Wiele krakowskich kawiarni ma tradycje sięgające cesarstwa austro-węgierskiego. Pierwsza powstała przy Rynku Głównym w 1788 roku, założona przez przybyłego ze Szwajcarii Dominika Welanda. Krakowianie wreszcie mogą przekonać się, jak powinna wyglądać prawdziwa cukiernia: smakowite ciasta, torty, cukry, konfitury i pyszna, aromatyczna gorąca czekolada - pisał o niej Leszek Mazan w książce "Kraków na słodko". I choć lokal Welanda przetrwał "zaledwie" pół wieku, to inne, powstałe po nim (Jama Michalika czy Noworolski) miały więcej szczęścia - słodkościami można się w nich rozkoszować do dziś.
Lata monarchii austro-węgierskiej sprawiły, że wiele serwowanych w Krakowie ciastek ma pochodzenie austriackie, jak choćby sernik wiedeński z żółtkami i waniliowym kremem. Należy do nich również piszinger - wymyślony przez wiedeńskiego cukiernika Oskara Pischingera wyrób na bazie wafli, mleka, masła, cukru i kakao. Za to typowo krakowskim smakołykiem z wielowiekową tradycją jest babka z kaszy z bakaliami, ponoć ulubiony deser Anny Jagiellonki.
Kraków to też polska stolica czekolady. To tu 100 lat temu Adam Piasecki uruchomił swoją fabrykę słodkości, która po latach przyjęła nazwę "Wawel". Właściciel, zakochany w urodziwej pracownicy - zawijaczce karmelków - wymyślił i ochrzcił jej imieniem znany dziś w całej Polsce batonik "Danusia". Pod Wawelem huczało ponoć wtedy od plotek, ale pyszny batonik z dodatkiem spirytusu szybko zamknął usta złośliwym.
Gdzie pod Wawelem, oprócz najlepszych ciast, można zakosztować atmosfery młodopolskiej bohemy? Skorzystajcie z naszego przewodnika i sprawdźcie to sami.
Jama Michalika
Floriańska 45
Mieszcząca się przy ulicy Floriańskiej, założona w 1895 roku Jama Michalika to jedna z najsłynniejszych krakowskich kawiarni i zarazem jedna z najstarszych działających do dziś. To tu powstał wyśmiewający mieszczańskie zakłamanie kabaret Zielony Balonik, tu spotykali się młodopolscy poeci, malarze i aktorzy. Na mazurka przychodził do Jamy Michalika Józef Piłsudski z córkami, stałym gościem był też Walery Sławek, a swoje wiersze recytowali tu m.in. Wisława Szymborska i Czesław Miłosz.
Kawiarnia kontynuuje wieloletnią tradycję, organizowane są w niej wieczorki poetyckie i koncerty. Siedząc w jednym z obitych zielonym aksamitem foteli w secesyjnych wnętrzach, w świetle oryginalnych, XIX-wiecznych lamp, można poczuć ducha minionych epok. Tym bardziej delektując się jednym z tutejszych ciast (9-14 zł) i sącząc gorącą czekoladę czy nalewkę. Warto spróbować tortu orzechowego z biszkoptem przekładanym bogatym, aksamitnym kremem.
Ściany kawiarni zdobią liczne obrazy i freski. Legenda głosi, że biedni malarze, których nie stać było na zapłacenie rachunku, w ten sposób odwdzięczali się właścicielom za kawę czy kieliszeczek czegoś mocniejszego. Jednym z najsłynniejszych dzieł jest "Pijana Brama Floriańska". Obraz pokazuje ponoć, jak Kraków widzieli wychodzący stąd artyści, którzy na kawie i ciastku zdecydowanie nie poprzestawali.
Rio
Świętego Jana 4
Mała czarna z ekspresu ciśnieniowego jest dziś w Krakowie tak powszechna, jak sprzedawane na prawie każdym rogu precle. Za to w roku 1959, gdy powstał Rio Café Bar, była czymś egzotycznym.
Malutką kawiarenkę urządzono w obowiązującym w latach 60. stylu, meble zachowały się zresztą do dziś. Ściany pomalowano w nieregularne bryły o ostrych, kontrastujących kolorach, które bywalcy ochrzcili mianem pikasów. Oprócz świetnego wystroju Rio mogło się poszczycić cudem włoskiej techniki - ekspresem ciśnieniowym. Wszystko to sprawiło, że bar szybko stał się mekką studentów, a w ślad za nimi poszli profesorowie i kwiat krakowskiej bohemy. Skromny metraż nikomu nie przeszkadzał. Kawę konsumowano, ku oburzeniu pańć z towarzystwa, na pobliskich krawężnikach.
