artykuły

4 marca 1970 roku Wampir zaatakował po niemal półtorarocznej przerwie. W Siemianowicach Śląskich znaleziono zwłoki Jadwigi Kucianki. Wkrótce potem do Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach doręczono dwa anonimy.

Oba wysłane w Tarnowskich Górach. Pierwszy 11 marca, drugi 4 kwietnia.*

"Droga milicjo!"
"Droga milicjo!"
Proces Zdzisława Marchwickiego, domniemanego Wampira z Zagłębia, Katowice, marzec 1975 rok (fot. PAP / Kazimierz Seko)

Anonimów nie potraktowano serio. Zbadano je w katowickim Laboratorium Kryminalistyki KW MO dopiero 15 maja. Biegli stwierdzili, że choć na pierwszy rzut oka charakter pisma nieznacznie się różni, oba zostały napisane przez tę samą osobę. Jak wiele podobnych listów trafiły do archiwum.

Tymczasem pod koniec kwietnia w Komendzie Wojewódzkiej w Katowicach zorganizowano naradę. Poza kierownictwem grupy "Anna", komendantem wojewódzkim pułkownikiem Włodzimierzem Kruszyńskim i naczelnikiem Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego majorem Zygmuntem Kaliszem pojawiło się kilku wysokich rangą oficerów z Warszawy. Byli także naukowcy, w tym profesor Tadeusz Bilikiewicz, profesor Bolesław Popielski, profesor Jan Stanisław Kobiela, docent Tadeusz Hanausek, docent Władysław Nasiłowski, doktor Stanisław Różycki i kilku innych specjalistów z zakresu psychiatrii, psychologii i medycyny sądowej.

Na początku spotkania psychiatra doktor Stanisław Różycki odwoływał się do wątpliwości dotyczących motywu seksualnego, ponownie przypominając o motywie politycznym. Temat zamknął definitywnie pułkownik Muniak, naczelnik Wydziału I KG MO w Warszawie.

[...] ogólnie rzecz biorąc, suma wypadków ma już polityczną wymowę [...]. Jeśli przyjąć, że sprawcy zależy na wywołaniu niepokoju w terenie tak specyficznym, to czy nie osiągnąłby większego efektu, dobierając ofiary w sensie żon działaczy partyjnych, członkiń Ligi Kobiet, żon oficerów MO, WP itp. Wprawdzie istnieje jakiś dobór nazwisk GOMUŁKA, GIEREK i te dwa nazwiska mogą sugerować powyższe, ale śledząc wiek i zawód pozostałych, mamy do czynienia z robotnicami, jedną pielęgniarką i jedną księgową, obecnie dopiero mamy pracownika naukowego. W większości jednak wypadków są to prości ludzie. Ja osobiście motyw polityczny bym odrzucił, chociaż taki był już brany pod uwagę .

Zdzisław Marchwicki (screen z TVP Kultura / Youtube.com)

Kadra milicyjna milczała, a naukowcy dyskutowali o hipotetycznym wyglądzie sprawcy, środowisku, z jakiego się wywodzi, zachowaniach. Szukając analogii, omawiali literaturę i przypadki z całego świata. Powtarzali wciąż te same, często wykluczające się tezy. Jedni twierdzili, że morderca jest wielokrotnie karanym sadystą, inni, że nigdy nie miał konfliktu z prawem. Zakładali również, że jest homoseksualistą, by już po chwili uzasadniać, że to mężczyzna heteroseksualny mający uraz do kobiet. Mógł wprawdzie prowadzić podwójne życie, być spokojnym mężem i ojcem, ale według kolejnej teorii wątpliwe było, by założył rodzinę, raczej żył samotnie, na uboczu, wycofany i spokojny.

Mógł być sportowcem lub byłym komandosem. Profesor Bilikiewicz, psychiatra, uważał, że sprawca uprawia ryzykowny zawód - jest górnikiem albo cyrkowcem. Mógł być impotentem, a może i mieć wadę anatomiczną prącia. Albo odwrotnie: mógł być nadpobudliwy seksualnie i często się masturbował. Zastanawiano się też, czy jest możliwe, że morderca tylko pozorował motywację seksualną. A jeśli tak, to co naprawdę kieruje jego zachowaniem? Czy te wszystkie zbrodnie są dziełem jednego człowieka, skoro widoczna jest zmiana modus operandi? - pytał z kolei profesor Kobiela, który uważał też, że Wampir mógł się ukrywać w środowisku zakonników, hermetycznym i trudnym do zbadania.

