artykuły

Edukacja seksualna jest niebezpieczna, bo prowadzi do seksualizacji dzieci i młodzieży. Mówienie o seksie zachęca do seksu. Antykoncepcja jest szkodliwa, uderza w polską rodzinę, powoduje groźne choroby i prowadzi do niepłodności. A tę najlepiej leczyć naprotechnologią oraz modlitwą. Antykoncepcja awaryjna to już narzędzie skrajnej demoralizacji, polecane przez feministki, które propagują ideologię gender, bo nienawidzą mężczyzn. Kobieta nie ma prawa głosu w sprawie własnego ciała: ma donosić ciążę nawet, gdy ta zagraża jej życiu lub jest efektem gwałtu. I wszystko to pod parasolem takich haseł, jak: godność człowieka, etyka, miłość bliźniego.

To nie jest prima aprilis, niestety. To skrajna hipokryzja. Wykładnia, którą coraz częściej słychać nie tylko z ambon w polskich kościołach (w niedzielę zostanie odczytany w nich list wyrażający stanowisko naszego Episkopatu w sprawie zaostrzenia i tak bardzo surowej ustawy antyaborcyjnej), ale i z sejmowej mównicy. Pojawia się ona w mediach - także tych mainstreamowych, publicznych. Bez wątpienia to efekt sojuszu "ołtarza z tronem". I, obawiam się, dopiero preludium tego, co za chwilę nastąpi.

W najbliższym wydaniu naszego magazynu Michał Gostkiewicz o to, co dzieje się w Polsce wokół seksualności kobiet, ich prawa (lub jego braku) do samostanowienia, pyta Paulinę Młynarską. Pretekstów do rozmowy nie brakuje: wspomniana koncepcja zaostrzenia prawa antyaborcyjnego, wypowiedzi w tej sprawie premier polskiego rządu oraz prezesa rządzącej partii, plan przywrócenia recept na tzw. pigułkę "po", a w dalszej perspektywie także Narodowy Program Prokreacyjny i wiele pseudoteorii, wygłaszanych przez tworzących go "ekspertów".

Agata Młynarska na Manifie (fot. Mateusz Skwarczek / AG)

- Znowu się okazuje, że polska kobieta jest głupsza niż kobiety w innych krajach Europy. Bo one wiedzą, że nie można łykać pigułek "po" jak dropsów, no a polska kobieta zdaniem pana ministra Radziwiłła najwyraźniej o tym nie wie i bierze tę pigułę za 150 złotych po każdym stosunku. Rządzący założyli, że Polki są tak głupie, że nie wiedzą, jak ją stosować - mówi Młynarska. A dalej stwierdza: - Państwo nie jest od tego, żeby nam mówić, co jest moralne, a co niemoralne. I trudno się z nią nie zgodzić. Przynajmniej świeckie państwo, bo oficjalnie wciąż jeszcze nie żyjemy w państwie wyznaniowym...

A w Weekend.gazeta.pl także m.in.:

- Sławomir Idziak. Jeden z najbardziej znanych na świecie polskich operatorów. I aktorska gwiazda międzynarodowego formatu, która debiutuje w roli reżyserki. Ze spotkania tej dwójki musiało wyniknąć coś niezwykłego. "Opowieść o miłości i mroku" od dziś w kinach. Annie Luboń Sławomir Idziak opowiada, jak pracowało mu się z Natalie Portman, ale także z Ridleyem Scottem, Krzysztofem Kieślowskim i innymi wybitnymi twórcami kina. Wspomina również swoje zawodowe początki. Bo, jak przekonuje, w PRL-u były tylko dwa modele kariery, jeśli ktoś marzył, żeby zobaczyć świat: zostać sportowcem albo artystą .

Natalie Portman i Sławomir Idziak na planie "Opowieści o miłości i mroku" (fot. Ran Mendelson)

- Izabela Sopalska-Rybak. Trenuje rugby, pozuje do sesji. Ma tatuaże, które uwielbia, chociaż u innych wzbudzają spore emocje, męża, psa i... stwardnienie rozsiane. O tym, że jest chora, dowiedziała się w wieku 19 lat. Jak wspomina w rozmowie z Anetą Szeligą , załamała się po diagnozie na trzy godziny. A potem postanowiła, że będzie żyć jeszcze intensywniej. - Uświadomiłam sobie, że właśnie teraz mogę wszystko - mówi. Inaczej spojrzała też na swoje ciało. Znalazła się w finale wyborów Miss Polski na Wózku. Izabela Sopalska-Rybak zaraża energią. Pozwólcie jej na to!

Izabela Sopalska-Rybak (fot. Justyna Lenart, wizaż: Agnieszka Wojciechowska)

- Willem Dafoe. Był Jezusem Chrystusem, diabłem, Marilyn Monroe, wampirem. Przez czterdzieści lat filmowej kariery podejmował się najbardziej karkołomnych ról. I wciąż nie przestaje eksperymentować. Ostatnio Willem Dafoe wcielił się w kontrowersyjnego reżysera Piera Paolo Pasoliniego w filmie Abla Ferrary "Pasolini" . A Urszuli Lipińskiej mówi w Weekendzie: - Lubię zatracić się w postaci, którą gram. Dla mnie to stanowi istotę i sens zawodu aktora. Kiedyś na planie prawie złamałem sobie nos, innym razem niechcący pchnąłem się nożem na scenie. Do dziś mam w tym miejscu bliznę.

Kadr z filmu "Pasolini" (fot. materiały prasowe)

- Reni Jusis. Wychowuje dwójkę dzieci, zajmuje się promocją zdrowego stylu życia i jest utalentowaną artystką. A gdyby ktoś o tym zapomniał, to właśnie wydała pierwszą od siedmiu lat płytę. Tekst i teledysk do utworu "Bejbi Siter" , promującego krążek, wzbudziły gorące emocje. - Młode matki potrzebują wsparcia. Mam nadzieję, że ten kawałek pomoże im czasem puścić oko do siebie samych i zrobić coś "na spontanie", na przekór zmęczeniu - tłumaczy Reni Jusis Przemkowi Guldzie.

 

- Mezonetowiec. Pod warstwą brudu marnieje dziś jeden z największych skarbów powojennej moderny w Polsce. Jak pisze u nas Filip Springer , budowa obiektu ruszyła we Wrocławiu w 1958 roku. Jadwiga Grabowska-Hawrylak, współtwórczyni projektu, wspominała po latach, że intencją zespołu było stworzenie namiastki domu jednorodzinnego w samym sercu miasta. Tak oto powstał jedyny w kraju blok mieszkalny powstały w PRL, w którym mieszkania były dwupoziomowe. Jaki to miało związek z utopijnymi wizjami słynnego Le Corbusiera? Sprawdźcie sami.

(fot. Filip Springer)

- Delicje. Słynne okrągłe ciasteczka: biszkopt, na tym rozsmarowana pomarańczowa galaretka, całość oblana mleczną czekoladą. Cukiernicza duma z czasów PRL wcale nie była, jak się okazuje, polskim wynalazkiem. Dla "towarzyszy", którzy zdecydowali o rozpoczęciu produkcji ciasteczek w Polsce, ich rodowód był kłopotliwy. Pisze o tym u nas Johanna Haase. W tej historii będą templariusze, palestyńskie pomarańcze, wynalazki epoki Gierka i... Więcej nie zdradzę, nie chcę Wam odbierać przyjemności lektury.

(fot. materiały prasowe / eyalsivan.info)

Hanna Rydlewska . Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl