Chyba nigdzie w Polsce nie ma tylu barów, gdzie pije się do rana i to niekoniecznie w weekend . Prawie na każdym rogu można tu też znaleźć serwującą obłędne słodkości cukiernię . Ale nie tylko słodyczami Kraków stoi, regionalnym specjałem jest maczanka po krakowsku, czyli długo pieczona, zamknięta w chrupiącej kajzerce karkówka ze smakowitym sosem . Nie ma co ukrywać - krakusy lubią jeść do syta. I choć złośliwi twierdzą, że mieszkańcy dawnej stolicy Polski to centusie, to prawda jest taka, że pod Wawelem pieniądze po prostu się przejada i przepija. Ale czy dobrze i smacznie znaczy z mięsem? Czy biesiadować godzinami można również przy kuchni roślinnej?
Jeszcze całkiem niedawno na pytanie przyjezdnych roślinożerców: gdzie można zjeść coś wegańskiego, w panice przeglądałam menu azjatyckich knajpek w nadziei, że znajdę dim sumy z warzywami lub ciągnęłam delikwentów na sushi z ogórkiem i awokado. Istniejące wege przybytki odstraszały wyglądem barów mlecznych rodem z "Misia" i przyprawiającym o mdłości zapachem wszechobecnego curry. Można było odnieść wrażenie, że jarosze skazani są na kuchnię indyjską, ewentualnie bar sałatkowy. Na zadawane w restauracji pytanie: co można zjeść bez mięsa, padała przeważnie jedna odpowiedź: rybę. W mieście pełnym studentów i turystów taka dyskryminacja wegan i wegetarian była czymś niewytłumaczalnym.
Wiosną zeszłego roku zdarzył się jednak pod Wawelem cud. Prawdziwy cud nad krakowską Wisłą. Restauratorzy przekonali się do kuchni jarskiej. Dziś prawie każda szanująca się restauracja ma w karcie bezmięsne propozycje. W dodatku jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać wegańskie i wegetariańskie bary, knajpki i restauracje. Wiele miejsc serwuje dania tak pyszne, że z chęcią odwiedzają je nawet zdeklarowani mięsożercy. Gdzie w Krakowie najlepiej karmi się roślinnie? Przedstawiamy mapę wegańskich i wegetariańskich restauracji.
ul. Krupnicza 6
Nd.-Czw.: 12.00-22.00
Pt.-Sob.: 12.00-23.00
Otwarcie Pod Norenami było dla krakowskich wegan i wegetarian prawdziwym błogosławieństwem. Reklamująca się jako serwująca "kuchnię dalekowschodnią z lekką nutą wschodnią i europejską" restauracja mieści się w miejscu dla takiego przybytku wręcz wymarzonym - na ulicy Krupniczej. W bezpośredniej bliskości Uniwersytetu Jagiellońskiego, teatrów Bagatela i Groteska.
Można tu spróbować dań wegańskich i wegetariańskich kuchni m.in. koreańskiej, chińskiej i tajskiej, jak również sushi w wersji roślinnej. Bardzo solidnie reprezentowane są dania z seitanem, czyli wegańskim odpowiednikiem mięsa. Nie jest to jednak seitan klasyczny. Tutejsze "mięso", chluba szefa kuchni, ma dużo bogatszy skład, który nadają mu mąka pszenna, ryżowa, sojowa, jajka, czosnek, imbir i pieprz, oraz w wersji wegańskiej i bezsojowej: buraki i inne warzywa. Wśród wręcz eksplodujących smakiem dań znajdują się również tajskie zupy, japoński ramen czy smażone warzywa w wyszukanych sosach. Kto uważa, że bez mięsa znaczy nudno i mdło, tu na pewno zmieni zdanie.
W dodatku Pod Norenami to restauracja z prawdziwego zdarzenia, a nie obskurny bar szybkiej obsługi. Bez wstydu można tu umówić się na randkę czy biznesowe spotkanie. Ceny, jak na Kraków, są umiarkowane, wahają się w granicach od dwudziestu do trzydziestu złotych za danie. Jedynym problemem może być brak wolnego stolika, bo w porze lunchu i w weekendy najczęściej jest tu tłoczno, warto więc zrobić rezerwację.
ul. Krupnicza 12
Pn.-Pt.: 8.00-20.00
Sob.-Nd.: 10.00-19.00
Ulica Krupnicza dorobiła się już miana roślinnego zagłębia Krakowa. Oprócz Pod Norenami znajduje się tu prawie od zawsze wegetariański bar Vega. Na ten drugi przybytek lepiej jednak spuścić zasłonę milczenia. Na szczęście na Krupniczej jest też Karma. To raczej kawiarnia i bar, miejsce na szybkie śniadanie czy lunch.
