artykuły

Zaczynam pisać ten wstępniak już trzeci raz. Próbuję się skoncentrować, ale nie przychodzi mi to dzisiaj łatwo. W tle gra telewizor, toczą się burzliwe dyskusje, słychać głośny śmiech i stukot obcasów. To codzienność każdego, kto pracuje w redakcji i został usadzony w biurze typu open space. Wielkim ulu, w którym o prywatność i chwilę ciszy trzeba walczyć. Choć ta walka, zazwyczaj, z góry jest skazana na porażkę.

Open space to znak naszych czasów. Symbol korporacyjnego myślenia, w którym liczy się wydajność i cięcie kosztów. Ale też - przynajmniej z założenia - platforma komunikacji, która ma ułatwiać kontakt pomiędzy pracownikami z różnych szczebli firmowej hierarchii.

I, niby przy okazji, umożliwiać tym, którzy są wyżej, sprawowanie ściślejszej kontroli nad tymi, którzy znaleźli się na dole drabiny. Demokracja? Tak, ale bardzo liberalna.

Takie wnioski nasuwają mi się po lekturze tekstu Jolanty Molińskiej , która sprawdziła dla nas, skąd się właściwie wziął ten open space. Jak pisze Jola: - Złośliwi co prawda twierdzą, że pierwszymi open space'ami były popularne już w starożytności galery, które do poruszania się wykorzystywały siłę ramion stłoczonych na pokładzie więźniów lub niewolników, ale w poważnych zestawieniach "numerem jeden" jest Larkin Building. Budynek został oddany do użytku w latach 1904-1906 w Buffalo w stanie Nowy Jork. Okazuje się zatem, że open space ma już 100 lat. Jednak ci, którzy spędzają w nim codziennie osiem godzin i więcej, niekoniecznie mają ochotę świętować ten jubileusz.

Około 70 proc. pracowników biurowych w USA pracuje w open space'ach. W Polsce z roku na rok coraz więcej firm przenosi się do biur wielkopowierzchniowych (fot. Shutterstock.com)

Z tekstu, który publikujemy jutro wynika, że praca w wielkiej, otwartej przestrzeni biurowej szkodzi zdrowiu. Rodzi konflikty w zespole. I generuje więcej strat niż zysków w budżetach firm. Brzmi mocno, wiem. Dlatego przedstawiamy też kontrargumenty. I szukamy plusów rozwiązania, które zdominowało polskie biurowce na przestrzeni ostatniej dekady. Przeczytajcie i sami rozsądźcie, gdzie leży prawda. Ja już mam wyrobione zdanie na ten temat.

A w Weekendzie także m.in.:

- Marek Raczkowski . Tego pana nikomu przedstawiać nie trzeba. A już tym bardziej czytelnikom Gazeta.pl. Dla tych, którzy tęsknią za jego pokręconą wyobraźnią i ciętym dowcipem, mamy gratkę - fragmenty wywiadu rzeki, który przeprowadziła z rysownikiem Magdalena Żakowska . Tytuł publikacji mówi wszystko; "Książka, którą napisałem, żeby mieć na odwyk" to nie tylko komentarz do gorących tematów (in vitro, myśliwi, uchodźcy, aborcja, długo by wymieniać), ale też do wątków bardzo osobistych. W Weekendzie znajdziecie właśnie te ustępy, w których Raczkowski opowiada jak wylew, który niedawno przeszedł, zmienił jego życie.

(rys. Marek Raczkowski / "Książka, którą napisałem, żeby mieć na odwyk")

- Piotr Rogucki . Wokalista, członek Comy i aktor. A także, jak się okazuje, uważny obserwator tego, co dzieje się na świecie. Rogucki w rozmowie z Mariuszem Wiatrakiem , przeprowadzonej przy okazji wydania płyty "J.P. Śliwa", komentuje zatem społeczne niepokoje w Europie, zagrożenie wojną, pułapki kapitalizmu, korpo-mental (pięknie mi się to zazębia z tekstem o open spasie) oraz przyczyny, dla których przedstawiciele pokolenia Y czują się sfrustrowani, oszukani przez system. Nie ze wszystkimi diagnozami lidera Comy się zgadzam ("pochwała hipstera" raczej mnie rozbawiła, niż skłoniła do zmiany optyki), ale doceniam przesłanie, które płynie z tego wywiadu. I mam przeczucie, że Wy też je docenicie.