Dziś miejsce do najmodniejszych już nie należy, choć podawana tu kawa wciąż trzyma poziom. Ceny, jak na Kraków, są niskie - kawę wypijemy już za 5 zł, specjalność zakładu: kawę z bitą śmietaną - za 6 zł, a codziennie przywożone, świeżutkie, pachnące drożdżówki kupimy za 2 zł. Lokal nadal ma stałych klientów, wśród nich fanów oldskulowego polskiego wzornictwa, ale przede wszystkim tych, dla których pobyt tu to sentymentalna podróż do czasów młodości i okazja do spotkania znajomych sprzed lat. Bo, jak śpiewał Maciej Maleńczuk, wolno się sączy czarna kawa w Rio...
Noworolski
Rynek Główny 1
Zanim powstała kawiarnia Noworolski, lokal na parterze Sukiennic od 1880 roku był siedzibą cukierni Stanisława Rehmana i Romana Heinricha. W późniejszych latach interes kilkukrotnie zmieniał właścicieli, balansując na skraju ruiny, aż na początku XX wieku kupił go lwowski cukiernik Jan Noworolski. Fachu uczył się od samego Franza Sachera w Wiedniu. To jemu lokal zawdzięcza elegancki wystrój - wmontowane w boazerię lustra i czerwone kanapy w Sali Białej, ciemną boazerię i owalne lustra w Sali Lustrzano-Liliowej.
"Noworol", jak potocznie nazywana jest przez krakusów kawiarnia, był miejscem spotkań arystokratycznych elit i artystów, największą konkurencją Jamy Michalika. Odwiedzali ją m.in. Jacek Malczewski, Włodzimierz Tetmajer czy Wojciech Kossak. Jan Sztaudynger pisał: Ta pani pobożna/ i wkrąg słynie z tego/ Zbiera "na murzynek".../ u Noworolskiego . I choć na przestrzeni lat kawiarni nie ominęły przeróżne perturbacje (konfiskata przez hitlerowców czy upaństwowienie za czasów PRL), dziś znów jest w rękach dziedziców Jana Noworolskiego, którzy godnie kontynuują dzieło przodka.
Latem w kawiarnianym ogródku trudno znaleźć wolne miejsce, zimą za to można schronić się przed mgłą, zabójczym smogiem i listopadową słotą w dostojnym, secesyjnym wnętrzu. Do pysznej kawy warto zamówić coś słodkiego, choćby kilka kuleczek Palermo o obłędnym, orzechowo-spirytusowym smaku, chrupiących z zewnątrz dzięki zastygłemu syropowi, rozpływających się w ustach. Choć ceny są wysokie (np. za kremówkę trzeba zapłacić 16 zł), to przy pysznym ciastku i filiżance herbaty łatwo zapomnieć o troskach dnia codziennego.
Jagiellońska
Jagiellońska 5
Kawiarnia i Cukiernia Jagiellońska to jedno z miejsc, o których mówi się, że są "od zawsze". Tu na potajemną randkę przy szarlotce i kawie umawiała się babcia, tu w studenckich czasach po drożdżówkę wpadała mama, tu od zawsze krakowskie rodziny zamawiały mazurki na Wielkanoc, makowce na Boże Narodzenie czy chrust w karnawale.
Przy małej czarnej i szarlotce czy piszingerze spotykają się stali klienci, wśród których często można zobaczyć aktorów z mieszczącego się po sąsiedzku Starego Teatru. Wszystkie dostępne tu wypieki przygotowywane są według tradycyjnej receptury, niezmiennej od lat 30. ubiegłego wieku. Ceny są umiarkowane - pyszne ciastko, na przykład napoleonkę z puszystym, słodkim do bólu różowym kremem można tu zjeść już za kilka złotych. I chociaż miejsce łatwo ominąć, bo nie ma krzykliwego szyldu czy ogródka na ulicy, w Krakowie po prostu każdy wie, że ono tu jest, było i najpewniej zawsze będzie. Tradycja to pod Wawelem rzecz święta.
Camelot
Świętego Tomasza 17
Placyk u zbiegu ulicy Tomasza i Jana to miejsce szczególne, zwane Zaułkiem Niewiernego Tomasza. To jeden z najczęściej odwiedzanych adresów w mieście - zimą osłonięty od hulającego halnego, latem idealny na relaks z dala od palącego słońca. Swoją siedzibę ma tu kilka knajpek, w tym Camelot, uznany przez "Washington Post" za najpiękniejszą kawiarnię świata.
Rzeczywiście, wystrój Camelota jest niezwykle klimatyczny - małe, przykryte koronkową serwetą stoliczki, ludowe rzeźby i obrazy Nikifora na ścianach robią wrażenie. Do tego obłędny sernik i przepyszna szarlotka na ciepło, podawana z lodami waniliowymi, udekorowana świeżymi, sezonowymi owocami i listkami mięty - prawdziwe dzieło sztuki na talerzu! Na rozgrzewkę Camelot oferuje całą paletę domowych nalewek: wiśniową z figami i śliwkami, śliwkowo-wiśniową z wędzonych śliwek i wiśni czy tradycyjny krupnik.
W XIII-wiecznych piwnicach kawiarni na gości czeka również inna uczta: zmieniany cyklicznie program artystyczny i kabaret Loch-Camelot.
Cocktail-bar Cukiernia "Czarodziej"
Karmelicka 15
Koktajlbar i cukiernia Czarodziej może nie jest lokalem wykwintnym, ale tradycją z pewnością może się poszczycić. Choć knajpka przy ulicy Karmelickiej pod obecną nazwą działa dopiero od roku 1991, to państwowy koktajlbar funkcjonował tu już wcześniej. Konkretnie w czasach PRL, kiedy studencka brać ostatnie złotówki wydawała na ówczesny hit - koktajle owocowe z dodatkiem wermutu.
To tu od lat krakowskie dzieci przychodzą po zakończeniu roku szkolnego świętować początek wakacji, topić małe smutki w lodach z bitą śmietaną, czy na ciastko w nagrodę za piątkę w szkole. Dla niejednego krakusa symbolem dzieciństwa jest serwowana w Czarodzieju, posiekana w mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy kosteczkę, galaretka. Podana w szklanym pucharku i udekorowana bitą śmietaną. Tutejsze kremówki ponoć nie mają sobie równych, a wielu twierdzi, że mogą śmiało konkurować z tymi wadowickimi. Serwowane w Czarodzieju pyszności być może zrujnują naszą dietę, ale na pewno nie portfel - ceny są bardzo przystępne, zaczynają się już od kilku złotych.
Kto woli delektować się słodkościami w domowym zaciszu, może przez okrągły tydzień zamówić ciasto czy tort. I choć wystrój i atmosfera są tu mocno barowe, to słodka magia wspomnień wygrywa i sprawia, że Czarodziej na brak klientów narzekać nie może. Lokal doczekał się nawet dwóch filii.
Cheder Cafe
Józefa 36
Żydzi osiedlali się w Krakowie już w XI wieku, a ich historia jest nierozerwalnie związana z dziejami stolicy Małopolski. Dawna dzielnica żydowska, Kazimierz, to dziś najmodniejsza lokalizacja w mieście. Ale choć odbywają się tu huczne imprezy do białego rana, nie brakuje też miejsc, gdzie można zatrzymać się, odpocząć od zgiełku i poczuć atmosferę minionych lat, kiedy po ulicy Józefa przechadzali się chasydzi.
Ciszę i spokój znaleźć można w Cheder Cafe. Wystrój kawiarni nawiązuje do nazwy - cheder to po hebrajsku pokój. Wnętrze przypomina przestronny salon, są tu duże okna i regały z książkami, które można czytać przy kawie. A kawa jest tu nadzwyczajna, bo serwowana w findżanie, małej, porcelanowej filiżance w formie czarki bez ucha, przyrządzona po izraelsku. Lokal ma też duży wybór herbat, w tym doskonałą miętową po marokańsku. Kto boi się eksperymentów, może poprzestać na cappuccino czy latte, ale grzechem byłoby nie skosztować któregoś z tutejszych ciast. Są nie tylko pyszne, ale jak wszystko, co serwuje się w Chederze - koszerne. Na szczególną uwagę zasługuje wybitnie słodka, ociekająca miodem, posypana orzechami baklava - jeden kęs i można poczuć się jak w słonecznym Izraelu.