Proces Zdzisława Marchwickiego. Na zdjęciu w pierwszym rzędzie: brat Zdzisława Marchwickiego, Jan Marchwicki (drugi z lewej), w drugim rzędzie: drugi brat Henryk Marchwicki i siostrzeniec Zdzisław Flak (trzeci z lewej, stoi) (fot. PAP / Kazimierz Seko)

Sporo uwagi poświęcono obrażeniom ofiar. Docent Nasiłowski, specjalista medycyny sądowej, zwrócił uwagę, że ciosy zwykle zadawano po lewej stronie głowy, co wskazywało, że sprawca zadawał je lewą ręką. Tylko w przypadku ostatniej ofiary, Jadwigi Kuci, ciosy zadano prawą ręką (obrażenia znajdowały się po prawej stronie). Mimo to nie chciał przesądzać o prawo- lub leworęczności sprawcy. Zauważył też, że w ostatnich dwóch przypadkach musiała nastąpić zmiana narzędzia, bo inny jest charakter ran.

Wreszcie

doktor Różycki podsumował:

Co do osobowości sprawcy, nie można przyjmować jakiejś jednej hipotezy i tylko jej się trzymać, bowiem właściwie niczego o sprawcy nie wiemy. Powołując się na literaturę światową, w tej sprawie stwierdzam, że tych ludzi można by szukać właściwie wszędzie .

Ta bolesna prawda obnażała bezsilność zarówno organów ścigania, jak i naukowców. Potwierdził to również profesor Bilikiewicz:

Zwraca uwagę zmasowane działanie sprawcy w latach od 1966 r. - występuje tu jak gdyby przymus w działaniu. Nie potrafię wyjaśnić i nie chcę się bawić w "hiromante" [ sic!], i wskazywać kogokolwiek, najlepiej powiedziałbym: każdy może być - teraz jest trudno coś powiedzieć, to bardzo ryzykowne, może być wśród nas .

Ale gdy się czyta stenogram z narady, trudno oprzeć się wrażeniu, że dyskusja przypominała wróżenie z dłoni. Naukowcy sami przyznawali się do swojej bezradności, a rola majora Gruby ograniczyła się do zreferowania sprawy. Z akt zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej wynika jasno, że w kwietniu 1970 roku, po ponad pięciu latach śledztwa, nikt nie miał pojęcia, gdzie szukać Wampira. Nie istniała też żadna lista cech sprawcy. Nikt nie wspominał o teczkach osobowych, kartach perforowanych, podświetlarce ani tym bardziej o komputerze.

Tymczasem już w czerwcu 1970 roku, a więc niecałe dwa miesiące później, major Gruba i pułkownik Muniak dzięki współpracy aż czterdziestu wybitnych specjalistów dokonali analizy i stworzyli obraz sprawcy odpowiadający 485 cechom. Pisała o tym Barbara Seidler w książce Ludzie i paragrafy wydanej w 1988 roku. Niestety, dokumentu tego nie ma ani w aktach IPN, ani w archiwum sądu. A szkoda, bo mógłby wyjaśnić, co właściwie stało się między kwietniem a czerwcem 1970 roku, że oto nagle, po latach bezowocnego pościgu, Gruba przygotował Problemową analizę całokształtu materiału i działań , któremu to dokumentowi od tej chwili podporządkowano śledztwo.

Pośmiertna maska Wampira z Zagłębia (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

[...]

3 stycznia 1972 roku pułkownik Józef Muniak, naczelnik Wydziału I Biura Kryminalnego KG MO, napisał notatkę do komendanta głównego. Było to sprawozdanie z wizyty amerykańskiego psychiatry Jamesa A. Brussela, który w dniach 27-28 grudnia 1971 roku przyleciał do Warszawy.

W 1956 roku doktor Brussel przygotował portret psychologiczny przestępcy, który przez szesnaście lat podkładał bomby w budkach telefonicznych, szaletach miejskich, bibliotekach i innych miejscach publicznych w Nowym Jorku. Dzięki temu policja ujęła Mad Bombera - szalonego bombiarza, którym okazał się George Metesky. Tak jak przypuszczał Brussel, nosił dwurzędową marynarkę, był katolikiem oraz imigrantem z Europy. Jego rodzice byli Litwinami, on sam urodził się na terenie zaboru rosyjskiego. Brussel pomógł także w ujęciu Alberta DeSalvo, seryjnego mordercy kobiet nazywanego Dusicielem z Bostonu, i rozwiązał setki innych zagadek z przestępstwami na tle seksualnym. Był twórcą metody profilowania psychologicznego, którą w latach sześćdziesiątych wprowadziło FBI.