Piotr Rogucki (fot. Albert Pabijanek)

- Hipnoza . Na czym właściwie polega? Czy można nią leczyć ciało i duszę? Czy człowiek wprowadzony w stan hipnozy może robić rzeczy, które są wbrew jego naturze? Czy dzięki hipnozie da się odbywać podróże w czasoprzestrzeni i poznawać te wycinki swojej przeszłości, do których "normalnie" nie ma się dostępu? Mogłabym tutaj mnożyć pytania, którym próbuje stawić czoła w swoim tekście Nina Harbuz-Karczmarewicz . Robi to rzetelnie, ale i brawurowo. Polecam Wam materiał, w którym pojawia się i Freud, i Kaszpirowski...

Hipnoza wykorzystywana jest już od kilku wieków (fot. Shutterstock.com)

- Wiara pod lupą . Ulrich Schnabel, niemiecki fizyk i dziennikarz naukowy tygodnika "Die Zeit", w książce "Zmierzyć wiarę" , która niedawno ukazała się po polsku, rozprawia się m.in. z przekonaniem, że wierzący są lepsi niż niewierzący. - Z badań wynika, że terroryści działający z motywów religijnych są bardziej brutalni i pozbawieni skrupułów niż zamachowcy świeccy - mówi w rozmowie z Anną Konieczyńską . Niestety, słowa te wydają się wyjątkowo aktualne. Czy Schnabel ma rację, kiedy twierdzi, że wiara dozowana prawidłowo to lek, a przedawkowana - narkotyk? Czekamy na Wasze komentarze!

- Tomasz Ossoliński . Znany projektant mody opowiada Magdalenie Linke o tym, jak stawiał pierwsze kroki w branży. Od razu został rzucony na głęboką wodę - w bardzo młodym wieku trafił na kierownicze stanowisko do dużych zakładów odzieżowych. Już w wieku 17 lat odbierał pierwsze nagrody. Ossoliński w Weekendzie wspomina też czasy, w których projektanci zabijali się o to, żeby ich ubrania trafiły na łamy prasy. I wreszcie, odnosi się do tego, co dziś: przede wszystkim do tęsknoty za tradycyjnym rzemiosłem i wszystkim, co unikatowe, spersonalizowane. Mówi, że to "luksus życia szytego na miarę".

Tomasz Ossoliński (fot. materiały promocyjne)

- Prababki feministki . W kinach wciąż można zobaczyć "Sufrażystkę" z Meryl Streep i Heleną Bonham Carter. Obraz przypomina, jak drastyczne formy przybierała walka o równouprawnienie kobiet na Wyspach. U nas było spokojniej, ale i my mamy zasłużone pierwsze feministki, które walczyły o prawa wyborcze kobiet, możliwość edukacji i pracy. Doktor Katarzyna Sierakowska , historyczka z PAN, opowiada o nich w Weekendzie Dominice Buczak . Co ciekawe, z przytoczonych przez dr Sierakowską historii wynika, że działalność kobiet z konserwatywnych środowisk również prowadziła do emancypacji (czyli to nie jest tylko domena "lewactwa"). Przykład? Cecylia Plater-Zyberkówna, związana z ruchem katolickim, która założyła szkołę średnią dla dziewcząt.

Zofia Moraczewska, Cecylia Plater-Zyberkówna, Justyna Budzińska-Tylicka (fot. Wikimedia Commons / public domain)

- "Rodzice, wyjdźcie z szafy" . Taki tytuł nosi książka naszej redakcyjnej koleżanki, Wiktorii Beczek . Publikacja ukazała się we wrześniu, premierę miała na Kongresie Kobiet. To zbiór rozmów Wiktorii z rodzicami osób LGBT. Prof. Monika Płatek skomentowała go tak: To nie jest pierwsza książka o rodzicach, których córki kochają kobiety, a synowie - mężczyzn. Jednak wciąż jedna z nielicznych, gdzie są obecni na pełnych prawach i mogą mówić. Mówi także mama Wiktorii, Aneta Ostrowska , współzałożycielka Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Osób Homoseksualnych, Biseksualnych i Transpłciowych AKCEPTACJA.

Wiktoria Beczek (po prawej) z mamą (fot. archiwum prywatne)

W najbliższym wydaniu Weekendu znajdziecie zapis rozmowy matki i córki. Mądrej rozmowy, wzruszającej. Jak napisała we wstępie do niej Wiktoria: Mama nie nauczyła mnie robić fikołków, zrobił to tata, z którym więcej przebywałam jako dziecko. Nie nauczyła mnie pisać literek, bo zrobiła to babcia, z którą spędzałam większość czasu. Ale nauczyła mnie być tym, kim jestem. I gdy dziś słyszę, że jestem dobrym człowiekiem, nie mam wątpliwości, czyja to zasługa.

Hanna Rydlewska. Redaktor naczelna weekendowego magazynu Gazeta.pl