artykuły

Czym właściwie jest Art & Fashion Forum?

- To platforma nauki i rozwoju. A jej osią są prowadzone przez specjalistów warsztaty, m.in. projektowania ubioru, biżuterii, fotografii mody czy stylizacji. Żeby się na nie dostać, trzeba złożyć portfolio, na podstawie którego wykładowcy poszczególnych kategorii wyłaniają swoich studentów. Niezwykłe jest to, że zajęcia odbywają się w otwartej przestrzeni Starego Browaru, delikatnie wydzielonej scenografią. Jest to unikalne na polskim gruncie przedsięwzięcie, choć takie akcje odbywają się często na świecie, choćby w Nowym Jorku, gdzie popularne są tzw. art open space'y - miejsca, w których artyści działają na widoku publicznym, tak jak uczestnicy warsztatów AFF tworzą na oczach innych. Ludzie odwiedzający Stary Browar mogą podpatrywać, jak wygląda praca fotografa, projektanta czy ilustratora mody.

Finał festiwalu, Open University, to z kolei okazja do spotkania ludzi, którzy mają gigantyczną wiedzę na temat mody, sztuki czy nowych technologii. Art & Fashion to wreszcie przestrzeń performance'u, w którą na czas trwania festiwalu zostaje zamienione całe centrum handlowe. W tym roku odbędzie się m.in. performance brytyjskiej artystki Millie Brown, będzie można też powąchać "zapachu świata" stworzonego przez nowojorską artystkę Gayil Nalls.

Wspomniałeś o wykładach w ramach Open University. Do ich wygłoszenia zaprosiłeś głównie ludzi spoza Polski. Dlaczego postawiłeś na zagranicznych ekspertów?

- Będą też goście z kraju, ale myślę, że osoby pracujące za granicą mogą wnieść coś nowego, ciekawego i świeżego. Chciałbym tegorocznym uczestnikom festiwalu zaszczepić pozytywne, twórcze wariactwo, którego Polakom często brakuje. I przekonanie, że warto podążać za swoją wizją i nie oglądać się na innych.

Wojciech Onak jest dyrektorem artystycznym festiwalu Art & Fashion Forum by Grażyna Kluczyk (fot. Marcin Gierat)

Od kogo słuchacze Open University będą się mogli nauczyć tego twórczego szaleństwa?

- Lista wykładowców jest bardzo długa. Panel wykładów został podzielony na dwie części. Pierwsza ma dać uczestnikom AFF jak najszerszą wiedzę na temat tego, czym jest rynek mody, jak na nim przetrwać, ale też jak nauczyć się w inny sposób myśleć o modzie - o tym, że moda niekoniecznie musi być kreowana poprzez sezonowość, opowie na przykład Dal Choda, redaktor mody magazynu "The Archivist". Bardzo ważnym elementem pierwszej części jest nauka rozwijania siebie i swojej kreatywności. Tak naprawdę wolałbym nie nazywać tego nauką, bo ona kojarzy mi się ze szkołą, a moim największym koszmarem jest sen o tym, że muszę się uczyć do matury. Więc nazwijmy to wyzwoleniem kreatywności, którą każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu w sobie ma, ale nie wszyscy zdajemy sobie z niej sprawę.

Drugą część Open University zorganizowaliśmy we współpracy z magazynem "25". Każda z zaproszonych osób będzie opowiadać o pięciu zmysłach, o tym, jak zmysły wpływają na ich pracę, ale też na ich codzienne życie. Wykładowcami będą tu m.in. nowojorska artystka i performerka Gayil Nalls, Anja Rubik czy projektant mody Jean-Charles de Castelbaljac. Mamy taki skład wykładowców, który nie pojawił się jeszcze nigdy w jednym miejscu w Polsce i chyba nawet na świecie.

Anja Rubik jest kuratorką tegorocznej edycji festiwalu. A motywem przewodnim wydarzenia uczyniliście pięć zmysłów. Skąd ten pomysł?

- Początkowo myśleliśmy o czymś innym, ale zaczęliśmy rozmawiać z Anją Rubik o tym, że obecnie panuje moda na slow food, slow fashion, generalnie slow life, spowolnienie życia. Coraz ważniejsza staje się dla ludzi jakość życia, jedzenia, podróży. Żyjąc wolniej, robimy większy użytek z naszych zmysłów. Okazało się, że ten temat jest też bardzo ważny w magazynie Anji, "25". Zdecydowaliśmy się to połączyć i zorganizować festiwal wokół pięciu zmysłów.

Filmy mody, które robisz, mają charakterystyczną stylistykę, która z jednej strony jest dość mroczna, a z drugiej bardzo mocno oscyluje wokół szeroko pojętej seksualności. Taki jest też twój najnowszy film stworzony dla AFF .