[...]

Doktor Brussel obiecał przesłać w ciągu miesiąca na adres ambasady polskiej w Waszyngtonie szczegółową opinię zawierającą odpowiedzi na osiemnaście pytań przygotowanych przez śledczych. Za jego zgodą rozmowa została nagrana na taśmie magnetofonowej.

Notatka pułkownika Muniaka kończyła się wnioskiem, by natychmiast rozpocząć działania nad poszerzeniem zespołu eksperckiego przez włączenie do niego konsultantów z dziedziny psychiatrii i psychologii. Co prawda zaznaczył, że nasi naukowcy nie podzielili zdania co do rodzaju jednostki chorobowej - wykluczali schizofrenię paranoidalną na rzecz charakteropatii - ale w pozostałych kwestiach się zgadzali.

Proces Zdzisława Marchwickiego. Na zdjęciu: brat Zdzisława Marchwickiego, Jan Marchwicki (drugi od lewej), Józef Klimczak (piąty od lewej), Zdzisław Marchwicki (stoi) (fot. PAP / Kazimierz Seko)

Prasa wielokrotnie podkreślała, że śledczy wpadli na trop Wampira w listopadzie 1971 roku. A zatem do wizyty Brussela doszło w czasie, gdy opisywany w gazetach komputer wytypował już podejrzanego. O ile jakikolwiek komputer został w śledztwie użyty. Dlaczego Muniak, współtwórca analizy, ponownie wnioskował o ściślejszą współpracę z naukowcami? Czy tak wysoki rangą oficer milicji nie dysponował informacjami o postępach śledztwa? Czy na początku grudnia 1971 roku Gruba miał jakiekolwiek pojęcie, gdzie szukać Wampira?

[...]

Brussel był pewien, że sprawca chorował na schizofrenię paranoidalną. Dowodem były ślady pozostawione na miejscach zbrodni, których nasi naukowcy nie potrafili zinterpretować. Żadnej z ofiar Wampir nie zdjął biustonosza, a sposób manipulowania przy narządach rodnych wydawał się dość prymitywny. Istotne było to, że nie gwałcił - ani przed dokonaniem morderstwa, ani po zamordowaniu. Zadowalał się jedynie samym zabijaniem. To typowe dla schizofreników, ale nie dla psychopatów. Zdaniem doktora Brussela Wampir był człowiekiem o przynajmniej średnim wykształceniu, dobrze zorganizowanym, nierzucającym się w oczy, nigdy nienotowanym. W strzępach odnalezionych informacji była też mowa, że z całą pewnością był homoseksualistą, świadomym swojej orientacji, ale nieutrzymującym kontaktów seksualnych z mężczyznami.

Istotnych wskazówek dostarczyły Brusselowi również anonimy tarnogórskie. Mordercy schizofrenicy często "bawią" się ze śledczymi. Wysyłają listy, starają się naprowadzić na swój trop. Jeśli piszą, że kończą mordować, to słowa dotrzymują. Gdy zostają złapani, zawsze przyznają się do winy i ze szczegółami opowiadają o swoich wyczynach. Są z nich dumni.

Raport Jamesa Brussela z odpowiedziami na pytania śledczych prawdopodobnie dotarł do Polski, ale nie miał już znaczenia. Zdzisław Marchwicki nie był mańkutem, nie miał średniego ani wyższego wykształcenia, nie chorował na schizofrenię, pił, palił, był notowany i miał rodzinę. Z całą pewnością też nie on napisał listy, które zdaniem Brussela były dziełem prawdziwego Wampira. Mimo to 6 stycznia 1972 roku, trzy dni po sporządzeniu notatki przez pułkownika Muniaka, Zdzisław Marchwicki został aresztowany.

* Wybrane fragmenty pochodzą z książki Przemysława Semczuka "Wampir z Zagłębia", która 13 stycznia ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak.

"Wampir z Zagłębia", Przemysław Semczuk (fot. materiały promocyjne)

Przemysław Semczuk (ur. 1972) . Dziennikarz i publicysta, specjalizuje się w historii Polski okresu PRL. Współtwórca programu Telewizji Polskiej "Cienie PRL-u". Autor książki "Czarna Wołga. Kryminalna historia PRL". W "Wampirze z Zagłębia" dociera do ostatnich świadków tej sprawy, odkrywa nieznane dokumenty IPN i wyjaśnia jedną z największych tajemnic w dziejach polskiej kryminalistyki.