W Weekend Gazeta.pl m.in.:
- Odzież patriotyczna . A może raczej - odzież z motywami historycznymi, która nawiązuje do ważnych symboli i haseł narodowych. Czy wśród jej odbiorców dominują tzw. "prawdziwi patrioci"? Czy - pod sztandarem nowoczesnego wzornictwa - próbują oni zawłaszczać to, co powinno być wspólne, wolne od ideologii? Sprawdza to dla nas Mateusz Witkowski . Obraz, który wyłania się z jego tekstu, jest bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Rozmowy z założycielami "naszych" marek - jak choćby Red is Bad, firmy lubianej przez prezydenta Andrzeja Dudę, czy Surge Polonia - a także z socjologami czy ekspertami w dziedzinie mody układają się w opowieść o Polsce dziś. Wielowątkową. Do czytania i oglądania.
- Mary Komasa . O jej teledysku do piosenki "Lost Me" zrobiło się głośno jeszcze przed jego oficjalną premierą. Komasa występuje w nim z najsłynniejszą polską top modelką, Anją Rubik . To pełna napięcia, wysmakowana wizualnie filmowa narracja: o kobiecej solidarności, o prawdzie w świecie utkanym z pozorów, o poszukiwaniu bliskości na przekór wszystkiemu. Czy teledysk zainteresował media z powodu wysokiej wartości artystycznej? Oczywiście, nie (tak, piszę to ze smutkiem). Ich uwagę przykuła nagość - Komasy i Rubik. Wokalistka tłumaczy w Weekendzie Przemysławowi Guldzie , czemu ten zabieg służył. I dlaczego nagie ciało nie jest dla niej żadnym tabu.
- Filmowcy w obozie pracy . Tej historii nie wymyśliłby Tim Burton. Dyktator Korei Północnej zawsze dostaje to, czego chce. Kiedy więc Kim Dzong Il zażyczył sobie, by jego kraj stał się potęgą kina, uprowadził z sąsiedniej Korei Południowej zdolnego reżysera Shina Sang-ok i jego żonę, aktorkę, Choi Eun-hee . Artyści trafili do obozu pracy, w którym przez trzy lata nakręcili siedemnaście filmów. Byli zniewoleni, ale za to dostali do dyspozycji olbrzymi budżet oraz względną swobodę twórczą (o ile można o niej mówić w państwie totalitarnym; Shin i Choi zdawali sobie sprawę z tego, że nie mogą drażnić cenzorów). Arturowi Zaborskiemu opowiadają o tym reżyserzy filmu "The Lovers and the Despot" , pokazywanego na kończącym się w ten weekend festiwalu Millenium. Doc Against Gravity - Robert Cannan oraz Ross Adam .
- Maria Czubaszek . 17 maja ukazała się książka zmarłej niedawno mistrzyni słowa i ciętej riposty, zatytułowana "Nienachalna z urody" . Niestety, już wiadomo, że to jej ostatnia książka. A przynajmniej ostatnia, na kształt której pani Maria miała wpływ. Z właściwym sobie poczuciem humoru, jak zwykle błyskotliwie, Czubaszek skomentowała w niej absurdy naszej rzeczywistości, ale i dała upust autoironii, której z pewnością jej nie brakowało. - Purchawka. To chyba najlepsze określenie mojego typu urody. Zawsze była nienachalna, ale z wiekiem zaczęło się to coraz bardziej rzucać w oczy. Niestety, nie tylko moje - to fragment, który daje przedsmak całości.
- Mer Londynu. Świeżo wybrany na to stanowisko polityk Partii Pracy. Człowiek o niezwykłej biografii i charyzmie. Jak pisze u nas Jakub Krupa , historia Sadiqa Khana to opowieść o wyjątkowej drodze: z czteropokojowego domu socjalnego zamieszkiwanego z siódemką rodzeństwa do miejskiego City Hall, władzy nad 8 milionami mieszkańców brytyjskiej stolicy i zarządzania 16-miliardowym budżetem jednej z najważniejszych stolic zachodniego świata. Żeby zostać merem Londynu, Khan musiał zmierzyć się w kampanii - wyjątkowo brutalnej, obfitującej w ataki ze strony brukowej prasy - z konserwatywnym Zakiem Goldsmithem . Z tego starcia wyszedł obronną ręką. I z klasą. - Wszyscy mamy wiele tożsamości: jestem londyńczykiem, Brytyjczykiem oraz Anglikiem o azjatyckich korzeniach, z pakistańskim dziedzictwem; jestem też ojcem, mężem, cierpiącym fanem Liverpoolu, sympatykiem Partii Pracy. Jestem też muzułmaninem. Żadne z tych określeń nie definiuje mnie w całości, jeśli jest pozbawione pozostałych - mówi o sobie. Yes, we Khan!
- Krzysztof Materna. Po lekturze tekstu o merze Londynu czas na powrót do polskiej rzeczywistości politycznej, która skrzeczy. I przypomina skecze z "Za chwilę dalszy ciąg programu". Materna opowiada o tym Angelice Swobodzie : - Nagle pojawia się w internecie nasz skecz [przygotowany z Wojciechem Mannem - przyp. red.] i on znaczy to samo, co znaczył 25 lat temu, kiedy go robiliśmy. Wciąż jest zabawny, co jest tragiczne. Bo nic się nie zmieniło. Ówczesnej rozmowy dziennikarza z politykiem, którą niedawno internet przypomniał, można posłuchać dziś i okazuje się, że współcześnie wygląda to podobnie. Skecze pt. "PZPN" czy "Spotkanie z polskim przedsiębiorcą prywatnym" też są ciągle aktualne. Czyli śmiech przez łzy.
- Jarosław Pieczonka . Pseudonim: "Majami" . Od przemyśleń tego pana o Polsce to już śmiech zamiera na ustach. A włos się jeży na głowie. To szpieg, policjant, najemnik, detektyw, gangster, agent pracujący pod przykryciem. 15 lat temu był królem życia w Trójmieście. Pracował w policji, ale imprezował z gangsterami. Znał wszystkich. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W nieprzyjemnych okolicznościach odszedł z policji. Ochraniał jednego z najbogatszych Polaków. Zaplątał się w aferę gruntową i upadek IV RP. Przyznał się do współpracy z WSI. Właśnie ukazał się wywiad rzeka z Pieczonką - "Służby specjalne. Podwójna przykrywka" Patryka Vegi . U nas "Majami" mówi Szymonowi Jadczakowi : - Polska Grupa Sprawiedliwych przygotowywała się do zmian zachodzących teraz w Polsce. Strach się bać.
- Zbigniew Lew-Starowicz . Naczelny specjalista od seksu w "Rozmówkach małżeńskich" diagnozuje, że kobiety i mężczyźni mówią osobnymi językami. Oto kobietom bardziej zależy na formie, a mężczyznom na treści. Oto oni chcą działać zadaniowo i tak też się komunikują, podczas gdy one traktują wypowiadane słowa jako sposób okazywania i podtrzymywania uczuć. Czy to słuszne spostrzeżenia? Można mieć wątpliwości, czy takie sztywne podziały mają sens. Przecież wielu mężczyzn wykazuje psychiczne cechy określane stereotypowo jako kobiece i odwrotnie - są kobiety, którym bliżej do męskich jakoby "zadaniowców". Drukujemy fragmenty książki, dotyczące między innymi sakramentalnego pytania: "Było ci dobrze?". Przeczytajcie i oceńcie sami, czy mężczyźni faktycznie są z Marsa, a kobiety z Wenus.
Hanna Rydlewska . Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl