wańkowicza za reportaże z Czeczenii, im. ks. Józefa Tischnera za książkę Głową o mur Kremla. W 2005 na wniosek czeczeńskiej organizacji Echo wojny, Amnesty International i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka jej kandydatura została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla.W 2007 wydała książkę pt. "Głową o mur Kremla".
r e me de la cr e me