artykuły

Domy tańsze o 30 proc.? Szansa na własne mieszkania w małych miastach? Ekologiczne warzywa i owoce w przystępnych cenach? To tylko niektóre korzyści wynikające z działania w kooperatywach. Polacy, którzy od najmłodszych lat są uczeni, że sukces może odnieść tylko rywalizująca z innymi jednostka, zaczynają przekonywać się do działania w grupie - pisze Anna Budyńska w tekście, którym jutro otwieramy Weekend.

Przykłady? Proszę bardzo. Choćby Kooperatywa Mieszkaniowa Pomorze, która postawiła w Gdyni trzy

budynki, w których zamieszkały 24 rodziny. W październiku ogłosiła rozpoczęcie budowy czwartego domu. Będzie większy od poprzednich, finansuje go 12 rodzin. Co ważne, budynki, które kooperatywa dotąd postawiła, są o 30 proc. tańsze od nieruchomości dostępnych na rynku deweloperskim. Za metr kwadratowy mieszkania każda rodzina musiała zapłacić zaledwie 3 tys. zł. Kooperatywy budują bowiem bez udziału pośredników, osoby w nich skupione wspólnie finansują inwestycję i w stu procentach decydują, jak będzie ona przebiegała.

Zdaje się, że to jeden z ciekawszych, bardziej przyszłościowych trendów w branży budowlanej, który - miejmy nadzieję - będzie się dynamicznie rozwijał. Oddolne inicjatywy mieszkaniowe postanowiły niedawno wesprzeć władze Wrocławia, zachęcając wrocławian do zawiązywania kooperatyw. To żaden altruizm. Miasto, pomagając mieszkańcom w wybudowaniu własnego domu, zatrzymuje u siebie przedsiębiorczych i działających na rzecz lokalnej społeczności obywateli. Samorządowcy na potrzeby "młodych" spółdzielni mieszkaniowych przeznaczyli trzy działki na powstającym właśnie osiedlu Nowe Żerniki.

Zresztą duch spółdzielczości odradza się nie tylko w mieszkaniówce -

od kilku lat w kraju powstają kooperatywy spożywcze. Ich członkowie zyskują dostęp do świeżego i niedrogiego ekologicznego jedzenia (a, jak wiemy, to co "eko" i "bio" rzadko bywa w zasięgu finansów przeciętnego konsumenta). Ania Budyńska w Weekendzie opisuje między innymi Kooperatywę Spożywczą "Dobrze", do której należy 150 gospodarstw domowych, a która w ubiegłym roku otworzyła nawet swój własny sklep w centrum Warszawy.

Sklep kooperatywy w centrum Warszawy przy ulicy Wilczej 29a (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Można? Można, trzeba tylko chcieć. I patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. I nie bać się działania w grupie. Lidewij Edelkoort, znana na całym świecie badaczka społecznych nastrojów, tego jak owe nastroje wpływają na modę, design, nowe technologie, już kilka lat temu wieszczyła, że w XXI wieku będziemy się organizować w małe, miejskie plemiona. I że takie nieformalne, spontaniczne wspólnoty pozwolą nam przetrwać w trudnych czasach, zarówno pod względem materialnym, jak i emocjonalnym.

To byłby patriotyzm lokalny w praktyce. Bez zadęcia, wielkich słów, martyrologii. Patriotyzm, którego dziś, mam wrażenie, potrzebujemy szczególnie.

A w Weekendzie także m.in.:

- Beata Tyszkiewicz. - Mama powiedziała kiedyś, że nie zniosłaby, żeby ktokolwiek inny zabierał głos w sprawie wychowania mnie i mojego brata Krzysia. Samotne macierzyństwo to nie był dla niej rodzaj poświęcenia, tylko świadomego wyboru - mówi Beata Tyszkiewicz w rozmowie z Patrycją Narożną i Bogną Piechocką . W nawiązaniu do premiery albumów "Opowiedz mi, Babciu" , "Opowiedz mi, Dziadku" aktorka zdradza swoje rodzinne historie.

Beata Tyszkiewicz (fot. Jacek Ufnal)

- Grupa Filmowa Darwin. Marek Hucz i Jan Jurkowski skończyli szkołę teatralną, ale nie chodzą na castingi. Woleli założyć swój kanał na YouTube. Fanów mają raczej wśród dojrzalszych, wymagających widzów niż wśród gimbazy. Założoną przez nich Grupę Filmową Darwin podczas ostatnich Grand Video Awards nagrodzono w kategoriach "Entertainment" oraz "Debiut Roku". Patrycji Marszałek Hucz i Jurkowski opowiadają o swoim alternatywnym świecie, w którym Bóg ma na imię Rafał i nie jest nieomylny.

 

- Ratownik medyczny. Kamil Łukasiewicz może powiedzieć: - W ciągu dziesięciu lat pracy uratowałem kilkanaście tysięcy ludzi . Może, bo pracuje w karetce pogotowia. A o tym, że to ciężki fach, opowiada w Weekendzie Angelice Swobodzie . Dużo się pisze o tym, że karetki nie dojeżdżają do wypadków na czas (i słusznie, bo to skandal), o aferach z udziałem pracowników pogotowia ratunkowego. Tym razem sprawdzamy, jak to wygląda od drugiej strony. I słyszymy między innymi o tym, że wielu z nas traktuje karetkę niemal jak taksówkę.

Kamil Łukasiewicz, ratownik medyczny (fot. medikam.pl)

- Drapacze chmur z Europy. Grunty drożeją, miasta rosną w górę, by zagarnąć coraz większą przestrzeń w ścisłym centrum. Architektura wieżowców to znak naszych czasów. Wysoki budynek jest współcześnie symbolem siły i władzy, nierzadko staje się także atrakcją turystyczną z doskonałym punktem widokowym. Jak więc prezentują się współczesne drapacze chmur Europy? Pisze o tym u nas Magdalena Stefkiewicz.

Wieżowce The Gherkin, Turning Torso, Złota 44 i The Shard (fot. Wikimedia Commons / Flickr.com / Agencja Gazeta / Flickr.com)

- Perfekcyjna pani domu . Nie, nie Małgorzata Rozenek, tylko Marie Kondo . Ta filigranowa trzydziestolatka z Tokio sprzedała miliony książek o tym, jak pozbyć się z otoczenia nadmiaru przedmiotów, i znalazła się w gronie najbardziej wpływowych osób świata według magazynu "Time". Nam radzi nie tylko, jak wysprzątać dom, ale też zrewolucjonizować swoje podejście do świata. Ani Konieczyńskiej mówi: - Więź z przedmiotami nauczyła mnie budowania więzi z ludźmi . Hm, mam mieszane uczucia. Jestem ciekawa, co Wy o tym powiecie (napiszecie).

Marie Kondo (fot. Diarmuid Greene / Sportsfile / Web Summit / fot. flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

- Krakowskie cukiernie. Pod Wawelem kochają "słodkie". Dlaczego? Być może za pomocą piszingerów i ciastek z kremem krakowianie leczą klasycznego krakowskiego spleena? Grunt, że w Krakowie znaleźć można niezliczoną ilość cukierenek i kawiarni z tradycjami. A obok nich wciąż wyrastają nowe. Natalia Jeziorek oprowadza nas po nich dzielnie, kosztując między innymi deseru o dumnej nazwie "Dzwon Zygmunta".

Rio (fot. Natalia Jeziorek)

- "God Hates Poland". W rozmowie Przemysława Guldy z Michałem R. Wiśniewskim , autorem książki "God Hates Poland", aż roi się od bon motów. Na przykład: Nasza kultura to zbiór memów. Szekspir się naspinał, żeby napisać "Hamleta", a po mutacji zostało z tego "być albo nie być" . Albo: Polacy to minogi bez kręgosłupów. A o przedstawicielach znienawidzonej Biurowej Klasy Średniej Wiśniewski mówi: To ludzie-demotywatory. Możecie się nie zgadzać, ale docenicie wyobraźnię autora. Wywiadu szukajcie w naszym magazynie w niedzielę.