Choć w menu nie ma zbyt wielu pozycji, to jakość zdecydowanie rekompensuje niewielki wybór. Można tu znaleźć dania kuchni wegetariańskiej i wegańskiej: sałatki, tarty, kanapki, tortille. Są również dania lunchowe: zupy, wschodnie makarony, faszerowane warzywa. Wszystko świeże, pięknie podane, pełne kiełków, przeróżnych ziaren i nasion. Zupę czy kanapkę zjemy w Karmie za 9 zł, większe danie za 25 zł.
Wiele potraw jest bardzo ostrych, bo kucharz lubuje się w dalekowschodniej kuchni. Zawsze znajdą się jednak łagodniejsze opcje. Można się również skusić na przepyszne ciasta i kawę, z której bar słynie. Karma ma nawet własną palarnię, a tutejszy kawiarz Bartek wygrał w 2013 roku Mistrzostwa Polski w kategorii cuptasting. Kawiarnia jest bardzo przyjazna dzieciom. Dla jednych będzie to atutem, ale np. chcący popracować tu freelancerzy mogą mieć problem ze znalezieniem ustronnego miejsca. Spragnionym ciszy i spokoju pozostaje zawsze wziąć na wynos jedną z tutejszych pysznych kanapek i kubek organicznej kawy.
ul. Starowiślna 6
Pn.-Czw.: 11.00-21.00
Pt.-Sob.: 11.00-23.00
Nd.: 11.00-20.00
Kiedy z tramwaju przejeżdżającego przez ulicę Starowiślną zobaczyłam szyld głoszący dumnie: wegański kebab, przecierałam oczy ze zdumienia. No bo wiadomo - falafel, z cieciorki, bez mięsa, ale kebab? Przecież to ociekające tłuszczem, kręcące się na patyku mięso! Zamiast mięsa Vegab oferuje seitana.
Do wyboru mamy, jak w standardowej kebabiarni, danie w bułce albo w tortilli. Wszystko z dodatkiem dużej ilości warzyw, kiełków i pysznych sosów. Można się też skusić na wegańskiego hot doga czy burrito. Za przysmaki z vege "mięsem" przyjdzie zapłacić jak za tradycyjne streetfoodowe dania: za vegab 12 zł, za hot doga 8 zł. Sceptyków śpieszę poinformować, że o ile kebab bez mięsa brzmi jak bezalkoholowe prosecco, to jest od tego drugiego zdecydowanie smaczniejszy i może być zdrowszą alternatywą również dla miłośników mięsa. Vegab to świetna opcja dla zabieganych roślinożerców, którzy chcą zjeść tanio, szybko i smacznie.
ul. Meiselsa 4
Pn.-Pt.: 9.00-20.00
Sob.: 12.00-20.00
Humus to chyba jeden z najbardziej demokratycznych elementów kuchni roślinnej. I choć pochodzenie musu z cieciorki dzieli Żydów i Arabów, ponieważ jedni i drudzy chcieliby być nazywani wynalazcami tej potrawy, to owo pyszne bliskowschodnie danie jak nic łączy wegan i mięsożerców. Niejeden miłośnik pajdy ze smalcem wzdychał z zachwytu zajadając pitę z cieciorkową pastą.
Amamamusi to marka znana pod Wawelem od dawna, a jej właściciele to prawdziwi ambasadorzy humusu. Ich Hummusija, która znajduje się w sercu Kazimierza, to wzór izraelskich odpowiedników miejsc typu "kuchnia i bar w jednym". Atmosfera jest niepowtarzalna - goście siedzą przy wspólnym stole, podczas gdy przesympatyczni właściciele, Kasia i Bartek Pilitowscy, zabawiają klientów rozmową, kręcąc przy tym humus. I to jaki! Wybierać można spośród przeróżnych smaków: jest pasta z dodatkiem buraczków, harrisy, suszonych pomidorów, chrzanu i wielu innych pyszności (w zależności od wielkości porcji od 15 zł do 24 zł). Do tego pita, domowe pikle, kieliszek wina i już chyba nawet najbardziej zaciekły mięsożerca powie, że świat bez schabowego może być piękny.
Kto nie ma czasu na posiłek w Hummusiji, wiele traci, ale może wziąć na wynos kromkę z humusem (5 zł). Albo zamówić pudełko pasty na konkretną godzinę i po nią przyjechać. Uwaga: lepiej od razu zaopatrzyć się w większą porcję, bo danie robi furorę na domówkach i znika w okamgnieniu. Jest też opcja dostawy do domu. Humus dowiezie nam w określonym zasięgu kurier - jakżeby inaczej - na rowerze!
ul. Sławkowska 8
Pn.-Nd.: 12.00-23.00
Krakusy na importowane ze stolicy miejsca patrzą podejrzliwie. Być może dlatego nie przyjął się pod Wawelem Czuły Barbarzyńca (a szkoda). Jednak Charlotte warszawski rodowód wybaczono natychmiast - bar stał się jednym z ulubionych punktów spotkań w mieście. Ciekawe, jak będzie z Krowarzywami, które w lutym otworzyły filię na ulicy Sławkowskiej.
