- Mówi Wiewiórka, słucham - odezwałem się do słuchawki.
- Startujecie.
Głos należał do oficera łącznikowego do spraw predatorów.
- Ile maszyn? - spytałem.
- Wszystkie trzy.
Po tych słowach oficer łącznikowy się rozłączył. [...] Ta linia nie była dość bezpieczna, żeby przekazywać z jej pomocą informacje dotyczące celów. Niemniej odkładając słuchawkę, wiedziałem jedno z całą pewnością. Tego dnia drapieżne ptaki miały zapolować.
[...]Załogi znajdujące się w odległych o osiem tysięcy mil [prawie piętnaście tysięcy kilometrów] Stanach Zjednoczonych zajęły miejsca w swoich kokpitach, zasiadając przed konsolami w klimatyzowanych pomieszczeniach w Bazie Sił Powietrznych Cannon w Nowym Meksyku. [...] Odnotowałem w pamięci czas, w którym [Predatory] wystartowały, potem wróciłem do pomieszczenia Połączonego Centrum Operacyjnego, by przyjrzeć się przebiegowi misji [...] na sześciu pięćdziesięciocalowych monitorach plazmowych, które wisiały na ścianach wokół stanowiska dowódcy.
Identyfikacja
- To on? - zapytałem oficera łącznikowego.- Potwierdziliśmy, że był aktywny około pięciu godzin temu - powiedział Żaba, nie odrywając wzroku od monitorów wyświetlających przekazy wideo z predatorów. - Wciąż staramy się nawiązać z nim bezpośredni kontakt wzrokowy.Na monitorze widziałem przekaz wideo pokazujący Al-Dżauf, niewielką osadę w pobliżu miasta Sana, stolicy Jemenu.
Bezzałogowiec monitorujący łączność wychwycił sygnał Al-Awlakiego, który właśnie zaczął się przemieszczać. Wkrótce potem zobaczyliśmy, że pod jednym z domów w osadzie parkują dwie terenówki. Były to dwa identyczne auta - białe toyoty hilux z powiększonymi kabinami mieszczącymi po pięć osób. - Cel jest aktywny - oznajmił jeden z oficerów Armii Stanów Zjednoczonych w centrum operacyjnym. - Ponownie się przemieszcza .
Cel
[...][Naszym] celem był Anwar Al-Awlaki.
Miał trzydzieści osiem lat. Urodził się w Nowym Meksyku. Jego rodzice pochodzili z Jemenu. Utrzymywał bezpośrednie kontakty z terrorystami, którzy uprowadzili samoloty 11 września 2001 roku, jak również korespondencję e-mailową z majorem Nidalem Malikiem Hasanem niedługo przed tym, jak ten uśmiercił trzynaście osób w strzelaninie w Fort Hood w Teksasie w 2009 roku. Ponadto Al-Awlaki zainspirował nigeryjskiego studenta Umara Farouka Abdulmutallaba, by w Boże Narodzenie 2009 roku podjął próbę wysadzenia w powietrze samolotu liniowego zmierzającego do Detroit za pomocą bomby ukrytej pod ubraniem.
[...]Oficer podał nam koordynaty, a ja sprawdziłem przekazy wideo z predatorów. Położenie dwóch terenówek odpowiadało podanym współrzędnym. Predatory znajdowały się na tyle blisko, by mogły potwierdzić, że auta parkują tuż przy naszym celu. Nagle z domu wyłoniło się osiem osób, które pospiesznie wsiadły do terenówek. Ledwie zatrzasnęły się drzwi samochodów, kierowca pierwszego z nich ruszył. Drugi pojazd chwilę później odjechał w ślad za pierwszym. - Pilnujcie ich - polecił dowódca JOC.
Pościg
Gordon jako pierwszy udał się za Al-Awlakim, który wkrótce wyjechał z osady na autostradę. Prosty odcinek drogi zawsze był najbardziej sensownym miejscem na oddanie strzałów. Pojazdy utrzymywały z grubsza jednostajną prędkość i przemieszczały się po przewidywalnym torze jazdy. Nie było też zbyt wielu przeszkód przesłaniających cel laserowi celowniczemu czy systemowi optycznemu rakiety. Wszyscy czekaliśmy na zielone światło. Wreszcie dowódca JOC skinął głową, a JTAC przesłał "dziewięć linii". Gordon był gotowy do oddania strzału.
- Przyjąłem, mam zgodę na oddanie strzału - rzucił pilot znajdujący się w Bazie Sił Powietrznych Cannon. Upłynęło kolejnych trzydzieści sekund. Dwie terenówki robiły się coraz większe w polu widzenia kamery.
- Laser uruchomiony - oznajmił Gordon. Na ekranie pojawił się komunikat "LRD LASE DES" (od ang. Laser Range Designator ), potwierdzający, że Laserowy Wskaźnik Odległości działa prawidłowo.Pierwsza toyota hilux wioząca Al-Awlakiego wypełniła cały ekran. Obraz zadrżał, ponieważ przy takim zbliżeniu przyrządy kontrolne stawały się nadzwyczaj czułe. Druga toyota zniknęła z pola widzenia.
Atak
- Za trzy, dwa, jeden.
Znajomy podwójny trzask zakłócił przekaz audio, gdy sygnał odpalenia rakiety nagle zakłócił stały sygnał satelitarny. Po chwili wyświetlacz HUD pociemniał, gdy scenę widoczną w podczerwieni zalał oślepiająco jasny błysk ognia z silnika rakiety Hellfire. Predator natychmiast wykonał zwrot w prawo. Na monitorze komputerowym mała niebieska ikona oznaczająca pozycję Gordona obróciła się, a tor jej lotu zrównał się z linią drogi. Przy takim powiększeniu wydawało się, jakby bezzałogowiec poruszał się po autostradzie.
W myślach przywołałem diagram, jaki opracowałem, by zobrazować strzelanie do ruchomych celów. Jak dotąd trzymali się go perfekcyjnie. Predator leciał równolegle do ruchu terenówek, dzięki czemu sensor optyczny mógł łatwiej utrzymać laser prosto na celu. Operator zdjął celownik z celu natychmiast po wykonaniu zwrotu, ale błyskawicznie go przystosował do zmiany sytuacji, umieszczając krzyż celowniczy na punkcie znajdującym się około dwudziestu metrów przed samochodem Al-Awlakiego. Pojazdy nie zboczyły z obranej drogi ani nie zmieniły prędkości. Al-Awlaki jechał dalej autostradą, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia.
Odliczanie
Zacząłem skreślać kolejne punkty listy kontrolnej, tak jakbym sam sterował predatorem. Wiedziałem, że krótki, dwusekundowy zapłon silnika rakiety Hellfire przyspiesza pocisk do prędkości prawie 1,4 macha, wytwarzając przy tym grom towarzyszący przełamaniu bariery dźwięku. Gwałtowne przyspieszenie sprawiało, że rakieta podlegała przeciążeniu o wartości 10 g , czyli dziesięciokrotnie przekraczającej standardowe przyciąganie ziemskie. Gdy czujniki zamontowane w pocisku wykrywały odpowiednio dużą wartość g , jego głowica automatycznie się uzbrajała. Uruchamiał się wówczas system podczerwieni, który wyszukiwał punkt wskazywany przez laserowy znacznik celu.
Wiedziałem, że rakieta wykorzystuje system usterzenia, by utrzymywać punkt wskazywany przez laser w polu widzenia. Skutkiem tego mogło zdawać się, że pocisk porusza się niestabilnie, ponieważ stale dostosowywał tor lotu tak, aby szklane oko systemu naprowadzającego pozostawało wyśrodkowane na celu.
Hellfire
- Dziesięć sekund - oznajmił pilot. Predator unosił się w powietrzu, lecąc równolegle do toyoty Al-Awlakiego. Gdyby ten spojrzał w górę, całkiem możliwe, że dostrzegłby bezzałogowiec, gdy pilot zwolnił niewielki pedał steru kierunku, oddalając dziób drona od celu. Odległość decydowała o stabilności działania sensorów. Przy zbyt małej odległości krzyż celowniczy zanadto by drżał. Z dystansu kilku kilometrów kąt nachylenia statku powietrznego nie był tak duży i urządzenie celownicze zachowywało się stabilniej.
Gdy pozostało pięć sekund do uderzenia, rakieta zwolniła poniżej prędkości dźwięku, wytwarzając falę uderzeniową i grom dźwiękowy. Fala rozeszła się we wszystkich kierunkach - najmocniejsza w kierunku, w którym zmierzał pocisk. Fala uderzeniowa omiotła oba pikapy. Nie była bardzo głośna i zapewne byłaby niesłyszalna, jeśli w aucie było włączone radio albo przy otwartych oknach w kabinie głośno szumiał wiatr. Samochody nadal mknęły prosto przed siebie.
