artykuły

- Tułaczka wojenna, ojciec wywieziony przez Niemców na Pawiak, a potem do kolejnych obozów, nagła śmierć mamy, sierociniec, rozdzielenie z bratem. Nie za dużo jak na małą dziewczynkę? - Mike Urbaniak pyta Krystynę Sienkiewicz . - Za dużo - odpowiada ona. - Dlatego, mając kilka lat, chciałam popełnić samobójstwo - dodaje zaraz. Rozmowa, którą jutro otwieramy noworoczne wydanie Weekendu, zaczyna się mocno, nawet dramatycznie. A mimo to jest jak wielki pocisk pozytywnej energii.

Bo Krystyna Sienkiewicz to siłaczka jakich mało. Niepoprawna optymistka, która potrafi żartować nawet z przebytych chorób. W dodatku - chociaż uwielbiana przez publikę, choćby za "Lekarstwo na miłość" - nie jest samochwałą. Tylko "aktoreczką", która tworzy "kreacyjki" i "rólki". I ma rozmaite "talenciki". Zdrobnienia, których nadużywa, świadczą w jej mniemaniu o tym, że "jest zwyczajną osobą, a nie jakąś heroiną". To miłe odstępstwo od dętej reguły.

"Aktoreczka" nie ucieka też od wątków niewygodnych, zmuszających ją do spojrzenia w głąb siebie. Czy jako "dziewczyna bez szkoły" miała kompleksy? Czy kochała dwóch mężów, czy tylko jednego z nich? Dlaczego jej współpraca z Olgą Lipińską była trudna? Dlaczego nie jest "kościelna"? Sienkiewicz z ogromnym wdziękiem i poczuciem humoru oprowadza nas po swoim świecie. A jednym tekstem, rzuconym mimochodem, rozbija bank. Oczywiście nie zdradzę, jakim. Mogę jedynie Was zachęcić, żebyście spędzili trochę czasu z Krystyną Sienkiewicz i po lekturze weekendowego wywiadu sięgnęli po jej biografię, pióra Grzegorza Ćwiertniewicza, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Krystyna Sienkiewicz w teatrze Ateneum (fot. archiwum prywatne)

Oby takie panie Krystyny - przyjazne ludziom, błyskotliwe i figlarne, obdarzone talentem, ale pozbawione pychy - nadawały ton w 2016 roku. Oby nie przegrały z Krystynami o zupełnie innym, nie tak łagodnym, usposobieniu, za to o donośniejszym głosie.

A w Weekendzie także m.in.:

- Żałoba w mieście świateł . Czyli korespondencja z Paryża , w którym Ana Brzezińska próbuje ustalić, czy i jak zamachy terrorystyczne zmieniły życie jego mieszkańców. Z tekstu, który dla nas napisała, wynika, że nie zostali oni "rzuceni na kolana", nie "paraliżuje ich strach", nie "boją się wyjść po bagietkę" - jak donosiły media w tragiczny listopadowy weekend i tuż po nim. Tym, co faktycznie łączy paryżan po listopadowych zamachach, jest przekonanie, że to nie koniec. Że wojna dopiero się zaczyna. Będzie trwała latami. I będzie zupełnie inna niż poprzednie.

Le Carillon po zamachach. Pod zaatakowaną kawiarnią wciąż palą się światła a przechodnie składają kwiaty (fot. Ana Brzezińska)

- Koniński siłacz . Nasz felietonista Filip Springer zabiera nas po raz kolejny do miasta, które ponoć jest schizofreniczne, cierpi na rozdwojenie jaźni (to jego słowa; podobno wystarczy rzut oka na mapę, żeby to dostrzec). A za główny przedmiot swoich rozważań obiera sobie tym razem Filip kosmiczny obiekt - niegdysiejsze Górnicze Centrum Kultury "Oskard", dziś jeden z trzech budynków Centrum Kultury i Sztuki w Koninie. - To architektura brutalna, totalna i pewnie dlatego tak magnetyzująca - pisze.

"Oskard" (fot. Filip Springer)

- Henry Rollins . Kiedyś był ekspresyjnym wokalistą punkowego zespołu, dziś znany jest raczej jako polityczny i społeczny aktywista, pisarz, aktor, prezenter radiowy. Słynne są jego "spoken words", swego rodzaju wykłady, które daje na całym świecie. W styczniu dwa razy wystąpi w Polsce. Przemysławowi Guldzie Rollins mówi: - Punkowa przeszłość przygotowała mnie do wszystkiego, co mnie spotkało w życiu. Pochodzę ze świata, w którym ludzie pracują za minimalną płacę i na nic nie mają szans.

Henry Rollins (fot. materiały prasowe)

- Andrzej Mogielnicki . Napisał największe przeboje Lady Pank, hit przełomu wieków "Takie tango" i jeszcze tysiąc innych tekstów piosenek. W 2009 roku wyprowadził się na Karaiby. Teraz wydał książkę, która jest fabularnym rozwinięciem "Kryzysowej narzeczonej". Aleksandrze Boćkowskiej opowiada o winyloholikach, gwiazdorskim życiu w PRL-u i polityce, od której nie ma ucieczki. Odnosi się na przykład do zarzutów, że Lady Pank miało być wentylem bezpieczeństwa komunistycznej władzy.

Jan Borysewicz (po lewej) i Andrzej Mogielnicki (fot. archiwum prywatne)

- Polka w krajach arabskich . - Chcesz, żebym powiedziała, że Arabowie mnie denerwują i że trudno było mi się przystosować do życia tutaj? Ale ja naprawdę jestem bardzo szczęśliwa - mówi Honoracie Zapaśnik arabistka i podróżniczka Mirosława Czerna . Budowała studnie w Sudanie, a teraz jako delegatka Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża pomaga imigrantom, którzy trafili do więzień w krajach Zatoki Perskiej. Nam opowiada, jak odnalazła się w arabskiej kulturze. - Zawsze jestem traktowana tu z szacunkiem - przekonuje.

Mirosława Czerna (fot. archiwum prywatne)

- Polski plakacista w Hollywood . Sam mówi o sobie skromnie: chłopak z Bytomia. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, dziś ten chłopak współpracuje przy amerykańskich superprodukcjach. "Harry Potter", "Władca Pierścieni", "Gra o tron", "Incepcja", "Ultimatum Bourne'a" - plakaty do tych i wielu innych filmów współtworzył Tomasz Opasiński . Anna Serdiukow pyta go w Weekendzie o to, jak wyglądała jego droga z Bytomia do fabryki snów. No i o reguły, które rządzą Hollywood (Minuty przelicza się tam na dolary. Lepszy wygrywa. Nie możesz się obrazić ).

-

Antoni Królikowski

. Zdaje się, że enfant terrible polskiego kina dorasta. W superprodukcji TVP "Bodo" wciela się w rolę Eugeniusza Bodo z czasów młodości.

Antoni Królikowski na planie filmu "Bodo" (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

- Kibicujemy mu, bo ma jasno wyznaczony cel i pokonuje przeszkody, żeby go osiągnąć - mówi o Bodo Królikowski, aktor, który dyskutuje o filmach z taką samą pasją, z jaką w nich gra. A zarazem mówi Ani Konieczyńskiej : - Nikt nie zaproponował mi roli ciekawszej od tej, którą powierzyli mi rodzice 26 lat temu, gdy przyszedłem na świat. I raczej się nie myli.

Hanna Rydlewska . Redaktor naczelna weekendowego magazynu Gazeta.pl