artykuły

Z jednej strony Częstochowa - 230 tysięcy mieszkańców, z drugiej Sieradz - sześć razy mniejszy. Porównać się ich nie da, ale przez ponad 20 lat na mapach administracyjnych kraju zaznaczano je tym samym znaczkiem. Dziś żyją w nich prawie 3 miliony Polaków. Nikt nie mówi o ich problemach, nikt nie opowiada o radościach, smutkach i wyzwaniach Polski mniejszych miast. Media zjeżdżają do nich tylko, jak się wydarzy jakaś rzeź. Albo jak ktoś znajdzie pod ziemią pociąg pełen złota - tak Filip Springer kreśli u nas tło, na którym powstał projekt "Miasto Archipelag - Polska mniejszych miast" .

Ciekawy z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, ma rzucić nowe światło na miasta, o których krajowe media faktycznie wspominają sporadycznie - przy okazji tragedii lub sensacji. I zbudować wielką narrację o życiu ich mieszkańców. Po drugie, jest eksperymentem formalnym. Totalnym dziennikarskim dziełem.

Oto Springer rusza do 31 byłych stolic województw, "ofiar" reformy administracyjnej. Jak, nie przymierzając (a może trochę), Geert Maak śladami Steinbecka po Ameryce. Albo, ostatnio, Karl Ove Knausgard, któremu jednak relacjonowanie życia amerykańskiej prowincji niespecjalnie wyszło. Springera wspiera tymczasem w ambitnym zamyśle kilkudziesięciu korespondentów - dziennikarzy lokalnych, miejskich aktywistów, zwykłych pasjonatów, którzy chcą coś zrobić dla swoich miast.

Biała Podlaska (fot. Filip Springer)

Od pół roku Archipelag można śledzić w sieci - na Facebooku , Instagramie i Flipboardzie . Teraz startuje blog , na którym znajdziecie doniesienia Filipa z podróży. Prócz tego teksty z drogi będzie publikować m.in. w "Polityce" i naszym magazynie (jak zwykle w formie felietonów o architekturze). W tym samym czasie lokalni korespondenci będą pracować nad kolejnymi opowieściami i artykułami z "Archipelagu", które dostępne będą na Flipboardzie oraz Facebooku projektu.

Konkret, prawda? I praca bardzo w duchu slow journalism (o czym zresztą Springer pisze u nas w tekście, który już jutro). A wszystko po to, by odpowiedzieć na takie chociażby pytanie: Czy stutysięczne miasto, takie jak Elbląg, albo osiemdziesięciotysięczne - jak Jelenia Góra, to naprawdę miejsca, w których nadzieja na godne życie ma się kojarzyć tylko z budynkiem dworca i umieszczoną w nim tablicą odjazdów?

W najbliższym wydaniu Weekendu znajdziecie również rozmowę Katarzyny Kazimierowskiej z Martą Szarejko , autorką książki "Zaduch" , zbioru reportaży o ludziach ze wsi i mniejszych miejscowości, którzy musieli odnaleźć się w wielkim mieście. Szarejko sama jest "słoikiem", jak często określa się w mediach przyjezdnych. Tej łatki jednak nie lubi, uważa ją za obraźliwą. Uprzedzenia rdzennych mieszczuchów względem przyjezdnych uznaje za przejaw niewiedzy. Chociaż jasno zaznacza, że i "napływowi" bywają wrogo nastawieni do tych, którzy w mieście się urodzili i w związku z tym mieli łatwiejszy start w dorosłe życie. Właśnie to napięcie pomiędzy miastowymi a przyjezdnymi jest osią jej książki.

Marta Szarejko (fot. Zosia Promińska)

A tytułowy zaduch? Zdaniem Szarejko to pułapka, w którą wpadają ludzie emigrujący "z małego do wielkiego". Uciekają przed atmosferą małomiasteczkowości, przed mizerią ekonomicznych perspektyw, w rodzinnych stronach się duszą. Jednak w warunkach miejskich również cierpią z braku powietrza. Walczą z poczuciem winy (rodzice zostali "tam", jeśli zachorują, będzie kłopot, opieka na odległość jest trudna), ze wstydem (na przykład wtedy, kiedy zabierają do miejsca swojego urodzenia przyjaciół), z poczuciem wyobcowania (sąsiedzi w windzie wysokościowca nawet się ze sobą nie witają), z wrażeniem bycia nie na miejscu (kiedy pani sprzątająca za bardzo przypomina mamę, więc trzeba opuścić apartament na eleganckim osiedlu). Muszą starać się bardziej, pracować więcej, nadrabiać kulturalne zaległości, a i tak wciąż do miasta nie pasują.