- Moje filmy odwzorowują mnie, zawsze daję z siebie w pracy 100 procent, dlatego widać w tym, co robię, moją osobowość. A seksualność to jest to coś, co towarzyszy nam każdego dnia. To coś, co jest połączeniem naszych pięciu zmysłów, bez czego nie można żyć. Nie mówię tu stricte o seksie - seksualność to dotyk, zapach, elementy, które łącząc się, mają na nas wielki wpływ. W filmie, który stworzyłem dla AFF, nie ma seksu, nagości, nie ma nic wulgarnego. Jest tylko oddech - to może być oddech kobiety, która biegnie. To widz decyduje o interpretacji, jeśli odczyta ten oddech jako orgazm, to widocznie tak czuje. Rozwieranie ust może mieć podtekst seksualny, ale niekoniecznie, przecież ustami także jemy. Robiąc ten film, kierowałem się tym, żeby jak najlepiej pokazać zmysły.

 

Lubisz wbijać kij w mrowisko? Niedawno sam stałeś się bohaterem sesji, która może uchodzić za kontrowersyjną...

- Chciałem, żeby sesja z moim udziałem była prawdziwa, więc wpadłem na pomysł, że powinna opowiadać o moim dniu, o tym, co się ze mną dzieje zaraz po przebudzeniu. Budzę się z facetem w łóżku, jem śniadanie, piję kawę, czytam gazetę i biorę prysznic. Pojawiają się elementy nagości, której osobiście się nie wstydzę, bo uważam, że jest czymś naturalnym i jeśli pokazuje się ją w odpowiedni, wysmakowany sposób, tak jak to wyglądało w tym przypadku, wszystko jest OK. Kilka magazynów odmówiło publikacji tej sesji, mimo że zamówiły ze mną wywiady, ponieważ uznały, że jest bulwersująca.

Ja nie boję się takich rzeczy, nie ma w tych zdjęciach nic ordynarnego, pokazują po prostu, jaki jestem. Staram się być szczery w tym, co robię, i prywatnie, i zawodowo. Jeśli tak wygląda mój dzień, to tak go pokazuję. Owszem, mógłbym kłamać, ale po co, żebym się w tych kłamstwach pogubił? Nie interesuje mnie zdanie innych na mój temat, nie pokazuję się na ściankach, bo interesuje mnie praca i rozwijanie moich pasji. Nie chcę żyć w zakłamaniu, ale w świecie szczęścia, spełnienia i naturalności - czegoś, co jest normalne.

Zostańmy przy szczerości w kwestiach zawodowych... Podkreślasz często, że moda to nie ścianki i czerwony dywan. To czym jest dla ciebie moda?

- Moda przede wszystkim jest dla mnie wyzwoleniem i odzwierciedleniem osobowości. Jest tym, co noszę.

Jasne, żeby zdobyć zlecenia, ciekawe kontrakty, trzeba się promować, ale moim zdaniem lepiej promować się przez swoją pracę i dokonania zawodowe, a nie zdjęcia na ściankach. Nie oceniam ludzi, którzy wybrali taką drogę, bo ja też nie jestem osobą anonimową - choćby z tego powodu, że udzielam wywiadów czy publikuję swoje zdjęcia w mediach. Ale uważam, że pokazy mody służą prezentowaniu ubrań prasie, buyerom czy klientom, a w Polsce na takie wydarzenie ludzie przychodzą bardziej, żeby się napić, sfotografować na ściance i wylansować. Zapominamy o tym, że pokaz służy prezentacji pracy projektanta. Moda jest też biznesem, o czym często w Polsce się nie mówi, pomimo że są projektanci, którzy świetnie się sprzedają.

Wojciech Onak w kontrowersyjnej sesji zdjęciowej (fot. Marcin Gierat)

Zwycięzcy warsztatów Art & Fashion Forum pojadą na kurs do londyńskiego Central Saint Martins, uczelni, której sam jesteś absolwentem. Uważasz, że zagraniczna edukacja to przepustka do kariery?

- Zależy, co się chce robić w życiu. Jeśli ktoś chce być specjalizującym się w polskim prawie prawnikiem, to wiadomo, że tego najlepiej nauczy się na miejscu. Natomiast jeśli chodzi o szeroko pojętą modę, to oczywiście w Polsce są świetne szkoły, jak Katedra Mody ASP w Warszawie czy poznańska School of Form, które bardzo cenię. Ale nie będę ukrywał, że nauka za granicą jest zupełnie inna niż w Polsce, bardziej rozwija, przygotowuje lepiej do pracy w realnym świecie.

Polskie uczelnie nie uczą moim zdaniem radzenia sobie z porażkami, a zagraniczne tak. Myślę, że edukacja w Anglii czy generalnie na świecie daje też kontakty, które są nie do przecenienia. Ludzie zyskują też inne spojrzenie, nie tylko na modę, ale również na życie.

Myślisz, że przepaść pomiędzy polskim a brytyjskim rynkiem mody wciąż jest duża?

