Dziś andrzejki to okazja do wspaniałej zabawy. Skąd wzięły się takie skojarzenia?
- Andrzejki przypadają na wigilię św. Andrzeja, a więc obchodzone są w nocy z 29 na 30 listopada. Dziś, jak i dawniej, funkcjonują jako pretekst do spotkań i zabawy. Wigilia św. Andrzeja i popularne kiedyś katarzynki, a więc wieczór wróżb dla mężczyzn, przypadają na koniec roku liturgicznego, poprzedzając adwent i czas postu, naturalnie więc stały się okazją do zabawy.
Nieodzownym elementem takiej zabawy są wróżby, do których dziś podchodzimy z przymrużeniem oka. Kiedyś było inaczej?
- To nie jest tak, że ludzie żyjący w ramach kultury ludowej śmiertelnie poważnie podchodzili do wróżb. Wspominał o tym dziewiętnastowieczny prekursor etnografii polskiej Łukasz Gołębiowski. W swoich opracowaniach zaznaczał, że wiele praktyk wróżebnych odbywało się grupowo, ale były również takie, które przeprowadzano samodzielnie. Wróżby bardzo często traktowano jako zabawę, szczególnie wtedy, gdy wróżyło się wspólnie. Wróżenie indywidualne wynikało z potrzeb jednostki i traktowano je z większą powagą.
Dziś oprócz wróżb andrzejkowych pochodzących z minionej kultury ludowej praktykowane są też wróżby w typie newage'owym. Te pierwsze traktowane są zazwyczaj jak zabawa, "odgrywanie" dawnego zwyczaju, a drugie wiążą się z pewnym typem wrażliwości duchowej, z myśleniem magicznym i podchodzimy do nich bardziej serio.
Odkąd myślenie magiczne towarzyszy człowiekowi?
- Należy ono do najstarszych elementów kultury duchowej człowieka. Wiara w możliwość przewidywania przyszłości ściśle się z nim wiąże. W tym typie rozumowania istnieje przekonanie, że otaczający nas świat ukształtowany jest i zarządzany przez niezrozumiałe siły, z którymi możemy się komunikować i mieć na nie wpływ. Zgodnie z tymi założeniami, stosując konkretne praktyki, można dowiedzieć się, jak będzie wyglądała przyszłość.
Samo pojęcie "magii" było i jest bardzo różnie rozumiane, posiada mnóstwo znaczeń potocznych i jest przedmiotem wielu koncepcji antropologicznych. Kategorie myślenia magicznego nie należą wyłącznie do przeszłości, choć to w kulturze ludowej funkcjonowały jako główny sposób objaśniania świata. My, ludzie współcześni, często w swych zachowaniach powielamy najdawniejsze sposoby radzenia sobie ze światem. Jest to zauważalne w tzw. myśleniu potocznym, wiele magicznych gestów wykonujemy nieświadomie, bezwiednie, nawet w tych płaszczyznach życia, gdzie powinny królować logika i racjonalizm.
Przejawem współczesnego myślenia magicznego wydają się kanały typu Ezo TV, nie mówiąc o Internecie, w którym jest mnóstwo stron z horoskopami.
- Dziś praktyki wróżbiarskie przeniosły się do telewizji i do Internetu. Rozwój technologii daje nowe możliwości i może współgrać z myśleniem magicznym. W Polsce rozkwit prasy poświęconej ezoteryce, w tym wróżbiarstwu, przypada na lata 90. XX wieku, a więc na czas transformacji ustrojowej. Aktualnie tego typu praktyki są niezwykle popularne na Białorusi czy na Ukrainie. W Polsce okres ich świetności też wcale się nie skończył, a świadczą o tym choćby ezoteryczne kanały telewizyjne. Wróżby nadal świetnie się sprzedają.
Dlaczego potrzebujemy wróżb?
- Według teorii Bronisława Malinowskiego, znanego polskiego etnologa i antropologa społecznego, magia i wróżby są odpowiedzią na postawę ufności. Stąd wiara, że jeśli zwrócimy się bezpośrednio do zaświatów lub do osoby potrafiącej z zaświatami mediować, uzyskamy wgląd w przyszłość. Dla wielu osób przebywających w stanach niepewności bądź lęku wróżby spełniają terapeutyczną rolę. Wizyta u wróżki zastępuje seans u psychoterapeuty. W rozumieniu potocznym współczesnych wróżbitów uważa się za "psychologów praktyków".