Jak przyjmie się w Krakowie serwujące wegańskie burgery, wręcz kultowe w stolicy miejsce? Wszystko przemawia za tym, że świetnie. Nie dość, że dania są tu w 100 procentch roślinne, to jeszcze produkty są ekologiczne, w kuchni nie stosuje się mrożonek, konserwantów, jedzenia z puszek, glutaminianu sodu i innych polepszaczy smaku. Próżno szukać tu kuchenki mikrofalowej czy modyfikowanej genetycznie żywności. Burger z Krowarzyw to prawdziwe spa dla organizmu. Ma więcej błonnika niż ten tradycyjny, za to mniej kalorii i sporo białka. Po prostu: samo zdrowie.
Za kanapkę z roślinnym "mięsem" trzeba zapłacić mniej więcej tyle samo, ile wydalibyśmy w tradycyjnej, modnej burgerowni (12-16 zł). Właściciele są prawdziwymi pasjonatami tego, co robią, więc jest spora szansa, że Krowarzywa zostaną w Krakowie na dłużej.
ul. Wielopole 3
Pn.-Nd.: 12.00-21.00
Choć w Krakowie lokali gastronomicznych rozmaitej maści nie brakuje, to znalezienie restauracji wegetariańskiej, ale takiej z prawdziwego zdarzenia, gdzie dania przynosi kelner, a na stole leży obrus, było do niedawna prawdziwym wyzwaniem. Bo ileż można w "zwykłej" knajpce zamawiać wciąż te same, dwa bezmięsne dania? Ktoś na szczęście dostrzegł niszę, i pojawiło się WieloPole 3.
Karta jest tu bardzo czytelna, wszystkie pozycje są odpowiednio oznaczone jako wegańskie, wege i bezglutenowe. To świetne rozwiązanie, bo nie trzeba za każdym razem dopytywać obsługi, czy w sosie aby na pewno nie ma śmietany, a w cieście pszenicy. WieloPole serwuje w tygodniu zestawy lunchowe, które składają się z zupy i dania głównego (13,5 zł). Oprócz tego mamy wybór dań głównych takich jak risotta, np. z kozim serem, suszonymi pomidorami, glonami wakame i rukolą, kaszotta czy inne dania z kaszy, jak pulpety z kaszy gryczanej podawane na musie z pieczonego buraka z chrzanem i sałatami czy potrawy na bazie tofu, jak szaszłyki podawane z ziemniakami a la frytki, sałatami i winegretem. Wszystkie dania są pięknie podane. Widać, że kucharz doskonale wie, że jemy też oczami.
Na wielkie uznanie zasługują tutejsze smoothie. Wszystkie wegańskie i z surowych warzyw czy owoców. Kuszą zdrowymi składnikami jak spirulina, nasiona chia czy młody jęczmień.
ul. Świętej Anny 3
Pn.-Czw.: 9.00-22.00
Pt.-Nd.: 9.00-22.30
Na początku lat 90. znalezienie miejsca, w którym serwowano bezmięsne dania, graniczyło z cudem. Chlubnym wyjątkiem i prekursorem jarskiej kuchni był założony w 1991 roku bar Chimera. Ze względu na smaczną i tanią kuchnię wpadali tu często studenci. Działo się to w pięknych czasach, kiedy lwia część Uniwersytetu Jagiellońskiego nie została jeszcze wyeksmitowana na opłotki Krakowa i studencka brać mogła w przerwach zajęć korzystać z gastronomicznej obfitości miasta.
Chimera to oprócz restauracji o tej samej nazwie samoobsługowy bar. Przed laty wypracowano tu system, który sprawdza się świetnie do dziś: klient decyduje o wielkości zestawu i dostaje przypisany mu talerzyk. W ramach tego może wybierać spośród sałatek, tart i innych dań barowych, można też dokupić zupę, warzywny sok czy koktajl. Choć próżno tu szukać modnych dodatków, takich jak nasiona chia, spirulina czy jagody goji, to znaleźć można wiele smacznych, bezmięsnych potraw, jak wypiekane na miejscu tarty czy sezonowe, faszerowane warzywa. W dodatku zestawy są w bardzo atrakcyjnych cenach - mały, składający się z czterech dań talerzyk dostaniemy już za 13 zł. Trzeba pamiętać, że bar znajduje się w kamienicy na samym początku ulicy Świętej Anny, przysłowiowy rzut beretem od Rynku Głównego, gdzie tanio zjeść można najwyżej precla.