Panująca tu cisza i spokój sprawiają, że kawiarnia jest świetnym miejscem nie tylko na relaks przy herbacie i cieście, ale też do pracy. Szczególnie że ceny nie są wygórowane - wspomniana baklava kosztuje np. 3,5 zł. Aż dziw, że Cheder nie przeżywa oblężenia freelancerów.
Cafe Cargo
Przemysłowa 3
Zabłocie to przemysłowa dzielnica Krakowa, która przez ostatnich kilka lat przeżywa prawdziwy renesans. Z miejsca, gdzie nie zapuszczał się nikt, komu miłe było życie i portfel w kieszeni, staje się jedną z najmodniejszych lokalizacji w mieście. Jak grzyby po deszczu wyrastają tu nowe bary, kawiarnie i restauracje.
Określenie kawiarenka średnio pasuje do mieszczącej się w byłym magazynie przy ulicy Przemysłowej Cafe Cargo, jakość serwowanej tu kawy jest jednak pierwszorzędna. Do wyboru są mieszanki o różnej intensywności. Można dostać i tradycyjne espresso, i kawę z dripa. Do małej czarnej warto kupić coś słodkiego, na przykład cudownie puszyste ciasto marchewkowe słodzone daktylami i miodem czy razowe muffinki z dodatkiem najwyższej jakości czekolady czy sezonowych owoców.
Wystrój miejsca jest mocno industrialny, ale w przypadku Cafe Cargo jest to zaleta, a nie wada. Nie bez powodu odbywają się tu koncerty. Lokal jest naprawdę ogromny - można usiąść na antresoli i z góry obserwować krzątających się baristów.
Cukiernia i kawiarnia Starowicz
Świętego Wawrzyńca 32
Jeśli idąc ulicą Wawrzyńca zobaczycie ciągnącą się aż do skrzyżowania ze Starowiślną kolejkę, to jest to nieomylny znak, że właśnie jest tłusty czwartek. Ogonek stoi zaś za pączkami od Starowicza, jednymi z najlepszych pod Wawelem.
Historia cukierni Starowicz sięga lat 50. XX wieku, to prawdziwa rodzinna firma z tradycjami. Właściciele zaczynali od sprzedawania z wózka lodów o wdzięcznej nazwie "Pingwinek". Z czasem, gdy interes się rozwinął, uruchomili produkcję karmelków według tajemnej receptury, aż wreszcie otworzyli własną cukiernię.
Dziś u Starowicza oprócz pączków można dostać przeróżne ciasta, wśród których wyróżniają się autorskie wyroby o rdzennie krakowskich nazwach - Bona czy Dzwon Zygmunta. Dzwon to istna rozpusta na talerzu - ciastko na bazie bezy z miodem, posmarowane kremem czekoladowym i bogato obłożone bitą śmietaną, posypane prażonymi migdałami i wiórkami czekoladowymi, z wiśnią moczoną w spirytusie wewnątrz (7 zł). Właściciele szczycą się, że kremy w ich ciastach są nie tylko słodkie, ale również lekkie i nietuczące. Z całą pewnością są pyszne i wyjątkowo zdobione. Kto by zresztą myślał o kaloriach, kiedy na stoliku pojawia się aromatyczna kawa w towarzystwie puszystego sernika po wiedeńsku?
Green Times Cafe
plac Wolnica 8
Choć krakowskie łasuchy lubią tradycyjne słodkości, powiew świeżości jest czasem mile widziany. Szczególnie jeśli zamiast ciastka z zawiesistym kremem można zjeść coś, co jest zarazem i pyszne, i zdrowe (a przynajmniej ciut zdrowsze).
Takie słodkości serwuje kawiarnia Green Times Cafe. Tutaj obok cukierniczych klasyków, ożywionych nutką świeżości, jak sernik z musem malinowym, można bezkarnie rozkoszować się owocową słodyczą smoothie. Kto woli iść na całość w rozkoszach podniebienia, może wybrać na przykład obłędnie puszysty mus z mascarpone, morelą i biszkoptem migdałowym. Albo cudownie rozgrzewającą czekoladę do picia. Wszystko domowe i przygotowane na bazie świeżych produktów najlepszej jakości (za ciastko zapłacimy od 4 do 12 zł).
Dużą zaletą Green Timesa jest przytulne, jasne wnętrze. Oraz fakt, że kawiarnia jest przyjazna psom , które też mogą tu liczyć na coś pysznego - psie ciasteczka.
Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała Fashion Marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG" i portalem Sezon. Zajmuje się też PR-em i produkcją sesji zdjęciowych.