Kim byli wróżbici kiedyś?
- W kulturach ludowych, opierających się na ustnym przekazie, rolę osoby znającej przyszłość pełnili często obcy. Mogły to być jednostki, które według lokalnej społeczności miały łatwość kontaktu z zaświatami. Obcymi byli często przedstawiciele konkretnych grup etnicznych, stanowiących mniejszość w danym społeczeństwie. Do dziś funkcjonuje stereotyp cyganki-wróżki. To właśnie kobietom romskim powszechnie przypisywano znajomość kartomancji.
W Polsce istnieje też silne przekonanie, że praktyki magiczne pochodzenia ludowego w swej dawnej formie funkcjonują na ścianie wschodniej kraju. Wschód, podobnie jak Karpaty, to region bardzo mocno zmitologizowany. W stereotypie Wschód wiąże się z mistycyzmem, szeroko pojętą duchowością. W latach 90. XX wieku w Polsce wróżki często przybierały wschodnio brzmiące pseudonimy i imiona.
Jak wróżbita zdobywa autorytet?
- Zapytaj o to wróżbitę Macieja! Do tej pory panuje silne przekonanie wśród tych, którzy w magię wierzą, że osoba potrafiąca przepowiadać przyszłość rodzi się z takimi umiejętnościami. Może zostać nimi obdarowana przez zaświaty. W Polsce w rejestrze zawodów mamy zawód wróżki. Na fali popularności New Age powstały kursy i szkoły psychotroniki. Profesja wróżki jest zatem społecznie usankcjonowana.
Dziś u wróżbitów spektrum spraw, w których mogą pomóc, jest ogromne. Jak było dawniej? W jakim celu wróżono sobie?
- Wróżby andrzejkowe dotyczyły przede wszystkim spraw miłosnych, matrymonialnych. Inny charakter miały wróżby w okresie Godów - świąt Bożego Narodzenia. W tym czasie starano się przewidzieć pogodę na nadchodzący rok, jak i jakość plonów. Bardzo popularną wróżbą było ucinanie gałązki wiśni lub innego drzewa owocowego w wigilię św. Andrzeja i umieszczanie jej na ołtarzyku domowym. Jeśli zakwitła w wigilię Bożego Narodzenia, wróżyło to szybki ślub i udane małżeństwo.
Jakie inne wróżby były popularne w andrzejkowy wieczór?
- Popularną wróżbą było układanie przez panny butów na przemian. Właścicielka buta, który znalazł się przy progu, miała pierwsza wyjść za mąż. Kolejną wróżbą było puszczanie łupin orzecha ze świeczkami, które symbolizowały konkretne osoby. Jeśli świeczki spotkały się na tafli wody, wróżyło to związek. Wróżbą andrzejkową było także układanie pod naczyniami przedmiotów symbolizujących przyszły stan. Można było odsłonić pierścionek, który zapowiadał małżeństwo, różaniec oznaczający stan zakonny, rutę - staropanieństwo lub laleczkę zwiastującą nieślubne dziecko. Wróżba ta, z innym zestawem przedmiotów, jest powszechnie znana i praktykowana w Polsce podczas pierwszej rocznicy narodzin dziecka.
Najbardziej znaną wróżbą pozostaje lanie przez klucz wosku, substancji niegdyś szczególnej.
- Wosk był supersubstancją, związaną bardzo silnie z zaświatami. Do praktyk magicznych i wróżebnych wosk zbierano ze świec kościelnych. Ten zebrany ze świeczników bądź ołtarza był najcenniejszy. Ten z podłogi kościoła już mniej. Lanie wosku było znane w leczniczych praktykach wsi polskiej. Roztopiony wosk wlewano do miednicy trzymanej nad głową pacjenta. Diagnozę stawiano, odczytując kształt zastygłej substancji.
Istotną rolę pełniły też zwierzęta, zwłaszcza gęsi.