pl. Wolnica 12
Pn.-Czw.: 12.00-21.00
Pt.-Sob.: 12.00-23.00
Nd.: 12.00-21.00
Są takie miejsca, gdzie tak jedzenie, jak obsługa są żywą reklamą serwowanych dań. Tak właśnie jest w Organic Burger&Bistro Nova Krova na placu Wolnica. Bar szczyci się tym, że jako pierwsze w Krakowie miejsce zaczął serwować kuchnię w 100 procentach roślinną. Oprócz burgerów (14-18 zł) można tu zjeść dania w stylu slow food, menu tworzone jest przy użyciu sezonowych i lokalnych składników. Są zupy, np. obłędny krem z pieczonych buraków z mlekiem kokosowym i pestkami dyni (10 zł), sałatki (zawsze cztery do wyboru, codziennie nowa kompozycja, 5zł), orzeźwiające smoothie i zielone koktajle (10 zł). Wszystko świeże i chrupiące. Prawdziwym hitem są tutejsze frytki - oprócz tradycyjnych, ziemniaczanych, można dostać wersję z selera czy buraka (5 zł).
Pyszne dania to jedno, pozytywne nastawienie to drugie. W Novej Krovie mile widziani są wszyscy, dzieci dostają kredę, którą mogą pisać po barowej tablicy, psy zawsze mogą liczyć na miskę wody. Dobra energia po prostu bije tu od wejścia. Aż chce się wracać po więcej!
ul. Łukasiewicza 18
Tylko na telefon: 793 793 212
Nd .-Pn.: 16.00 -24.00
Wt.-Śr.: 16.00 -1.00
Czw.-Sob.: 16.00 -2.00
Pizza to jeden z najlepszych wynalazków gastronomicznych i chyba najbardziej znana potrawa na świecie. W związku z tym, że na placku może się znaleźć prawie wszystko, to wegetarianie mogą się nim rozkoszować do woli. Natomiast weganie mają już problem, bo mozzarella wegańska nie jest i być nie może. Ale czy na pewno? Skoro wynaleziono już wegański majonez, to czemu nie mozzarellę?
Italo Pizza pokazuje, że to możliwe. I choć miejsce w 100-procentach wege nie jest, bo znajdą się tu też opcje dla mięsożerców, to na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje wegańska pizza (aż siedem wariantów do wyboru - klasyczna z sojową mozzarellą i warzywami, peperona z sojowym salami, piccante z dodatkiem jalapeno, verde z kaparami i karczochami, caprisoja z pieczarkami i sojową szynką, pollarme z sojową szynką drobiową i fruttane z owocami). Ciasto jest cieniutkie, prawdziwie włoskie, pizza duża. Niestety, roślinne opcje są nieco droższe od zwykłych - kosztują od 28 zł.
I choć ortodoksyjny włoski pizzaiolo na wieść o tym, że mozzarellę można zrobić nie z mleka pochodzącego od wypasanych na włoskich łąkach krów i bawolic dostałby zawału, to krakowscy weganie Italo Pizzę sobie chwalą. I dobrze, bo każda różnorodność jest fajna. Jedyny minus jest taki, że pizzę można zamówić póki co tylko z dowozem do domu.
ul. Staromostowa 1
Pn.-Czw.: 11.00 -21.30
Pt.: 11.00-22.00
Sob.-Nd.: 10.00-22.00
Lato to oczywiście świetny czas dla roślinożerców. W zimie co prawda zawsze można rozgrzać się pysznym dahlem z soczewicy, ale chyba każdy, kto kocha kuchnię roślinną, tęskni za latem, bo lato to lody. Nie dość, że bez mięsa, to od biedy mogą się obejść i bez mleka. Oczywistym wyborem dla wegan wydaje się sorbet, dostępny w większości lodziarni. W Si Gela można dostać jednak coś więcej.
Bardzo dużo lodów jest tu robionych z mleka kokosowego czy migdałowego. Są opcje bezglutenowe, a fantazja właścicieli w doborze smaków jest wręcz ułańska. Można na przykład wybierać spośród smakołyków piwnych, pomidorowych czy marchewkowych. Wszystko na bazie świeżych, naturalnych składników. Jest ciut drożej niż w tradycyjnych lodziarniach, bo za gałkę trzeba zapłacić 3 zł. Tutejsze specjały są jednak swojej ceny z pewnością warte.
Natalia Jeziorek . Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała Fashion Marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG" i portalem Sezon. Zajmuje się też PR-em i produkcją sesji zdjęciowych.