- Szczerze mówiąc, nie wiem, co to jest polski świat mody, on moim zdaniem po prostu nie istnieje. Owszem, są projektanci, kilku bardzo cenię, ale świat mody to coś więcej. Nie można o nim mówić w kraju, gdzie tak naprawdę nie ma Tygodnia Mody z prawdziwego zdarzenia, gdzie praktycznie nie istnieją domy mody. Nie ma żadnych struktur biznesowych, więc tego nie da się porównać z tym, co dzieje się w Anglii. W Polsce nikt nie uważa mody za część biznesu i czegoś, co może zarabiać i przyczyniać się do wzrostu PKB. W Wielkiej Brytanii moda jest dotowana przez państwo i jest to duża część ekonomii państwa.

Mieszkałeś w Anglii, pracowałeś z takimi gwiazdami jak Nick Knight. Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do Polski?

- Dostałem atrakcyjne oferty pracy w Polsce i po prawie 10 latach w Londynie zdecydowałem się tu przyjechać. Nie ukrywam, że po krótkim czasie chciałem uciekać do Anglii, ale jednak zwyciężyła miłość do rodziny i przyjaciół, których tutaj mam, zaczęły się też pojawiać ciekawe projekty, których chciałem być częścią. Poza tym tempo życia w Anglii jest straszne. A ja jestem osobą, która potrzebuje czasem się zatrzymać, zwolnić. Oczywiście lubię ostre imprezy, nie będę kłamał, że wieczory spędzam przy kominku, robiąc na drutach, cenię nowe, intensywne doświadczenia. Ale nie chcę tracić życia na wielogodzinne dojazdy do pracy.

I dlatego swoją agencję otworzyłeś w Polsce?

- Tak, i to nie tam, gdzie zrobiliby to wszyscy, czyli w Warszawie, tylko w Krakowie. Owszem, nie dzieje się tu zbyt wiele, jeśli chodzi o modę, ale mimo to robimy w tym mieście projekty z ludźmi z całego świata. Kraków jest pięknym miejscem i każdy chętnie przyjeżdża do niego pracować. A po pracy mogę zabrać ludzi na drinka na jeden z najpiękniejszych w Europie rynków. Więc dlaczego nie? I tak większość rzeczy załatwia się przez telefon czy maila. Mam klientów, z którymi współpracuję od miesięcy, i w życiu nie widziałem ich na żywo. Ludzie ograniczają się do jednego miasta, bo w nim jest wszystko. Owszem, jest, ale czasem trzeba się przełamać, żeby robić to, co się chce i jak się chce.

Wojciech Onak jest absolwentem londyńskiego Central Saint Martins. Na kurs do tej uczelni pojadą w ramach nagrody zwycięzcy warsztatów Art & Fashion Forum (fot. Marcin Gierat)

Agencja kreatywna to bardzo szerokie pojęcie. Czym dokładnie zajmuje się OCR Creations , której jesteś właścicielem?

- Załóżmy, że mamy produkt, np. bluzkę. Idziemy do agencji reklamowej, żeby ten produkt wypromowała, nakręciła spot itp. Agencja kreatywna oferuje natomiast bardziej kompleksowe usługi - od kreowania wizerunku, po tworzenie całej kampanii marki. Zwykle nie zajmujemy się jednym produktem, tylko całym brandem , jego ideologią.

Parząc na twoje dokonania, chciałoby się powiedzieć: człowiek orkiestra. Skąd u ciebie takie szerokie spojrzenie na modę?

- Zawsze staram się być otwarty i wykonywać swoją pracę z pasją. Może się wydawać, że skaczę z kwiatka na kwiatek, ale jeśli się zastanowić, wszystkie elementy świetnie się łączą, oscylują wokół komunikacji mody.

W przypadku marki Polygon, której byłem założycielem, wielką przyjemność sprawiało mi oczywiście projektowanie, ale przede wszystkim czerpałem niesłychaną radość z tworzenia marki. To jest coś, w czym świetnie się czuję. To, że później przeszedłem do jednej z największych korporacji modowych w Europie, było bardzo przemyślane, zostałem zachęcony możliwością zmiany wizerunku marki. Dokonałem wielu zmian, które  - pomimo że nie jestem już częścią tej firmy - pozostały i są kontynuowane do dziś.

Wyznaję zasadę, że w końcowym rozrachunku nie jest ważne, ile się zrobiło, ale czy to, co się zrobiło, wpłynęło na kogoś i jak. Czy wzbudziło to emocje, bo to one są najważniejsze. Tą samą filozofią kieruję się, robiąc filmy modowe czy prowadząc moją agencję.

Wojtek Onak . Absolwent Central Saint Martins College of Arts and Design. Założyciel marki Polygon. Twórca filmów modowych, fotograf. Kierował działaniami marketingowymi firmy Mohito. Obecnie pracuje jako dyrektor kreatywny, jest założycielem agencji OCR Creations. Jego najnowsze dziecko to festiwal Art & Fashion Forum by Grażyna Kulczyk, którego jest dyrektorem artystycznym.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała Fashion Marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG" i portalem Sezon. Zajmuje się też PR-em i produkcją sesji zdjęciowych.