Staruszka patrzyła na nią uważnie. Tamara widziała jej spojrzenie zza ramion ludzi, którym przytrzymała drzwi, wypuszczając wychodzących. Bolało ją ramię - i dlatego, że drzwi ciężkie, i dlatego, że z gorączką i dreszczami, które wstrząsały całym jej ciałem, czuła się wyjątkowo słaba. Krucha. Skuliła się w sobie w oczekiwaniu na komentarz. Zawsze padał. Przy takim spojrzeniu, badawczym, czujnym, ostrym. Zawsze. Głęboki oddech. Oczekiwanie na konfrontację.
- Come on, darling - powiedziała kobieta, jedną ręką przytrzymując drzwi, drugą wykonując zapraszający gest. - Wchodź, kochanie - powtórzyła i uśmiechnęła się prawie czule. A może ta czułość tylko się Tamarze przywidziała na fali wzruszenia, która zalała ją razem z gorączką. Ścisnęła mocno rękę córki, która, równie zdumiona jak matka, patrzyła na uprzejmą kobietę szeroko otwartymi oczami. Spojrzała na mnie jak na człowieka , pomyślała Tamara. Nie spojrzała na moją mamę jak na zjawę , pomyślała Hafsa. Obydwie długo patrzyły na oddalającą się sylwetkę kobiety, która wpuściła je do lekarskiej poczekalni.
Kontrast białej ściany, na której tle siedzi Tamara, i głębokiej czerni nikabu , który ma na sobie, jest ostry. Tak ostry, że po godzinie rozmowy zaczynają mnie boleć oczy. Kiedy podnosi rękę do zasłoniętej twarzy i odciąga kawałek materiału zakrywający nos, jej biała dłoń rozmywa się na ekranie monitora. Wygląda jak szybko poruszający się hologram. Zewnętrzne kąciki oczu widocznych w prostokącie wyciętym w tkaninie unoszą się lekko, robiąc miejsce pojawiającym się pod nimi delikatnym zmarszczkom. Widzę, że się uśmiecha, kiedy pytam:
- To wygodne?
Jej oczy ciemnieją.
- Bardzo - mówi i unosząc lekko zasłonę, upija łyk herbaty.
Znalezienie pasującego nikabu trochę trwało. Dzisiaj nosi tylko te jemeńskie. Są najwygodniejsze. Mąż czasem się śmieje, kiedy wracają z restauracji, bo jest umorusana. Uśmiecha się rozbawiona, kiedy opowiada o reakcjach na nikab .
- Gdy byłam ostatnio w Polsce, jakiś chłopiec się mnie przestraszył, bo myślał, że zobaczył Bukę, straszną postać z bajki. Tutaj, w Birmingham, dziewczynka zapytała mamy, czy jestem duchem - mówi.
Spojrzeniami się nie przejmuje, przecież ona też patrzy, gdy ktoś się wyróżnia. Kilka lat temu wstawiła na Facebooka swoje zdjęcie. Na spowitej w czarną materię postaci dorysowała symbol Batmana.
- Przecież ja wiem, jak wyglądam. Mam lustro, widzę, że nie jest mi w nikabie najpiękniej. Czuję się jak w worku na śmieci. I co z tego. Zasłoniłam się, żeby być bliżej Allaha, Subhanahu ła taala - mówi. Piękna ma być dla Boga, nie dla ludzi. Podczas ramadanu, kiedy wierni poszczą, oddech cuchnie, bo nagle pozbawiony treści pusty żołądek daje o sobie znać. Ale ten oddech jest Allahowi najmilszy. Tak jak nikab .
Subhanahu ła taala - niech będzie wychwalony i wywyższony.
***
Czasem łapała ich spojrzenia, tych kobiet zamotanych w szmaty. Na te dumne spojrzenia odpowiadała własnym, pełnym politowania i szyderstwa. Po co wam to, myślała, zwykły hidżab nie wystarczy? Popatrywała na ozdobione henną ręce, podziwiała kunsztowne malunki na dłoniach i mówiła do siebie: biedne, nawet umalować się porządnie nie mogą. Chciała nimi potrząsnąć i powiedzieć: wcale nie musicie nosić tych głupich szmat. Chciała je uczyć. Chciała wyzwolić. Po co wam to? Dzisiaj też ma ochotę pytać. Pytać dziewczyny w szortach i bluzkach ledwo zasłaniających piersi: po co wam to? Dlatego zabrała Hafsę ze szkoły. Gdy już została mamą, gdy już nabrała pewności siebie, gdy już jej islam okrzepł, tego samego zapragnęła dla córki.