- Interpretowanie zachowania zwierząt było bardzo popularną praktyką dywinacyjną. Gęsi, tak jak kukułki, kruki i sowy, były uważane za ptaki mediacyjne, czyli potrafiące kontaktować się z zaświatami. Gęsi, odlatując na zimę, odlatywały ku zaświatom. Udomowiona i dzika gęś była uznawana z kolei za symbol miłości. Panowało bowiem przekonanie, że gęsi dobierają się w pary na całe życie. Ponadto od starożytności były one wykorzystywane we wróżeniu. Czasami ich głos był omenem. Przypomnijmy sobie chociażby gęsi kapitolińskie, które ostrzegły Rzymian przed atakiem Gallów. Jedna z wróżb andrzejkowych znana w wielu regionach Polski polegała na zasłanianiu gąsiorowi oczu. Dziewczyny tworzyły wokół niego krąg. Ta dziewczyna, którą skubnął pierwszy, miała wyjść za mąż. Z wnętrzności i kości gęsi wróżono również w dniu św. Marcina. Przyglądano się szczególnie budowie i kolorowi kości mostka, z której odczytywano pogodę w nadchodzącym roku.
Ważny był też kogut, zwierzę solarne, odnoszące się do cech męskich. W andrzejki dziewczyny zbierały się w grupie i rozsypywały w kupkach zboże lub chleb. Ta, której ziarna kogut zaczął skubać jako pierwszej, miała zagwarantowaną pomyślność w nadchodzącym roku.
Z kolei pies mógł wskazać kierunek, z którego przyjdzie narzeczony.
- Pies w wielu kulturach pełnił funkcję psychopomposu, co oznacza, że miał kontakt z siłami nadprzyrodzonymi. Jego szczekanie lub pojawienie się również mogło być omenem. Na Mazowszu znany był andrzejkowy zwyczaj lepienia przez panny kulek z chleba posmarowanego smalcem. Tę, której kulkę pies zjadł najpierw, miało czekać zamążpójście.
To zwierzę ma przypisaną dwojaką naturę w kulturze ludowej. Może być albo zwierzęciem demonicznym, albo oddanym człowiekowi i Bogu. Na Podhalu, na przykład, pies nie mógł zjeść pokarmu poświęconego w Wielką Sobotę w kościele, bo nigdy by nie umarł i służyłby diabłu. Ważną rolę odgrywa też umaszczenie. Na Podhalu diabeł najczęściej przybierał formę czarnego psa o czerwonych oczach; zwierzę to pojawiało się w tym regionie w tradycji świąt Bożego Narodzenia.
Dlaczego psu przypisywano demoniczne oblicze?
- Bo pies jest zwierzęciem chtonicznym, czyli związanym ze światem podziemnym. Jest przeciwstawiany istotom niebiańskim, uranicznym. Bogom, którzy związani byli z ziemią, wegetacją, towarzyszy pies, jak choćby Artemidzie. W mitologii ludowej postacią chtoniczną jest też diabeł, a piekła lokowane są w podziemiach.
Jak Kościół podchodził do wróżb?
- Kościół katolicki, jak i wszystkie wielkie religie monoteistyczne, chce mieć monopol na kontakty z zaświatami. Stary Testament surowo zabrania kontaktu z wróżami. Bóg mówi: "Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów". Wróżbiarstwo przypisywano wrogom Izraela, choćby Babilończykom. Chrześcijaństwo przyjęło postawę ze Starego Testamentu. Co nie oznacza, że nie uprawiano tej praktyki w formie schrystianizowanej. Przepowiednie nieusankcjonowane przez Kościół były uważane za efekt kontaktu z istotami demonicznymi.
Zwyczaj wróżenia przetrwał mimo to.
- To, że Kościół zabrania takich praktyk, nie oznacza, że sam nie wierzy w ich skuteczność. Paradoksalnie to, że zakłada się możliwość kontaktowania z siłami nadprzyrodzonymi, choćby demonami, oznacza, że mają one realny wymiar. Pamiętam, że sam pierwszy raz zetknąłem się z wróżbami andrzejkowymi w formie zabawy nie w domu, ani nie w szkole, tylko na zajęciach religii, w czasach, kiedy te odbywały się przy kościele.
Patryk Pawlaczyk. Absolwent etnologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Adiunkt w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Pracuje w Dziale Etnografii Polski i Europy.
Artur Zaborski . Studiował krytykę literacką i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w portalach Onet.pl i Stopklatka.pl (w tym drugim szefował redakcji przez pół roku). Współpracuje z rozlicznymi mediami i festiwalami filmowymi. Zakochany w kulturze Iranu. Kibicuje transformacji Warszawy w miasto wielokulturowe.