Uderzenie
- Pięć, cztery, trzy.
Operator nieznacznie poluzował chwyt. Krzyż celowniczy przesunął się ku pierwszemu pojazdowi. Pilot zawiesił wszelkie działania, pozwalając, by operator sensorów skupił się na swoim zadaniu. Po chwili ciemna smuga pojawiła się w górnej części obrazu, błyskawicznie przesunęła w dół i dotarła do maski pikapa. Pocisk uderzył dokładnie tam, gdzie operator sensorów umieścił krzyż celowniczy.
Z maski wzbił się kłąb dymu, a odłamki rozerwanego silnika z impetem wystrzeliły we wszystkich kierunkach. Pikap osobliwie podskoczył na drodze, obrócił się i przewrócił kołami do góry. Druga toyota, w której jechała obstawa, gwałtownie zahamowała, próbując wyminąć wywrócony pojazd. Bong jednak był na swojej pozycji. Wyrównał lot i, uzyskawszy zgodę od JTAC-a z sił operacyjnych, posłał własną rakietę prosto w maskę drugiej toyoty.
Tropienie, które trwało od miesięcy, zakończyło się w przeciągu sekund. Pracownicy centrum operacyjnego przyjęli to bez większych emocji. Nie wiwatowali, nie ściskali się, nie gratulowali sobie nawzajem. Podeszli do tego profesjonalnie. Żaba i ja uścisnęliśmy sobie dłonie. Uśmiechał się przy tym do mnie. Tworzyliśmy zgrany zespół. Odnieśliśmy zwycięstwo, którego świadectwem były widoczne na monitorze płonące samochody.
Śmierć
[...]Potwierdzenie, że Al-Awlaki zginął, dotarło do nas w ciągu godzin. Abdullah Al-Dżumaili, szejk plemienia z prowincji Al-Dżauf, przekazał później gazecie "The New York Times" informacje, że samochód uległ niemal całkowitemu zniszczeniu i rozpoznanie ciał nastręczało trudności. Tym niemniej miał "stuprocentową pewność", że Al-Awlaki zginął. Ponadto przechwyciliśmy liczne rozgłaszane przez wroga wiadomości o jego śmierci. Wkrótce także CNN poinformowało opinię publiczną o ataku lotniczym.
- Śmierć Awlakiego to dotkliwy cios dla najbardziej aktywnej komórki operacyjnej Al-Kaidy - orzekł kilka dni później prezydent Obama.
Drapieżcy
[...]Wróciłem do mojej bazy [...] Poszliśmy do boksu GCS, by posadzić na ziemi ostatniego z predatorów. [Dron], ochrzczony przez nas "'57 Chevy", przyziemił nadzwyczaj wdzięcznie i potoczył się po pasie lądowiska, stopniowo zwalniając do prędkości nie większej niż prędkość niespiesznie jadącej taksówki. Jak zwykle z pewnym zdziwieniem zarejestrowałem widok pustych prowadnic rakiet pod skrzydłami bezzałogowca. Tak często lataliśmy i wracaliśmy z pełnymuzbrojeniem, że niemal zapominaliśmy, jak wygląda maszyna nieuzbrojona w pociski Hellfire.
Wiedziałem doskonale, że obsługa również nie przegapi widoku pustych prowadnic, gdy predator powoli zbliży się ku rampie. W warunkach bojowych puste prowadnice oznaczały, że dokonaliśmy czegoś więcej niż tylko przypatrywanie się, jak nasze ofiary spokojnie się starzeją.
Nie byliśmy już sępami. Staliśmy się drapieżnikami.
Książkę "Drapieżca. Wspomnienia pilota zdalnego zabójcy" możesz kupić w Publio.pl >>>>
Podpułkownik T. Mark McCurley . Pilot Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w stanie spoczynku, były oficer wywiadu. W 2003 roku zgłosił się na ochotnika do udziału w tajnym programie "Predator". Pięciokrotnie wysyłany z misją do Iraku, Afganistanu i innych miejsc na świecie, gdzie sterował bezzałogowcami wojskowymi MQ-1 Predator i MQ-9 Reaper. Zapisał na swoim koncie ponad tysiąc godzin lotu w warunkach bojowych.
Kevin Maurer . Nagradzany dziennikarz, współautor książki "Niełatwy dzień" napisanej z Markiem Owenem, komandosem elitarnego oddziału Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych SEAL Team Six. Jako dziennikarz od ponad dekady specjalizuje się w tematyce operacji wojskowych sił specjalnych.