- Długo byłam zakompleksioną dziewczyną z Podlasia. Nie chcę, żeby moja córka mierzyła własną wartość urodą, i to nie tą, którą dał jej Bóg, tylko plastikową, wyfotoszopowaną. Chcę, żeby lubiła siebie jako człowieka - wyjaśnia.
Dlatego dziesięcioletnia Hafsa nosi hidżab . Dlatego uczy się w domu. W publicznych szkołach nie ma odpowiedniej edukacji. Nie ma przekazywania odpowiednich wartości. Hafsa nie będzie się uczyła, że homoseksualizm jest dobry.
- Bo nie jest - mówi Tamara. Tamara jest salafitką.
Nikt nie lubi salafitów.
- Po co z nimi rozmawiasz? - słyszę od muzułmanów. - Psują nam opinię. To radykałowie. Z salafitów wywodzi się większość terrorystów - mówią. - Fundamentaliści. Oszołomy.
Niebezpieczna sekta. Trudno do nich dotrzeć. Nie chcą rozmawiać. Mówię o tym Tamarze. Mówię jej, że dla większości ludzi salafita równa się radykał, fundamentalista. Terrorysta. Zamyśla się. Poprawia nikab .
- Nie lubię etykietek. Ale jeśli musisz mnie jakoś określić, OK, jestem salafitką. Dla mnie oznacza to tyle, że podążam za naukami Proroka i Koranem. Nie toleruję innowacji, czyli bida - wyjaśnia. Opowiada, jak wiele lat temu jej nauczyciel Koranu powiedział: jeśli to, że podążam za pięcioma filarami islamu oznacza, że jestem fundamentalistą, to tak - jestem nim.
- Jeśli więc to, że podążam w swoim życiu za Koranem i sunną oznacza, iż jestem salafitką, to owszem, jestem nią - mówi.
To dlatego w ich domu nie ma muzyki. Prorok zabronił słuchać instrumentów. Dla Tamary, która uwielbiała słuchać radia i tańczyć do ulubionych przebojów, rezygnacja z muzyki to trudny test. Przechodziła go stopniowo. Początkowo słuchała tylko muzyki religijnej. Później muzyki bębnów. W końcu zaczęła się dobrze czuć w ciszy.
- Muzyka jest haram, nie wolno słuchać instrumentów. Dla mnie i męża to było trudne, bo kochamy muzykę. To, że jej nie słuchamy, to nasz dżihad. Czasami śpiewamy razem piosenki, które pamiętamy, a jeśli jestem zestresowana, mąż tańczy ze mną w domu. Czasami pląsamy tak wszyscy troje, razem z Hafsą.
- Co jest złego w muzyce? - pytam.
- Pewien mądry muzułmanin powiedział mi kiedyś, że ten, kto ma w sercu miejsce na muzykę, nie ma miejsca na Koran. I to prawda. Kiedyś, gdy jeszcze słuchałam muzyki, bardzo trudno szła mi nauka Koranu. Dla mnie muzyką jest Koran. Zamiast na muzykę wolę mieć czas na refleksję, to bardzo ważne w islamie. Trzeba się zastanowić, usiąść, pomyśleć. Sam Prorok tak robił, nie bez powodu pierwsze objawienia miał w samotności, kiedy medytował.
- Czego jeszcze nie robi salafita?
- Nie obchodzimy urodzin Proroka. To innowacja, sam Muhammad nie obchodził przecież swoich urodzin.
Czyta dzieła Ibn Tajmijja, trzynastowiecznego teologa, którego uważa się za twórcę salafizmu i podstaw bardziej radykalnego, dominującego w Arabii Saudyjskiej wahhabizmu, i jak on szuka wiedzy w źródłach. Surowość, wierność zasadom islamu, naśladowanie we wszystkim Proroka i dwóch pokoleń po nim - to uwiodło ją w salafizmie.
- Ten surowy i czysty islam, jak mówisz, a Arabii Saudyjskiej przejawia się tym, że kobiety nie mogą prowadzić aut, a na homoseksualistach wykonuje się karę śmierci - oponuję. - Ten islam ci się podoba? Ten, który nawołuje do zgładzenia niewiernych i dzieli świat na terytorium dar al-islam, islamu, i dar al-harb, wojny? Ręka wędruje ku twarzy, kiedy Tamara poprawia nikab . Wzdycha głęboko i upija łyk herbaty. Jej ruch jest szybki, wyćwiczony. Po chwili zasłona znowu opada.
- Nie, uważam, że wahabici zawłaszczyli poglądy Ibn Tajmijja. To, co wyczynia się w Arabii Saudyjskiej, to żaden islam. Pozbawianie kobiety praw to barbarzyństwo. To, co robią terroryści z tzw. ISIS, to tragedia dla wszystkich, nie tylko dla muzułmanów. To mnie najbardziej frustruje: ludzie nie rozumieją, co jest napisane w Koranie. "Prawda pochodzi od waszego Pana. Przeto kto chce, niech wierzy, a kto nie chce, niech nie wierzy". [Koran (18, 29) - przyp. red.]
To jasne. Nie wolno zmuszać nikogo do religii - wyjaśnia. - Czy ludzie myślą, że to, iż noszę nikab i podążam za Prorokiem oznacza, że wstaję rano, biorę ołówek i kreślę w kajecie plany podboju świata? - pyta, a w jej głosie słychać i zmęczenie, i złość wymieszaną z rozbawieniem.
- Radykałowie marzą o ustanowieniu w Europie kalifatu. Nie chciałabyś tego? - pytam.
Patrzy na mnie i opowiada mi historię.
***
Niewielka sala na obrzeżach miasta była prawie pełna. Głos młodego mężczyzny, który prowadził wykład, nie był szczególnie donośny, ale bez wzmocnienia mikrofonem bez problemu docierał do ostatnich rzędów.
- Stworzymy europejski kalifat - mówił do kilkunastu osób, które przyszły go posłuchać.
Część głów potakiwała lekko, z aprobatą, kiedy padły słowa o zwycięstwie islamu. Tamara zmarszczyła brwi. Słuchała jeszcze przez chwilę, po czym na dany przez męża znak podniosła się i skierowała do drzwi.
- Nie zostaniecie do końca? - zapytał prowadzący.
- Nie.
- Mogę zapytać dlaczego?
- Pleciesz o kalifacie w Europie? Czy ty znasz Koran? Czy znasz sunnę? Czy twoja żona nosi hidżab? Czy modlisz się pięć razy dziennie? Naucz się porządnie swojej religii, zacznij od siebie, zanim postanowisz nawracać innych i szkodzić islamowi - powiedział mąż Tamary, a kiedy młody człowiek na większość pytań odpowiedział "nie", uśmiechnął się drwiąco, otworzył żonie drzwi i wyszedł za nią z sali.
Kalifat, kręcił głową. Kalifat!
Z politowaniem patrzą z mężem na tych pseudomuzułmanów, którzy zamykają dzielnice przed "niewiernymi". I na tych, którzy zażądali usunięcia z jednego z duńskich miasteczek choinki, która miała urażać ich religijne uczucia.
- W domu choinki nie postawię, bo dla mnie to szirk, grzech. Ale nigdy nie powiedziałabym mojemu sąsiadowi, żeby z niej zrezygnował. Jakim prawem? Każdy żyje swoim życiem - mówi Tamara.
- Żyję w Anglii, więc zgadzam się na prawo, które tu obowiązuje, koniec, kropka. Nie chcę narzucać swojego prawa ani nikomu przeszkadzać - mówi Tamara.
Zastanawiają się z mężem, co robić z takimi, którzy nazywają siebie muzułmanami, a szkodzą całej ummie . Tłumaczą córce, kiedy pyta o zamachowców samobójców, że to nie islam.
- To ignoranci - wyjaśnia Tamara.
Spotkała ludzi, którzy popierają ISIS. Spotkała mężczyzn, którzy biją kobiety. Spotkała takich, którzy uważają, że najlepiej byłoby się pozbyć niewiernych.
- Powiem ci coś, czego mogę pożałować, ale trudno - oznajmia, po czym długo milczy. - Ci ludzie, którzy tak się boją islamizacji, którzy protestują przeciwko napływowi muzułmanów, mają trochę racji. W mojej dzielnicy, gdzie 70 procent to muzułmanie, jest naprawdę brudno. I teraz powiem ci tak: czy muzułmanie to brudasy? Nie, bo bardzo dbają o higienę i robią łudu. Ale czy ci ludzie, którzy przyjechali tutaj z Sudanu czy Somalii szanują Europę? Jak patrzę na te sterty śmieci, to myślę, że nie.
Jej drugi mąż, Pakistańczyk, też nie szanował. Europy nie szanował, jej zwyczajów, własnej żony. Nie opowie mi o tym dużo. Mówi oszczędnie, przemyca tę historię. Wojny nie przeżyła, ale rozumie strach uchodźców, którzy muszą uciekać z własnych domów. I ona się bała, i ona uciekała przed mężem, i ona nie mogła spać ze strachu, że porwie jej dziecko.
- Ale czy to, że mój były mąż źle mnie traktował oznacza, że islam jest zły? Nie. To oznacza tylko tyle, że niektórzy muzułmanie to źli ludzie - mówi. - I oni zasłużyli sobie na opinię, którą mają.
- Potrzebna jest reforma islamu?
- Islamu nie, absolutnie, ale zmiana myślenia muzułmanów - bardzo . Kiedy gdzieś w Europie wybucha bomba podłożona przez kogoś, kto określa się jako muzułmanin, cała społeczność odżegnuje się od tego, mówiąc, że to nie islam. Owszem, to nie jest prawdziwy islam. Ale problem jest prawdziwy i my jako muzułmanie musimy z nim coś zrobić - wyrzuca z siebie, a jej białe dłonie to pojawiają się na czarnym tle nikabu , to znikają na tle białej ściany.
W meczecie, do którego chodzą z mężem, imam głośno mówi o terroryzmie. Potępia ISIS. Nie unika trudnych pytań. Jednak są i takie masdżidy, meczety, w których można usłyszeć coś dokładnie przeciwnego.
Ale to wszystko, uważa Tamara, nie dzieje się bez powodu.
- Allah wie, co robi. Dał nam po prostu kolejny test. To próba. Ona to wie, czuje. To nie pierwsza próba, przed którą stawia ją Bóg.
***
Bardzo chciała, żeby ją kochał. A on odszedł. Zabił się. Kiedy tracisz ojca, kiedy twój tata decyduje, że chce umrzeć, część ciebie umiera razem z nim.
Kolejna część Tamary umarła wraz ze śmiercią jej pierwszego dziecka. Syn, tak do niej podobny, odszedł na kilka godzin przed porodem. Następna - kiedy poroniła.
- Alhamdulillah. Wszystko dzieje się z woli Allaha - mówi.
- Czasem myślę, że gdyby nie te straty, nie zbliżyłabym się do niego. Wszystko ma sens. Jest taki hadis, który mówi, że matka, która straciła dziecko, pójdzie do raju. Chociaż najpierw musi przejść przez piekło. Rozpaczy. Bólu. Samotności.
Na jej urodziny, te pierwsze po stracie syna, zjechała cała rodzina. Jak to u Tatarów, ma być rodzinnie, ma być hucznie, przyjezdnych trzeba dobrze ugościć. Tamara siedziała na progu domu, słuchała dobiegających ze środka toastów, śmiechów, pobrzękiwania kieliszków z winem i myślała: przed chwilą straciłam dziecko, a teraz co, mam pić i żartować? Nie na tym polega życie. Co ja tu robię?, krzyczał głos w jej głowie. Co ja tu robię? Nie chcę tak. Ale nie wiedziała jeszcze, czego chce.
Miała dwadzieścia lat, kiedy straciła drugie dziecko. Gdyby nie to, że zaczęła się modlić, gdyby nie ten głos, który usłyszała wtedy, siedząc na progu domu, sama nie wie, co by z nią było. Z jej niskim poczuciem wartości, z biedą, z domem bez ojca. Może by się stoczyła. Może by zaczęła pić. Uratował ją islam.
Dzisiaj tę zakompleksioną dziewczynę z Podlasia głęboko ukryła. Ma islam. Ma córkę. Wydoroślała. Wyjechała z kraju i tu, w Anglii, zbudowała się na nowo. Wyjeżdżając, cieszyła się, że Tatarów zostawia daleko za sobą.
W Boga wierzę? No wierzę. W Koran? No też wierzę. Że Muhammad był prorokiem? No tak. Ale czy to oznacza, że teraz już zawsze będę siedziała w domu i tylko czytała Koran? Co z ciuchami? Co ze znajomymi? Życie miała, jakie miała, dość udane. A tu krok w nieznane, chociaż właściwie reakcji rodziny mogła się spodziewać.
- Niby byłam muzułmanką, bo przecież jestem Tatarką, ale nie byłam poddana Bogu, tylko społeczeństwu. To się zmieniło, kiedy zaczęłam praktykować islam, założyłam hidżab, zaczęłam się modlić pięć razy dziennie - opowiada o swojej przemianie.
Rodzina i znajomi zaczęli szeptać, a mąż po dwóch latach postawił warunek: albo hidżab, albo ja. Wybrała islam. Rozwiedli się.
Jej duchowa droga trwała dalej. Ludzie w rodzinnej miejscowości pytali matkę Tamary, co się dzieje z córką. Z hidżabu się tylko podśmiewali, ale kiedy pojawiła się na Podlasiu w nikabie , mamie trudniej było jej bronić. Sama nie rozumiała, po co córka założyła to prześcieradło. Wujek powiedział krótko: odpie*doliło jej . Stryjeczna babka na ślubie Tamary, który odbywał się akurat w urodziny brata, wzniosła toast i powiedziała do matki: I żeby syn ci dumę przyniósł. Oby nie był takim wariatem jak córka.
W meczecie w Bohonikach kobieta, której Tamara nie kojarzy, podeszła do niej, zerwała z jej twarzy zasłonę, i powiedziała: Tamara, po co się tak wygłupiasz.
Poczuła się obnażona, bo nikab nosi codziennie. - Dla mnie nikab to jak dla innej kobiety spódnica. Czy ja jej podnoszę spódnicę? Obraziła mnie jako kobietę, jako człowieka - mówi.
Kiedy po czterech tygodniach wakacji wrócili z Polski do domu, do Birmingham, mąż odetchnął z ulgą. W końcu byli bezpieczni. W kraju cały czas bał się o Tamarę i Hafsę, bo córka też chodzi w chusteczce na głowie. Tatarzy szeptali, pozostali - wyzywali. Tamara, masz bombę pod tą kiecką? Rozrywkowa z ciebie dziewczyna, Tamara. Tamara, uśmiechnij się. A, nie możesz, bo szmata ci twarz zasłania.
- Jeśli ktoś uważa, że jestem terrorystką, bo noszę nikab, niech sobie tak myśli. Poddaję się. Boli mnie tylko, że nie mogę przyjechać do własnego kraju, bo założyłam taką, a nie inną szmatę!
Mamy jej szkoda. Bo jest tam sama, osaczona przez nieprzyjemne komentarze. Nie dość, że mąż się zabił, córka trzy razy za mąż wychodziła, to w dodatku na koniec zwariowała.
Najbardziej boli, kiedy Tatarzy szepczą. A przecież to też muzułmanie. Dlaczego tak im przeszkadza, że praktykuje islam inaczej od nich?
- Chciałabym, żeby to przeczytali. Żeby zdali sobie sprawę, że ich zachowanie jest krzywdzące. Boli moją mamę, boli mnie. Muzułmanie nie powinni tak postępować - mówi.
Że się zmieniła? Tak, bo kiedy przyjmujesz islam, zmienia się wszystko. - Może inne muzułmanki się ze mną nie zgodzą, jednak ja uważam, że islam bardzo nas zmienia. Dla mnie to była wielka podróż i przemiana, najpierw wewnętrzna, potem - uzewnętrzniona - mówi.
Przyjaciół w Polsce już nie ma. Coś jest nie tak z tą Tamarą, uznali.
Tamara siedzi, na kolanach trzyma torebkę. Hafsa stoi obok, trzyma się poręczy. Autobus jest pełny, więc kiedy Tamara widzi schorowaną czarnoskórą staruszkę, podrywa się, żeby ustąpić jej miejsca. Stara patrzy na nią, spluwa i mówi:
- Brzydziłabym się po tobie usiąść.
***
- Co chciałabyś powiedzieć ludziom?
- Żeby zaczęli myśleć. I żeby traktowali nas jak ludzi.
* Fragment pochodzi z książki "Poddaję się. Życie muzułmanek w Polsce" Anny J. Dudek, pierwszego w Polsce reportażu, w którym o islamie opowiadają kobiety
Książka jest dostępna w Publio.pl >>>
Anna J. Dudek . A bsolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Politologii w Collegium Civitas w Warszawie. Przez wiele lat związana z dziennikiem "Polska The Times", publikowała także m.in. w "Elle", "Przekroju" i "Travellerze". Jako reporterka portalu natemat.pl zajmowała się głównie tematami społecznymi oraz politycznymi kwestiami dotyczącymi kobiet. Dziś - wydawca w Ringier Axel Springer Polska. Autorka książki "Dolce vita po polsku".