artykuły
(fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)
(fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)

Reprezentuje Pani Stowarzyszenie Lambda Warszawa, które na co dzień zajmuje się świadczeniem pomocy dla osób LGBT. Niedawno wpadliście na pomysł otwarcia hostelu interwencyjnego. Skąd taka potrzeba?

-

Koncept zakiełkował już kilka lat temu, natomiast jego realizacja rozpoczęła się w lutym ubiegłego roku. Warto przypomnieć, że w krajach zachodnich takich miejsc jest wiele. Ostatnio w Berlinie otworzył się hostel dla uchodźców LGBT, więc widać, że potrzeby rosną.

W Polsce skala przemocy wobec osób LGBT i brak prawa, które by je chroniło, od dawna wskazywały na to, że hostel interwencyjny będzie potrzebny. Zgodnie z danymi ILGA - Europe [International Lesbian, Gay, Bisexual, Trans and Intersex Association - przyp. red.] wskaźnik dyskryminacji osób LGBT w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie. Przykładowo w rankingu ILGA - Europe żadne państwo europejskie nie uzyskało maksymalnej liczby punktów, czyli plus 30. Najwyższą notę dostała Wielka Brytania - 21 punktów. Polska otrzymała jedynie 2 punkty, głównie z uwagi na nieprzejrzyste przepisy związane z procedurą korekty płci i brak ustawy o związkach partnerskich. Wraz z Fundacją Transfuzja zdecydowaliśmy się udostępnić przestrzeń ofiarom przemocy, aby udzielić im potrzebnego schronienia i wsparcia.

Wskaźnik dyskryminacji osób LGBT w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie (fot. pixabay.com)

Doświadczenie Lambdy, czyli organizacji, która na co dzień świadczy pomoc psychologiczną i prawną dla osób LGBT, pokazuje, że takie miejsce jest w Polsce bardzo potrzebne. Za pośrednictwem telefonu zaufania nasi pracownicy i wolontariusze bardzo często rozmawiają z osobami, które chcą uciec z domu albo muszą się nagle wyprowadzić ze względu na ciężką sytuację czy konflikty z bliskimi.

Co je spotyka?

- Trudno jednoznacznie określić. Stosunek naszego społeczeństwa do osób LGBT trochę się zmienia, aczkolwiek jest to powolny proces. Przemoc wobec tych osób pojawia się najczęściej w ich najbliższym otoczeniu, czyli w rodzinie albo sąsiedztwie. Często jej skala jest większa w małej miejscowości, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Taka osoba jest odrzucana, nie ma środków na życie i pomysłów na to, co ze sobą zrobić. W Warszawie jest trochę lepiej, tu można liczyć na większą anonimowość, ale i większą otwartość. Należy jednak pamiętać, że osoby, które szukają pomocy, często nie mają możliwości, żeby szybko przyjechać do stolicy. Gdy już zdecydują się na taki krok, wydają ostatnie pieniądze, żeby do nas trafić.

Czy można określić moment, w którym osoby LGBT decydują się na ucieczkę z domu?

- To kwestia indywidualnych przypadków, ale spirala nakręca się głównie wtedy, gdy te osoby zaczynają mówić o swojej tożsamości, czyli dochodzi do coming outu. Zdarza się, że ujawnienie następuje przypadkowo, na przykład dlatego, że ktoś niepożądany podsłuchał rozmowę telefoniczną. Wygląda to bardzo różnie. Nie zawsze dochodzi do przemocy fizycznej, choć ta zdarza się bardzo często. Przemoc psychiczna jest równie groźna. Statystyki pokazują, że wśród osób LGBT przemocy fizycznej doświadczyło około 15 proc., a przemocy psychicznej 44 proc. Ale już wśród osób transpłciowych statystyki są zatrważające. Proszę sobie wyobrazić, że co druga taka osoba doświadczyła jakiejś formy przemocy.

Mieszkańcy hostelu uciekają tu przed przemocą, także fizyczną (fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)

Sprawcą zazwyczaj jest ktoś z rodziny?

- Bliskie osoby stosują często przemoc psychiczną, czyli zdarzają się różne wyzwiska, obelgi, szantażowanie. Pojawia się również przemoc ekonomiczna, czyli okradanie, pozbawianie środków do życia. Również zamykanie takiej osoby w domu albo odmawianie jej dostępu do jedzenia. W Lambdzie słyszymy o bardzo wielu takich przypadkach, które mają miejsce również wobec osób poniżej 18. roku życia, ale ja mogę mówić jedynie o dorosłych, ponieważ prawo zabrania nam przyjmowania do hostelu niepełnoletnich.

Dlaczego?

- Zgodnie z prawem osoba niepełnoletnia musi przebywać pod opieką opiekuna prawnego. To trudne sytuacje, ale niestety niedopuszczalnym jest, że nastolatek ucieka z domu i przychodzi do nas, a my udzielamy mu pomocy, nie informując nikogo, np. policji, która go poszukuje. W niektórych krajach jest inaczej. Na przykład w Wielkiej Brytanii już od 16. roku życia można żyć samodzielnie i decydować o swoim miejscu zamieszkania. Ale tam też lepiej działa pomoc socjalna, która chroni nieletnie ofiary przemocy.

Twierdzisz jednak, że zgłaszają się do was osoby niepełnoletnie.

- Tak, odzywają się głównie dzięki telefonowi zaufania, ale myślę, że są świadome tego, że u nas nie będą mogły nocować. Na stronie internetowej informujemy o braku takiej możliwości. Było natomiast kilku chłopaków, których przyjęliśmy zaraz po ukończeniu przez nich 18 lat. Przyszli do nas od razu po swoich urodzinach, najwyraźniej czekali specjalnie na ten moment. To byli uczniowie liceów.

Rodziny ich nie szukały?

- Raz było tak, że ktoś zadzwonił na telefon Lambdy i dopytywał o jednego członka swojej  rodziny, bo coś podejrzewał. Zdarza się też, że nasi klienci utrzymują kontakt z krewnymi. Przeważnie gdy są młodzi i nie doświadczyli z ich strony wielu przykrości. Czasami dochodzi do pojednania, rodzina wyciąga rękę, a nasz mieszkaniec decyduje się na powrót do domu. To jednak rzadkie sytuacje.

Zgodnie z polskim prawem hostel nie może udzielić pomocy osobie niepełnoletniej (fot. pexels.com / LEEROY.CA)

Obowiązuje nas klauzula tajności co do tożsamości klientów i klientek oraz adresu hostelu. To wyłącznie ze względu na bezpieczeństwo. Jako Stowarzyszenie Lambda byliśmy ostatnio atakowani, wybito nam szyby w oknach i nachodzono nas. Dlatego staramy się utrzymać obecną lokalizację w tajemnicy. Nie możemy pozwolić na podobne ataki na miejsce, w którym przebywają ofiary przemocy.

Pytałyście kiedyś, dlaczego wasi klienci nie korzystają ze standardowych placówek - schronisk, noclegowni?

- Z naszego doświadczenia i z opowieści osób, które do nas przychodzą, wynika, że takie placówki nie zawsze są na to przygotowane. Zdarza się, że osoby LGBT ponownie doświadczają tam przemocy, tym razem ze strony współlokatorów. Co więcej, świadczą o tym również telefony pracowników schronisk, noclegowni czy innych miejsc interwencji kryzysowej. Oni nie wiedzą, co zrobić z osobami LGBT. Nie są przeszkoleni, nie mają pojęcia, jak się zachować, kiedy osoba, która do nich trafia, identyfikuje się z inną płcią niż biologiczna. To tylko potęguje w ofiarach poczucie odrzucenia. Hostel prowadzony przez Lambdę jest przede wszystkim miejscem bezpiecznym i profesjonalnym, w którym takie osoby nie są poddawane ocenom.

(fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)

Na stronie informujecie, że można się u was schronić przez dwa tygodnie. Co się dzieje po tym czasie?

- Przyjęcie na dwa tygodnie nazywamy "wstępem", podczas którego sprawdzamy, czego dana osoba potrzebuje. Rzadko zdarza się, żeby po tym czasie ktoś opuścił hostel. Co dwa tygodnie omawiamy sytuację z klientami i klientkami, dopytujemy o to, jak się czują, czy udało im się znaleźć jakieś zajęcie, staramy się monitorować ich stan psychiczny. Wysuwamy wnioski i na tej podstawie przedłużamy pobyt.

Przede wszystkim w hostelu oferujemy dach nad głową i podstawowe wyżywienie. Naszym klientom dajemy także produkty higieniczne, na przykład szczoteczkę do zębów czy ręcznik. Pamiętajmy, że te osoby najczęściej trafiają do nas bez niczego, również bez pieniędzy. Pomagamy im stanąć na nogi i rozpocząć zupełnie nowe życie. Oprócz tego świadczymy pomoc psychologiczną i konsultacje z pracowniczką socjalną. Od mieszkańców i mieszkanek wymagamy współpracy poprzez uczestnictwo w spotkaniach społeczności. Raz na jakiś czas organizujemy też warsztaty umiejętności miękkich.

Ile osób przebywa w hostelu?

- Mamy dostępnych 15 miejsc, w tym 12 łóżek i trzy materace awaryjne, w sytuacji, kiedy pojawi się pilna potrzeba. W zimie było tak, że hostel zapełnił się całkowicie. Latem jest tych osób trochę mniej, bo chyba łatwiej im przeżyć bez dachu nad głową. W tym momencie mamy osiem osób. Jedna wyszła wczoraj.

Wnętrza hostelu (fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)

A co z osobami, którym nie da się pomóc?

- Zdarzały się i takie sytuacje. Czasami ktoś musi najpierw zadbać o swoje zdrowie fizyczne bądź psychiczne, zanim hostel będzie mógł mu realnie pomóc. Bywa tak, że to my decydujemy o tym, że dana osoba nie może przebywać w hostelu ze względu na łamanie przez nią regulaminu albo stosowanie przemocy. Mamy dość restrykcyjny regulamin, na przykład obowiązuje u nas całkowity zakaz wnoszenia i spożywania używek. Określona jest też liczba wyjść nocnych. Istnieje obowiązek informowania o chęci wyjścia na noc w formie pisemnego wniosku. Od godziny 22.00 do 7.00 obowiązuje cisza nocna, więc trzeba wrócić do ośrodka, chyba że się pracuje na nocną zmianę. Osoba, która przyjdzie pod wpływem alkoholu albo narkotyków, może wrócić dopiero, jak będzie trzeźwa.

To jak wygląda zwyczajny dzień w hostelu?

- Ludzie, które do nas trafiają, na początku potrzebują odpocząć i dojść do siebie po ciężkich przeżyciach. Ale później zaczynają już normalnie funkcjonować, szukają pracy i układają sobie życie. Ich dzień niewiele różni się od zwykłego. Chodzą do pracy, trochę czasu spędzają razem, wspólnie gotują, widują się z psychologiem.

A jak wyglądają ich wzajemne relacje?

- Zazwyczaj są przyjazne, nasi klienci rozmawiają ze sobą i opowiadają o swoich przejściach. Zdarza się, że ktoś się z kimś nie polubi, ale to funkcjonuje tak, jak w normalnym życiu. Jak ktoś nie sprząta i nie udziela się społecznie, to grupa ma prawo mieć pretensje. Ale bywa też tak, że ktoś z kimś wyjdzie do kina i się zaprzyjaźni. Zdarzyło się, że klienci po wizycie w hostelu wynajęli wspólnie mieszkanie, czyli zaufali sobie wzajemnie.

Jest szansa na stworzenie nowego związku?

- W hostelu raczej nie. U nas obowiązuje zakaz aktywności seksualnej, nie można przebywać w nie swoim pokoju. Dwa razy przyjęliśmy do hostelu parę, ale obowiązywały ją takie same zasady, jak innych.

 

Jakie są koszty utrzymania tego miejsca?

- Miesięczne utrzymanie hostelu waha się między 20 a 25 tys. zł. Oczywiście jest to kwota brutto. Wynajmujemy lokal i opłacamy tam media, dostęp do telefonu i internetu. Do tego kupujemy żywność i podstawowe artykuły higieniczne dla mieszkańców. W hostelu jest całodobowa kadra i specjaliści. Jest to jedyne miejsce interwencyjne dla osób LGBT w Polsce i całej Europie Wschodniej. Mieliśmy nawet klientów z Ukrainy.

W jaki sposób udaje wam się finansować hostel?

- Mamy trochę problemów, żeby to miejsce utrzymać. W zeszłym roku całość projektu finansowana była przez Fundację Batorego. Przez parę miesięcy także amerykańska organizacja All Out pomogła nam, przeprowadzając zbiórkę funduszy. Poszukiwania odbywają się kilkoma ścieżkami, piszemy również wnioski o dofinansowania, ale nie zawsze udaje nam się je otrzymać. Jeżeli chodzi o tematykę LGBT, to czujemy, że źle się dzieje w Polsce i jest takie ciche przyzwolenie na milczenie w tej sprawie. Wiele projektów, które wysyłaliśmy z prośbą o wsparcie, było odrzucanych. Dlatego sami niedawno ruszyliśmy z akcją crowdfundingową i zachęcamy wszystkie osoby do pomocy. Wpłat można dokonać przez stronę www.lgbthostel.pl .

(fot. Stowarzyszenie Lambda w Warszawie)

Agnieszka Duszyńska. Studiowała psychologię, zawodowo od początku związana ze środowiskiem organizacji pozarządowych. Pracowała z dziećmi i młodzieżą ze środowisk narażonych na wykluczenie, a także w Fundacji Itaka, gdzie pomagała w poszukiwaniu osób zaginionych i wspieraniu ich rodzin. Od grudnia 2015 roku w Stowarzyszeniu Lambda Warszawa koordynuje hostelem interwencyjnym dla osób LGBT. Kocha podróże i dobre jedzenie.

Magdalena Linke . Historyk sztuki, studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim i brytyjskiego prawa w British Law Center, University of Cambridge. Założycielka portalu o prawie, biznesie i modzie Sezon Mag. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing i laureatka głównej nagrody Kick into Fashion Industry na festiwalu Art & Fashion by Grażyna Kulczyk w Poznaniu. Pracowała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Desie Unicum S.A. i magazynie "Art & Business". Publikuje na łamach "Zwykłego Życia", "Fashion Magazine", "Label", "Elle" i vumag.pl.

(fot. Publio.pl)