Czy Szarejko napisała książkę w obronie przyjezdnych? Żeby się nad nimi użalać? Twierdzi, że nie. I powtarza, że chodziło jej o wywołanie dyskusji. To czytajcie i dyskutujcie!

A w Weekendzie także m.in.:

- Bartosz Prokopowicz . Do kin wchodzi właśnie "Chemia" w jego reżyserii - fabuła silnie inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z życia Prokopowicza oraz jego żony Magdy , założycielki fundacji Rak'n'roll. O miłości, która ich połączyła, macierzyństwie w obliczu choroby, zmaganiu się z własnymi słabościami, niszczącym wpływie chemioterapii na psychikę, a także śmierci Magdy, na którą ani ona, ani on nie byli gotowi (czy w ogóle można być gotowym?), reżyser opowiada w Weekendzie Angelice Swobodzie .

Bartosz Prokopowicz na Festiwalu Filmowym w Gdyni (fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta)

- Wszystko o kłamstwie . Kłamiemy notorycznie. W sferze finansów - często zaniżamy lub zawyżamy swoje dochody. W sypialni, pokrywając w ten sposób pruderię. W pracy - tam lubimy działać na pokaz, podkreślać własne bohaterstwo. I oczywiście w sieci, w której tworzymy lepsze wersje samych siebie. Czy to źle, że tak ściemniamy? Niekoniecznie. Tak przynajmniej utrzymuje w rozmowie z Karoliną Przewrocką psycholożka i etnografka Julia Izmałkowa . Szukajcie jej w niedzielę na naszej "jedynce".

Julia Izmałkowa (fot. archiwum prywatne)

- Zygmunt "Muniek" Staszczyk . Przy okazji premiery płyty "19822015" , podsumowującej działalność T.Love Alternative , namówiliśmy go, żeby powspominał dorastanie na robotniczym osiedlu w Częstochowie, muzyczny debiut na studniówce, karciane długi z czasów, kiedy mieszkał w warszawskim akademiku, no i trudne początki pisania, spod znaku: "czy warto jeść czy warto pić, czy w ogóle warto żyć?". Muniek mówi Bartkowi Strowskiemu : - Zawsze byłem blisko ludzi. Wierzymy mu.

Zespół T.Love (fot. materiały promocyjne)

- Walka z szatanem . Trzy bohaterki najnowszego dokumentu HBO Konrada Szołajskiego pod tym tytułem trafiły do egzorcystów z różnych powodów: jedna utraciła wiarę, druga była skrajnie nadwrażliwa, a trzeciej ciążyły skłonności homoseksualne. Wszystkie wierzyły, że są opętane. Wierzyli w to również księża, którzy odprawiali nad nimi egzorcyzmy. O to, czy prawdziwe opętania naprawdę się zdarzają, i kogo atakuje diabeł Marta Pawłowska pyta ks. dr. Stanisława Radonia , psychoterapeutę, który został konsultantem i bohaterem filmu.

Kadr z filmu "Walka z szatanem" (fot. HBO)

- Kamil Sipowicz . "Nie oceniaj. Zaakceptuj" to motto świeżo wydanego zbioru rozmów Anny Morawskiej o depresji. Publikujemy fragment książki - wywiad z pisarzem, poetą, malarzem, dziennikarzem Kamilem Sipowiczem, który szczerze opowiada o swoich (i swojej żony Kory) zmaganiach z chorobą, którą Winston Churchill określał mianem "czarnego psa". - Nie sądzę, żeby można było wyleczyć się z depresji. To jest naturalny stan człowieka - mówi Sipowicz. I wyjaśnia, dlaczego...

Kamil Sipowicz podczas debaty o kulturze partii Twój Ruch (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

- " KomBat" . W kolejnym odcinku cyklu "Historia jednego zdjęcia" Michał Gostkiewicz bada historię, która stoi za jedną z najbardziej ikonicznych fotografii z II wojny światowej, wykonaną przez Maksa Alperta. Przedstawia radzieckiego żołnierza, który chwilę po wykonaniu zdjęcia już nie żył (jak głosi najbardziej rozpowszechniona wersja wydarzeń). Kombat (ros. skrót od "KOMendant BATalionu") został w ZSSR bohaterem. Kim był? Zajrzyjcie do nas jutro!

Hanna Rydlewska. Redaktor naczelna weekendowego magazynu Gazeta.pl