Studio YaYo.
O tym kabarecie mówią wszyscy. I to zazwyczaj nie w superlatywach. Twórcy programu nadawanego od niedawna przez regionalną stację TVP dostają w sieci cięgi - za poziom żartów, które serwują widzom, za siermiężną, kojarzącą się z wczesnymi latami 90. oprawę wizualną skeczy, a przede wszystkim za serwilizm wobec władzy. Bo Studio YaYo to - przynajmniej w założeniu - wesoła twarz tzw. dobrej zmiany. Z pewnością jakaś twarz. I w nią staramy się spojrzeć w najbliższym wydaniu Weekendu.
Choćby po to, żeby zrozumieć, dlaczego satyrycy z kabaretu Pod Egidą decydują się firmować swoimi nazwiskami pieśni takie jak ta o marszu KOD-u, w której porównuje się jego uczestników do targowiczan. Choć i to pewnie nie jest największa manipulacja, jakiej można by się doszukać w obfitującym w suche dowcipy programie.
Mateusz Witkowski wybrał się do Milanówka na spotkanie z Ryszardem Makowskim i Pawłem Dłużewskim . Usłyszał o układach, które trzymały w ryzach środowisko kabaretowe przez ostatnie lata. Usłyszał o poprawności politycznej, której nie można się poddawać, i o celowej grze z konwencją, także w wymiarze estetycznym. Zgrana płyta? Może. Jednak yayeczny duet - dlaczego przez "y", również wyjaśniamy - to coś więcej niż heheszkowe medialne zjawisko, czy kolejny dowód na to, że sztuka robiona na polityczne zamówienie rzadko kiedy się udaje. To - odbita w krzywym zwierciadle, ale jednak - wykładnia retoryki, którą posługują się dzisiaj najważniejsze w naszym państwie osoby. Czym skecze Studia YaYo różnią się od zebrań niektórych komisji sejmowych? Czym różnią się od "występów" niektórych notabli? Tak, to pytanie retoryczne. I śmiech przez łzy.
A Weekend Gazeta.pl to m.in. również:
- Wszyscy robią talent show . Gostyń, Rawa Mazowiecka, Biała Podlaska, Leszno. Każde miasto w Polsce chce mieć swój talent show. A w nim, zamiast celebrytów z okładek kolorowych pism, prężą się lokalne gwiazdy - pielęgniarka, anglista albo rzecznik prasowy miejscowej komendy policji. Oprawa, zaangażowanie i emocje identyczne, jak w telewizyjnym studiu. - Siedzą ludzie przed telewizorem, oglądają ten Polsat i chcą być cz ęścią tamtych wielkich emocji - mówi Filipowi Springerowi jeden z bohaterów jego reportażu. Koniecznie przeczytajcie!
- Tajemnice polskich ogrodów. Jeszcze do niedawna przystrzyżony równo trawnik, basen i dom były oznaką społecznego awansu, nawet jeśli był to awans na kredyt. Czy za wysokim żywopłotem wciąż mieszkają ogrodowe krasnale? Sławek Sendzielski , miejski ogrodnik i aktywista, odkrywa przed Basią Starecką nasze wstydliwe relacje z przyrodą, gdzie wciąż liczą się głównie "moje" i "ja". A zakałą polskich ogrodów są, według niego, wszechobecne tuje. No i kostka Bauma przecinająca zieleń w najmniej oczekiwanym miejscu.
- Transplantologia po polsku. "Każdy lekarz ma za sobą jakiś cmentarz". Pionierów polskiej transplantologii to powiedzenie również dotyczy. Musieli się oni u nas mierzyć z szokującą niechęcią środowiska lekarskiego. Zarzucano im, że eksperymentują na ludziach. Nazywano mordercami. - Po kilku udanych przeszczepach szpiku kostnego rozwiązano zespół prof. Wiesława Jędrzejczaka, a jemu powiedziano wprost, że jeśli złoży podanie o paszport, dostanie go - mówi Anna Mateja , autorka książki "Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii" . Przeczytajcie wywiad, który przygotowała dla was Katarzyna Kazimierowska .
- Na tropie grobu faraona. Przed szesnastoma laty był o krok od epokowego odkrycia. Nie udało się, ale on się nie poddał. - Złapałem trop w latach 70. i nie zamierzam odpuścić! - mówi prof. dr hab. Andrzej Niwiński , który od 30 lat poszukuje zaginionego grobowca Herhora.
Profesor ma szansę spełnić swoje marzenie. Wszystkie ślady, jakie zostawili starożytni architekci, którzy ukryli grób faraona, kierują uwagę już tylko w jedno miejsce.
Annie Bielak
profesor mówi o kulisach swoich badań i eskapad.
Hanna Rydlewska . Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl